Długa, czarna suknia z głębokim dekoltem i odkrytymi ramionami idealnie podkreślała jej figurę. Katarzyna Smutniak na premierze swojego najnowszego filmu „Pozdrowienia z Paryża” wyglądała zjawiskowo. I mimo że w obsadzie szpiegowskiego thrillera znalazły się uznane hollywoodzkie nazwiska – partnerowali jej John Travolta i Jonathan Rhys Meyers – Polka wcale nie była w ich cieniu. W końcu w produkcji Luca Bessona (napisał scenariusz i firmował projekt swoim nazwiskiem) Kasia zagrała główną rolę żeńską. „Casting z udziałem reżysera Pierre’a Morela trwał niecałą godzinę. Po wszystkim byłam pewna, że mnie nie wybiorą” – wspominała podczas promocji filmu. „Jednak po kilku dniach zadzwoniła moja agentka z informacją, że to ja będę Caroline”. Aktorka długo nie mogła uwierzyć w dobre wieści. Myślała nawet, że zaszła pomyłka i przypadł jej w udziale tylko mały epizod, rola rosyjskiej prostytutki. „Tremę poczułam dopiero na planie, kiedy zobaczyłam krzesło podpisane moim nazwiskiem. Stało obok miejsca Johna Travolty. Wtedy dotarło do mnie, że to wszystko dzieje się naprawdę”.

KARIERA Z PRZYPADKU
Podobne odczucia Kasia miała ponad 15 lat temu, gdy dowiedziała się, że została zakwalifikowana do konkursu „Look of the Year”. Po pierwszym szoku – 15-latkę bez jej wiedzy zgłosiły koleżanki ze szkoły w Pile – zdecydowała, że pojedzie jednak na eliminacje do Poznania. I całe szczęście. Drugie miejsce i kilkanaście fotografii, które trafiły do agencji modelek, otworzyły jej drzwi do kariery. Już kilka miesięcy później Kasia wyjechała na pierwszy kontrakt do Niemiec. „Na co dzień nosiła wytarte dżinsy i długie swetry. Zupełnie nie przypominała modelek z wybiegów, raczej zbuntowaną nastolatkę” – żartowali jej znajomi. Ojciec, generał lotnictwa, i matka, pielęgniarka, zadbali, by Kasia miała właściwe priorytety. Po latach wspominała, że dopiero po maturze mogła całkowicie poświęcić się karierze. Wcześniej wyjeżdżała tylko w wakacje, żeby nie opuszczać szkoły. Nie buntowała się jednak. Wręcz przeciwnie. Teraz nawet dziękuje rodzicom za „trzymanie w ryzach”. Podkreśla też, że dzięki odpowiedniemu wychowaniu i dobrym wzorom uniknęła czyhających na młode modelki pokus i niebezpieczeństw. „Zdarzało się, że biegałam gdzieś po nocy lub szłam w nieznane miejsca. Ale to największe ekstrawagancje, na które się decydowałam”– wspominała. Nieźle zapowiadającą się karierę przerwała w wieku... 20 lat. Właśnie wtedy znalazła nową pasję. Aktorstwo.

NIE CHCĘ BYