Jamie Cullum postanowił uratować tegoroczne święta Bożego Narodzenia. Posiadacz jednego z najprzyjemniejszych i najbardziej zmysłowych głosów w świecie współczesnego popu i jazzu pod koniec listopada wydał swój pierwszy świąteczny album. "The Pianoman at Christmas" to zestaw 10 autorskich christmasowych songów, które mają ogromną szansę stać się nowymi bożonarodzeniowymi klasykami.

Co zainspirowało popularnego wokalistę do nagrania takiego krążka? Jaka historia kryje się za klimatycznym zdjęciem z jego żoną, które zdobi okładkę płyty? Co z tym wszystkim ma wspólnego pandemia koronawirusa? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w poniższym zapisie rozmowy z Jamiem Cullumem, który krótko przed premierą albumu połączył się z nami prostu ze swojego domu, aby opowiedzieć o swoim najnowszym muzycznym dziecku i własnych, dość nietypowych, świątecznych tradycjach.

Robert Choiński: W ubiegłym roku pojawiłeś się gościnnie na świątecznym albumie Robbiego Williamsa, "The Christmas Present". Czy to właśnie zainspirowało cię do stworzenia własnej świątecznej płyty?

Jamie Cullum: Zdecydowanie tak. Bardzo dobrze mi się z nim pracowało. Pomysł na stworzenie świątecznego albumu krążył w mojej głowie już od jakiegoś czasu. Współpraca z Robbiem była jednak tak przyjemna, iż zacząłem myśleć, że lepiej to zrobić wcześniej niż później. Robbie wykonał fantastyczną robotę, co bardzo mnie zainspirowało. On nagrał podwójny album: jeden z coverami, a drugi z autorskimi utworami. Pomyślałem sobie, że to było bardzo sprytne posunięcie i postanowiłem też coś dodać od siebie. Podjąłem się więc próby stworzenia nowych świątecznych klasyków. Taki był cel. Pomyślałem sobie, że napiszę je w tym roku, a nagram w 2021. Potem jednak moja trasa została odwołana (z powodu pandemii koronawirusa – przyp red.), przez co zyskałem mnóstwo czasu. Przyspieszyłem więc ten projekt i oto jest.

Pierwszym singlem promującym twoją płytę "The Pianoman at Christmas" był utwór "Turn On The Lights". Jaka historia kryje się za ta piosenką?

"Turn On The Lights" to bardzo aktualny utwór. Mówi o świętach, które następują po bardzo ciężkim roku i podnoszą nas na duchu w trudnych czasach. To miał być taki muzyczny odpowiednik oczekiwania na nadchodzące Boże Narodzenie. Ja osobiście odczuwam je już, gdy tylko zaczynam myśleć o wieszaniu lampek, dekorowaniu domu i przyniesieniu do niego choinki. Włączenie światełek ("turn on the lights" oznacza w j. angielskim "włączyć światła") zdaje się być świetną metaforą próby wyzwolenia w sobie radości, którą niesie ze sobą Boże Narodzenie.

Przy "The Pianoman at Christmas" ponownie współpracowałeś ze znanym i cenionym producentem muzycznym, Gregiem Wellsem.  Co ci się najbardziej podoba w pracy z nim?

Greg ma w sobie głęboką miłość do tradycyjnej, big-bandowej muzyki, którą ja też kocham. Zwłaszcza do Count Basie Orchestra, z którą pracowaliśmy już przy mojej płycie "The Pursuit" (z 2009 roku – przyp. red.). On uwielbia te rozmyte, pięknie ułożone dźwięki big-bandu. Wiedziałem więc, że doskonale zrozumie brzmienie, jaki chciałem uzyskać na tej płycie. Wiedział też, jak to wszystko zmiksować, żeby brzmiało to ponadczasowo, ale jednocześnie także na swój sposób nowocześnie. Chciałem czegoś pomiędzy.

Czy osobiście wolisz energiczne, radosne piosenki, takie jak "Hang Your Lights", czy bardziej emocjonalne, jak utwór tytułowy, "How Do You Fly?" i "Christmas Caught Me Crying"?

Myślę, że każdy dobry album potrzebuje blasków i cieni. Tylko dlatego, że jest to album świąteczny, nie powinno się stronić od wszystkich różnych emocji, które mogą pojawić się w okresie świątecznym. Próbowałem więc stworzyć płytę z 10 piosenkami, które ukażą pozytywy i negatywy życia i - de facto - świąt.

Czy da się poczuć świąteczną atmosferę wiosną, gdy faktycznie tworzyłeś ten album?

