O Erze Nowych Kobiet założonej przez Joannę Przetakiewicz jest głośno już od jakiegoś czasu. Szefowa La Manii podkreśla, że ruch nie powstał w celach biznesowych, zaś jego rozmach - zebrał już dziesiątki tysięcy członkiń - to zasługa kobiet, które Joanna nazywa liderkami. Na rynku ukazała się książka "Nie bałam się o tym rozmawiać", która jest zbiorem niezwykłych opowieści bohaterek takich jak walcząca z rakiem Ela czy Karolina, która latami walczyła o zajście w ciążę. Z Joanną, tuż przed wyjazdem jej "ENKObusu" w podróż po Polsce na spotkania z kolejnymi inspirującymi kobietami, rozmawiała Sandra Hajduk.

Sandra Hajduk: Dzień dobry, Asiu. Twoi fani przyszli tu dziś pożegnać ENKObus, ale to nie koniec, a początek, prawda?

Joanna Przetakiewicz: Oj, tak. Jesteśmy jeszcze wszyscy w emocjach po tym, co wydarzyło się wczoraj. Wybór został dokonany. Tymczasem ja nie chcę siedzieć bezczynnie. Czasami ludzie mówią mi: "że też ci się chce, po co ci to?" A ja nie jestem w stanie zrozumieć tego toku myślenia. Wiele osób dopatruje się w tym podtekstu finansowego, myślą, że próbuję zarobić na tym Bóg wie jakie pieniądze. Ludzie czasem nie myślą o tym, że celem jest trwanie i że to jest najważniejszy cel. To my kobiety kreujemy szczęście i dobrostan. Szczerze mówiąc mało kto myśli o tym, że ten dobrostan to również gospodarka. To, jaki PKB będzie miał nasz kraj za rok. A tak się składa, że sfrustrowane, smutne społeczeństwo nie zbuduje niczego wielkiego. Bo nie jest w stanie, jest zbyt zmartwione. My dzisiaj jesteśmy jakimś strasznie zmartwionym narodem. Tylko co piąta Polka deklaruje, że jest szczęśliwa.

I właśnie o te kobiety chcę Cię zapytać. Kim są Twoje ENKi? Kim są te kobiety, które - zgodnie z hasłem Twojej kampanii - się nie boją?

Nasza kampania powstawała trochę jak ruch #metoo: ktoś coś rzucił, do niej dołączyła druga, trzecia kobieta. I tak stałyśmy się ruchem. Wyobraź sobie, że ta grupa ma już prawie 30 tysięcy członkiń. Nie dalej jak wczoraj napisała do nas kobieta, która opowiedziała swoją historię: Była matką trójki dzieci, nagle zawaliło jej się życie: rozstała się z mężem, wszystko zaczęło się sypać. Pewnego dnia dzieci pojechały na wakacje do męża, a ona czekała na nie stęskniona. Dzieci były jej jedynym celem w życiu. Dzieci nie wróciły z wakacji, bowiem, gdy do jej drzwi zadzwoniła policja, kobieta dowiedziała się, że dwójka jej pociech zginęła. Rozpadła się na kawałki, czuła, że przestała istnieć, miała wrażenie, jakby grała w filmie. Dopiero po jakimś czasie zaczęła myśleć, że musi się otrząsnąć, bo ma jeszcze jedno dziecko, dla którego warto żyć. Zdecydowała się o tym powiedzieć, bo chce być przykładem dla innych. Moje dziewczyny wychodzą z takich sytuacji, czują siłę sprawczości. Mało kto mówi o tym, że jak ważna jest siła sprawczości.

Bo ona zaczyna się w głowie...

Dokładnie tak. Moje liderki zgłaszają się do nas, bo chcą wnosić wartość do grupy, inspirować, organizować. To są bezcenne wartości. Pamiętam jak jedna z naszych liderek, Kinga, powiedziała mi: "Asia, ja nigdy nie byłam tak zakręcona i zajęta, ale nie pamiętam jednocześnie, kiedy byłam tak zajęta. Ale czuję, że to jest to".

Asiu, czy jest zatem coś, czego Ty się boisz?

Oczywiście, że tak. Mam rodzinę, boję się o nich. Nawet ostatnio miałam taką sytuację. Spotkałam kogoś w moim otoczeniu, pewną osobę, która jest bardzo przeciwko mnie. Powiem Ci szczerze, że bardzo mnie to zdołowało. Z jednej strony zdałam sobie sprawę, jak dobrzy ludzie są wokół mnie, skoro ta jedna tak się wyróżnia. Z drugiej przeraziło to, jak wiele złej energii jest w tym kimś. Moja przyjaciółka powiedziała mi wtedy: "Asia, nie bój się". Ja sobie zdałam sprawę, że boję się ludzkich złych emocji, zawiści, frustracji. Ludzie mają ją prawo mieć, to oczywiste. Ale zdałam sobie sprawę, że przecież zawsze może być tak, że spotkamy na drodze kogoś, kto nas nie będzie szanował. To ludzka rzecz, tylko trzeba przestać się bać. Ja po 18 miesiącach Ery Nowych Kobiet zrozumiałam, że Polki boją się oceny.

A wiesz, że jest tak, że zawsze, gdy zaczyna się jakąś akcję społeczną, ludzie pytają o jej cel? A przecież to nie cel, a droga do tego celu są tu najważniejsze.

Dokładnie jest tak, jak powiedziałaś. To kwintesencja sensu akcji społecznych. Celem jest trwanie. Szerzenie pewnej idei, filozofii. Bo wiesz, rozdawanie szczęścia mnoży szczęście. Ja odkryłam to, gdy założyłam Erę Nowych Kobiet. Mogłabym tego nie robić i zająć się swoimi firmami. Ale daje mi to tak ogromną satysfakcję i przyjemność, że wiem już, że to uczucie jest nieporównywalne z niczym innym, a już na pewno nie z siedzeniem w Saint Tropez i piciem szampana.

A o Polskę się boisz?

Boję się o kobiety. O to, jak zaniedbane są emocje ludzkie. O te kobiety, które boją się zajść w ciążę, bo stracą pracę, o te, które lękają się mówić o przemocy domowej. W ramach naszych działań kobiety, które będą chciały złożyć wniosek do sądu mogą liczyć na pomoc prawną. Czasami niestety zdarza się tak, że poza przemocą fizyczną jest jeszcze psychiczna i finansowa. Im więcej będziemy o tym mówić, tym lepiej, dlatego że pomożemy kobietom, które zmagają się z tym same. To tak jak jedna z bohaterek mojej książki, która była gwałcona przez męża 10 lat. Bała się powiedzieć o tym komukolwiek bo myślała, że to z nią coś jest nie tak. Martwię się też o to, że będzie rosła liczba samobójstw. Dane są smutne i przerażające. Wg WHO jesteśmy na ostatnim miejscu jeśli chodzi o kobiety, które uważają siebie za atrakcyjne. Tylko co 5. Polka jest szczęśliwa.

Asiu, o czym zatem marzysz w ramach akcji #niebojesie?

Marzę o tym, by ten hasztag był "szczepionką na smutek", żeby był "witaminą szczęścia". Chciałabym, żebyśmy stworzyły szczęśliwe plemię. To jest nam teraz bardzo potrzebne.