Joanna Racewicz dołączyła do grona znanych osobistości, które na fali aktualnych wydarzeń w kraju, postanowiły podzielić się swoimi osobistymi historiami związanymi z macierzyństwem. Nie jest tajemnicą, że dziennikarka i prezenterka telewizyjna w przeszłości przez długi czas bezskutecznie starała się zostać matką. Już kilka lat temu podzieliła się na Facebooku wspomnieniem na temat Marii Kaczyńskiej, która pocieszała ją po stracie kolejnej ciąży. Panie znały się osobiście, ponieważ zmarły tragicznie w 2010 roku w katastrofie smoleńskiej mąż Joanny Racewicz, porucznik Paweł Janeczek, pełnił funkcję oficera BOR przy prezydencie Polski.

Była ujmująca, ludzka troska, gdy po naszej kolejnej stracie ciąży - kazała Pawłowi "natychmiast wracać do Joasi, przytulać ją mocno i wziąć urlop, aż wydobrzeje. I nie odbierać telefonów od Męża ani z kancelarii choćby nie wiem co". Pani Maria Kaczyńska. Pierwsza Dama. Potrafiła zadzwonić i pytać - czy nie potrzebuję lekarza, pomocy - czytamy we wpisie z kwietnia 2017 roku.

Poruszający wpis Joanny Racewicz o ciąży i poronieniu

Kilka dni po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, Joanna Racewicz jeszcze raz wróciła do bolesnych wspomnień sprzed lat.

- Opowiem wam dzisiaj jeszcze jedną czarno-białą historię. Historię kobiety, która bardzo chciała zostać mamą. Próbowała wiele razy i zawsze bez skutku. Pamięta czerwone plamy na kwiecistej sukience, pamięta strach i ból na szpitalnym korytarzu. Poczucie straty i zawodu, jaki sprawił tacie Maleństwa. Tak, zawsze była dobra w oskarżaniu samej siebie. Mistrzyni świata w samobiczowaniu. Prymuska na lekcjach : "jak zranić siebie celnie i skutecznie" - zaczyna wpis.

Tym razem gwiazda stacji Polsat i Polsat News opisała ze szczegółami wyjątkowo wstrząsające badanie USG, podczas którego dowiedziała się o stracie dziecka.

- Odżyło też wspomnienie pewnego USG, kiedy naiwnie spodziewała się, że zobaczy zarys małej główki i usłyszy bicie serduszka - pisze.

Ze wspomnienia Joanny Racewicz przebija się niestety bezduszność lekarzy wobec osobistej tragedii pacjentki.

- Badanie ciągnęło się w nieskończoność. Doktor milczał, a zmarszczka na czole pogłębiała się z każdą chwilą. Wreszcie oderwał wzrok od ekranu, poprawił okulary i zaprosił kobietę do gabinetu obok. Na ścianach – dziesiątki zdjęć uśmiechniętych bobasów, kartki od szczęśliwych i wdzięcznych rodziców. „- Przykro mi, pani dziecko nie żyje”- wycedził w tej scenerii. Chciał chyba powiedzieć coś jeszcze, być może przytulić, ale kobieta nic już nie słyszała. Nie pamięta jak wybiegła z gabinetu, zapomniała gdzie zaparkowała samochód, nie czuła chłodu, choć był ostatni dzień października. Usiadła na schodach i zamieniła się w jedno wielkie wycie. Kiedy dowlokła się wreszcie do domu zadzwoniła do lekarki, która prowadziła ciążę. „- To smutne bardzo - usłyszała - proszę się uspokoić. Uprzedzałam, że może być różnie, że dziecko jest słabe.. Proszę się uspokoić i chwilę na mnie poczekać. Jestem na rodzinnych grobach, wracam 2 listopada i wtedy się panią zajmę”. „- Mam czekać? - krzyczała do słuchawki kobieta - naprawdę? Chce pani, żebym była grobem dla własnego dziecka i chce, żebym była spokojna???” - czytamy.

Dziennikarka nie ukrywa, że utrata kolejnej ciąży była dla niej traumatycznym przeżyciem.

- Wtedy wydawało się jej, że jest ma samym dnie piekła, że znów - Los z niej zadrwił - wspomina.

Racewicz szczerze przyznaje, że z perspektywy czasu cieszy się, że ostatecznie nie musiała stanąć przed dramatyczną decyzją o dokonaniu aborcji.

- Teraz... Teraz mówi : dziękuję, Panie Boże, że wybrałeś za mnie. Jestem Ci wdzięczna, że zabrałeś moje dzieci, bo zapewne nie przeżyłyby bez pępowinyDziękuję, że nie skazałeś mnie ani na wybór ani na heroizm - czytamy.

Swój wpis kończy jednak pozytywną myślą.

- I jestem szczęśliwa, że dałeś mi Syna. Syna Lepszego Niż Marzenie - dodaje.

Syn Joanny Racewicz, Igor, przyszedł na świat 23 kwietnia 2008 roku.

ZOBACZ TEŻ: Kinga Duda wydała oświadczenie ws. aborcji: "Nie mogę pogodzić się z konsekwencjami, jakie niesie ze sobą wyrok TK"