Pamiętam nasz poprzedni wywiad? Tamte kilogramy, które uwieczniliśmy na zdjęciach - postanowiłaś się ich pozbyć. Ile już schudłaś?

Nie wiem. Serio! To nie kokieteria. Ważne, że mieszczę się w ubrania, które wcześniej były zbyt obcisłe. Kiedyś dostałam od mamy wagę, bo ona waży się codziennie, ma na tym punkcie obsesję. A ja nie. Waga leży sobie na półce. I podejrzewam, że bateria już się w niej wyładowała (śmiech).

Kiedy postanowiłaś, że schudniesz?

To nie było postanowienie. Tak po prostu wyszło. Wszytko zaczęło się od mojego występu w programie „Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami”. Efektem codziennych treningów był spadek wagi. Ale nie tylko - mój organizm zaczął po prostu zupełnie inaczej funkcjonować. Miałam spore kłopoty ze zdrowiem. Niedoczynność tarczycy, zaburzona gospodarka hormonalna, zbyt wolny metabolizm. Odkąd zaczęłam się ruszać, wyniki badań się poprawiły, a ja czuję się o wiele lepiej.

Mam wrażenie, że odchudzanie to tylko rodzaj mody na bycie fit. A zdrowie jest na drugim planie.

Nie wiem, czy to moda. Ale ciągłe mówienie o kilogramach oraz liczenie kalorii potrafi być męczące. Wiele kobiet zmaga się ze swoją wagą i nie wynika to wyłącznie z obżarstwa. Tak się to jednak zazwyczaj interpretuje, co bywa krzywdzące. Bo nawet jeśli ktoś lubi jeść, to co w tym złego? Jedzenie jest jedną z największych przyjemności życia!

Co jest podstawą Twojej diety?

Zaczęłam współpracę z firmą „Przełom w odżywianiu”. Specjalizuje się ona w słynnych już pudełeczkach – czyli przygotowywaniu posiłków i porcjowaniu ich w niewielkich pojemniczkach. Przygotowywane przez nich jedzenie jest właściwie zbilansowane. Mam dietę 1000 kalorii, typ wegetariański.