Witam inżyniera dusz!

Ależ ja jestem tylko kierownikiem zakładu, a głównym inżynierem dusz – jak to pani przewrotnie nazwała – jest w tym zakładzie pani Ilona Łepkowska. To scenarzyści kształtują gust, język, a nawet światopogląd widzów.

Ale to od Pana zależy, czy seriale pisane przez Ilonę Łepkowską znajdą się w ramówce. Jaki będzie Pan miał na nas wpływ, komponując jesienną ramówkę?

Zadbam, żeby produkty były dobrej jakości. To ma być znakiem firmowym TVP, wyróżnikiem w rozrywce czy debacie publicznej.

Co na pewno za Pana prezesury nie przejdzie? Co Pana drażni, odpycha w telewizji?

Za niedobry przykład tego, co telewizja publiczna robiła, uważam „Taniec na lodzie”. Ten program nie odpowiadał standardom. Czy rozmawiamy z prezydentem, czy z tańczącą gwiazdą – trzeba robić to elegancko, kulturalnie. Nie uchodzi przerzucać się trzeciorzędnymi dowcipami i wulgaryzmami.

Dobry gust, dobry ton?

Tak. Jak mówi francuskie powiedzenie: „C’est le ton qui fait la chanson” (To melodia tworzy piosenkę – red.).

Przyhamuje Pan rozwój programów rozrywkowych?

Nie, nie wyhamujemy! Nie rezygnujemy z rozrywki, ale obok niej staramy się umieścić elementy dyskusji o sprawach poważniejszych.

Czyli raczej doczepia Pan wagony do tego rozpędzonego pociągu, jakim jest TVP?

I zapraszam do nich nowych pasażerów.

Takich jak Nergal? Opłacamy z abonamentu kogoś, kto publicznie bezcześci Biblię? W katolickim kraju?

Program „The Voice of Poland”, w którym jurorem jest pan Darski, nie będzie opłacany z abonamentu, bo tego typu audycje są finansowane z pieniędzy z reklam, ponieważ muszą zarobić także na programy kulturalne i edukacyjne. A Darski znalazł się tam, dlatego że reprezentuje liczący się nurt muzyki.

Nergal przyciągnie widownię obietnicą skandalu. To oczywiste.

W pierwszych odcinkach zaskoczył raczej kompletnie innym wizerunkiem, wręcz subtelnością. Ma mówić o muzyce. Tak jest w jego umowie.

To jakby Woody’ego Allena zaproszono do programu i zabroniono opowiadać dowcipy.

W telewizji publicznej pojawiają się również osoby kontrowersyjne. A jeśli obecność Adama Darskiego w programie rozrywkowym sprowokuje dyskusję o sprawach poważnych – to na taką debatę będzie w TVP miejsce. Bardzo bym nie chciał, aby całość nowej ramówki była omawiana tylko w kontekście Nergala czy Pospieszalskiego. Nadajemy tygodniowo ponad tysiąc godzin, a dziennikarze zauważają tylko dwa nazwiska!

Mówi się, że TVP jest dobrem publicznym. Czym jest więc dobro publiczne?

Ba, od stuleci filozofowie o to się spierają… To nasza wspólna wartość.

Dlatego wszyscy na tę telewizję się zrzucamy?

Powinniśmy. Niezależnie jednak, czy to robimy, czy nie – telewizja publiczna to własność ogółu. Im więcej osób nie płaci abonamentu, tym większy wpływ mają reklamodawcy. Jeśli zbiorowy właściciel odmawia finansowania, to musimy szukać pieniędzy gdzie indziej – na rynku reklamy. Słowo „publiczna” oznacza również obowiązek wobec publiczności, widzów. TVP ma przygotowywać to, co daje ludziom możliwość wspólnotowego przeżycia – mecz piłki nożnej, koncert, uroczystość religijna albo serial. TVP ma też adresować swoje przesłanie wysokiej jakości do konkretnych grup. To nie będzie ogromna widownia, ale nie możemy zapominać o tych, dla których oferta uwzględniająca wymogi rynku komercyjnego jest mniej atrakcyjna. Telewizja publiczna ma w publiczności widzieć nie konsumentów, lecz obywateli. Widzowie powyżej 50. roku życia są bardzo ważną grupą odbiorców z punktu widzenia społecznego. A reklamodawcy ich odrzucają! Prawa na rynku reklamy wciąż definiują głównie 30-latkowie z wielkich miast.

Tegoroczny sezon Teatru Telewizji zaczyna Pan „Doliną nicości” napisaną przez poprzedniego prezesa TVP, Bronisława Wildsteina...

Oficjalna inauguracja sezonu zaplanowana jest na październik i po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat spektakl realizowany w studio z udziałem publiczności, będzie emitowany na żywo. W „32 omdlenich” Antoniego Czechowa wystąpią Krystyna Janda, Ignacy Gogolewski i Jerzy Stuhr.

Czyli namawia Pan całą Polskę, żeby o godzinie 20.30 popędziła do teatru? Do Teatru Telewizji...

...który jest ważnym symbolem. Ważnym! Może zainicjować wielkie narodowe dyskusje! Jeśli dotyczy historii najnowszej, spraw, którymi żyjemy, to mobilizuje ludzi, wpływa na sposób myślenia. Dlatego zmieniliśmy godzinę emisji. Ostatnio nasz teatr oglądało ponad 1,5 miliona widzów!

Obywatelskie wychowanie przez TVP to...

Chociażby popołudniowe pasmo młodzieżowe o tematyce społecznej, kulturalnej, w którym udział wezmą młodzi dziennikarze. Za sprawą Andrzeja Fidyka, szefa redakcji, a także świetnego reżysera, pojawi się więcej filmów dokumentalnych. Dokument jest bardzo modny. Będzie oczywiście więcej kultury na głównych antenach. Dziś nie ulega już wątpliwości, że rozwój społeczno-gospodarczy państwa zależy od wartości niematerialnych, od tzw. kapitału społecznego, współdziałania, kreatywności. Tego wszystkiego, co oferuje nam kultura.

Najpierw igrzyska, potem chleb?

Chleba też nie da się wypiec bez współpracy rolników, młynarzy, piekarzy. Im większe umiejętności mediacyjne społeczeństwa – zdolność kooperowania, zaufanie – tym społeczeństwo jest bogatsze. Coraz częściej mówi się, że lekcje plastyki, muzyki to trening kreatywności, rozwijający umiejętności funkcjonowania w grupie, a to się naprawdę przydaje, np. w biznesie.

Zdajemy sobie sprawę, że spór o telewizję jest sporem o władzę. Nawet decyzja, jaki serial będzie puszczony, to decyzja światopoglądowa, niemal ideologiczna.

Kultura jest obszarem sporu ideowego, w szerokim znaczeniu tego słowa, ale telewizja publiczna nie może się ograniczać do jednego nurtu kultury.

Pochodzi Pan z Kielecczyzny – tak jak Żeromski, na którego często się powołujemy, mówiąc o etosie inteligenta. Czuje się Pan spadkobiercą tej tradycji?

 

Tradycji inteligenckiej tak, ale nie tylko Żeromskiego, choć to daleki kuzyn mojej mamy.

Elity jeszcze istnieją? Gdzież one teraz są?

Zostały zastąpione przez celebrytów – ludzi znanych z tego, że są znani. 

A może trzeba pogodzić się z tym, że zniknął już inteligencki standard kulturowy. Mamy innego bohatera zbiorowej wyobraźni – dziś to celebryta, który narzuca wzorce.

Na szczęście nie tylko. Byłem niedawno na festiwalu organizowanym przez Krzysztofa Zanussiego. Przy deptaku w Świnoujściu, w wielkim namiocie odbywały się dyskusje o współczesnym świecie – o etyce, gospodarce, religii!

