Gala: Ostatnio, gdy się widzieliśmy, byłaś w trudnym momencie życia: po 10 latach rozstałaś się z mężem, cierpiałaś. Dzisiaj jesteś już inną osobą, promieniejesz, zakochałaś się  i planujesz przyszłość u boku nowego mężczyzny. To brzmi jak bajka...

Joanna Krupa: Wiesz, za co lubię swoje życie? Za nieprzewidywalność! Kiedy myślałam, że zawalił mi się świat, że już nigdy się nie zakocham, poznałam człowieka, z którym stworzyłam szczęśliwy związek. Rozstanie z Romainem było dla mnie bardzo trudne. Zupełnie się tego nie spodziewałam, załamałam się. Ale dałam sobie czas, by się wypłakać, przetrawić wszystko i zastanowić, co dalej.

Kiedy poszłaś na pierwszą randkę?

Dopiero w kwietniu. Spotykałam się wtedy z Nico, chociaż on bardziej był moim kolegą niż chłopakiem. Chodziliśmy na kolacje, ale zawsze towarzyszyli nam jego lub moi znajomi. To był miły czas, dopóki nie zorientowałam się, że bardziej ode mnie interesuje go moja popularność. Wychodziliśmy razem gdzieś na miasto, on ostentacyjnie mnie całował tylko po to, by ktoś zrobił nam zdjęcie. Koleżanki mówiły mi, bym na niego uważała. A ja po prostu szukałam faceta, z którym będę mogła iść przez życie.

Rozstaliście się i nagle w Twoim  życiu pojawił się ten jedyny – kandydat na męża i ojca. Jak poznaliście się z Douglasem?

W Laurel Canyon Dog Park w Hollywood, do którego zawsze chodzę na spacery ze swoimi sześcioma pieskami. Akurat przeglądałam coś w telefonie, gdy nagle podszedł do mnie wysoki, bardzo przystojny mężczyzna  i zapytał: „Gdzie jeden z twoich psiaków?”. Rzeczywiście Sebastian, cavalier king charles spaniel, został tego dnia w domu, ale byłam w szoku, skąd obcy mężczyzna wie, ile mam psów? Okazało się, że Douglas już raz widział mnie w tym parku, ale nie podszedł. Tym razem się odważył i chwilę porozmawialiśmy o zwierzętach. Powiedział mi, że jego pitbull Winston też jest ze schroniska i że sam angażuje się w pomoc na rzecz zwierząt, czym bardzo mnie ujął. Dałam mu swój adres mailowy. Kiedy wróciłam do domu,  w skrzynce czekała już na mnie wiadomość: „Hej, tu Douglas, bardzo miło było cię poznać. Może dasz się jutro  zaprosić na spacer?”. Nie mogłam, bo tego dnia samochód potrącił moją sunię i musiałam jechać do weterynarza, ale kilka dni później Douglas zaproponował mi kolację.

Pamiętasz ten wieczór?

Tak, było wspaniale! Jedliśmy makaron z krewetkami, ciasto czekoladowe na deser, które sam przygotował, i dużo rozmawialiśmy. Douglas w ogóle  nie wiedział, kim jestem. Podejrzewał tylko, że mogę być jedną z wielu dziewczyn, które skończyły aktorstwo, ale nie udało im się zaistnieć. Myślał, że wyprowadzanie psów to moja praca, że tak zarabiam na życie!

Jak zareagował, kiedy powiedziałaś mu prawdę?

Był trochę rozczarowany, chyba żałował, że nie jestem jedną z takich dziewczyn...! (śmiech) Myślę, że faceci wolą skromne dziewczynki, którym mogą na początku zaimponować pozycją, doświadczeniem, wiedzą. Nie ma chyba w tym nic złego, to przecież  naturalne, że chcemy dobrze wypaść  w oczach drugiej osoby. Dopiero gdy  lepiej się poznaliśmy, powiedział, że  to szanuje i podziwia.

Joasiu, wszystko, o czym mówisz, przypomina bardziej scenariusz amerykańskiej komedii romantycznej niż życie...

Ostatni rok to dla mnie prawdziwe trzęsienie ziemi. Zaczął się koszmarnie, skończył niesamowicie. Ale dzięki temu zrozumiałam, że jestem silną kobietą, która może przetrwać wszystko. Nie sądziłam, że spotkam takiego człowieka jak Douglas. Potrafimy ze sobą rozmawiać tak, jakbyśmy od lat się przyjaźnili. I jest między nami niesamowite pożądanie – to dzięki niemu odkryłam, że kręcą mnie faceci z siwymi włosami! (uśmiech) Nasz pierwszy pocałunek zrobił na mnie takie wrażenie, jakbym była nastolatką!

