Julia Wieniawa i jej mama Marta nawiązały podwójne relacje: matki i córki oraz gwiazdy i menedżerki. W pierwszym wspólnym wywiadzie aktorka i jej mama zdradzają, co je łączy, a co dzieli.

Łączy Was niezwykła więź – rodzinna, przyjacielska, zawodowa. Wybrałyście się też niedawno razem na wakacje.

JULIA: Wiesz, że nigdy wcześniej nie udzielałyśmy razem wywiadu? Zaraz się okaże, czy będziemy się przekrzykiwać... (uśmiech) Wyjazd na Sycylię to nasze pierwsze zagraniczne wakacje tylko we dwie. Wcześniej często zabierałam mamę na wyjazdy służbowe. I na imprezy. Moi znajomi bardzo ją lubią. Wielu z nich na początku myślało, że jesteśmy siostrami.

To najlepszy komplement dla mamy!

MARTA: Miło mi słyszeć takie słowa od dorosłej już córki. Ostatnio moja koleżanka powiedziała, że spotkała Julię w centrum handlowym i chciała ją zaprosić na koncert. Na co Julia odparła: „Ja nie mogę, ale spróbuj zadzwonić do mamy, może ona znajdzie czas”. Cieszę się, że jesteśmy do
 siebie na tyle podobne, że świetnie się nawzajem wyczuwamy.

J: Bardzo to doceniam! Mam wiele koleżanek, które chciałyby utrzymywać z mamą tak dobre relacje jak ja.

Gdy dorastamy, najczęściej chcemy się szybko uniezależnić, pokazać, że jesteśmy samodzielni.

J: Od kiedy wyprowadziłam się z domu, zostałyśmy totalnymi przyjaciółkami! Rozłąka nas do siebie zbliżyła. Mieszkając razem pod jednym dachem, często się kłóciłyśmy. Nie o sprawy elementarne, wartości, ale o drobiazgi. Takie tam sprzeczki między rodzicami a dziećmi. Na przykład o... wychodzenie na imprezy! A raczej zbyt późne powroty. 

M: Dlatego musiałam się zaprzyjaźnić z Julią, żeby mnie na te imprezy zapraszała… (śmiech) 

Marto, a ja myślę, że to po prostu był Twój pomysł, by móc dalej sprawować kontrolę nad Julią. Mylę się? (śmiech)

J: Mama nie chciała stracić pierworodnej córeczki!

M: (uśmiech) Oj, nieprawda. Julia rozumie moje intencje. Wie, że chcę być na bieżąco z jej sprawami.

J: Odkąd mama została moją menedżerką, wie, co się u mnie dzieje. Dzwonimy do siebie osiemnaście razy dziennie. „Julia, przepraszam, że cię  znowu męczę…”, zaczyna mama.

M: Gdy dzwonimy do siebie, Julia mówi: „Mamo, bądź też moją matką, ty ciągle tylko o pracy”. A kiedy już się spotykamy, wcale nie rozmawiamy o pracy, po prostu jesteśmy razem. Potem przypomina nam się, że zapomniałyśmy omówić ważne sprawy bieżące. Ale ten czas jest nam, jako matce i córce, niezwykle potrzebny.

J: Role menedżerki i mamy się przeplatają. Czasami dzwonię w kwestii zawodowej, a nagle głos mi się łamie i płaczę, bo muszę z mamą natychmiast omówić moje sercowe rozterki. Wtedy ona z menedżerki zamienia się w mamę, a ja z dorosłej, dojrzałej Julii w nastolatkę. Dla mamy najważniejsze jest moje dobro. Myśli przede wszystkim, jak się czuję, czy projekt, w który się angażuję, jest wartościowy. Na pierwszym miejscu jest moje zadowolenie, a nie pieniądze.

Ona zna Cię najlepiej...

J: Tak. Pyta, czy chcę przyjąć propozycję. Chociaż nie musiałaby, bo myślimy podobnie, więc potrafiłaby podjąć decyzję za mnie. Jesteśmy czasami jak jeden organizm. Co też rodzi różne konflikty, bo gdy spotkają się dwa równie silne charaktery, nietrudno o kłótnię.

Kto w takich sytuacjach jako pierwszy wyciąga rękę na zgodę?

J: Ja przyznaję się do błędu i przeproszę. Mama niekoniecznie.

M: Jak możesz tak mówić! (śmiech)

J: Mama zachowuje się, jak gdyby nigdy nic. Najpierw nakrzyczy, a potem zapyta, czy mam ochotę na obiad.

Marto, dzięki Julii otworzyłaś się na młodsze pokolenie?

M: Zawsze byłam otwarta, ale Julia sprawiła, że mam wokół siebie jeszcze więcej ludzi w jej wieku.

