GALA: Będzie rozwód?

JOANNA KORONIEWSKA: Ooo, nieźle się zaczyna.... To zależy, o który ślub pytasz?

GALA: O ten, który brałaś 10 lat temu. Bo 10 lat temu zaczęłaś grać w „M jak Miłość”. I podobno masz już tego dosyć i zrywasz z serialem. Będzie rozwód czy na razie grozi jedynie separacja?

JOANNA KORONIEWSKA: Wiesz, mam taką zasadę, że nie pluję w swoje gniazdo. Nie będę kąsała ręki, która mnie karmi. Więc nie ma żadnego buntu, rozwodu czy próby zerwania.

GALA: Wracając do ślubów. Kiedy bierzesz ten prawdziwy?

JOANNA KORONIEWSKA: A może ja już jestem po ślubie?! Tak jak zrobiła to Karolina Gruszka? Media dowiedziały się, że jest żoną dwa lata po fakcie. A poważnie mówiąc, wykreowałam wizerunek niezależnej kobiety, która nieźle sobie radzi zawodowo, po drodze ma rodzinę, dziecko, ale nie chce o tym mówić.

GALA: Ale przyznaj się, że miło byłoby mieć obrączkę. A Ty nawet pierścionka zaręczynowego nie masz...

JOANNA KORONIEWSKA: Pierścionka nie noszę, bo przeszkadza mi w pracy, ale kto powiedział, że nie jesteśmy zaręczeni?! Denerwuje mnie, że wszyscy tak strasznie chcą mnie wydać za mąż! Nie weźmiemy tego ślubu, choćby dlatego, że czujemy ogromną presję. W tym katolickim kraju ważne są tylko rytuały, za którymi często nic kompletnie nie stoi. Rodziny ze sobą latami nie rozmawiają, kłócą się, a nawet nienawidzą, ale do ślubnej fotografii staną uśmiechnięci, chociaż potem obgadują swoich bliskich.

GALA: Czujesz presję małżeństwa nad sobą?

JOANNA KORONIEWSKA: Oczywiście. Nawet ty zaczynasz od tego. W tym kraju zawsze robi się tak, jak oczekuje tego większość. Chrzty, śluby często odbywają się dla świętego spokoju, bo tak wypada. To jest czysta hipokryzja. Mierzi mnie ta presja. Ludzie nie kierują się swoim pragnieniem wewnętrznym, lecz tym, co inni na to powiedzą. Przeszkadza mi też to, że w wielu sprawach ktoś za mnie podejmuje decyzję. Tak jest np. w sprawie in vitro. Jeśli się dobrze temu przyjrzeć to nawet w pozornie liberalnym środowisku ludzi show-biznesu pełno jest hipokryzji. Ciekawe, że niby jesteśmy tak „wyluzowani”, a jednak tej presji ślubu ulegamy. Maciek zażartował ostatnio, że takim aktem, który bardzo łączy ludzi stał się teraz kredyt hipoteczny. A ja z kolei uważam, że tak naprawdę nic formalnego nie utrzyma związku, jeśli nie ma w nim uczuć.

GALA: Dojrzałaś. Czuję, że jest w Tobie odwaga, której kiedyś nie miałaś.

JOANNA KORONIEWSKA: Miałam ją zawsze. Po prostu nigdy nie chciałam budować swojego wizeruku w aurze skandalu. Wolałam być kojarzona ze swoimi zawodowymi dokonaniami, a nie sensacyjnymi wypowiedziami. Po drugie wydaje mi się, że to media uparły się, żeby widzieć we mnie szarą myszkę. Właściwie kiedyś miałam nawet więcej odwagi niż teraz. Wymagało jej wszystko, co zrobiłam dziesięć lat temu.

GALA: Pójście do serialu to była odwaga?

JOANNA KORONIEWSKA: Oczywiście! Czy wiesz, co wtedy mówiły o mnie szkolne koleżanki? Serial, to była taka zawodowa prostytucja. Aż dziwne, że się wtedy nie załamałam pod naciskiem krytyki.

GALA: Co Ci dawało wtedy siłę?