Spędziliście z Romainem wiele  pięknych, ale też trudnych chwil, takich, które łączą i umacniają związek. Powiedz, jak radzisz sobie z przeszłością, wspomnieniami? Dzięki nowej miłości zaczęłaś  traktować poprzedni związek jak zamknięty etap swojego życia?

Byliśmy z Romkiem w separacji od grudnia 2016 roku, o czym nie wiedzieli nawet moi najbliżsi. Nie spodziewałam się jednak, że zakończy  się to rozwodem. Kiedy powiedział mi, że chce rozwodu, w pierwszym momencie pomyślałam, że żartuje. „Jak to? To nie będziemy już razem?”, pytałam samą siebie. Dopiero z perspektywy czasu zobaczyłam, że się  od siebie oddaliliśmy. Przez pierwsze pięć miesięcy było mi ciężko, dopiero potem zaakceptowałam fakt, że jestem wolna i... chyba szczęśliwsza. Dzisiaj mamy dobry kontakt, przyjaźnimy  się. Romek często radzi się mnie w różnych sprawach biznesowych, ale dla mnie związek z nim to zamknięty  etap życia.

Jakim mężczyzną jest Douglas?

Opiekuńczym, szarmanckim, wiem,  że mogę na nim polegać. W naszym związku wszystko dzieje się szybko, ale nie uważam, że to coś złego. Można przez pół roku się docierać i nic z tego nie wychodzi, a można też błyskawicznie wejść w nową relację i spędzić  z kimś resztę życia.

Douglas codziennie mówi mi, że jestem kobietą jego marzeń, że czekał na mnie całe życie. Ja też czuję, że to człowiek, z którym mogę planować przyszłość.

Nie boisz się, że to euforia, która zawsze pojawia się na początku związku?

Być może, ale to pierwszy mężczyzna, przy którym czuję się kimś wyjątkowym. Nigdy nie rozmawiałam z nikim tyle przez telefon, nikomu wcześniej nie miałam tyle do powiedzenia. Poza tym chcę, by Douglas był ojcem moich dzieci. Jestem gotowa na to, by w końcu zostać matką.

Dlaczego Douglas mógłby być  dobrym ojcem?

Bo jest niesamowitym, ciepłym człowiekiem. Wiesz, że urodziliśmy się tego samego dnia, czyli 23 kwietnia? Jest między nami jakaś niesamowita nić porozumienia, mimo że bardzo się różnimy. Ja – roztrzepana, głośna, spontaniczna, on – spokojny, racjonalny.

Podobno wszystko robicie razem!

Dzięki Douglasowi trochę się wyciszyłam. Kiedyś nie wyobrażałam sobie weekendu bez imprezowania. Teraz tylko od czasu do czasu spotykam  się z koleżankami na mieście, ale kocham, tak jak Douglas, być w domu.  Jesteśmy ze sobą najszczęśliwsi, nie potrzebujemy towarzystwa innych. Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że w sylwestra będę siedzieć na  kanapie, przytulać się do swojego chłopaka i piesków, pić szampana,  to powiedziałabym, że oszalał! A tak właśnie było w tym roku i to był najpiękniejszy sylwester w moim życiu!

Po rozstaniu z Romainem mówiłaś, że za dużo poświęciłaś dla Waszej miłości. Nie boisz się, że teraz znów popełnisz ten błąd?

Mam taką naturę, że jak kocham, to  na maksa. W moim słowniku nie było takiego słowa jak „rozwód”. Teraz wiem, że z Romkiem żyliśmy razem, ale trochę też obok siebie. Te ciągłe  podróże między Los Angeles, Miami, Warszawą nie najlepiej wpłynęły  na nasz związek. Żeby stworzyć fajną relację, trzeba mieć jeden dom,  szanować się nawzajem i codziennie czymś zaskakiwać.

Romain dawał Ci też dużo wolności. Nie boisz się, że za nią zatęsknisz? Że wkrótce znudzi Ci się  ta przyjemna stabilizacja?

