Magdalena Kuszewska, "Gala": Przyznajcie się, zjadała Was trema przed emisją pierwszego odcinka programu "Power Couple", gdzie po raz pierwszy występujecie prywatnie, jako małżeństwo?

Janusz Chabior: Już wcześniej dostaliśmy od produkcji tego show dwa odcinki do obejrzenia. Powiedzieliśmy więc sobie z Agatką: "No, jest luzik, jakie piękne konkurencje dla par"... Agata, a dlaczego tak się teraz śmiejesz?

Agata Wątróbska: Bo w ogóle nie odpowiadasz na pytanie! (śmiech)

Janusz: Serio? To lepiej ty, Agatka, o tym opowiedz.

Agata: Mieliśmy tremę, bo wiadomo, że wszystko pozostaje w rękach montażystów. Do każdego "obrazka" można dorobić własną interpretację i odpowiednio po-sklejać wybrane filmiki. Nie będziemy więc ukrywać, że się stresowaliśmy pierwszym odcinkiem, ale w miarę oglądania, z minuty na minutę, pojawił się spokój. Przekonaliśmy się, że całość jest wyważona, zmontowana ze smakiem i co ważne - z poczuciem humoru.

Janusz: Wzięliśmy udział w tym programie po to, by przeżyć przygodę, pobawić się. W tej "covidowej" rzeczywistości przez ostatni rok było niewiele możliwości, żeby spędzić trzy tygodnie wśród ludzi. I do tego jeszcze rywalizować, mieć frajdę, no i zarobić parę groszy.

Tak właśnie myślałam: tyle ciekawych par udało się zgromadzić w jednym show, pewnie także przez większą dostępność w pandemii. A jak zareagowali na ten program Wasi znajomi, aktorzy i artyści? Obawialiście się krytyki środowiska?

Janusz: Kiedyś znacznie większą uwagę przywiązywałem do tego, co ktoś o mnie mówi. Pozbyłem się tego, bo przecież to jest moje życie, biorę pełną odpowiedzialność za własne czyny. A jak powiedział klasyk: "Wstyd to tylko kraść". Akurat bliscy koledzy aktorzy uznali nasz udział w tym programie za superfajną przygodę.

Agata: Podobnie jak Janusz nie patrzę już na to, co twierdzą inni. Oczywiście przychylnej mi osoby zawsze wysłucham, ale wiem, że jestem kowalem własnego losu. Zazwyczaj po prostu słucham głosu serca. A teraz we dwoje słuchamy siebie. I jeśli chodzi o "Power Couple", nie pomyliliśmy się.

Nie tylko słuchacie, ale i żartu-jecie z siebie chętnie. W programie widać, jaki macie luz i dystans. Silnie łączy Was potrzeba żartu. Rozumiem, że to się szczególnie przydaje w pandemii?

Agata: W marcu obydwoje zachorowaliśmy na koronawirusa. Nie mieliśmy siły się śmiać, ale rzeczy-wiście w pandemii stworzyliśmy bardzo zabawny program na na-szych mediach społecznościowych: "Ja, moja garderoba i goście". On nam życie ratował i - jak się potem okazało - wielu innym osobom również. Niektórzy do tej pory wysyłają nam wiadomości o tym pro-gramie. W czasie tzw. lockdownu poczucie humoru i dystans to nie-zbędne elementy, które ratują z wielu opresji.

Czy to prawda, że poznaliście się już siedem lat temu na planie pewnego filmu, ale straciliście kontakt na dłużej?

Agata: Absolutnie tak było.

Janusz: Widać, to nie był nasz czas. Musieliśmy jeszcze trochę przeżyć osobno, nie byliśmy wtedy na siebie gotowi. Minęło więc prawie sześć lat, aż doszło do pamiętnego sylwestra...

Pamiętny sylwester, czyli ten, który Was połączył.

Janusz: Punkt przełomowy, 31 grudnia 2018 roku. Impreza u wspólnych znajomych. Agata opowiadała mi potem, że nie chciała pójść na tego sylwestra. ja też miałem trafić gdzie indziej. Ale widać, już zadziałały jakieś specjalne siły w kosmosie, bo oboje jednak się tam znaleźliśmy. Minęło zaledwie pół godziny, gdy patrząc na nią, pomyślałem: "Kurczę, taka fantastyczna dziewczyna i przyszła tutaj sama?! Niemożliwe. Chyba jakiś narzeczony gdzieś się kręci". Szybko jednak okazało się, że Agata jest akurat bez pary. I jak się do siebie przysiedliśmy, tak już zostało. Od początku bardzo dużo się śmialiśmy, żartowaliśmy. A nasza wielogodzinna rozmowa skończyła się wspólnym selfie z gorącym pocałunkiem.

Dodajmy do tego Wasze szybkie zaręczyny we włoskiej miejscowości Corleone. To wszystko brzmi filmowo.

Janusz: No, nie mogło być inaczej! Na nasze pierwsze super wakacje wybraliśmy Sycylię. Już gdzieś wisiało w powietrzu to, że się Agacie oświadczę. Zależało mi na romantycznym wymiarze tej sytuacji. A skoro jesteśmy na Sycylii, to gdzie indziej miałbym to zrobić? W pięknym miasteczku Corleone, na starym mieście, tuż przy katedrze, usłyszałem: "Tak, chcę być twoją żoną".

Wasz ślub odbył się w czerwcu 2020 roku, kiedy na całym świecie szalała pandemia. Nie chcieliście poczekać na wielkie wesele, aż to minie?