JOANNA KORONIEWSKA: To, że byłam sama. To wtedy umarła na raka moja ukochana Mama. Nie miałam rodzeństwa, wychowywałam się bez ojca. Jeśli bym wtedy o siebie nie zawalczyła, to nikt by za mnie tego nie zrobił. Nie miałam nikogo, kogo mogłabym poprosić, żeby poutrzymywał mnie trochę, dopóki nie znajdę pracy. Wiesz, dziś myślę, że w jakimś sensie to, że zaczęłam intensywnie pracować w serialu, uratowało mnie. Gdybym wtedy parę lat czekała na rolę, załamałabym się na pewno. Obserwuję, co stało się z niektórymi moimi kolegami, naprawdę bardzo zdolnymi. W szkole byli wybitni, mówili, że będą grać tylko w wielkich projektach, nie chcieli iść na kompromisy. Dziś często albo nie uprawiają zawodu, albo – jak jedna z najzdolniejszych koleżanek – psychicznie sobie z tym nie radzą... Mnie takie czekanie na role wtedy by złamało. Jestem tego pewna. Dlatego zaryzykowałam i wbrew opinii profesorów i prawie całego mojego aktorskiego środowiska poszłam do serialu. I nie żałuję. Nieraz potem obserwowałam gorzkie powroty tych, którzy odchodzi z seriali, bo chcieli grać bardziej „prestiżowe rzeczy". Najczęściej wracali z podkulonym ogonem. Fajnie jest robić sztukę przez duże S, ale teraz patrzę na to wszystko jeszcze inaczej – mam swoją rodzinę, małą istotkę, którą muszę wykarmić. Nie mogę sobie pozwolić na niegranie.

GALA: Czy ja dobrze zrozumiałam, że gdybyś nie grała w serialach, przymierałabyś głodem?!

 

JOANNA KORONIEWSKA: Mam grać tylko w sztukach teatralnych i filmach fabularnych?! W tym kraju? Przecież nadal produkuje się tak niewiele filmów! Tu nie można funkcjonować bez serialu. Spójrzmy prawdzie w oczy – tylu moich zawodowych kolegów zaklinało, że nie będą grać w serialach, reklamach i co ? I grają. Nie wszyscy, ale większość. Bodaj wszyscy najważniejsi aktorzy z elitarnego teatru Warlikowskiego grają lub grali w serialach. Aktorzy Teatru Narodowego grają w serialach. Profesorowie Szkół Teatralnych grają w serialach. Więc o czym my mówimy?! W zasadzie wszyscy aktorzy są, byli, lub będą aktorami serialowymi. Skończmy z tym szufladkowaniem! W tym kraju nie ma tylu propozycji, żeby aktor mógł sobie wybierać. Taki status mają nieliczni. Chyba, że ma na przykład zaplecze finansowe w postaci rodziny. Więc zerwijmy z krzywdzącą opinią, że aktor serialowy, to zły aktor. Albo, że z teatru da się wyżyć. Ci, którzy tkwią w teatrze robią to z heroizmu. Chociaż ja zawsze się wtedy uśmiecham i mówię, że pewnie nie otrzymali wystarczająco intratnej propozycji telewizyjnej. Dlaczego my wciąż się zakłamujemy?!

GALA: Mocne. Dlaczego tak rzadko udzielasz wywiadów?

JOANNA KORONIEWSKA: Bo czuję się pod pręgierzem opinii publicznej. Mimo iż gram w teatrze, robię dubbingi, pracuję dla Teatru Polskiego Radia, gram w innych serialach, wciąż często jestem postrzegana jak Mostowiak z „M jak Miłość”, jako „ta serialowa aktorka”. To się nie wychylam. Uznałam, że skoro wszyscy chcą ze mną rozmawiać jak z aktorką serialową, to ja sobie pomilczę. Bo nikt nie będzie chciał słuchać o tym, co poza tym robię.

GALA: To powiedz szczerze, co poza pieniędzmi, ten serial Ci dał?

JOANNA KORONIEWSKA: A chociażby to, że mam naprawdę duże obycie przed kamerą. Kiedy jestem na castingach przeprowadzanych przez zagranicznych reżyserów, oni nie mogą uwierzyć, że od tylu lat gram w „tasiemcu” i nie wyczuwają we mnie maniery. Udało mi się zachować naturalność.