Nie pozwolę się zamknąć w złotej klatce! (śmiech) Nadal będę wyjeżdżać, pracować, spotykać się z ludźmi. Ale  na pewno zadbam o to, by jak najwięcej czasu spędzać z Douglasem. Mam już taką pozycję zawodową, że nie muszę ciągle za czymś gonić, udowadniać innym, ile jestem warta. Ustaliliśmy też, że raz w tygodniu każde z nas wychodzi wieczorem ze swoimi przyjaciółmi, po to by złapać oddech w związku.

Douglasowi nie przeszkadza to,  że mężczyźni Cię adorują?

Douglas zna swoją wartość, nie jest  o mnie chorobliwie zazdrosny. Raz  tylko, gdy wrzuciłam na Instagram zdjęcie ze ślubu Marty, mojej siostry, zapytał, dlaczego sfotografowałam się ze swoim przyjacielem. Ale na co dzień nie okazuje mi zazdrości, bo jego zdaniem to oznaczałoby, że mi nie ufa.

Show-biznes też go chyba nie  pociąga?

Jest biznesmenem, ma kilka firm  inwestycyjnych i firmę produkcyjną  w Hollywood. Ale najbardziej ceni  sobie spokój. Nie chce brać udziału  w sesjach zdjęciowych, nie udziela  wywiadów. Żartuje, by wszyscy zostawili nas w spokoju. (śmiech)

Ostatnio dużo mówiło się o Waszych zaręczynach. Przyjęłaś oświadczyny Douglasa?

Na razie to była tylko słowna deklaracja! Ale od tego momentu codziennie powtarza mi, że powinniśmy zacząć planować ślub. Mam nadzieję, że w końcu uda nam się na poważnie o tym porozmawiać, ale papier przecież niczego między nami nie zmieni...

Douglas i Romain już się poznali?

Kilka lat temu w Miami. Rozmawiali przez chwilę w klubie Romaina. Ale  od kiedy jesteśmy razem, jeszcze się nie spotkali i lepiej, żeby tak pozostało. (śmiech)

Rozmawiasz z Romainem o swoim nowym związku?

Na razie nie, chociaż wierzę, że jeśli ułoży sobie życie, to będzie nam łatwiej. Życzę mu, by znalazł kogoś niesamowitego, zakochał się i był szczęśliwy. On ma dobre serce, bardzo dużo zrobił dla mnie i dla mojej rodziny.

Twoja mama go uwielbiała, mieszkaliście razem. Jak ona reaguje  na zmiany, których dokonałaś  w życiu?

Na początku była w szoku. Próbowała dowiedzieć się od Romaina, co się  takiego stało, ale nie chciał z nią o tym rozmawiać. Dopiero niedawno przyznał się jej, że nie wie, dlaczego podjął taką decyzję. Mówił, że „chyba diabeł usiadł mu na głowie”. (śmiech) Mam wrażenie, że on tęskni nie tyle  za mną, co za moją rodziną, wszystkimi przywilejami z tym związanymi: domową atmosferą, wspólnymi świętami, wakacjami... To są piękne wspomnienia.

A jak mama przyjęła Douglasa?

Od razu się polubili. Podoba jej się to, że jest normalnym, troskliwym facetem, który nikogo nie udaje. Poza tym jest podekscytowana, że w końcu poznałam mężczyznę, z którym chcę mieć dzieci, i ma nadzieję, że niebawem to się wydarzy...

To po niej odziedziczyłaś silny charakter?

Kiedy przeprowadziliśmy się z Polski do Chicago, miałam pięć lat. W Ameryce mieszkała moja babcia Krystyna  i ciocia Marta. Mama tęskniła za rodziną, dlatego zdecydowała się wyjechać tam ze mną na stałe w 1984 roku. Półtora roku później przeprowadził  się także ojciec. Mama na początku pracowała w fabryce kubków jedno- razowych. Była w ciąży z moją siostrą  i dwanaście godzin dziennie, przez siedem dni w tygodniu, spędzała w hali,  w której temperatura przekraczała  35 stopni Celsjusza. Robiła wszystko, abyśmy mogli jak najszybciej przeprowadzić się do własnego mieszkania. Nigdy nie okazywała zmęczenia, nie narzekała. Gdy widziałam, jak jest jej ciężko, starałam się jakoś ją pocieszać. Mówiłam, że damy radę, żeby niczym się nie martwiła. Z dzieciństwa zapamiętałam jej dobrą energię i optymizm, który z Martą, moją siostrą, odziedziczyłyśmy po niej.

Obiecałaś sobie wtedy, że zrobisz wszystko, by stworzyć dla swojej rodziny lepsze warunki życia?