J: Gdy skończyłam 18 lat, zabrałam mamę na premierę teledysku w klubie Smolna. Powiedziała mi wtedy: „O, miałaś rację, że imprezy zaczynają się koło dwunastej, a nie kończą o dwudziestej drugiej”.

M: Wcześniej powtarzałam: „O dwudziestej drugiej musisz wracać do domu”.

J: A ja wtedy tłumaczyłam jej, że nie, o dwudziestej drugiej to się dopiero wszyscy schodzą.

Marto, a jak Twoje koleżanki reagują, kiedy opowiadasz im o relacji z Julią?

M: Zazdroszczą mi, że jestem z Julą tak blisko. Chętnie zapraszam je na premiery piosenek lub filmów z udziałem córki. Odmłodniałam i dobrze się z tym czuję. Mam jeszcze młodsze dzieci, 15-letnią Wikę oraz 7-letnią Kornelię, i jestem na bieżąco z ich sprawami. Nadążam za trzema pokoleniami!

J: Dodajmy, że ja i moje siostry jesteśmy zupełnie inne, więc dla mamy to duże wyzwanie.

M: Dla siedmiolatki urządzam kinderbale, piętnastolatka przeżywa już swoje pierwsze rozterki miłosne.

J: Wika ma zupełnie inny charakter niż ja. Jest bardzo skryta, trzeba z niej siłą wyciągać niektóre informacje...

U Ciebie emocje są na wierzchu.

J: Od zawsze. Gdy wracałam ze szkoły, mama nie musiała pytać, jak było. Sama jej wszystko opowiadałam. Jestem wylewna, chętnie mówię o swoich emocjach.

W wieku 14 lat zaczęłaś pracować. Nie miałaś czasu na bunt, nastoletnie rozterki?

M: Przejawem buntu u Julii była właśnie chęć bycia dorosłą zdecydowanie szybciej niż jej rówieśniczki.

J: Teraz żałuję, bo brakuje mi tej beztroski, którą utraciłam właśnie dlatego, że tak szybko dojrzałam. W pierwszej gimnazjum, gdy mama była w ciąży z Kornelią, wpadłam w imprezowe towarzystwo. Niespecjalnie przywiązywałam się do nauki, dlatego mama musiała zareagować. W szkole była adwokatem diabła, usprawiedliwiała wszystkie moje wpadki!

Miała dla Ciebie dużo wyrozumiałości?

J: Potrafiła mnie postawić do pionu. Słuchałam jej, a ona kryła mnie przed tatą.

M: Zawsze byłam matką lwicą.

J: Wiedziałam, że mamie mogę powiedzieć prawdę. A ona mi wybaczy, pokaże właściwą drogę.

Jak udało się Wam zbudować przyjaźń, jednocześnie zachowując szacunek córki do matki?

M: Działamy intuicyjnie. Szanuję to, że Julia jest dorosła, ma swoją przestrzeń nietykalności. Muszę ją traktować po partnersku. Więc staram się powstrzymywać od komentarzy. Gdy była dzieckiem, to…

J: To się nie powstrzymywałaś! (śmiech) Jako pierwsze dziecko w rodzinie, musiałam przetrzeć szlaki swoim siostrom. Mamusia była na mnie skupiona, dbała, by nic mi się nie stało, czasem do przesady.

M: To prawda. Byłam zbyt drobiazgowa, ale potem to się zmieniło, gdy zobaczyłam, że Julia nie nadużywa mojego zaufania i potrafi mądrze korzystać z przywileju samodzielności.

J: Coś w tym jest, bo Kornelii i Wiktorii teraz pozwala się na więcej. Wika poszła do liceum plastycznego i wymyśliła, że chce zamieszkać w bursie. Gdy ja w jej wieku planowałam wynająć mieszkanie, by nie jeździć do szkoły na drugi koniec miasta, a przy okazji nie słyszeć codziennie „wynieś śmieci”, mama się temu sprzeciwiła.

M: Jesteście zupełnie różne. Julia chciała szybko, może za szybko, dorosnąć, więc musiałam ją chronić. Wiktoria jest bardzo odpowiedzialna.

J: No właśnie, chciałam dokończyć, że jestem mamie wdzięczna za tamten sprzeciw! Gdybym wyprowadziła się wtedy z domu, pewnie miałabym okazję popełnić więcej niepotrzebnych błędów. Trochę się pomęczyłam, aż naprawdę dorosłam. Ustaliłam swoje priorytety. Wika jest spokojna, ma artystyczną duszę. Ja z kolei, słysząc nie, zawsze robię na przekór. Po co? By udowodnić, że potrafię się sprzeciwić. Jako 18-latka chciałam
 nosić buty na obcasie. Tata mi nie pozwalał, a ja powiedziałam mu, że za kilka lat nie będę go pytać o zdanie! Dzisiaj, mając już taką możliwość, zamiast szpilek wybieram trampki. (śmiech)

Julio, Twój sukces to efekt wysokich wymagań, które mama Ci stawiała?