GALA: Nie czujesz się uwięziona w serialu?

JOANNA KORONIEWSKA: I znowu dajesz się nabrać na fałszywy obraz! Czasami jestem na planie 10 godzin, ale często też 4,5 godziny. Wszystkim się wydaje, że jeśli gram jedną z głównych ról w serialu, to znaczy że 30 dni w miesiącu jestem na planie. A to nieprawda. Najczęściej pracuję po kilkanaście godzin w tygodniu. W sumie serial zabiera mi tydzień, najwyżej około dziesięciu dni w miesiącu. Przez resztę czasu mogę podejmować inne wyzwania. I robię to. Serial to nie jest przekleństwo i zajęcie od rana do wieczora. Nie zżera mi życia. Poza tym wszędzie można się czegoś nauczyć. Jestem pokorna. Głośno mówię o tym, że serial daje mi sporo jako aktorce.

GALA: Ale teatr wciąż daje więcej.

JOANNA KORONIEWSKA: Z pewnością. Ale czy każdy? I zawsze? Kiedy byłam na czwartym roku szkoły teatralnej, bardzo prestiżowy warszawski teatr zaprosił studentki na casting. Okazało się, że trzeba było grać na scenie seks oralny. Niestety, ta rola ograniczała się tylko do tego. Więc podziękowałam. Niech sobie wezmą prostytutkę, a nie profesjonalną aktorkę!

GALA: Dobrze zagrać prostytutkę to też jest sztuka.

JOANNA KORONIEWSKA: Oczywiście, ale nie wtedy, kiedy rola ogranicza się tylko do takiego incydentu na scenie. Poza tym dla mnie teatr jest umowny. A w tamtej sytuacji miało to wyglądać bardzo realistycznie. No po prostu beznadziejnie.

GALA: Odkąd w teatrze pokazuje się gołe pupy, nie powinno Cię to dziwić.

JOANNA KORONIEWSKA: Oczywiście jeśli jest to w sztuce niezbędne, to co innego. Natomiast mówię „nie” samemu efekciarstwu. Do młodych widzów to przemawia. Do mnie nie. Pamiętam Kieślowskiego. Udało mi się go poznać, jeszcze przed zdaniem do szkoły teatralnej. Prawdziwy, szczery artysta. Potem odszedł. Nie ma już takich ludzi. Jego śmierć jest cezurą. Wraz z nim odszedł pewien świat.

GALA: Grasz w Teatrze Komedia, który jest teatrem impresaryjnym, nie ma swojego zespołu.

JOANNA KORONIEWSKA: Po dyplomie łaziłam po wszystkich teatrach. Nie dawali mi szansy nawet na castingi, na spotkanie z dyrektorem. Wyraźnie powiedziano: „Dla pani droga zamknięta. Nie ma szans. Nawet pani nie chcemy oglądać”. Bo każdy pedagog ma swoich wychowanków i to ich poleca do warszawskich teatrów. Dlatego też absolwenci łódzkiej czy wrocławskiej szkoły nie mają, niestety, łatwej drogi w stolicy.

GALA: W fabułach też nie grasz....

JOANNA KORONIEWSKA: W tym kraju jest co najmniej kilka tysięcy profesjonalnych aktorów i dziesiątki tysięcy osób, które do tego zawodu aspirują. I nie każdy dostaje szansę wystąpienia w filmie fabularnym. Ja, niestety, do tej pory takiego szczęścia nie zaznałam, bo chyba nie sądzisz, że mi już tak odbiło, żeby odmawiać zagrania w fabule. Dla roli mogę ogolić się na łyso, schudnać, przytyć. Ale u nas nikt się tym nie będzie zajmował. Po co pracować nad aktorem? Po co się wysilać? Śmieszne, że teraz po zmianie koloru włosów nagle zaczęłam dostawać więcej propozycji. Ja się nie zmieniłam, nie zaczęłam być nagle lepszą aktorką. Ale zmiana koloru włosów podziałala na catingowców. Moim zadniem to świadczy o tym, że ktoś tu nie ma wyobraźni. Z drugiej strony czasami oglądam filmy, do których startowalam w castingu, i dziękuję Bogu, że w nich nie zagrałam.

