Nawet jej mąż nazywa ją wielką diwą. Nick Cannon zdradził niedawno, że przed wspólnym wyjściem na kolację Mariah Carey szykuje się przeciętnie około ośmiu godzin. Wszystko dlatego, żeby do gazet nie dostało się żadne przypadkowe zdjęcie gwiazdy. Podobnym „profesjonalizmem” piosenkarka wykazuje się także podczas organizowania swoich tras koncertowych. Według osób, które brały udział w ich przygotowaniu, to prawdziwe piekło. Już kilka miesięcy przed zakontraktowanym występem faks regularnie wypluwał pokaźnych rozmiarów listę żądań Mariah. Podczas tournée po Wielkiej Brytanii w 2008 roku zażyczyła sobie na przykład 11 rosłych ochroniarzy. Do ich obowiązków należało między innymi... zasłanianie diwy w czasie posiłków w restauracjach. Obsługa londyńskiego hotelu Claridge musiała też przygotować siłownię obok jej apartamentu. Samo wyposażenie kosztowało 20 tysięcy dolarów. Później było jeszcze gorzej. Mariah odwołała wizytę w porannym programie telewizyjnym godzinę przed wejściem na antenę. „Nie jest rannym ptaszkiem” – tłumaczył ją menedżer. Kolejny wywiad się nie odbył, bo policja nie chciała się zgodzić na eskortę samochodów piosenkarki z hotelu do studia BBC. Gwiazdy nie przekonało nawet towarzystwo dodatkowej ochrony i fakt, że miała do przejechania zaledwie kilka kilometrów. Niemożliwe? A jednak. Wszystkie te rewelacje zostały potwierdzone po wycieku do mediów kontraktu gwiazdy. W jednym z ostatnich punktów Mariah wymaga na organizatorach zapewnienia jej... 20 nawilżaczy powietrza. „Mój pokój wypełniony jest wilgotną parą. Nie mogę przecież dopuścić do wysuszenia gardła” – tłumaczyła. Żeby nie doprowadzić do zawilgocenia przedmiotów, obsługa na noc wszystko nakrywa folią, a sprzęty elektroniczne wstawia pod szklane osłony. Po wielkiej dyskusji na temat jej wymagań gwiazda zdecydowała się jednak trochę przystopować. Teraz zamiast najdroższych butelek szampana Cristal, wystarczy jej „zwykłe wino” Cabernet Sauvignon po mniej więcej 200 euro za butelkę. W pokoju koniecznie muszą się znaleźć waniliowe świece zapachowe, a w garderobie miejsce na ponad 100 par butów, które wozi ze sobą. Poza tym jest jedna rzecz, która już się nie zmieni. Mariah od początku wielkiej kariery zarzekała się, że nie wsiądzie już do autobusu, metra czy tramwaju. „Kiedyś jeździłam komunikacją. Wiem, jak to jest. Wiem też, że już nigdy z niej nie skorzystam”. Jak widać, diwą nie trzeba się urodzić, można się nią stać.

CZASY SIĘ ZMIENIAJĄ

W latach 70. Stonesi nie mieli zbyt wygórowanych żądań. Organizatorzy musieli im tylko zapewnić dodatkowy pokój ze stołem do bilardu, nielimitowany dostęp do wysokoprocentowych alkoholi i nielegalnych substancji (o tym informowali poza oficjalnym kontraktem). Dodatkowo każdy z członków kapeli prosił o kilka dziewczyn do towarzystwa (zależnie od formy wybierali od jednej do nawet kilkunastu). Teraz jednak prawie 40 lat później, „dziadkowie” rocka zmienili przyzwyczajenia. W garderobie Micka Jaggera koniecznie musi się znajdować telewizor podłączony do anteny satelitarnej i ustawiony na kanał z wynikami ligi krykieta. „To wszystko dlatego, że kiedyś sam uprawiałem ten sport. Nic mnie tak nie relaksuje jak dobry mecz w telewizji. Czasami zdarza mi się nawet obstawić kilka spotkań podczas kolejki” – zdradzał piosenkarz. Gwiazdor życzy sobie także wygodnych foteli i kanapy przed ekranem. I miękkiego dywanu, żeby mógł chodzić boso. Ortodoksyjni fani rocka śmieją się też z tego, że Jagger stół do bilardu zamienił na... stół do ping-ponga. Ale przynajmniej nie zamawia sobie kwiatów do pokoju, jak pozostali członkowie zespołu. Reszta Stonesów gustuje w kompozycjach z lilii i eukaliptusa.

POZBAWIONA EGOIZMU?

