Spotykamy się w ósmej dzielnicy Paryża, przy okazji prezentacji perfum Play for Her - damskiej wersji zapachu Play, które gwiazdor reklamuje. Justin przyjmuje nas jak przystało na Amerykanina, punktualnie i elegancko: ubrany w czarny dopasowany garnitur, z idealną fryzurą i w małych czarnych okularach, które są kropką nad „i” tego wizerunku rodem z pierwszej klasy… Spodziewaliśmy się lekkoducha, a spotkaliśmy mężczyznę o dosyć grzecznym wyglądzie… Postanowiliśmy dotrzeć do sedna tej tajemnicy… Absolutnie klasyczny młodzieniec…

Chociaż wita nas czarującym uśmiechem i stara się zrobić wrażenie rozluźnionego, przez 20 minut siedzi z założonymi rękoma i uważnie słucha. Dowiadujemy się zatem, że uwielbia zapach Play i w ogóle lubi perfumy: „Woń przywołuje emocje, pozwala dostrzec prawdziwą naturę osoby, bo w odróżnieniu od kremu na dzień, wybór perfum nie jest bez znaczenia! Być może dlatego, nie jestem w stanie używać niczego innego poza Play, widocznie jego leśne nuty uzależniają. Podoba mi się również damska wersja zapachu. Nuty różane w Play For Her, są intensywne, co sprawia, że jest to doskonały wybór na wieczór. Ostatnią, ale bardzo ważną zaletą tej linii zapachowej jest fakt, iż pasują one do każdego stylu, począwszy od bardzo luźnego po seksowny. Jasne jest zatem, że podaruję te perfumy wszystkim kobietom mojego życia!”

No tak, wygląda na to, że rzeczywiście lubi perfumy… Ale kiedy pytamy go o pielęgnację i chcemy sprawdzić, czy zdarza mu się podkradać krem jego dziewczyny Jessiki Biel, natychmiast zaprzecza: „Nie! Jestem mężczyzną, jak widać! I muszę przyznać, że mam dosyć dobrą cerę. Mogę się ograniczyć do umycia twarzy rano i wieczorem mydłem Face Wash Olë Henrikson, nawilżeniem jej lekkim kremem tej samej marki i to wszystko!” Udało nam się jednak wyciągnąć z niego mały sekret: ma słabość do masaży! „Uwielbiam! Szczególnie te intensywne, na granicy bólu. Po takim masażu czuję się w siódmym niebie. Gdziekolwiek podróżuję, zawsze mam przy sobie adres dobrego masażysty”. Nagle, być może dlatego, że wywiad dobiega końca, Justin się rozluźnia i staje się bardziej swobodny. Mówi, że lubi przede wszystkim prostotę.

Jego ulubione zapachy? „Tarta jabłkowa mamy, lawenda, a przede wszystkim… benzyna”, tankowanie samochodu do pełna sprawia mu wielką radość, i nie zapominajmy oczywiście o ukochanym zapachu kawy, której według bliskich, pije za dużo! „Jeżeli chodzi o pielęgnację, dodaje, ponieważ nie lubię zawracać sobie nią głowy, raz w tygodniu myję włosy szamponem organicznym na bazie olejku naturalnego, który odpowiednio nawilża skórę i załatwione!” Zrozumieliśmy już, że nie lubi spędzać w łazience zbyt dużo czasu… A jednak przyznaje: „Kobieta musi dbać o siebie! Nie rozumiem tych, które mogą wyjść z domu z brudnymi paznokciami, co za koszmar! Albo kobiety, które nie używają perfum…, jaka szkoda. A jeszcze gorsze są te, które wylewają na siebie pół flakonika zapachu! Perfumowanie się jest sztuką! Trzeba znać umiar, odpowiednie miejsca i oczywiście umiejętnie dobrać zapach”. Czym go można uwieść? „Dobrym domowym jedzeniem”, po prostu (!).

Jeżeli chodzi o ulubioną formę spędzania wolnego czasu, jak wielu mężczyzn wybiera sport: „Uwielbiam grać w golfa, jeździć na snowboardzie i serfować. Gdybym mógł, robiłbym to kilka godzin dziennie, oczywiście z wyjątkiem niedzieli! A wiecie dlaczego? Mam taką zasadę, że ten dzień spędzam z przyjaciółmi, pijemy Bordeaux i gadamy do późnej nocy! To zresztą podczas jednej z takich rozmów, zdecydowałem zbudować w Memphis w Tennessee, moim rodzinnym mieście, pole golfowe. To obiekt w stu procentach ekologiczny. Trawa jest podlewana wyłącznie deszczówką, samochodziki działają na baterie słoneczne, a wszystkie nawozy są bio!”

Z tego wniosek, że ten geniusz sceny jest w sumie taki sam jak my wszyscy. Z tą różnicą, że kiedy ujawnia drzemiące w nim szaleństwo, porywa tłumy!