GALA: Gdy dziesięć lat temu kończyłaś szkołę, o czym marzyłaś?

JOANNA KORONIEWSKA: Właściwie o tym, co mi się przydarzyło. Żeby dużo grać. Gdybym miała znowu wybierać, zrobiłabym tak samo. Byłam wtedy piekielnie silna. Media gnębiły mnie za to, że gram w serialu. Wtedy mogłam zacząć pić albo ćpać. Albo wyjechać. Nie zrobiłam tego. Teraz już wiem, że nic mnie nie złamie.

GALA: Media nadal Cię gnębią?

JOANNA KORONIEWSKA: Czasy się zmieniły. Poza tym ja też przestałam się tym tak przejmować. Zrozumiałam, że w Polsce musimy mieć gwiazdy do wielbienia i górnolotnych zachwytów, ale także „dziewczynki do bicia”. Mnie przez lata przypadała ta druga rola. Taki był podział ról, choć wszystkie i tak spotkałyśmy się w serialu.

GALA: Uważasz, że masz wielki talent, który nie został należycie doceniony?

 

JOANNA KORONIEWSKA: Dlaczego cały czas próbujesz mi insynuować, że w jakimś sensie poniosłam porażkę? Od momentu ukończenia studiów pracuję jako aktorka, żyję tylko z tego zawodu. Nigdy w tym czasie nie musiałam szukać alternatywnego źródła dochodu, nie pracowałam za barem, nie sprzedawałam odkurzaczy ani nie musiałam liczyć, że złapię zamożnego męża. Mam piękną córkę, fajnego faceta, kochanego psa, ładny dom na leniwych przedmieściach oraz pracę, w której wciąż się rozwijam. I mnóstwo czasu przed sobą...

GALA: Ok. Masz pieniądze, jesteś bardzo znana. 10 mln Polaków zasiada przed telewizorami, żeby Cię oglądać w nowym odcinku serialu. Czy to jest sukces?

JOANNA KORONIEWSKA: Sukces to nieodpowiednie słowo. Raczej popularność. Znasz to powiedzenie: „Najgorsze, co może nam się zdarzyć, to spełnione marzenia”. Widzisz sama, jakie to trudne udźwignąć popularność. Widzisz, ilu artystów się w tym pogubiło?! Aktorstwo to piękny zawód, ale bardzo niebezpieczny. Masa moich koleżanek przeszła piekło: masz kasę, jesteś wielbiona. Z tym nie zawsze każdy umie sobie poradzić.

GALA: Ty sobie poradziłaś?

JOANNA KORONIEWSKA: Ja po prostu mam pokorę. Dziś dziękuję tym, którzy mnie gnębili. Dzięki temu nie poprzewracało mi się w głowie. Nie pogubiłam się, jak niektórzy.

GALA: Po co Ci była ta reklama lalki Barbie?

JOANNA KORONIEWSKA: Po prostu chcialam to zrobić.

GALA: Dla córki?

JOANNA KORONIEWSKA: Nie. Dla siebie. Ponieważ ja sama wciąż jestem fanką lalek Barbie. Mam ich kilkanaście. Jedna podnosi ręce, druga świeci. Nie mam syndromu „żoliborskiej matki”, która daje dzieciom do zabawy tylko proste, drewniane zabawki. Bawiłam się tymi lalkami i moja córka zapewne też będzie się nimi bawić. Sama szyłam dla nich różne ubranka i chętnie pomogę w tym mojej córce. Bardzo się cieszę, że zostałam ambasadorką Barbie. Przy okazji zrobiłam teledysk. Poczułam się jak piosenkarka. Fajne doświadczenie.

GALA: Krążyły plotki, że zarobiłaś za tę reklamę pół milona złotych.

JOANNA KORONIEWSKA: Oczywiście! A swojego boeinga trzymam w garażu (śmiech).

GALA: Masz mocne sądy, potrafisz ich bronić, jesteś realistką.

JOANNA KORONIEWSKA: Wiesz, urodzenie córki uwolniło we mnie ogromne pokłady energii i siły.