Może nie tyle czułam się odpowiedzialna, ja po prostu chciałam się jej odwdzięczyć za trud, który włożyła  w nasze wychowanie. Cieszę się, że mamy takie dobre relacje, mama zawsze będzie moją najlepszą przyjaciółką. Nawet teraz, kiedy szukamy  z Douglasem domu, w którym zamieszkamy, myślimy o pokoju dla niej!

Mama nadal będzie z Tobą mieszkać? Nie czujecie, że to dobry moment, by przeciąć pępowinę?

Chcę, by mama była szczęśliwa. Możemy mieszkać razem do końca życia, ale jeśli zdecyduje, że wolałaby wrócić z Los Angeles do swojego domu w Chicago, nie będę protestować. Nasze rozstanie na pewno będzie bolesne. Zwłaszcza że mama zajmuje się też moimi psami  i jest z nimi bardzo związana.

Pomogłaby Ci także w opiece nad dziećmi, kiedy już zdecydujesz się urodzić.

No właśnie, ale nie mogę być samolubną egoistką i stawać na drodze do jej szczęścia.

Widzisz już oczami wyobraźni Wasz wspólny dom z Douglasem? Jak miałby on wyglądać?

Chciałabym mieć dwoje dzieci, najlepiej chłopczyka i dziewczynkę. Z kolei Douglas marzy o trójce. Ale to ja podejmę decyzję po pierwszej ciąży...

Nie boisz się, że macierzyństwo pozbawi Cię niektórych przywilejów?

Znam wiele celebrytek, które pracowały do siódmego miesiąca ciąży. Wszystko zależy od tego, czy Douglasowi uda się tak dopasować grafik swoich obowiązków zawodowych, by był w stanie mi pomóc. W życiu potrzebna jest równowaga, nie wyobrażam sobie, że miałabym zrezygnować z pracy i zająć się tylko wychowywaniem dzieci.

Uważasz, że podołasz? Jesteś dobrze zorganizowana?

W pracy jestem sumienna i w stu procentach profesjonalna. Lubię mieć wszystko pod kontrolą, staram się nikim nie wyręczać. Nie jestem kapryśna, czasem na planie źle się czuję, ale nie mówię o tym głośno. Nie chcę zawodzić producentów, więc zachowuję się tak, jakby wszystko było w porządku.

A prywatnie?

Niczego nie planuję, żyję chwilą.  Jestem też słaba, jeśli chodzi o dbanie o porządek w domu. Moja garderoba wygląda tak, jakby przeszedł przez nią huragan!

Co robisz, kiedy masz chwilę dla siebie?

Chodzę na siłownię, spaceruję z psami. Lubię dobrze wyglądać, dlatego o siebie dbam – masaże, wizyty w SPA, to sprawia mi dużą przyjemność. Nie ukrywam, że zdarza mi się też po prostu  leniuchować.

Wynajęłaś mieszkanie w centrum Warszawy. To symboliczny powrót do Polski, Twojej ojczyzny?

Kiedy słyszę: „Polska”, myślę: „Moja  ojczyzna”, czyli miejsce, w którym się urodziłam i z którym się identyfikuję. W Stanach zawsze podkreślałam, skąd jestem, bo bycie Polką to dla mnie powód do dumy. Tak zostałam wychowana. Polska dzisiaj jest dla mnie drugim domem. Bywam tutaj bardzo często, dlatego pomyślałam, że fajnie byłoby mieć miejsce, w którym mogłabym trzymać swoje rzeczy, urządzić je tak, jak bym chciała. Lubię hotele, ale z czasem każdy tęskni za domem. To jest  jego namiastka.

Masz więcej przyjaciół w Polsce czy w Stanach?

W Stanach, bo tam mieszkam od 33 lat. Kiedy przyjeżdżam do Warszawy, koncentruję się na pracy. Mam to szczęście, że współpracuję ze wspaniałymi ludźmi, z którymi fantastycznie spędza się czas. Dlatego kojarzy mi się to  z przyjemnością, a nie obowiązkami.

Dokąd teraz zmierzasz, jak chciałabyś zaplanować swoje życie?

Wiesz, o czym marzę? Przede wszystkim o spokoju. Przyda się po 33 szalonych latach. Chciałabym być szczęśliwa, móc cieszyć się każdym dniem, nową miłością i nie przejmować tym, na co nie mam wpływu. Wiem, że to trochę brzmi jak bajka, ale skoro rozmawiamy o marzeniach, to jest jedno z nich.