Jasper Sołtysiewicz to aktor, któremu największą popularność przyniosła rola Justina z Kanady w serialu TVP "Barwy Szczęścia". 23-latek chętnie komunikuje się z fanami za pośrednictwem Instagrama, gdzie śledzi go ponad 30 tys. osób. Niestety ostatnio podzielił się z nimi mało przyjemną historią - okazuje się, że aktor został brutalnie zaatakowany przez policję podczas środowego Marszu Niepodległości w Warszawie. 

Aktor "Barw Szczęścia" brutalnie pobity na Marszu Niepodległości

Jasper wyznał, że nie brał udziału w marszu, a jedynie znalazł się w pobliżu, kiedy wracał z planu filmowego. Mieli go wtedy zaatakować policjanci pilnujący porządku.

- Zostałem brutalnie skatowany wracając z planu filmowego. Nie brałem udziału w marszu, w tym czasie byłem na planie. Mijał mnie kordon policji, który udawał się na interwencję. Natomiast agresorzy byli dalej, po drugiej stronie torów, w ogóle na innym peronie. Policji najwidoczniej zabrakło odwagi, żeby udać się do nich i postanowili brutalnie pobić zwykłych ludzi, nawet media i kobiety.

Miałem przy sobie tylko różowy szalik i ciasteczka dla dziewczyny, nie stanowiłem żadnego zagrożenia, po prostu szedłem. Biegł w stronę stacji kordon policji, myślałem, że po prostu mnie miną i udadzą się dalej tam, gdzie byli agresorzy. Ta grupa otoczyła mnie i zaczęła tłuc pałkami - czytamy w relacji aktora "Barw Szczęścia".

Opisał on również dokładnie obrażenia jakich doznał w starciu z policjantami.

- Bili po twarzy, karku, głowie, brzuchu, bili i nie pozwalali opuścić tego "kręgu". Wybito mi trzy palce i pryskano gazem pieprzowym z bliskiej odległości. Cudem udało mi się im wyrwać i biegłem na oślep, ponieważ miałem tyle gazu w oczach, że nic nie widziałem. Upadłem i nie wiem jak, ale znalazłem się w karetce.

Mam całą obitą głowę, ponieważ schylałem się, żeby ochronić twarz. Po tylu silnych uderzeniach w głowę nie byłem nawet w stanie utrzymać równowagi. Zostałem skierowany do szpitala z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu.

ZOBACZ TEŻ: JULIA WIENIAWA o zachowaniu narodowców na Marszu Niepodległości: "Bestie, ohydne kreatury"