Janusz: Nie. Poza tym okazało się, że to była słuszna decyzja, bo ile jeszcze czasu trwalibyśmy w zawieszeniu? Mamy z Agatą podobną konstrukcję emocjonalną, czyli staramy się patrzeć zawsze do przodu.

Wszystkie ważne decyzje, które podjęliśmy, okazały się słuszne, co też nam pomaga w życiu. Pojawił się więc czerwiec jako idealny czas na ślub, pojawiło się paru odważnych, którzy powiedzieli, że nam będą towarzyszyć w tym ważnym dniu. I znalazła się pizzeria, która przyjęła zamówienie i dostarczyła mnóstwo jedzenia. Siedzieliśmy w naszym nowym mieszkaniu na warszawskich Zawadach do samego rana: rozmawialiśmy, tańczyliśmy, piliśmy wino, jedliśmy pizzę. W otoczeniu bliskich. Piękny czas.

A teraz łyżka dziegciu. Poproszę o wymienienie jednej cechy, która Was wkurza w drugiej stronie.

Agata: Ja kocham poczucie humoru Janusza, ale nie znoszę jego bałaganiarstwa.

Janusz: A ja kocham u Agaty poczucie humoru. Za to nie znoszę tego jej zamiłowania do perfekcji i porządku.

A jak się sprzeczacie, to po włosku?

Agata: Kłócimy się tak, że strzelają pioruny, ale zraz potem wychodzi słońce. U nas nie ma cichych dni! Nie ma milczenia ani długich dąsów.

Janusz: Żartuję nieraz, że u Ąga. ty do głosu dochodzi sycylijski temperament, no ale jaki ma być, skoro zaręczyliśmy się właśnie tam?

Od lat przeprowadzam wywiady ze znanymi parami i kiedy dopytuję o powody kłótni, trudno im je podać. Wychodzi na to, że większość z nas sprzecza się o bzdury.

Agata: Ogólnie ludzie się kłócą o przyziemne sprawy.

Janusz: A ja myślę, że jak jest szalona miłość, to są też szalone nieporozumienia i one czasami mogą dotyczyć pierdoły, którą trudno nawet teraz nam przytoczyć.

Agata: Na szczęście nie jesteśmy pamiętliwi, skoro nawet nie pamiętamy, o co się kłóciliśmy. Ha!

Brzmi super. A potrzebujecie czasami uciec na chwilę, każde do swojego świata, choćby do drugiego pokoju?

Janusz: Jesteśmy "świeżym" małżeństwem, na początku drogi. Nie dostaliśmy medalu za ćwierćwiecze pożycia. Wszystko jest jeszcze przed nami. Na razie nie odczuwam potrzeby, żeby się gdzieś wyrwać od Agaty. Nie chcę uciekać z domu. Ale też z drugiej strony wydaje mi się, że jako para znamy się jakby od tysiącleci. Bardzo lubię spędzać czas z Agatą, być przy niej. Sprawdziliśmy się jak do tej pory także poza domem. Mamy na koncie wspólną teatralną pracę.

Agata: Zagraliśmy z Januszem w spektaklu "Dziewczyn z pociągu” w reżyserii Cezarego Żaka w Och-Teatrze.

Janusz: I zdaliśmy ten egzamin. Możemy ze sobą pracować. Prawda, Agatko?

Agata: Tak, jak  najbardziej. Mamy bardzo podobne gusta artystyczne, poczucie humoru i uzupełniamy się nawzajem, także "w robocie". Nie nudzimy się z sobą. Naturalnie więc też bardzo lubimy razem pracować.

Janusz: Dzięki temu wszystkiemu pandemia nie wyrządziła nam aż takiej krzywdy czy szkody. Nie ciąży nam wspólna obecność... Ale zaraz, zaraz. Właśnie stworzyliśmy obraz tak idealnej pary, że możemy się znaleźć na jakiejś wystawie jako eksponaty.

Dostaniecie medal za pożycie znacznie wcześniej niż inni! Z jednej strony trwa pandemia, ale z drugiej trudno nie robić nowych planów. Jakie są Wasze?

Janusz: Oboje bardzo lubimy podróże. W zeszłym roku nie udało się nam nigdzie polecieć, ale planujemy już wycieczkę do USA. Agata uwielbia Nowy Jork, a ja chciałbym wreszcie odwiedzić przyjaciół w Miami. Mamy zarezerwowany duży amerykański samochód, chcemy nim zrobić trasę przez Stany Zjednoczone po naszych znajomych i przyjaciołach, co zajmie półtora miesiąca. Czekamy, aż tylko będzie możliwość wylotu. A zawodowo planować jeszcze trudniej, bo wszystko pali na panewce...

Agata: Mieliśmy zagrać z Januszem małżeństwo w pewnym filmie, do którego zdjęcia akurat trwają. Niestety, zachorowaliśmy i musieliśmy zostać w domu. Produkcja ruszyła pełną parą, więc nie mogli na nas poczekać.

Janusz: Ale trzymamy się myśli, że wszystko jeszcze przed nami! Może nawet uda nam się jeszcze zagrać wrogów. (śmiech)

Agata: Albo np. ojca i córkę. (śmiech)

A widzicie, jako jedyna nie wypytuję o różnicę wieku, wynoszącą w Waszym przypadku 18 lat, bo mnie samą by to pytanie mierziło. Jak jest taka miłość i porozumienie, to naprawdę przestaje mieć znaczenie.

Agata: Cieszę się, że mamy podobne zdanie w tej sprawie. I że to pytanie teraz nie padło, bo często musimy wyjaśniać tak oczywiste rzeczy.

ZOBACZ: Janusz Chabior poślubił o 18 lat młodszą partnerkę. Kim jest Agata Wątróbska? [ZDJĘCIA]