Epidemia koronawirusa nie zatrzymała Jessiki Mercedes przed tym, żeby wpuścić na rynek swoją nową kolekcję marki Veclaim. Mimo ogromnego sukcesu blogerka musi zmierzyć się z największym w swojej karierze kryzysem wizerunkowym. Okazało się bowiem, że koszulki produkowane przez jej firmę, za które trzeba było zapłacić ponad 200 złotych w rzeczywistości kosztowały o wiele mniej, ponieważ nie były one polskim produktem, tylko były przerabiane z ubrań sprowadzanych z zagranicy. Po szokującym odkryciu wiele klientek zażądało zwrotu gotówki za zakupione ubrania.

Jessica Mercedes wydała oświadczenie 

Po tym, jak jedna z klientek, która zakupiła koszulkę marki Jessiki Mercedes, pod metką z podpisem "Veclaim" znalazła coś jeszcze - oryginalną metkę ze znanym wszystkim logo firmy Fruit of The Loom, w sieci wybuchła poważna afera. Głos w tej sprawie postanowiła zabrać sama zainteresowana. W specjalnym oświadczeniu blogerka modowa odnosiła się do całej sprawy. 

- Kochani. Wiecie, że najważniejsze dla mnie jest bycie fair wobec Was. To razem z Wami tworzę od lat wszystkie swoje projekty. Dlatego odnoszę się do wczorajszej sytuacji – nie chcę, by pozostały jakiekolwiek niedomówienia - tym słowami swój wpis rozpoczęła 26-latka.

W kolejnej części wpisu Jessica wytłumaczyła m. in. dlaczego zdecydowała się na współpracę z marką Fruit of The Loom.

- Moją ambicją jest, by wszystkie kluczowe procesy związane z tworzeniem marki toczyły się w Polsce. To tu wymyślamy, zdobimy, tworzymy kampanie. Tu płacimy podatki. W ostatnich miesiącach zdecydowaliśmy się wprowadzić do marki linię Basic. I przy okazji, faktycznie, na niewielkiej części kolekcji przetestować nowy model współpracy, jakim jest zakupienie do tworzenia naszych finalnych ubrań półproduktów od zagranicznego partnera. Wybraliśmy markę, która jest ekspertem w dziedzinie tworzenia dobrej jakości produktów basic’owych. Fruit of The Loom to nie pójście na skróty czy tani substytut. To najlepszy basic na rynku, z historią i jakością. Na tych basicach zbudowaliśmy linię kreatywną części kolekcji. Cała reszta procesu twórczego ma miejsce lokalnie, tak jak wielokrotnie obiecywałam – to tu, w Polsce, zdobimy rzeczy, tu zatrudniamy ludzi, tu produkujemy oprawę. Produkty, w których – podkreślę – tylko jeden z wielu elementów, sam basic, powstał poza Polską, stanowią zaledwie kilkanaście procent obecnego stocku. Dla nas to test, jeden z wielu projektów, nie zmiana filozofii. Powiem tak: ta sytuacja to dla mnie mocna lekcja. 

Na koniec blogerka dodała, że bierze pełną odpowiedzialność za zaistniałą sytuację i zadeklarowała, że osoby, które nie są zadowolone z koszulek jej marki, mogą je zwrócić. 

- Ale dla Was, którzy – za co dziękuję – śledzicie to, co tworzymy, to nie musiało być jasne. Nie zamierzałam i nie zamierzam nikogo wprowadzać w błąd. Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się z tą sytuacją źle. Jeżeli ktoś z Was uznaje produkty VECLAIM z tej linii za niepełnowartościowe, również biorę za to odpowiedzialnośc i od poniedziałku przyjmiemy zwroty. Jeżeli ktoś z Was uznaje produkty VECLAIM z tej linii za niepełnowartościowe, również biorę za to odpowiedzialność i od poniedziałku przyjmiemy zwroty - czytamy w oświadczeniu influencerki.