Mogę zadać chamskie pytanie?

A bardzo proszę.

Poszedłeś strzelić gola w agencji towarzyskiej z okazji Euro 2012?

Znam twoją tezę, że turniej piłkarski wznieca męską chuć. Mojej kompletnie nie wznieca, a w swoim jedynie imieniu mogę mówić. Owszem, wielkie imprezy przyciągają podziemie. Owszem, przez lata przyrosła mi gęba...

...erotomana?

Nawet jeśli tak, pożałowania godna przypadłość z piłką ani się nie sumuje, ani nawet nie koresponduje. Piłka nożna działała na mnie zawsze tak intensywnie, że życie towarzyskie przeszkadzało, a życie towarzyskie w jego stężeniach trunkowych czy zmysłowych – wykluczało. Trzeba było dokonać wyboru. Dokonałem go i w jego rezultacie od blisko 30 lat mecze oglądam sam.

I kibicujesz żarliwie, jakbyś się modlił.

Nie ja jeden, nie na każdym meczu. Ale futbol oczywiście ma swoją teologię.

A hordy kibolsko-naziolskie?

Pewnie, że zna je teraz świat, a o mnie w BBC nie mówili ostatnio. Ale horda nie wyczerpuje obrazu piłki nożnej. Twierdzisz, że wzmaga się chodzenie do burdeli. A ja twierdzę, że każdy dwunastoletni chłopak po zobaczeniu żywych gwiazd piłki do końca życia będzie chodził na mecze, nie do burdelu. Powiedzmy – znacznie częściej na mecze... Ekspansywny idealizm ma krótkie nogi. Swoją drogą sport, zainteresowanie sportem to był przez wieki całe detoks, a teraz się okazuje składnikiem i wyzwalaczem zatrucia... Mnie to ciężko przyjąć...

Komercyjny futbol bardziej truje niż na przykład regaty wioślarskie czy turnieje tenisowe.

Pływanie synchroniczne też wygląda na moralnie czystsze... No niestety, nic nie jest porównywalne z piłką nożną. Z jej siłą, rozmachem i popularnością.

To może źle dla piłki nożnej?

Świat się sprzysiągł. Nie dziwota, że człowiek ratuje się dobrymi emocjami, których zaznał w dzieciństwie. Wtedy i piłka była w domenie niewinności. Dziś to są gigantyczne pieniądze, gigantyczne zarobki i molochowata, wszystkożerna rzeczywistość. Kiedyś olimpiada była konkurencyjną imprezą. Zaczyna się dosłownie zaraz, ale jest kompletnie nieobecna. Została pożarta przez turniej piłkarski. Ale niech tak będzie. Czy jedyne masowe imprezy u nas to mają być pielgrzymki papieskie? Nieistotna skądinąd już dla mnie prohibicja i wyjątkowo bezwstydne fantazje, że jesteśmy narodem wybranym?

Czemu po gazetach szydzisz z tych, którzy wolą, by ich podatki szły na teatry, a nie na stadiony?

No bo to jest myślenie typu: dzieci w Afryce głodują, a te darmozjady w kosmos lecą. Co ma jedno do drugiego? Dużo, tyle że na odwrót. Pieniądze uzyskane z zaniechania badań naukowych nawet doraźnie głodu nie zlikwidują, ale blokada nauki daje stuprocentową gwarancję, że problem ten (i parę innych) nie zostanie rozwiązany nigdy. Zlikwidujmy piłkę nożną i przeznaczmy tak uzyskaną kwotę na teatry. Chciałbym ten rozkwit zobaczyć. Kto miałby rewolucyjnego postępu dokonywać? Faceci z zerowym pojęciem o teatrze i ujemnym o ekonomii? Gość elementarnego planu pracy teatru nie jest w stanie przygotować, ale boisko piłkarskie mu przeszkadza. Poza wszystkim stadion w centrum Warszawy jest też sceną. Człowiek teatru powinien kombinować, co ma takiego na tej scenie zagrać, wystawić, wyreżyserować, co dla tak szczególnego teatru napisać...

Żeby mu wystawili na stadionie? Proszę Cię...

Tadeusz Konwicki, człowiek innej formacji, generacji, innego świata, też kocha piłkę nożną. Pisał o niej. Dziś już tego nikt nie pamięta. Może chodzi o to, że wywodzimy się z czasów heroicznych? Kiedy nie było malowania barw wojennych, ale była wojna, stan wojenny albo chociaż podwyżka wołowego z kością. Malowanie nie jest zresztą złe. Wielu rzeczy polscy kibice się nauczyli. Zgodnie wstawać, śpiewać, machać rękami, malować się właśnie. Proszę bardzo. Wszystko idzie dobrze, a tu nagle bandyci wyrastają i bandytyzm szerzą. Brzmi sztampowo, ale to bywa na całym świecie. Byłem w 1974 pierwszy raz w życiu na Zachodzie, w Anglii. Próbowałem pójść na jakiś mecz ligowy. A tam psychoza, zbrodnia i najprawdziwsze trupy na trybunach. W końcu nie poszedłem. Ze strachu. Bałem się, że mnie zabiją. To w ogóle były niezłe wakacje. Na stadionach krwawi kibole, na mieście tacyż sami terroryści z IRA. Codziennie coś wybuchało... W końcu jednak Anglicy sobie poradzili. Zrobili zdjęcia, dokumentacje, całe programy antykibolskie. U nas one niby też są, ale nie działają. W cywilizacji działa, a tu nie działa. Typowe.

Tu się nie boisz?

Jak się ma sześćdziesiątkę, to strach, nie tylko z otępienia, mniejszy. Do pierwszego razu nigdy się nie boję. Nie sądzę, że przydarzy się wybuch albo zamach. Nie przydarzy się, dopóki się nie przydarzy.

Jakąś cząstkę masz z kibolami wspólną. A oni z Tobą.

Pewnie tak. Są moimi kontrowersyjnymi braćmi. Wybaczam im, wybaczam wszystko, wszystko z wyjątkiem faktu, że się nie znają na piłce. A nawet jak się znają, to nie jest dla nich ważna.

To po co chodzą na mecze?