W trasę zabiera ponad 150 osób. Oprócz 30 stylistów, kilku fryzjerów i krawców w ekipie znajdują się także specjalista od seansów spirytystycznych i osoba, która umie stawiać tarota. Lady Gaga ma też prywatnego masażystę, który odpręża ją przed koncertami i po ich zakończeniu. Nie za darmo oczywiście. Wszyscy pomocnicy gwiazdy mogą liczyć na wyjątkowe traktowanie. Gaga zamawia dla nich specjalny gatunek żółtego sera. Jest praktycznie bezzapachowy i, jak mówi artystka, w ogóle się nie „poci”. Kelnerzy podają go na kostkach lodu. W tym czasie piosenkarka zajada się kurczakiem. „Musi być upieczony na rożnie. I koniecznie podany zaraz po wyjęciu z piekarnika” – zdradzał kucharz gwiazdy. Organizatorzy muszą też zapewnić jej miód. W kontrakcie jest zapisane, że to najważniejszy warunek uczestnictwa w koncercie. Dlaczego? Nie wiadomo, ale patrząc na dalsze zapisy umowy, nie jest to wcale najdziwniejsza zachcianka. „12 puszek różnych napojów gazowanych, sześć rodzajów witaminizowanych wód, opakowanie sosu guacamole, chleb pita, majonez, musztarda, puszka tuńczyka i olbrzymi imbryk zielonej herbaty” – to wszystko musi się znaleźć w garderobie przed koncertem gwiazdy. Lista obejmuje też pięć wygodnych kanap, trzy stoliki do kawy i pięć luster (w tym dwa profesjonalne) do makijażu.

ANGIELSKA RÓŻA

 

Wydawało mu się, że jest pępkiem świata. Elton John w czasach największej popularności dawał mocno popalić współpracownikom. Kiedyś, podczas jednej z europejskich tras koncertowych spędzał noc w paryskim hotelu. „Cały czas padało, a Elton nie mógł zasnąć przez kilka godzin. W końcu wybrał numer swojego menedżera, który akurat wtedy był w Londynie, i zażądał, by ten sprawił, żeby przestało padać” – opowiadał znajomy gwiazdora. Miał też olbrzymie wymagania wobec organizatorów swoich występów. Garderoba musiała pomieścić przynajmniej dziesięć osób. „Tak, żeby każda z nich miała swoją przestrzeń. Poza tym zamawiał pełen komplet superwygodnych mebli. I kwiatki. Wszędzie miały być rośliny” – zdradzał asystent piosenkarza. Elton był jednak wybredny. Po latach awantur w końcu wszyscy nauczyli się, że absolutnie nie mogły to być chryzantemy, stokrotki, goździki ani lilie. Ta wiedza też jednak nie gwarantowała sukcesu, czyli zadowolenia gwiazdora. W 2006 roku florysta Jacque Holbrook dostał zlecenie przygotowania dekoracji do garderoby Eltona podczas koncertu w Nowej Zelandii. „Miały to być długie róże z peoniami. Życzył sobie także, by cały pokój wręcz eksplodował kolorami” – wspominał Holbrook. Kiedy wszystko było już gotowe, kwiaciarz otrzymał nowe instrukcje. „Nagle zmienili zdanie. Pierwszą koncepcję zastąpił pomysł na krótko przycięte róże powtykane w szklany pojemnik. Chodziło mu o wywołanie iluzji różanego żywopłotu w jednolitym kolorze, tylko z różnymi odcieniami. Najgorsze było to, że miałem odciąć liście ze wszystkich roślin” – mówił rozgoryczony ogrodnik, który wcześniej robił bukiety m.in. dla królowej Elżbiety.

FIGA Z MAKIEM

Na jej liście znajdowały się gładkie, chrupiące przekąski. W hurtowych ilościach. Gładkie dlatego, by żadna ostra część nie uszkodziła gardła i strun głosowych piosenkarki. Do tego Céline Dion lubiła przegryzać także figi i czereśnie. Oczywiście ze specjalnych ekologicznych upraw i tylko konkretnych gatunków. Gdyby gwiazda ukruszyła sobie ząb na którejś z przekąsek, w pogotowiu czuwał dentysta. „Czasami wynajmowaliśmy go tylko na pobyt w konkretnym miejscu, a czasami jeden stomatolog towarzyszył nam podczas całej trasy” – opowiadał menedżer Céline. Podobnie było z psychoterapeutą mającym jej pomóc zwalczyć każdy objaw stresu. Nad bezpieczeństwem gwiazdy czuwało 11 ochroniarzy. A na tym wcale nie kończyła się lista wymagań piosenkarki. Podczas ważniejszych koncertów chciała, by na scenie towarzyszył jej chór. Ale nie byle jaki. „To musiały być dzieci w wieku od 7 do 12 lat. Nie mniej niż 20 osób, nie więcej niż 24. Céline wymagała, by były wszystkich ras. Nie mogły też nosić niechlujnych ubrań” – wspominał menedżer. Dziennikarze „Daily Mirror” przyznali jej osiem punktów na dziesięć w „skali Mariah Carey”. Tak nazywa się „jednostki” w rankingu najbardziej rozkapryszonych gwiazd show-biznesu.

