Justin Timberlake na początku tego tygodnia poleciał ze słonecznej Kalifornii do stanu Tennessee, z którego pochodzi. Światowej sławy wokalista zrobił to, aby zarejestrować się jako uprawniony do głosowania w tegorocznych wyborach na prezydenta USA. I kiedy już wydawało się, że wokalista wykazał się przykładną postawą, nagle okazało się, że za swoją obywatelską inicjatywę będzie musiał słono zapłacić! Dlaczego?

POLECAMY: JUSTIN TIMBERLAKE Po raz drugi będzie ojcem?!

Władze stanowe Tennessee stwierdziły, że muzyk mógł złamać prawo, publikując selfie, na którym widać, jak składa wniosek o rejestrację przed wyborami do Białego Domu. A wszystko przez jedną fotkę, którą Justin opublikował na swoim Istagramie. Problem polegał na tym, że pochodziła ona… z lokalu wyborczego!

Justin chciał swoim zachowaniem jedynie zachęcić współobywateli do takiego samego kroku. Służyć temu miał także opis zdjęcia:

Hey! Wy! Tak, wy! Właśnie przyleciałem z LA do Memphsis, żeby oddać głos!

Publikując zdjęcie, gwiazdor muzyki pop nie spodziewał się pewnie zamieszania, które ono wywoła. Jak podaje telewizja CNN, z końcem zeszłego roku gubernator stanu Tennessee wprowadził nowe, ostrzejsze prawo stanowe. Stanowi ono m.in., że w lokalach wyborczych można używać telefonów komórkowych jedynie w celach "informacyjnych, by bardziej świadomie podjąć decyzję wyborczą". Prawo to zabrania jednak nagrywania wideo oraz robienia zdjęć w celach promocyjnych czy rozrywkowych.

ZOBACZ TEŻ: JESSICA BIEL I JUSTIN TIMBERLAKE Zobaczcie słodkie zdjęcia ich synka, Silasa Randalla!

Przedstawiciel prokuratora okręgowego hrabstwa Shelby zdradził ogólnokrajowej telewizji, że sprawa Timberlake’a jest "w trakcie procedowania". Wedle jego słów, robienie zdjęć w lokalach wyborczych jest traktowane jako wykroczenie, za które grozi 30 dni więzienia bądź grzywna 50 dolarów! To takiej kary może się teraz spodziewać mąż Jessici Biel.

Co na taki obrót spawy sam zainteresowany. Przedstawiciele i managerowie PR piosenkarza odmówili póki co komentarza. Problematyczne selfie zniknęło już z profilu muzyka, jednak wcześniej wielu internautów i portali internetowych je udostępniło, przez co nadal krąży ono po sieci.

Jak się zatem okazuje, chęć promocji słusznej sprawy nie zawsze może zostać nagrodzona. Wszystko wskazuje na to, że w tym przypadku Justinowi grozi nawet kara! I gdzie tu sprawiedliwość?