Sandra Hajduk: Panie Doktorze, mówi się wiele o tym, że za moment czeka nas prawdziwa pandemia depresji. W moim tylko otoczeniu osób cierpiących na depresję jest kilka, jeśli nie kilkanaście. Mogę tylko sobie wyobrażać, jak wyglądają statystyki dotyczące całego kraju… Czy te liczby powinny nas już niepokoić?

Dr Andrzej Silczuk: Nie jesteśmy w stanie dzisiaj ocenić prawdziwej liczebności populacji osób cierpiących na wtórne do pandemii zaburzenia nastroju. Depresja pandemiczna, z którą przyjdzie nam się zmierzyć, to prawdopodobnie przedłużająca się reakcja adaptacyjna, która jest konsekwencją nagłej, intruzywnej zmiany, rewolucjonizującej nasze codzienne funkcjonowanie. Wynika bezpośrednio z utrat, takich jak rutyna, utrata bezpieczeństwa finansowego, izolacja społeczna, a pośrednio z utrzymujących się autorestrykcji i restrykcji ustawowych. Możliwe, że również mniej higienicznego stylu życia. Izolowanie się w warunkach domowych ogranicza, a z drugiej strony możemy pozwolić sobie na nieco więcej swobody. Mniejsze przywiązanie do regulaminowych godzin pracy często powoduje, że pozostaje się aktywnym zawodowo dłużej, niż pracując poza domem. Łatwiej wybaczyć sobie używanie używek, głównie alkoholu w godzinach, w których zwykle tego dotychczas nie robiliśmy.

Można spodziewać się, że przedłużający się stan niepewności, braku realnych perspektyw na zmianę lub trwałość tej zmiany mocno nadwyręża zasoby radzenia sobie z kryzysem. Może generować narastające poczucie bezradności. Wówczas obniżenie nastroju będzie tego naturalną, choć pogłębiającą poczucie choroby społecznej konsekwencją. Pandemicznej depresji nie można dzisiaj wykluczyć, a z pewnością należy się jej obawiać.

Czy zdiagnozowanie depresji wymaga czasu?

Ostateczną diagnozę zawsze stawia lekarz. Ważne, by nie tworzyć fałszywie dodatnich rozpoznań lub tym gorzej, nie dopuścić do pogłębienia się choroby nierozpoznanej. Konsultacja, nawet jednorazowa, a współcześnie realizowana za pośrednictwem bezpiecznych narzędzi telekomunikacyjnych, jest w stanie w większości przypadków rozwiać wątpliwości. Natomiast zawsze w przypadku wystąpienia myśli samobójczych, gdy istnieje ryzyko podjęcia zamachu samobójczego należy skonsultować się z lekarzem konsultującym przypadki ostre w najbliższym szpitalu psychiatrycznym na Izbie Przyjęć. Niezależnie od ryzyka transmisji SARS-Cov-2 tutaj toczy się bezpośrednia walka o życie pacjenta.

Kiedy możemy podejrzewać u siebie tę chorobę, jakie są jej pierwsze oznaki?

Pandemia to sytuacja na tyle niecodzienna, że trudno dzisiaj wnioskować na podstawie zmiany zachowania, gdyż większość z nas funkcjonuje w nowym, dotychczas nieznanym sobie modelu. Obserwujmy się pod kątem wahań nastroju, zwłaszcza jego obniżenia. Utrata energii nie zawsze musi oznaczać depresję, bo może być konsekwencją realnego zmniejszenia aktywności i spadku kondycji. Jednak szybsza męczliwość, również w pracy umysłowej może sugerować, że dzieje się coś niepokojącego.  Spadek zainteresowań, przy ograniczeniach wynikających z przyczyn obiektywnych (zamknięta ulubiona siłownia, kino, szkoła) również nie jest w pełni diagnostyczna. Może być elementem reakcji na utratę.  Słuchajmy otoczenia, jeśli zwróci uwagę na zmianę naszego zainteresowania, osowiałość, drażliwość albo zaburzenia snu, istnieje prawdopodobieństwo, że cierpimy na depresję.

Jak pomóc osobie chorej na depresję, kiedy nie jest się specjalistą?

