W jednym ze swoich pierwszych przemówień prezydent elekt przekazał słowa współczucia rodzinom osób, które zmarły na COVID-19 (250 tysięcy Amerykanów). - Wiem, co czujecie - powiedział. On też stracił najbliższych. Miał 29 lat, był adwokatem i właśnie, ku zaskoczeniu wszystkich, wygrał w Delaware wybory do Senatu. Pokonał wieloletniego senatora republikanów i stał się piątym najmłodszym senatorem w historii USA.

18 grudnia 1972 roku jego żona Neilia z trójką dzieci jechała na świąteczne zakupy. Na skrzyżowaniu ich samochód został zmiażdżony przez ciężarówkę, Neila i 13-miesięczna córeczka Naomi zginęły na miejscu, synowie Beau i Hunter zostali ciężko ranni. Hunter opowiadał potem: „Miałem trzy lata. Moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to szpitalne łóżko, obok leży o rok starszy Beau, trzyma mnie za rękę, patrzy mi w oczy i wciąż powtarza: - Kocham cię, kocham cię, kocham cię. Joe nie odchodził od nich ani na chwilę, ślubowanie senatorskie złożył w szpitalu. - Ból ma charakter fizyczny i nigdy cię nie opuszcza. "Pamiętam, że przez wiele miesięcy nie mogłem wziąć głębszego oddechu - wspomina.

Przyznał, że myślał wtedy o samobójstwie. W wychowaniu chłopców pomagała mu jego siostra, która przeprowadziła się do nich razem ze swoją rodziną. Joe nie przeniósł się do Waszyngtonu, codziennie dojeżdżał do Senatu 130 km pociągiem z Delaware. - Chciałem być tym mężczyzną, który przytula swoje dzieci wieczorem i obejmuje je ponownie rano - tłumaczył. Do dzisiaj nigdy nie pracuje 18 grudnia, w rocznicę wypadku.

ZOBACZ: Joe Biden chciał odebrać sobie życie. Polityk przeżył rodzinny dramat

Randka w ciemno

Trzy lata po śmierci Neili i Naomi brat Joego zaaranżował mu spotkanie ze swoją koleżanką, 24-letnią Jill Jacobs. Miała już za sobą nieudane małżeństwo i rozwód. - Spotykałam się z chłopakami, którzy chodzili w dżinsach i trampkach. Joe zjawił się w płaszczu i mokasynach, był o dziewięć lat ode mnie starszy, pomyślałam sobie, że to nie może się udać - opowiada Jill. Jego oświadczyny przyjęła dopiero za piątym razem: - Musiałam być pewna na sto procent. Chłopcy już raz stracili matkę, nie chciałam, żeby stracili drugą. Nigdy bym nie pomyślała, że mając dwadzieścia parę lat, będę zastanawiała się, jak posklejać poranioną rodzinę. Beau i Hunter bardzo się do niej przywiązali, a Joe im powtarzał: - To mama przysłała nam Jill.

Pobrali się w 1977 roku, cztery lata później na świat przyszła ich córka, chłopcy mogli wybrać imię dla siostry i nazwali ją Ashley. Jill po przerwie podjęła przerwane studia, zrobiła dyplom na wydziałach sztuk pięknych i pedagogiki, potem doktorat. Uczy literatury angielskiej w college’u oraz w dziecięcym szpitalu psychiatrycznym. Niedawno oznajmiła, że jako pierwsza dama będzie kontynuowała pracę z dziećmi z zaburzeniami emocjonalnymi. Nie zamierza też rezygnować ze swojego codziennego rytuału: każdego ranka przebiega osiem kilometrów. - Jill kocha jak szalona, bardzo dba o innych i nic jej nie powstrzyma, kiedy chce coś ulepszyć. Pomyślcie o swoim ulubionym nauczycielu, który sprawił, że uwierzyliście w siebie. Taka będzie pierwsza dama - zapewnia Joe.

Kolejny cios

Ich córka Ashley ma 39 lat, jako pracownica socjalna tworzyła programy dotyczące przemocy w rodzinie, opieki zastępczej i zdrowia psychicznego. Potem została dyrektorką w Centrum Sprawiedliwości w Delaware, gdzie m.in. udało jej się ograniczyć liczbę młodocianych gangów. Trzy lata temu stworzyła markę odzieżową Livelihood, cały dochód ze sprzedaży ubrań przeznacza dla potrzebującej młodzieży. - Nie mogę znieść, gdy ktoś jest wyśmiewany lub prześladowany. Tata zawsze mnie uczył, że milczenie jest przyzwoleniem na zło i muszę stanąć w obronie każdego, kto jest traktowany niesprawiedliwie - mówi. Wzorem dla Ashley był jej starszy brat Beau, również społecznik, w którym ojciec pokładał wielkie nadzieje. Beau skończył prawo, został prokuratorem generalnym w Delaware. Był także urzędnikiem amerykańskiej armii, wyjeżdżał na misje do Iraku. W 2013 roku zachorował na raka mózgu, zmarł dwa lata później w wieku 46 lat.

