Kamil Durczok przez kilka tygodniu 2014 roku nie miał łatwego życia. Wszystko zaczęło się od publikacji tygodnika Wprost na temat "anonimowego dziennikarza", który molestuje seksualnie i poniża swoje podwładne. Nie padły żadne inicjały ani bezpośrednie wskazówki, ale - jak wyznała Omenaa Mensach- "wszyscy i tak wiedzą, o kogo chodzi". Po tych słowach słynna afera Durczoka zaczęła się na dobre.

GORĄCY TEMAT: Kinga Rusin  wie, jak zrobić wrażenie. Na promocję swojej książki wybrała seksowną koronkową kreację. Wow!

Tydzień później w swojej kolejnej publikacji tygodnik Wprost opisał kulisy pracy w redakcji Faktów TVN. Według Wprost Durczok był podobno zagorzałym zwolennikiem zarządzania poprzez stres i terror. Anonimowi dziennikarze – pracownicy stacji – potwierdzali to w wywiadach.

ZOBACZ: KAMIL DURCZOK wróci do telewizji? "Stęskniłem się za widzami!"

Autorzy artykułu w tygodniku sugerowali, że po godzinach Durczok ogląda twardą pornografię, zażywa narkotyki, a nawet... przebiera się za kobietę. Rzekomo podczas jednej z imprez obfitujących w takie atrakcje dziennikarza zatrzymała policja, która akurat przypadkowo nawiedziła mieszkanie jego przyjaciółki.

Kamil Durczok pozwał Wprost za oba wspomniane artykuły. Jeden proces wygrał, drugi nadal się toczy.

Teraz, po półtorarocznym okresie milczenia, dziennikarz dał się namówić na dwa duże wywiady. Jednego z nich udzielił tygodnikowi Newsweek. Dziennikarka tygodnika pozwoliła Durczokowi opowiedzieć, jak sytuacja wyglądała z jego punktu widzenia, a także, przy okazji, zareklamować nowy program w Polsacie, który już niedługo poprowadzi. Były szef Faktów TVN w rozmowie odniósł się oczywiście do stawianych mu przez Wprost zarzutów. Wyjaśnił, że nad nikim się nie znęcał, tylko po prostu był wymagającym szefem:

„Z pewnością nie byłem szefem idealnym. Dziś trochę lepiej rozumiem, że nie każdy musi podzielać punkt widzenia szefa. A ten jest jasny: wszystko, co się mówi, nawet krzyczy, jest po to, by osiągnąć jak najlepszy efekt. No tak, zdarzało mi się krzyczeć. Ale w redakcji było kilka osób, które nie bały się wrzeszczeć na mnie, tak jak ja na nie. Nie uwzględniłem jednego - że nie wszyscy dobrze znoszą krzyk, a nawet podniesienie głosu…”

Przy okazji wywiadu Kamil Durczok nie ukrywa też żalu, że po ujawnieniu skandalu stacja TVN nie starała się go wesprzeć, a jedynie „na sucho” powołała specjalną komisję do zbadania całej afery:

„Pamiętam ostatnie Fakty po Faktach. Rozmawiałem z Grzegorzem Schetyną. Nie wiedziałem, że ostatni raz prowadzę program. Ale następnego dnia dowiedziałem się, że w TVN została powołana wewnętrzna komisja. I po raz pierwszy pomyślałem, że firma za mną nie stoi. I że to może koniec pewnego etapu. Czułem się z tym potwornie.”

Durczok z rozgoryczeniem odniósł się też do stylu, w jakim telewizjaTVN się z nim rozstała:

„Mam trochę żalu o to, że kilka osób z szefostwa TVN nie zadzwoniło do mnie, mówiąc: ‘Stary, zrobił się syf, ale dzięki za te dziewięć lat’. Nie jestem strasznie zapiekły, ale jak się tyle lat ze sobą pracuje, to jednak przykro, że kogoś nie stać, by zadzwonić i powiedzieć ‘dziękuję’...”

 

ZOBACZ TEŻ: KAMIL DURCZOK znalazł sobie nowe zajęcie?

Dziennikarz już zapowiedział, że wydaje książkę Przerwa w emisjii wraca do telewizji. Tym razem wybiera Polsat, gdzie zadebiutuje z nowym programem.

Myślcie, że Durczok zyska nowych fanów? Sądzicie, że jego nowy program okaże się sukcesem?