Nie trzeba być specjalistą, by okazać ciepło, zainteresowanie, człowieczeństwo i szacunek. De facto to powyższe cechy pożądane są  właśnie najbardziej pośród osób z otoczenia cierpiących na depresję. Nie ocenianie, obecność, nawet gdy nie może odbywać się w warunkach dotychczas codziennych, pozostaje telefon, możliwość spędzania czasu razem poprzez komunikatory video-dźwiękowe.

Czy depresja chorego może wpływać na zaburzenia u jego bliskich?

Może wzbudzać wtórne poczucie bezradności i niemocy. Pomocne tutaj mogą być opracowania, broszury informacyjne, materiały szkoleniowe dla bliskich osób z depresją. A jeśli zajdzie taka potrzeba to sesja z terapeutą poświęcona psychoedukacji w zakresie rozumienia zaburzeń nastroju, radzenia sobie z własnymi emocjami i oferowania skutecznej pomocy.

Czy z tej choroby można wyjść na stałe, czy żyje się z nią już zawsze?

Nieleczona depresja pogarsza swój przebieg i może mieć katastrofalne skutki. Odpowiednio wcześnie rozpoznana i objęta właściwym postępowaniem leczniczym jest wyleczalna. Czasami zdarza się, że może wrócić, zależy to od wielu różnych czynników. Depresji w pandemii nie znamy, uczymy się jej na bieżąco. Istotne jest by nasi chorzy mogli wrócić do funkcjonowania, odczuli ponownie poprawę jakości życia.

Czy zdarza się, że pacjenci "symulują" depresję? Co wtedy próbują zasygnalizować?

Prawdziwej depresji nie da się udawać. To cierpienie zalewające, duszące. Jak dźwiganie plecaka pełnego kamieni, nie przez chwilę, na stałe. Dojmująca świadomość złego samopoczucia nie odchodzi nawet w chwilach pozornie lepszego funkcjonowania. Często depresji dla otoczenia  nie widać tygodniami. Jeśli ktoś w naszym otoczeniu ujawnia złe samopoczucie warto zamiast ocenić, zbagatelizować lub zlekceważyć – wysłuchać go, zapytać czego mu potrzeba. Tutaj "fałszywie dodatnie" rozpoznania nikomu nie zaszkodzą. Bałbym się konsekwencji "fałszywie ujemnych", nierozpoznanych epizodów depresji w czasie pandemii i ich konsekwencji.

Czy depresja może być punktem wyjściowym dla innych schorzeń?

Wiele badań mówi o współchorobowości depresji, czyli współwystępowaniu zaburzeń nastroju z innymi chorobami. Prawdopodobnie niecodziennie większa skala używania alkoholu w czasie pandemii może stanowić jedno z potencjalnych zagrożeń pogarszających również rokowanie w leczeniu depresji.
Zarówno wtórnie do obniżenia nastroju i chęci do działania mogą rozwijać się kolejne schorzenia, ale i sama depresja może istotnie wpłynąć na proces leczenia wcześniej występujących chorób, np. przestrzeganie zaleceń i regularne przyjmowanie leków w terapii nadciśnienia lub cukrzycy.

W przypadku uzależnień mamy do czynienia również ze zjawiskiem współuzależnienia. Czy to samo tyczy się partnerów ludzi chorych na depresję? Czy im również należy się osobna terapia?

Wsparcie osób pomagających lub z otoczenia chorych z depresją powinno być dyskretne, oparte o wysłuchanie i zrozumienie, głównie emocji towarzyszących współcierpieniu, często także zaskakujących. Mamy ogólną tendencję do medykalizowania życia codziennego, a przecież chodzi o to, by więcej nas czuło się zdrowymi, niż chorującymi.  Nie warto w tej sytuacji nadawać etykiet tam, gdzie mogą być szkodliwe. Możemy współodczuwając współcierpieć, ale choruje - pacjent.

Czy istnieją czynniki nasilające lub łagodzące depresję w naszym bezpośrednim otoczeniu?

Stres i bodźce stresujące wpływają szkodliwie na większość procesów zdrowienia, w tym depresję. Dbanie o higienę snu, opiekuńcze harmonijne otoczenie, odpowiednie i regularne odżywianie się, unikanie używek, przestrzeganie rytmów i schematów dnia nie tylko dla osób chorujących może być korzystne. Wszystkim w pandemii jest ciężko, choć w różny sposób to odczuwają.
 

Czym jest nałóg behawioralny?

