Śmierć Katarzyny Lenhardt kilka tygodni temu wstrząsnęła światem show-biznesu. Ciało 25-letniej polskiej modelki, znanej z niemieckiego odpowiednika programu "Top Model", znaleziono we wtorek w jej apartamencie w berlińskiej dzielnicy Charlottenburg. Nieoficjalnie mówi się, że popełniła samobójstwo, osierocając 6-letniego synka. Dziewczyna jeszcze w styczniu była w związku z Jerome'm Boatengiem, znanym piłkarzem Bayernu Monachium. Ich relacja zakończyła się w atmosferze skandalu: po rozstaniu negatywnie wypowiadali się o sobie w mediach, a sportowiec wyznał nawet, że Lenhardt zmusiła go do związku. 

Jerome Boateng stosował przemoc wobec Kasi Lenhardt?

Kasia była moją przyjaciółką. Szantażowała mnie i postanowiłem być z nią. Nie chciałem, żeby ta relacja się zaczęła - mówił Boateng w rozmowie z "Bildem". To dla Polki miał rozstać się ze swoją poprzednią partnerka, Rebeccą Silverą.

Modelka zaprzeczała wersji piłkarza. W 2019 roku złożyła zawiadomienie do prokuratury na temat przemocy stosowanej wobec niej przez Boatenga. Śledztwo zostało zawieszone, gdyż modelka nie chciała składać obciążających piłkarza zeznań. Jak jednak donosi teraz niemiecki dziennik, po śmierci modelki organy ścigania postanowiły znów zająć się sprawą.

Przesłanką do wznowienia śledztwa przeciwko Boatengowi ma być dokument, który kilka dni temu znaleziony w mieszkaniu Katarzyny Lenhardt. Było to pismo podpisane przez modelkę i piłkarza, w którym kobieta zobowiązała się do "zachowania absolutnego milczenia" na temat ich związku. Umowa zabraniała jej podawania jakichkolwiek informacji do mediów, a także nakazywała regularnego kasowania wiadomości tekstowych i maili.

- Postępowanie wznowiono, ponieważ w ramach śledztwa w sprawie śmierci w Berlinie otrzymaliśmy nowe informacje, które mogły wskazywać na możliwość kontynuacji sprawy. Śledztwo jeszcze się nie zakończyło - potwierdziła "Bildowi" prokurator Anne Leiding.