GALA: Nastąpił przełom? Już nie ma tamtej dziewczynki z dołeczkami, jest Koroniewska – dojrzała kobieta?

JOANNA KORONIEWSKA: To na pewno przełomowy czas. Ostatnie dwa lata są dla mnie kluczowe. Dużo się działo: ciąża, narodziny córeczki. Rzeczywiście czuję, że przeistoczyłam się z dziewczynki w matkę. Pojawienie się dziecka to jest taki skok, że wszystko się w głowie przewraca. Najpierw coś dziwnego dzieje się z ciałem kobiety. Uwalniają się ogromne pokłady energii, chociaż najpierw jesteś właściwie zmaltretowana. Po nieprzespanych nocach, kupkach i zupkach, zaczyna się w ogóle wątpić, że kiedykolwiek jeszcze będzie się atrakcyjnym. Stałam się dokładnie taką kobietą-matroną, z jakich się wcześniej śmiałam. Zawsze wydawało mi się, że co jak co, ale to mnie nie będzie dotyczyło. A tu proszę – szlafrok, karmienie, przeciery, pieluszki.

GALA: Wcześniej zajmowałaś się tylko sobą...

JOANNA KORONIEWSKA: Oczywiście! Byłam w centrum! Byłam hedonistką! Używałam życia! A tu oddałam całą siebie, włącznie z moim ciałem, tej małej istotce. Długo żyłam w przeświadczeniu, że już się nie podźwignę. Miałam cellulit, nie mogłam schudnąć. Ale tajemnica ciała jest niezwykła. Ono ma w sobie taką moc zmiany! Musiałam zrobić coś, żeby lepiej poczuć się w moim ciele. I wtedy wpadałam na pomysł ze zmianą koloru włosów.

GALA: Maciek bez problemu zaakceptował tę nową Koroniewską? Oczywiście! My wciąż jesteśmy parą, która „ma chemię”. Wszyscy są tym jakoś zaskoczeni.

JOANNA KORONIEWSKA: Oczywiście, nie przyszło to nam łatwo, bo matka, szczególnie na początku, czuje się aseksualnie. Ale potem budzi się w niej coś wspaniałego!

GALA: Czujesz się jeszcze bardziej sexy?

JOANNA KORONIEWSKA: Zaczęłam bawić się swoim wizerunkiem. Korzystać z przyjemności życia. Szok po urodzeniu, sprawił, że czuję w sobie nieprawdopodobną siłę. Skoro nie sypia się miesiącami, to już wszystko jest łatwe i przyjemne. Poród to było mistyczne przeżycie. Karmiłam bardzo długo piersią i uważam, że to najlepszy posag, jaki mogłam dać córce.

GALA: Co Cię napawa lękiem w macierzyństwie?

JOANNA KORONIEWSKA: Trochę mnie przeraża to, że patrzę na wszystko przez pryzmat dziecka. Zaczęłam być konformistką, czasami nawet leniem, bo oszczędzam się dla dziecka. Miałam ostatnio świetny projekt, zostałam jedną z dwóch kandydatek, a potem się modliłam, żeby nie dostać tej roli. Bo córka zaczęła ząbkować i czułam, że powinnam być przy niej. Kiedyś byłoby to niemożliwe! I gdy nie dostałam tej roli, odetchnęłam z ulgą. To się nie odbywa na poziomie racjonalnym. To jest atawizm. My, kury domowe, wiemy, jakie namiętności nami targają!

GALA: Co Cię denerwuje w macierzyństwie?

JOANNA KORONIEWSKA: Denerwują mnie snobizmy. Te wszystkie ekologiczne przysmaki, same drewniane zabawki. Snobizmy w wyborze szkoły czy przedszkola. Męczy mnie to.

GALA: Rozstałaś się z pewnymi marzeniami?

JOANNA KORONIEWSKA: Jedynie z marzeniami, że jestem samodzielną jednostką. Ja nie umiem się rozstać ze swoją córką! Jak ja mam funkcjonować!? Właściwie do tej pory nie zostawiłam jej nawet na jedną noc.

GALA: Myślisz o następnym dziecku?