Joe opisał zmagania syna z chorobą w książce "Obiecaj mi, tato"(wyd. Media Rodzina), która niedawno ukazała się u nas. Oto fragment: - Tato, wiem, że nikt na świecie nie kocha mnie bardziej od ciebie - zaczął Beau (...). Nagle dotarło do mnie, że mój syn próbuje się pogodzić z perspektywą śmierci. Pochylił się przez stół i położył dłoń na moim ramieniu. – Ale musisz mi obiecać, tato, że niezależnie od tego, co się stanie, wszystko z tobą będzie w porządku. Daj mi słowo. Obiecaj mi, tato. Podczas kampanii prezydenckiej Joe niemal na każdym spotkaniu wspominał Beau, na jednym z nich wybrzmiała ulubiona piosenka jego syna, "Til Kingdom Come" zespołu Coldplay. Lider grupy Chris Martin przyleciał z Londynu, by zaśpiewać ją na pogrzebie Beau.

Huntera, młodszego syna Joego, prasa nazywała czarną owcą. Jako nastolatek miał problemy z alkoholem i narkotykami. Po śmierci Beau odszedł od żony i trójki dzieci, bo wdał się w romans z wdową po swoim bracie, ich związek trwał rok. Potem spotykał się ze striptizerką, z którą ma dziecko. W zeszłym roku, po tygodniu znajomości, poślubił reżyserkę filmów dokumentalnych, osiem miesięcy temu urodził im się syn. Podobnie jak ojciec i starszy brat skończył prawo. Od kwietnia 2014 roku zasiadał w radzie dyrektorów holdingu gazowniczego na Ukrainie. Donald Trump sugerował, że Hunter miał dopuszczać się tam przestępstw. Naciskał na prezydenta Ukrainy, żeby znalazł na niego haki, co dla niego samego skończyło się wszczęciem procedury impeachmentu, czyli usunięcia z urzędu. Joe, bez względu na wszystko, zawsze wspierał Huntera i stał za nim murem.

Wejście Kamali 

Przez 37 lat wybierano Joego, a właściwie Josepha Bidena, na kolejne kadencje w Senacie, jest najdłużej urzędującym senatorem w dziejach USA. W 2009 roku starał się o nominację Partii Demokratycznej w wyścigu do Białego Domu, przegrał z Barackiem Obamą, który potem powierzył mu funkcję wiceprezydenta. Równo 48 lat po swoim pierwszym zwycięstwie w wyborach do Senatu - 7 listopada, został prezydentem elektem. 20 listopada skończył 78 lat i od razu zapowiedział, że chce pełnić swoją funkcję tylko przez jedną kadencję. Może następne wybory wygra, jako pierwsza kobieta w USA, dzisiejsza wiceprezydentka, Kamala Harris. Wielokrotnie burzyła schematy. Była pierwszą prokuratorką okręgową w San Francisco, potem jako pierwsza ciemnoskóra kobieta objęła stanowisko prokuratorki stanowej w Kalifornii, następnie została pierwszą senatorką hinduskiego pochodzenia.

„Jestem, kim jestem. Dobrze mi z tym. Być może będziecie chcieli to sobie jakoś poukładać, mnie nic do tego”, mówi. Łamie konwencje również stylem ubierania się, często nosi trampki. „Mam ich całą kolekcję, na każdą pogodę, czarne, białe, ze sznurowadłami i bez oraz na platformach, pasujące do garnituru”, śmieje się. Jej mama przyjechała z Indii na studia medyczne do USA. W Berkeley poznała przyszłego męża, który pochodził z Jamajki i studiował ekonomię. Państwo Harris zrobili doktoraty, urodziły im się dwie córki, pracowali na kilku uczelniach w kraju, więc często się przeprowadzali. Kamala miała siedem lat, gdy się rozwiedli, wspomina, że przy rozstaniu rodzice pokłócili się tylko raz: o podział książek.

Twarda prokuratorka

Dziewczynki zostały z mamą, która na uniwersytecie w Berkeley prowadziła badania nad rakiem. W pracy mimo swoich umiejętności była pomijana przy awansach, a przez osoby, które jej nie znały, często traktowana jako mniej kompetentna z powodu akcentu. Córkom powtarzała: - Jesteś Hinduską i jesteś czarna. Nie musisz udowadniać, że jesteś jedną albo drugą. Jeśli ktoś cię nazwie egzotyczną, powiedz mu, żeby się odwalił, i odejdź. A na pytanie: "Skąd jesteś?", odpowiadaj: "Nie twój interes”. Wychowywała córki surowo, do ich obowiązków należało m.in. mycie probówek w laboratorium, w którym pracowała, a kreskówki mogły oglądać tylko wtedy, gdy w tym czasie robiły coś pożytecznego, np. swetry na drutach. Nie użalała się nad nimi, kiedy któraś miała problem, pytała: - No i jak zamierzasz go rozwiązać?. Zmarła w 2009 roku.

