Jarosław Bieniuk jest na ustach wszystkich. 16 kwietnia media obiegła informacja, że partner zmarłej 5 lat temu aktorki, Anny Przybylskiej, został aresztowany. 29-letnia Sylwia S. z Trójmiasta oskarżyła piłkarza o brutalny gwałt. Bieniuk sam zgłosił się na policję i został zatrzymany na 48 godzin. Z aresztu wyszedł za kaucją z zarzutem udostępnienia środków psychoaktywnych. Swojego pierwszego telewizyjnego wywiadu udzielił w swoim domu dla "Dzień Dobry TVN". Przed kamerami zdradził, że aktualna sytuacja to koszmar dla niego i jego najbliższych.

- Nie będę ukrywał, że jest to drugi taki traumatyczny tydzień w moim życiu dla mnie i oczywiście dla moich najbliższych, dla mojej rodziny. Dwa dni w areszcie - pierwszy raz miałem okazję być na komisariacie policji. Nie jestem osoba karaną, ani nawet notowaną. Ciężkie chwile, po których jakoś staram się pozbierać - powiedział w rozmowie z Mariuszem Hładkim.

Jarosław Bieniuk ujawnił, jak na poważne oskarżenia i jego pobyt w areszcie zareagowały jego dzieci.

- Dzieci mnie znają, więc oczywiście zdawały sobie sprawę z tego, że to jest nieprawda i tata zaraz wróci. I tak się stało - wyznał tata Oliwii, Szymona i Jana.

Jarosław Bieniuk odpowiada na oskarżenia

Partner zmarłej w 2014 roku na raka trzustki Anny Przybylskiej wyjaśnił też, dlaczego sam zgłosił się na policję.

- Tak chyba się robi w przypadku, gdy człowiek jest niewinny i nie ma nic do ukrycia. Na początku chciałem tę sytuację wyjaśnić przede wszystkim. Niestety zostałem zatrzymany na 48 godzin, ale to pozwoliło, żeby wyjaśnić tę sytuację na tyle, że wróciłem po prostu po tych dwóch dniach do domu i prokuratura nie postawiła mi tego najcięższego zarzutu - wyznał Bieniuk w DDTVN.

Ze względu na wciąż toczące się śledztwo, Jarosław Bieniuk nie może na razie opowiedzieć, jak z jego perspektywy wyglądała noc spędzona z Sylwią S. Sportowiec zapewnił jednak, że wszyscy jego bliscy są absolutnie przekonani o jego niewinności.

- Każdy, kto mnie zna wie, że nie jestem osobą agresywną ani brutalną. Ten obraz, który sam o sobie czytam jest koszmarny. Myślę, że każdy, kto orientuje się, jak działa rynek mediów, zwłaszcza prasa brukowa, zdaje sobie sprawę, że trzeba brać na to poprawkę. To jest koszmar i mam nadzieję, że to się jak najszybciej skończy - powiedział.

Jarosław Bieniuk odpowiedział też na pytanie, dlaczego zdecydował się, aby w czasie toczącego się śledztwa media podawały jego pełne imię i nazwiska.

- Uważam, że osoba niewinna powinna być wymieniana z pełnego imienia i nazwiska. Ja nie mam nic do ukrycia. Od początku jestem nastawiony na współpracę z policją i prokuraturą. To mi zależy na jak najszybszym wyjaśnieniu tej sprawy. Mam nadzieję, że to wszystko się w krótkim czasie wyjaśni i zupełnie ta sprawa nabierze innego światła - wyjaśnił.

SPRAWDŹ TEŻ: Jarosław Bieniuk straci kontrakty przez podejrzenie o gwałt? "Nie jest już kryształowy, jak dawniej"