Nie boi się Pan, że TVP będzie miała ambitne programy, a widzowie odpłyną za łatwą rozrywką do innych stacji?

Balansowanie pomiędzy wymogami zapełniania widowni a utrzymywania jakości wymaga nie lada zręczności. Mam nadzieję, że atrakcyjną rozrywkę na dobrym poziomie zapewni choćby plebiscyt Róże Gali, przy którym będziemy współpracowali. Nie rezygnujemy też z seriali. Chcemy pilnować, żeby były dobre i polskie.

Czyli odpuści Pan trochę starania o oglądalność i nie będzie dyktatury słupków?

Nie będzie dyktatury, ale będę walczył, by oglądalność nie spadała.

Ma Pan pomysł na to, żeby misyjność była sexy?

Misją jest serial „Ranczo”, ale również koncert symfoniczny. Chodzi o to, że te programy są atrakcyjne, ale tylko dla grup docelowych. W nowej ramówce będzie serial „Głęboka woda” – rzecz o trudnych problemach społecznych, którego bohaterami są pracownicy społeczni. Z drugiej strony proponujemy czystą rozrywkę – czyli serial „Rezydencja” o ludziach nierealnie bogatych. Ważne jest pokazanie, że tu jest bajka o bogaczach, a tu prawdziwy obraz życia.

Widz często nie ma czasu na oglądanie telewizji, którą ktoś komponuje specjalnie dla niego. Woli sam szukać filmów i programów w internecie. Nadchodzi chyba duża rewolucja techniczna...

Wszyscy mówią, że nie mają czasu na oglądanie, a z badań wynika, że każdy spędza przed telewizorem średnio 4 godziny dziennie! Telewizja zmierza w kierunku swobodnego wyboru – dostępne w internecie programy na życzenie. Dlatego TVP musi dużo produkować, żeby każdy mógł znaleźć dla siebie coś ciekawego. To nasze nowe zadanie.

Czy umiejętności geologa przydają się w zarządzaniu telewizją?

Od dawna nie jestem geologiem. Doktorat obroniłem z nauki o mediach.

Jak historia wtargnęła w Pana życie? Był Pan internowany...

Jestem z rodziny, w której aktywność polityczna i społeczna była zawsze bardzo ważna. Gdy zostałem internowany, rodzice stwierdzili, że kolejne pokolenie podąża identyczną drogą... Mój ojciec siedział w więzieniach stalinowskich, stryj – Jerzy Braun, którego nazwisko umieszczone jest na pomniku Polski Podziemnej koło Sejmu – był skazany na dożywocie. Więc wyniosłem z domu pewien sposób myślenia.

„Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”. Czy to był ten moment, kiedy Pan był sprawdzony?

Byłem zaangażowany w czasie studiów w Warszawie w Marcu ’68. Pierwszy raz w milicyjnym areszcie, w słynnym Pałacu Mostowskich, znalazłem się właśnie w czasie wydarzeń marcowych. I to był chyba ten moment, kiedy można mówić o strachu.

Ma Pan pięcioro dzieci. Co lubią oglądać w telewizji?

Wie pani, najmłodsze z moich dzieci jest już na studiach. Tryb życia, praca sprawiają, że nie należą do osób, które siedziałyby i oglądały telewizję. Nikogo nie namawiam do oglądania telewizji!

A do czego?

Do oglądania tego, co ktoś sobie znajdzie świadomie w programie. I do czytania książek…

Podoba mi się, że w nowej ramówce będą dyskusje na temat kultury.

Przyjęliśmy formułę, że w tych dyskusjach, jeśli pojawią się politycy, to pod warunkiem że nie będą rozmawiać o polityce. To może być impuls, by sami politycy uczyli się rozmawiać o czymś innym niż polityka, a my wówczas zobaczylibyśmy tę politykę inaczej. Bo nie da się w nowoczesnym państwie żyć bez polityki. Pokazanie, że politycy nie tylko się kłócą, ale również potrafią rozmawiać o książce, muzyce, podróżach. Czy to wydaje się pani sexy?