J: Mama nigdy mnie do niczego nie zmuszała. Chcesz iść na balet? Proszę bardzo. Chcesz tańczyć lub jeździć konno? Też możesz.

M: Wspierałam ją.

J: Ja inicjowałam różne aktywności.

M: A ja ci to umożliwiałam.

J: Mama chciała, bym spróbowała wszystkiego i znalazła swoją pasję. Od zawsze marzyłam o karierze aktorki, a mama uważała, że mi się uda. We mnie była determinacja, a ona pozwalała mi realizować ambicje. Wiele osób myśli, że mama jest jak Kris Jenner, która wymyśliła córkom karierę, tymczasem prawda jest przecież inna.

Dzieci w szkole zazdrościły Ci kariery?

J: Niektórzy się ode mnie odwrócili, mówiąc: „Ciekawe, co musiała zrobić, żeby to dostać”. Inni nagle chcieli się zaprzyjaźnić. Szybko nauczyłam się rozróżniać, kto jest ze mną blisko, bo mnie lubi, a kto chce czerpać wyłącznie korzyści z mojej popularności.

Marto, Ty wierzyłaś, że Julia ma wyjątkowy talent?

M: Tak i motywowałam ją komplementami. Najpierw była szkoła musicalowa, potem castingi. Dopiero później rola w „Rodzince.pl”. W naszej
rodzinie nie ma aktorskich tradycji, Julka miała swój pomysł na siebie i wcześnie zaczęła go realizować. A ja mówiłam jej: „Rób to, w czym jesteś dobra”.

I nagle Twoja ukochana córeczka została wielką gwiazdą...

M: Dla mnie, dla całej naszej rodziny, zawsze będzie tą samą Julką.

J: Szczególnie przejęta moimi występami w telewizji, artykułami w prasie, była babcia. Ma nawet specjalny segregator, w którym do tej pory gromadzi wycinki, to moje małe archiwum...

Jak oswoiłaś się z popularnością?

J: Nie mogłam w nią uwierzyć! Gdy wracaliśmy z tatą do domu z wygranego castingu do „Rodzinki.pl”, myślałam, że śnię. Nie dowierzałam, że właśnie spełniło się moje wielkie marzenie, że wystąpię w telewizji.

M: Julia mówiła od zawsze, że chce być aktorką.

J: Tata przestrzegał: „Uważaj, bo show-biznes to może być przygoda tylko na chwilę”. Nie chciał, bym się rozczarowała. Mama z kolei nie zakładała porażki.

M: Nigdy!

J: Mówiła: „Masz być twarda”.

M: Tłumaczyłam Julce, że to świetny etap w życiu nastolatki, który pokaże jej, w jakim kierunku chce iść.

Wraz z popularnością pojawiły się pieniądze...

M: Julia miała bardzo racjonalne podejście do swoich zarobków, wszystko skrupulatnie oszczędzała.

J: Prosiłam mamę, by pieniądze wpłacała na moje konto, „na dobry start”. Chciałam móc spokojnie studiować, nie martwiąc się o nic.  Aż tu nagle w wieku 18 lat kupiłam swoje własne mieszkanie i wtedy poczułam się dorosła!

M: A nie gdy zaczęłaś pracować?

J: Też, ale tak naprawdę gdy weszłam do swojego mieszkania. „Boże, ja już jestem naprawdę dorosłą osobą! To nie przelewki”, pomyślałam.

M: Pamiętam, jak powiedziałaś: „Mamo, ja nie chcę być dorosła!”. Miałaś taki moment.

J: Nie wiedziałam nawet, jak się płaci podatki. (śmiech) Nagle z dziecka stałam się dorosła. Nie poszłam na studia, nie przeżyłam tego beztroskiego nastoletniego życia.

Dzisiaj to sobie rekompensujesz?

J: Staram się nie odcinać od moich znajomych z przeszłości i mimo że obracam się wśród dorosłych, bo z takimi pracuję, chcę mieć kontakt z rówieśnikami.

Gdzie sięgają Twoje marzenia?

J: Kolejny film, nowa jakość. Może kiedyś Hollywood, kto wie... 

M: Julia musi udowadniać, że nie jest wyłącznie „buzią z okładki” magazynów. Tylko że jest w tym miejscu dlatego, że ludzie chcą z nią pracować, ma talent i jest dobra w tym, co robi.

A przy tym, co udało się jej osiągnąć, Julia pozostaje bardzo skromna.

J: W pracy jestem Julią Wieniawą, kiedy gasną światła – zamieniam się w Julkę. Dziewczynę, która lubi pielęgnować w sobie dziecięcą radość życia.

SPRAWDŹ TEŻ: 3 polskie kosmetyki, których codziennie używa Julia Wieniawa. Wcale nie są drogie!