Obie siostry skończyły studia prawnicze, Maya jest adwokatką, Kamala została prokuratorką. W 1990 roku podjęła pracę w Oakland i zakochała się we wpływowym lokalnym polityku Partii Demokratycznej. On miał 60 lat i skłonność do romansów, ona 30. Po roku uznała, że ich związek nie ma przyszłości, i odeszła. Później polityczni przeciwnicy zarzucali jej, że robiła karierę przez łóżko. Jednak tamten polityk pomagał wielu osobom obojga płci, a Harris pierwsze swoje ważne stanowisko – szefowej prokuratury okręgowej w San Francisco – zdobyła w wyborach, nie z partyjnej nominacji. Nie dawano jej żadnych szans, w tym mieście od zawsze tę funkcję pełnił biały mężczyzna, a ona była praktycznie nieznana. Jej mama mówiła: - Wciąż pokutuje mit, że kobiety nie nadają się do zarządzania bezpieczeństwem i pieniędzmi. Mimo że jak lwice bronią swoich młodych, nie zważając na nic. I kto siedzi po nocach, kombinując, jak opłacić rachunki?.

Z siedmioletniej kadencji Kamali szczególnie zapamiętano jej dwie decyzje: w sprawie zabójcy policjanta odmówiła wystąpienia o karę śmierci, bo jest jej przeciwna, oraz wprowadziła surowe kary dla rodziców wagarujących uczniów, łącznie z więzieniem. Uważała, i jak się potem okazało słusznie, że edukacja zmniejsza liczbę przestępstw wśród młodocianych. Zdobyła stanowisko prokuratorki Kalifornii m.in. dlatego, że obiecała wprowadzić podobne przepisy w całym stanie. Po kryzysie finansowym w 2008 roku wygrywała procesy z firmami udzielającymi kredytów i obroniła tysiące Kalifornijczyków przed utratą domów. W tamtym czasie nawiązała współpracę z Beau Bidenem, starszym synem Joego, który był prokuratorem stanowym w Delaware i prowadził podobne sprawy. Ich przyjaźń trwała do jego śmierci.

Jak kot z myszami

W 2016 roku Kamala została wybrana do Senatu. Wszyscy zapamiętali, jak kompetentnie i wnikliwie przesłuchiwała w komisji sprawiedliwości przedstawicieli administracji Trumpa, mówiono, że momentami wyglądała jak kot, który osacza coraz bardziej spocone myszy. Jako wiceprezydentka będzie zajmowała się kwestiami równouprawnienia, opowiada się m.in. za prawem kobiet do aborcji. Po ogłoszeniu wyników wyborów powiedziała: - Przez cztery lata maszerowaliście i organizowaliście się na rzecz równości i sprawiedliwości, na rzecz naszego życia i naszej planety. A potem zabraliście głos! Wasz wybór jest jasny. Wybraliście nadzieję i jedność, przyzwoitość, naukę. A także - prawdę!

Do 49. roku życia była zapracowaną, bezdzietną singielką. Pewnego dnia przyjaciółka umówiła ją na randkę w ciemno ze swoim znajomym, rozwiedzionym adwokatem, Douglasem Emhoffem. Nazajutrz powiedział Kamali, że jest za stary na różne gry, ale bardzo ją polubił i chciałby spróbować, czy im się ułoży. Związkowi kibicowała była żona Douglasa i dwójka ich nastoletnich dzieci, wszyscy stworzyli idealną patchworkową rodzinę. Kamala i Doug pobrali się w 2014 roku, po niecałych 12 miesiącach znajomości. - Miałam w swojej karierze wiele tytułów, oczywiście ten wiceprezydentki też jest wspaniały, ale Momala – przydomek, który nadały mi moje przybrane dzieci – zawsze będzie znaczył dla mnie najwięcej - mówi Harris. Douglas oznajmił: - Nie jestem doradcą politycznym swojej żony. Jestem jej mężem. A więc moja rola to być przy niej, kochać ją i we wszystkim wspierać. Za cztery lata oboje będą mieli po 60 lat. Gdyby Kamala wygrała wybory prezydenckie, Doug stałby się pierwszym dżentelmenem. Wielu Amerykanów twierdzi, że jest to całkiem możliwe.

CZYTAJ TAKŻE: Georgette Mosbacher - kim jest prywatnie i zawodowo? Ambasador USA w Polsce ma ciekawy życiorys