ZRÓDŁO ŻYCIA

Woda. To najpoważniejszy punkt na liście życzeń piosenkarki. Musi być podana w oryginalnie zamkniętych butelkach i w temperaturze pokojowej. Christina Aguilera nie jest wybredna, jeżeli chodzi o markę. Zaznacza tylko, że nie toleruje tej z etykietką Evian. „Sama wypija kilkanaście litrów. Ma jednak dość irytujący nawyk: często otwiera butelkę, moczy usta i odkłada ją na bok. Potem już po nią nie sięga” – zdradzała organizatorka jej ostatniej amerykańskiej trasy. Jakie było najdziwniejsze życzenie gwiazdy? „Przed jednym z koncertów zapowiedziała, że nie wyjdzie na scenę bez cukierków z witaminą C w kształcie... postaci z kreskówki »Flinstonowie «. Oprócz tego w kontrakcie menedżer Christiny podaje około 50 przekąsek, które kategorycznie muszą znaleźć się w jej garderobie. Wśród nich najczęściej powtarza się czekolada nesquick. Młoda gwiazda lubi też podjechać z fasonem pod hotel, a potem na miejsce występu. Zawsze prosi organizatorów o zapewnienie jej policyjnej eskorty. Nie tylko ze względów bezpieczeństwa. Christinę bardzo denerwują korki uliczne.

BRZOSKWINIOWY RELAKS

Przede wszystkim bezpieczeństwo. Barbra Streisand jest bardzo wyczulona na tym punkcie. Wszędzie wozi ze sobą ekipę ochroniarzy, która w większości składa się z byłych żołnierzy służb specjalnych. W każdym miejscu, gdzie koncertuje, wymaga od organizatorów sprawdzenia pirotechicznego sceny i najbliższego otoczenia. Jej obstawa ma też mieć dostęp do wykrywaczy metali, żeby sprawdzić garderobę gwiazdy. Kolejne klauzule w kontrakcie są już dużo bardziej przyziemne. Diwa zawsze prosi o specjalny... papier toaletowy. Nawilżony aloesem i w jej ulubionym kolorze – brzoskwiniowym. W tym samym odcieniu powinny być ręczniki. Tylko na jej potrzeby asystenci mają obowiązek przygotować 120 sztuk. Gwiazda uwielbia też zajadać się M&M’-sami. Jednak zanim trafią do garderoby, muszą zostać podzielone ze względu na kolory. O niestandardowych życzeniach Barbry zrobiło się głośno w 2007 roku, przed koncertem w Manchesterze. Brytyjskie media skrytykowały ją nie tylko za wygorówane ceny biletów – jedynie te najtańsze (75 funtów) były dostępne dla mniej zamożnych fanów piosenkarki. Ceny pozostałych zaczynały się od 600 funtów. Dziennikarze zwrócili też uwagę na to, że ochrona musiała mieć na sobie dyskretne czarne swetry, a nie T-shirty z napisem „Security”. „To była wola pani Streisand. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że musiały być to ubrania z kaszmiru, co dodatkowo zwiększyło i tak już rozdęte do granic przyzwoitości koszty” – tłumaczyła Tahira Yaqoob z „Daily Mail”. „Zastanawiam się też, po co było jej potrzebnych pięć w pełni wyposażonych w antyczne meble pokoi do relaksu. Wykorzystała tylko jeden” – kończyła zbulwersowana dziennikarka.

SŁODYCZE I PROCENTY

Przed koncertami jego garderoba przypominała świetnie zaopatrzony sklep monopolowy. Frank Sinatra prosił o wódkę, whisky Jack Daniels, kilka rodzajów brandy, ginu oraz czerwone i białe wino. W menu ważną pozycję zajmowały także zakąski. Gwiazdor zamawiał najlepsze gatunki łososia, krewetki, indyka oraz rosół Campbell’s w puszce. „Uwielbiał sobie dogadzać. W trasie pochłaniał olbrzymie ilości słodyczy. Przed każdym występem musiał mieć dostęp do 24 opakowań wiśniowych drażetek oraz miętówek” – zdradzał asystent Sinatry. Gdyby taka dieta mu zaszkodziła, w garderobie czekał w gotowości lekarz. Pod telefonem musiał być także laryngolog. Jednak rzadko kiedy musiał interweniować. Sinatra wolał leczyć nadwerężone gardło koktajlem z wysokoprocentowych alkoholi.