JERZY HOFFMAN: Czego Pan ode mnie oczekuje?

GALA: Rozmowy. Szczerej.

JERZY HOFFMAN: Szczerej? No dobrze…

GALA: Lubi Pan komputery?

JERZY HOFFMAN: Lubię, choć nie ukrywam, że w naszym domu komputer to specjalność mojej żony, natomiast na planie filmowym komputerem zajmują się współpracownicy.

GALA: Nie dotyka się Pan do komputera? To jak Pan chce nakręcic swój najnowszy film: „Bitwa Warszawska 1920” w trójwymiarze?

JERZY HOFFMAN: Nie interesuję się samym procesem powstawania obrazu w komputerze, ale efektem końcowym – jak najbardziej. Na planie mam wspaniałych specjalistów, którzy komputer mają opanowany do perfekcji, a ponieważ już wielokrotnie oglądałem to, co można za ich pomocą osiągnąć, to wierzę, że efekt będzie zadowalający.

GALA: Nie boi się Pan, że taki film, w dużej części z komputera, straci dusze? Że nie będzie jak spod Pana ręki?

JERZY HOFFMAN: Kto panu powiedział, że to będzie film w dużej części z komputera?! Przecież grają u mnie żywi, prawdziwi aktorzy. A oni raczej mają duszę... (pauza). Choć przyznaję, że czasami to sprawa dyskusyjna (śmiech). Widzi pan, dla mnie zawsze najważniejszy w kinie był aktor, dlatego do moich fi lmów wybieram naprawdę dobrych i doświadczonych artystów. W dużych fi lmach nie ma czasu na naukę. Nie mogę sobie pozwolić, żeby setki grających ludzi, a czasami i koni, czekały na planie, podczas kiedy ja uczę aktora alfabetu. On musi w miarę szybko potrafi ć zrobić to, czego od niego wymagam. A komputer... Dzięki niemu spróbuję m.in. odtworzyć pejzaż, krajobraz tamtego czasu – 1920 roku – którego dzisiaj już nie ma.

GALA: Czym ujęła Pana Natasza Urbańska, że dał jej Pan główną kobiecą rolę?

JERZY HOFFMAN: Talentem, urodą, niesłychaną gracją i opanowaniem warsztatu. Ona tańczy i śpiewa na poziomie co najmniej europejskim. Kamera ją lubi...

GALA: Widział Pan Nataszę w ,,Tańcu z gwiazdami”?

JERZY HOFFMAN: Oczywiście. Dlatego też mocno podejrzany wydał mi się werdykt końcowy, przy mojej całej sympatii i szacunku dla amatorszczyzny. Bo jak na amatorkę pani Mucha spisała się całkiem nieźle, natomiast Natasza to była klasa sama w sobie.

GALA: Kino. Czym jest dla Pana tak naprawdę?

JERZY HOFFMAN: Zawsze było i jest – sztuką masową. Pusta sala to klęska. Kilka razy ją przeżyłem. Bo kino jest sprawą nieprzewidywalną. Gwarantowany sukces może okazać się klapą, a z kolei scenariusz, który się przeleżał, staje się hitem. Zawsze istnieje ryzyko. Moim ideałem jest i będzie Charlie Chaplin. Tworzył dosłownie dla wszystkich: intelektualistów, którzy płakali lub się śmiali, kiedy grał, oraz dla tzw. kucharek, które również ochichotały.

GALA: Za co Pan kocha kino?

JERZY HOFFMAN: Mnie, jako widza, łatwo rozśmieszyć i wzruszyć. Jeśli w trakcie projekcji coś chwyci mnie za gardło, nie wstydzę się zapłakać... Wtedy mnie ,,mają” i podążam za myślą reżysera bezkrytycznie. Wybrałem kino, a nie teatr, bo nie jestem typem reżysera mózgowca. Kieruję się impulsem, odczuciem. Film daje mi możliwość własnego wyobrażenia o bohaterach i takiego pokazania ich widzowi, żeby uznał ich za swoich, choć nie zawsze było łatwo. Kiedy zdecydowałem, że Daniel Olbrychski ma zagrać Kmicica, w kraju zawrzało. Prowadzono nawet kampanię, żeby storpedować ten pomysł. ,,On nie może być naszym Kmicicem, bo garbaty, bo rudy. Bo, bo..., bo…” – słyszałem. A potem ogromna większość tych przeciwników przyjęła Kmicica – Daniela za swojego. I do dzisiaj nie potrafimy wyobrazić sobie innego. Do tego możliwość uzewnętrzniania własnej wyobraźni i widzenia jest pasjonująca.

GALA: Dlaczego Pan wciąż robi filmy?

JERZY HOFFMAN: Jak dojdę do wniosku, że przestaję „móc”, wtedy przestanę. Kino to nie tylko mój zawód, ale i wielka pasja.

