Śmierć Jana Kulczyka zszokowała opinię publiczną w Polsce i na świecie. Najbogatszy Polak nigdy bowiem nie narzekał na swoje zdrowie, a jego kontakty i nieograniczone możliwości finansowe mogły zapewnić mu najlepszą dostępną opiekę.

Niestety, okazuje się, że Kulczyk od ponad roku zmagał się z nowotworem prostaty i to właśnie z tego powodu musiał poddać się wtorkowemu zabiegowi, który doprowadził do jego śmierci.

Jak donosi "Fakt", zabieg pierwotnie udał się, a przedsiębiorca nie tylko odzyskał po nim przytomność, ale również doskonale się czuł, żartował i odbył kilka rozmów z rodziną i bliskimi współpracownikami.

Niestety, nieoczekiwanie doszło u niego do zatoru żylno-płucnego, schorzenia, które nawet mimo szybkiej reakcji lekarzy okazuje się w większości przypadków śmiertelne.

Choć dla opinii publicznej problemy zdrowotne Jana Kulczyka mogły być niespodzianką, to jego bliscy i przyjaciele od dawna wiedzieli, że biznesmen ma trochę takich problemów.

- Wiedziałem, że ostatnio nie czuje się najlepiej. Ale też wiedziałem, że on umie zadbać o siebie, że jest w kontakcie ze znakomitymi polskimi lekarzami, pod opieką kliniki wiedeńskiej, gdzie często bywał - powiedział w rozmowie z RMF FM Waldemar Dąbrowski, przyjaciel Kulczyka.

Jak donosi "Fakt", po ciało przedsiębiorcy do Wiednia polecieli już jego syn Sebastian i była żona, Grażyna Kulczyk. Według informatorów tabloidu, pogrzeb Kulczyka odbędzie się 5 sierpnia, a jego ciało spocznie na poznańskim cmentarzu, gdzie znajduje się rodzinna mogiła.

 

» PRZECZYTAJ TAKŻE: Joanna Przetakiewicz - W szoku po śmierci Jana Kulczyka