Jagna Marczułajtis-Walczak trzy lata temu dowiedziała się, że jej trzecie dziecko, syn Andrzej, cierpi na nieuleczalną wadę mózgu. Diagnoza - szerokozakrętowość zwana pachygyrią - kompletnie załamała ją psychicznie. Czternastokrotna mistrzyni Polski w snowboardzie, a obecnie posłanka Platformy Obywatelskiej, wpadła w ciężką depresję, o czym szczerze opowiedział w najnowszym wywiadzie.

Nogi się pode mną ugięły, zaczęły mi płynąć łzy, nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę, pytałam dlaczego to spotkało właśnie mnie i jego. To był cios. Tak się w tym wszystkim załamałam, że miałam ogromną depresję - powiedziała w rozmowie z "Super Expressem".

Była sportsmenka zdobyła się także na wstrząsające wyznanie o myślach samobójczych. Nie ukrywa, że myślała o tym, aby zabić siebie i dziecko.

Całą zimę jeździłam z dzieckiem od lekarza do lekarza. Jeżdżąc patrzyłam tylko z jakiego mostu zjechać, albo jak to zrobić żeby się zabić razem z tym dzieckiem, żeby po prostu już nie cierpiał on i ja… - wyznała ze łzami w oczach.

Jagna Marczułajtis-Walczak o chorobie syna i depresji

Polityk przyznała, że ten najtrudniejszy moment w jej życiu, podczas którego biła się czarnymi myślami trwał dość długo, ponad półtora roku. W tamtym okresie nie dostała się też do Sejmu oraz była zmuszona zamknąć swoją szkołę narciarsko-snowboardową. W końcu wyznała swojemu mężowi, że potrzebuje kogoś do pomocy w domu.

Znaleźliśmy ciepłą i dobrą osobę. Ona mi pomogła, dała mi siłę. Zrozumiałam, że są tacy, którzy mają jeszcze ciężej. Nie chciałam się poddać. Trzeba o tym mówić światu, to daje siłę. Jako osoba publicznie rozpoznawalna chcę teraz wspierać inne cierpiące matki. Właśnie od takich kobiet dostałam wsparcie - powiedziała Jagna Marczułajtis-Walczak.

Posłanka twierdzi, że nie boi się, że jej szczere wyznania zostaną odebrane przez opinią publiczną jako element walki politycznej.

Po kilku latach bycia w sporcie i w polityce mam grubą skórę, zawsze się znajdą osoby, które będą uważały, że robię to dla popularności. A ja uważam, że popularność zobowiązuje mnie do tego, żeby pokazać innym matkom, że dzieci niepełnosprawne są wśród polityków, gwiazd, ludzi i zamożnych i biednych, wśród takich, którzy na co dzień wydają się szczęśliwi - wyjaśniła.

Dziś mama Kokosa, jak pieszczotliwie nazywany jest w domu Andrzej, jest już szczęśliwa. Przyznaje jednak, że ma za sobą terapię oraz leczenie farmakologiczne. Na pytanie o rokowania dla syna odpowiada, że lekarze nie mówią jej zbyt wiele. Ma jedynie nadzieję, że nie będzie gorzej.

SPRAWDŹ TEŻ: Kasia Tusk pierwszy raz pokazała córkę. Wnuczka Donalda Tuska ma już pół roku [FOTO]