Cóż, jak się okazało, tak! (śmiech) Tom Waits mówi, że trzeba być diabłem, żeby pisać o diable. Moim zdaniem najważniejsze jest to, aby przenieść się w sferę wyobraźni. Fakt, że przebywałem wtedy w zamknięciu z moją żoną i dziećmi, nigdzie nie podróżowałem, nie miałem niczego w swoim kalendarzu, sprawił, że zyskałem sporo przestrzeni w mojej głowie na bycie kreatywnym. Uważam, że to korzystnie wpłynęło na moją twórczość. A że pisałem wtedy o Bożym Narodzeniu, to byłem wtedy w stanie faktycznie się tam przemieścić. Nie musiałem stawiać w domu choinki i włączać lampek. W jakiś sposób udało mi się to poczuć i to była cudowna rzecz.

O ile się nie mylę, to "The Pianoman at Christmas" to twoja pierwsza płyta, na okładce której nie jesteś sam. Dlaczego zdecydowałeś się tym razem zapozować do zdjęcia razem ze swoją piękną żoną?

Tworzenie tego albumu przypadło na dość romantyczny okres. Ona była wtedy praktycznie cały czas w domu ze mną i z dziećmi. Odegrała więc sporą rolę w procesie kreatywnym powstawania tej płyty. Chciała mi też pomóc stworzyć obrazek, który nie byłby zbyt oczywisty. Nie chciałem stać na tle choinki czy wręczać dzieciom prezenty. Wydawało mi się też, że ten album ma bardzo filmowy klimat. Chciałem więc zrobić zdjęcie, które odda ten kinowy charakter. Wpadliśmy na pomysł uchwycenia pary powracającej pięknym, starym samochodem ze świątecznej imprezy. Czegoś takiego raczej nikt z nas nie będzie mógł doświadczyć podczas tegorocznych świąt. Nie ukrywam, że chcieliśmy też po prostu się dobrze bawić (śmiech) Sophie pomogła mi zebrać wspaniałą ekipę, która wprowadziła tę romantyczną wizję w życie.

To zdjęcie jest zresztą naprawdę autentyczne. Oczywiście było pozowane, ale udało się uchwycić moment, gdy naprawdę świetnie się bawiliśmy. Jechaliśmy późnym wieczorem przez Londyn, w środku grała wspaniała muzyka - było naprawdę romantycznie. Podoba mi się też jego ponadczasowość. Kojarzy mi się z okładką płyty Boba Dylana (jego drugiego albumu "The Freewheelin'" - przyp. red.) gdzie on idzie ulicą ze swoją dziewczyną, a także z kultowymi okładkami płyt Milesa Davisa, Raya Charlesa i Franka Sinatry. Możesz do nich niemal dopowiedzieć swoją własną historię - uwielbiam, gdy okładki wywołują takie wrażenie.

W piosence "Beautiful Together" wspominasz o świątecznych tradycjach rodzinnych. Jedną z nich jest oglądanie starych filmów. Masz jakieś swoje ulubione klasyki, które oglądasz co roku?

Tak. Jednym z moich ulubionych filmów są "Gremliny" (śmiech) W moim domu to jest jak najbardziej świąteczny film. Uwielbiam go. Tak samo "Kevin sam w domu". Tak samo uwielbiam w Boże Narodzenie czytać i oglądać historie o duchach. Kocham też świąteczne wiersze Wendy Cope, są dla mnie naprawdę ważne. Czytam również powieści fantasy autorstwa Susan Cooper z serii "Ciemność rusza do boju" - gdy tylko je wyciągam, to od razu czuję, że naprawdę nadchodzą już święta.

Masz dwie córeczki. Czy one lubią z tobą śpiewać kolędy i świąteczne piosenki?

Hmm... nie do końca. Oczywiście uwielbiają śpiew i muzykę, ale raczej nie tak spędzają czas w święta. Zazwyczaj po prostu biegają w kółko i szaleją, jak to dzieciaki. Nie jesteśmy raczej taką serialową rodziną (śmiech)

Co chciałbyś powiedzieć tym, którzy będą słuchać twojej płyty w trakcie tegorocznych świąt?

Mam nadzieję, że będzie ona dla nich niczym ciepły uścisk i przytulne siedzenie przy kominku - w ten niebanalny, niecyniczny sposób. W taki sposób, który ma w sobie jakąś głębię, głębię ludzkich emocji. Mam też nadzieję, że stanie się dla nich nową częścią ich świątecznej tradycji.

ZOBACZ TEŻ: Dan Smith z Bastille o koncertach w Polsce: "Najgłośniejsza i najlepsza publiczność na świecie" [WYWIAD WIDEO]