Gala: Jak to jest z dnia na dzień stać się popularną autorką romansów?

K. A. Figaro: To nie nastąpiło z dnia na dzień. Ciężko pracowałam na to,gdzie jestem teraz. To nie jest tak, że budzę się z myślą: hura, jestem popularną autorką! Raczej skupiam się na tym, by trzymać poziom i podsycać ciekawość czytelników, którzy mnie znają i kreować kolejne historie, które przyciągną nowych. Dobra powieść to jedno, ale bez wydawnictwa czy wsparcia agenta, ciężko funkcjonować na rynku, a ja chyba mam szczęście do ludzi. Bez całego zaplecza współpracowników byłoby trudniej.

Czy popularność cię przytłacza? Jest pozytywów czy negatywnych aspektów bycia lekarką kobiecych serc?

Popularność ma dobre i złe strony jak niemal wszystko w życiu. Miło jest spotkać czytelniczkę z moją książką w ręku na przykład w pociągu i przyglądać się jej, podobnie jak otrzymywać wiadomości, bo dzięki mediom społecznościowym jestem przecież na wyciągnięcie ręki. Gorzej, gdy czytam w Internecie, a raczej gdy czytałam,obrzydliwe anonimowe komentarze pełne hejtu. Przy debiucie bardzo je przeżywałam, ale dzisiaj już wiem, że piszą je przede wszystkim sfrustrowani, zazdrośni ludzie, którym najczęściej brak odwagi, by działać czy wręcz walczyć o marzenia. Szczerze im współczuję i życzę jak najlepiej. Przyznam, że dość szybko i pilnie odrobiłam lekcję dotyczącą hejtu - nie czytam, nie przeżywam, nie odbieram tej złej energii.

Łucja i Dymitr to współczesna historia miłosna na miarę Romea i Julii, a przynajmniej ten emocjonalny rollercoaster, jaki im fundujesz. Dlaczego tak bardzo "nie lubisz" swoich bohaterów, skoro każesz im czekać na upragnione szczęście tyle czas?

To nie tak, bardzo lubię swoich bohaterów, ale uważam, że gdy coś przychodzi do nas bez wysiłku, ot tak, zwyczajnie "zdarzyło się", przypadek, łut szczęścia, nie doceniamy tego tak, jak coś co kosztowało nas pot lub łzy. Książki pełne "lukru" może na początku są przyjemne, "słodkie", ale jego nadmiar szybko przyprawia czytelników o mdłości. Kobiety oczekują prawdziwych emocji, dlatego je tworzę. Dodam, że jeszcze nie postawiłam kropki nad "i" więc nie wiadomo jakie będzie zakończenie tej trudnej relacji.

Twoje czytelniczki uwielbiają Twoją twórczość. Są bardzo zaangażowane w historie bohaterów serii "Rozchwiani". Czy coś Ci podpowiadają, sugerują jakieś wątki, czy całkowicie zdają się na Twoją wyobraźnię?

Myślę, że większość czytelniczek zdaje się na mnie całkowicie. Oczywiście dostaję masę wiadomości z pomysłami. Niektóre są naprawdę bardzo dobre. Kto wie, może pewne sugestie wykorzystam w kolejnych książkach? Nie mówię "nie". Moja wyobraźnia zweryfikuje.

Jesteś absolwentką pedagogiki, pracujesz w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Jak to się stało, że zaczęłaś pisać? Wydawałoby się, że to są dwie, niekrzyżujące się ze sobą ścieżki w życiu.

Zaczęłam pisać w jednym z najtrudniejszych momentów w moim życiu, kiedy walczyłam o zdrowie dziecka. Świadomość, że moja córka mogła stracić słuch była dla mnie paraliżująca. Mimo ogromnego wsparcia, jakie otrzymałam od najbliższych, w szczególności od mojej mamy Anny oraz od mojej przełożonej z pracy, było mi potwornie ciężko. Dlatego zaczęłam szukać odskoczni. Początkowo czytałam opowiadania autorów-amatorów na wattpad.com, a później sama zaczęłam pisać. Oczywiście bywało, że miałam nawet wyrzuty sumienia, że robię coś dla siebie, ale powtarzałam sobie, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko i pisałam dalej. Bywało, że sypiałam po trzy godziny na dobę, ale podświadomie czułam, że to jedyna słuszna droga. I wszystko skończyło się happy endem! Córka wyzdrowiała, a ja złożyłam skrypt książki do wydawnictwa Potem ruszyła już lawina pozytywnych zdarzeń, których finałem było ukazanie się mojej debiutanckiej powieści.

Pamiętasz, co czułaś, gdy na rynku pojawił się "Prosty układ" - twoja pierwsza książka? Czy to uczucie towarzyszyło ci przy kolejnych premierach?

O matko! Nawet teraz dokładnie pamiętam ten miks uczuć - stres połączony z niewyobrażalną radością. Z jednej strony myślałam: "Zrobiłam to! Za chwilę oszaleję z radości!" , a z drugiej "I co teraz? Co będzie, gdy nie spodoba się czytelnikom?". Poza tym wydanie książki to połowa sukcesu, potem następuje mniej kreatywna praca, ale jednak spory wysiłek - promocja. Wywiady, sesje, spotkania… Lubię to, choć nie ukrywam, że wolę swoje cztery ściany i spotkanie z pustą kartą papieru, która godzina po godzinie zapełnia się, strona po stronie. Każda premiera książki wiąże się z ogromną radością. Ktoś kiedyś powiedział, że debiut to jak pierwszy poród. Przy kolejnych jest ponoć łatwiej, ale świadomość tego, co cię czeka jest większa… (śmiech)

Jak rodzina zareagowała na twój sukces?

Bardzo pozytywnie. Wspierają, dopingują, a czasem nawet motywują. Zagrzewają, by iść za ciosem. Dzięki nim nie chce zwalniać, lecz kroczyć do przodu i podbijać co chwilę nowe serca.

Czy książki zawierają jakiś elementy autobiograficzne, czy to absolutna fikcja?

Na to pytanie nie wypada mi odpowiedzieć jednoznacznie, bo zdradziłabym kulisy. Zachowam się zatem jak dyplomatka: wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest wyłącznie przypadkowe. Początkowo bohaterowie byli wzorowani na realnych postaciach, ale wraz z rozwijającą się fabułą, stali się wyłącznie fikcyjnymi.

Czy wydanie serii książek spełniło twoje marzenie, czy masz jeszcze jakieś?

Marzenia są po to, by je spełniać. Trzeba też po nie wyciągać rękę, mówić o nich głośno, jeśli istnieją tylko w naszej głowie, to marna szansa, że zrealizuje je za nas życie. Wydanie serii było na liście marzeń, dziś dopisuję kolejne. Robię wiele notatek – dla mnie to, nie co jest zapisane nie istnieje, nawet marzenia. Każda lista zaczyna się od tego samego marzenia - żeby cała moja rodzina była zdrowa i trzymała się zawsze razem. Nie tak dawno dopisałam dom z białym płotem, w którym będzie mój gabinet, a w nim biurko przy wielkim oknie wychodzącym na zieleń. Nieśmiało myślę też o ekranizacji serii, ale czy to się uda pewnie czas pokaże. Wcześniej pewnie wybiorę się na upragnione wakacje na Mauritius.

ZOBACZ TEŻ: "365 DNI" - powstanie druga część filmu. Blanka Lipińska zdradziła szczegóły