GALA: Jerzy Hoffman – reżyser walczący, ciągle na polu bitwy. Bo to przecież pojedynki, wojenne zawieruchy są najbardziej spektakularne w Pańskim kinie. Niektóre przeszły już do legendy.

JERZY HOFFMAN: Bywało i romantycznie: ,,Znachor”, „Trędowata”, „Piękna nieznajoma”… To przez mamę zostałem wychowany na literaturze i poezji romantycznej. Widzi pan, ,,Trylogia” Sienkiewicza to są trzy wielkie wojny XVII wieku. Cała historia Polski składała się z wojen, a kiedy straciliśmy niepodległość, z powstań. Trudno od tego uciec, pisząc scenariusz historyczny. A gdybym nie został reżyserem, byłbym historykiem.

GALA: Albo kucharzem, bo tak samo dobrze zna się Pan na gotowaniu.

JERZY HOFFMAN: Teraz muszę być oszczędniejszy w czerpaniu radości życia. Ze względu na stan zdrowia musiałem zwolnić. Mniej jem, mniej gotuję. Jedzenie, do niedawna, traktowałem jak większość Polaków. To była zakąska. ,,Bo każdy wie, od Tatr do La Manche’a, że Polak nie je, Polak zakąsza”. I ja smacznie zakąszałem przez długie lata.

GALA: ,,Ciepły, misiowaty, opiekuńczy” – mówią o Panu aktorzy.

 

JERZY HOFFMAN: To miłe, że się nie skarżą. Przez lata mieli oni o wiele gorsze warunki pracy niż ich koledzy na Zachodzie. Na planach filmowych panowały niemal barbarzyńskie warunki. Aktor był pozbawiony najbardziej elementarnych wygód. A proszę pamiętać, że kręcenie filmu to ciągłe, wieczne czekanie na coś. I trzeba zrozumieć, że ten najważniejszy ,,element” (patrz: aktor) filmu, w zamian za brak przyczepy, dobrego jedzenia i czasami porządnej toalety, musi otrzymać ekwiwalent. Ja oddawałem mu należną uwagę, otaczałem opieką. ,,Aktor, aktor, aktor!” – to powtarzam zawsze na planie aż do znudzenia.

GALA: To ja też powtórzę: Kobiety, kobiety, kobiety: Marlena, Walentyna, Jagoda – to imiona Pańskich żon. Co każda z nich Panu dała?

JERZY HOFFMAN: Moje pierwsze małżeństwo było typowo studenckie i dlatego trwało bardzo krótko. Byliśmy za młodzi, ale mamy córkę Joannę, która wraz z rodziną mieszka w USA. Córka jest informatykiem, współtwórcą pierwszego personalnego macintosha, a jej syn, a mój wnuk, 19-latek, opracowuje gry komputerowe. Przyjedzie do mnie na plan „Bitwy....”, bo jest na studiach filmowych. Po rozwodzie miałem okres międzywojenny, jak mówię o czasie między żonami. Walentyna, moja druga żona, nieżyjąca, tak jak ja uwielbiała cygański tryb życia. Wiele propozycji obsadowych w moich filmach było jej pomysłami: wymyśliła m.in. Magdę Zawadzką do roli Baśki. Natomiast nigdy nie przypuszczałem, że ożenię się po raz trzeci. W Jagodzie znalazłem nie tylko wielką miłość, ale też wielką przyjaźń. Człowiek w miarę upływu lat staje się coraz trudniejszy we współżyciu, a dolegliwości zdrowotne powodują zmienność charakteru. I tak jest ze mną, a to, że Jagoda jest w stanie te wszystkie zmienności nastrojów wytrzymać, jest godne podziwu. Ale to nie znaczy, że jest mi całkowicie podporządkowana. To kobieta z charakterem i wyjątkowa osoba – ciepła, pogodna i pełna optymizmu. Ma wspaniałą rodzinę, siostrę, braci a Jej dzieci – Asia i Michał, są zawsze z nami, kiedy brakuje nam towarzystwa młodych ludzi. To właśnie dzięki Jagodzie mam ochotę na robienie nowych filmów.

GALA: I potrafi obsługiwać komputer. Bo żona odbiera pocztę elektroniczną?

JERZY HOFFMAN: Tak, właśnie (śmiech). Ją zawsze interesowały nowinki techniczne: komputer, drukarka, skaner. Ciągle namawia mnie, żebym polubił komputer. Dla mnie to jednak nadal czarna magia, choć nie ukrywam, że lubię, jak świat idzie do przodu, z duchem czasu – i stąd właśnie mój fi lm będzie robiony w nowej technologii 3D, bo uważam, że tylko takie fi lmy będą miały przyszłość. A ja chcę być pierwszym polskim reżyserem, który to zrobi. Bo widzi Pan – zawsze ktoś musi być pierwszy….