Nałogi behawioralne to niejednorodna grupa zaburzeń, podobnych do uzależnień od substancji, gdzie substancję zastępuje jakaś czynność lub zespół zachowań. Możemy odczuwać patologiczne (czyli wpływające na nasze funkcjonowanie) potrzeby dokonywania zakupów, „zapracowywać się”, uprawiać hazard lub być hiperseksualni itp.

Czy nadal Polacy i Polki największy problem mają z alkoholem? Czy dziś inne uzależnienia dominują w naszym społeczeństwie?

Polki i Polacy, podobnie z resztą do innych kultur i narodowości mają tendencję do oswajania zagrożeń i bagatelizowania ich potencjalnego lub bezpośredniego wpływu. Idealnym przykładem mogą być tutaj uzależnienia od alkoholu i nawet nie padające w pytaniu, a jeszcze poważniejsze jak nikotynizm. Polacy piją znacznie więcej, coraz więcej. Nieco mniej palą, co koreluje ze wzrostem cen produktów nikotynowych. Ogólne dane używania alkoholu przerażały jeszcze przed wybuchem pandemii. Aktualnie trudno je jeszcze oszacować, natomiast prawdopodobnie ewoluuje model picia Polaków, którego skutki mogą być opłakane. Pijemy częściej, w mniejszych ilościach na porcję, ale sumarycznie więcej. Nadal odwraca się oczy od innych, równie poważnych uzależnień, jak uzależnienie od heroiny. Prawdopodobnie ogromną, porównywalnie liczebną populacje stanowią osoby uzależnione od leków, w tym benzodiazepin i leków nasennych. Grupę szczególnie narażoną, bo zależną od dostępu do świadczeń systemu opieki zdrowotnej, a także doznającą jawnych szkód z dużym opóźnieniem. Przyjętego leku nie czuć (jak tytoniu lub alkoholu), łatwiej jest ukrywać skalę problemu.

Czy szpital psychiatryczny jest koniecznością w przypadku osób uzależnionych? Czy terapia w warunkach "otwarcia" może być w pełni skuteczna?

Leczenie odwykowe realizuje się w warunkach lecznictwa ambulatoryjnego, czyli w poradniach, gabinetach. Na ogół jest skuteczne dla osób, które samodzielnie są w stanie utrzymać się w trzeźwości między nawrotami przez kilka miesięcy. Jest to czas niezbędny do tego, by móc zacząć czerpać z terapii. Osoby o częstszych nawrotach z wyboru powinny być leczone w ośrodkach stacjonarnych, całodobowych oddziałach terapii uzależnień, gdzie w krótszym (ok 8 tygodniowym) czasie otrzymują intensywne leczenie terapeutyczne w ramach podstawowego programu terapii uzależnień. Po jego ukończeniu leczenie warto rozszerzyć w poradni. Skuteczność terapii uzależnień jest pochodną motywacji chorego. My możemy być tylko przewodnikami, pokazywać kierunek, pierwszy krok po zmianę należy do pacjenta.

Coraz większym problemem na świecie, ale również w Polsce są leki nasenne i uspokajające. W czym tkwi największe zagrożenie z nimi związane?

W samej koncepcji - że skoro jakiejś substancji nadano nazwę LEKU, to ma znaczyć, że jest bezpieczna bo ma leczyć, a nie szkodzić. Niestety nie prowadzi się w Polsce usystematyzowanych badań realnie oceniających skalę używania leków o potencjale uzależniającym. Leki przeciwbólowe pochodne syntetycznych opioidów, leki przeciwlękowe benzodiazepinowe, leki nasenne niebenzodiazepinowe to ogromny segment sprzedaży rynku farmaceutycznego. Dane sprzedażowe są dostępne. W dobie elektronicznych recept dysponujemy już narzędziami umożliwiającymi monitorowanie przepisywania tych leków i zasadność ich ordynacji. Zagrożenia związane ze zwiększaniem się liczby osób uzależnionych od leków wynikają wprost z braku zwiększenia oferty leczenia zaburzeń z nimi związanych. Istnieje prawdopodobieństwo, że coraz częściej obok występujących dość często zespołów abstynencyjnych od alkoholu systemowi Opieki Zdrowotnej przyjdzie częściej mierzyć się z ostrymi zespołami odstawiennymi od leków. Ich przebieg może być znacznie bardziej brutalny i zagrażający życiu.