JOANNA KORONIEWSKA: Oczywiście! Chciałabym mieć jeszcze chłopca, ale nie będę o tym więcej mówiła, bo nie chcę, żeby Maciek dowiedział się o naszych planach z gazety (śmiech).

GALA: Jak Maciek sprawdza się jako ojciec?

 

JOANNA KORONIEWSKA: Jest świetny, bo emocjonalnie bardzo zbliżył się do córeczki. Nie odsuwam Maćka od Janinki choć czasami z trudem się godzę z tym, że on ma inne podejście do niej i że niektóre rzeczy robi inaczej, czyli według mnie – matki – źle. Zdarza mi się drżeć o dziecko, ciągnę je ze sobą wszędzie, ale też pozwalam Maćkowi na budowanie ich własnych relacji. Spędza z Janką dużo czasu. Mamy fajnych sąsiadów, z fajnymi dziećmi. Na razie jest etap huśtawki i piaskownicy. Z innymi mamami gadamy o książkach, dzielimy się praktycznymi poradami. Poza tym we mnie obudziło się to dawno uśpione dziecko. Córeczka otworzyła mi z powrotem oczy na drobiazgi, na zmysły. Rozwijam się bardzo, obserwując Janeczkę. Zaczęłam się zastanawiać nad światem. Opowiadam o listku, o niebie. Uruchamia się twórczość na każdym etapie.

GALA: Dziecko czasami wypiera partnera.

JOANNA KORONIEWSKA: U nas tego nie ma. We trójkę budujemy relację, Maciek jest emocjonalnie od początku bardzo związany z dzieckiem. Jesteśmy już razem siedem lat i naprawdę uważam, że jesteśmy dobrym związkiem.

GALA: Teraz zaczynasz próby w Teatrze Komedia, w którym zagrasz superseksowną kochankę. To będzie wyzwanie!

JOANNA KORONIEWSKA: Dzięki swojej pracy często muszę wchodzić do łóżka obcym facetom. Na szczęście wciąż odróżniam rolę do rzeczywistości (śmiech). Trudniejsza jest proza życia, codzienność, świętowanie wspólnych chwil. Trudno być ciągle atrakcyjną, robiąc pranie lub zmieniając pieluchę.

GALA: Jest coś takiego jak samotność w związku?

JOANNA KORONIEWSKA: Każdy w pewnym sensie jest w życiu samotny. Ingerencja w samotność drugiego człowieka, to ingerencja w jego wolność. Mnie trudno było się z tym pogodzić, że Maciej jest taki niezależny.

GALA: To Maciek chciał dziecka?

JOANNA KORONIEWSKA: Tabloidy twierdzą, że nawet się o to ze mną pokłócił (śmiech). A tak na poważnie dojrzeliśmy do tego oboje, ale – co zaskakujące – on naprawdę czuje się odpowiedzialny za wychowanie córki, za opiekę.

GALA: Co trzeba odpuszczać w związku?

JOANNA KORONIEWSKA: Duperele. Ale trzeba szanować i dowartościowywać osobę, z którą się jest. Wielu mężczyzn nie szanuje swoich żon, które wykonują ciężką pracę w domu. A dla mnie kura domowa jest bohaterką. Odkąd sama jestem matką, zaczęłam rozumieć kobiety. Te wszystkie ciche bohaterki codzienności.

GALA: Myślisz o sobie : „Ja, kura domowa”?

JOANNA KORONIEWSKA: Tak. Jestem drapieżną kurą domową. Drapieżną, bo zawsze jestem szczera i czasami bezczelna. Ale też potrafię być kokietką. Świetnie się czuję w tej roli.

GALA: Rzeczywiście rozkwitasz.

JOANNA KORONIEWSKA: Znajomi mówią, że jakaś aura ode mnie bije. Żartuję, że to od tych blond włosów. A tak poważnie to myślę że to chodzi o poczucie własnej wartości. Trzeba mieć wewnętrzną przestrzeń. Fajnie jest, jeśli w każdej dziedzinie jako kobieta, pracownik, matka się sprawdzasz. I się nie boisz. Do tej pory byłam niespokojnym duchem. Dziecko dało mi spokój.