Czy niewinne z pozoru sięganie po "tabletkę na sen" może skończyć się poważnym problemem?

Pewnie wszystko zależy od tego o jakiej tabletce mówimy oraz według czyich zaleceń się postępuje. Pośród leków wspomagających sen istnieją preparaty ziołowe, dostępne bez recepty i niewielkiej szkodliwości oraz leki przepisywane przez lekarza. Pośród nich, te o największej skuteczności (benzodiazepiny, nasenne leki niebenzodiazepinowe) mają duży potencjał uzależniający i raczej dość wąski zakres wskazań leczniczych. Ich działanie ogranicza się głównie do efektu objawowego. A w leczeniu objawowym najważniejsza jest dyscyplina, która kuleje ilekroć pod ręką znajduje się łatwo dostępna (bo w opakowaniu wielotabletkowym) i skuteczna substancja. To kusi do kolejnych przyjęć porcji leku, a równocześnie przestaje być "niewinne". Uzależnienie się od leków ze wspomnianych grup niesie ze sobą ogromne ryzyko powikłań, czasem nieodwracalne konsekwencje, tolerancję dawek (czasem do nawet 100 porcji dziennie, lub więcej) i trudne, czasem aż bolesne leczenie.

Czy istnieją jakieś metody, które skutecznie pomogą nam się uspokoić zamiast sięgania po leki? Czy może tym być telefonem do naszego terapeuty?

W przypadku uzależnienia od leku z grupy benzodiazepin lub leków nasennych ich odstawienie należy skonsultować z lekarzem psychiatrą. Nagłe odstawienie może, nie musi, wywołać gwałtowne objawy abstynencyjne, część z nich może zagrażać bezpieczeństwu pacjenta. Lekarz podpowie jak postępować i ewentualnie rozważy skierowanie takiego pacjenta do szpitala, celem odstawienia leku w kontrolowanych warunkach. Uzgodniony telefon do terapeuty, konsultacja może natomiast być wspaniałym narzędziem wspierającym utrzymanie abstynencji, na przykład wobec silnych głodów i ryzyka nawrotu używania, lub motywującym do kontynuowania działań, gdy rozpoczyna się proces zdrowienia.

Jak powinien wyglądać pierwszy krok ku leczeniu osoby uzależnionej? Jeśli czyta nas teraz ktoś, kto ma poczucie, że zmaga się z nałogiem, co powinno być jego/jej pierwszym krokiem?

Jeśli komukolwiek przechodzi przez myśl, że w dowolnym fragmencie tej rozmowy mógł paść fragment jego historii to zachęcam do podjęcia działania. Nawet dla upewnienia się, że wszystko jest w należytym porządku, tego typu doświadczenie nieco urealnia ryzyko pogubienia się w bezpiecznym używaniu np. alkoholu, a niepodjęte działania przyniosą poważne konsekwencje. Wcześniej, czy później. Choć raczej szybciej, niż się można spodziewać. Na ogół osoby pijące szkodliwie dostrzegają szkody z zaskoczeniem, a zadaniem profilaktyki jest zapobieganie ich występowaniu.

W Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie Zespół Profilaktyki i Leczenia Uzależnień od dziesięcioleci realizuje zgodnie z misją Instytutu zadania wynikające z troski o zdrowie pacjentów. Prowadzi się badania nad nowymi, dostrzeżonymi zagrożeniami dla Zdrowia Publicznego wynikającymi z nowych uzależnień, udoskonala metody leczenia. Szkoli kadry. Tego typu jednostka odgrywa od lat kluczową rolę w przełamywaniu granic limitujących szanse chorych na podjęcie leczenia, uzyskanie pomocy, gdy inni jej odmawiają.

Nasz Ekspert:

Andrzej Silczuk - doktor nauk medycznych, psychiatra. Kierownik Zespołu Profilaktyki i Leczenia Uzależnień Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Ponadto realizuje praktykę prywatną w Centrum Psychiatrii i Psychoterapii Mała Łąka w Warszawie. To  grupa ekspertów w dziedzinie pomocy i profilaktyki zdrowia psychicznego. W Centrum oferuje się wszechstronne wsparcie w diagnostyce i psychoterapii zaburzeń nastroju, zaburzeń lękowych i uzależnień.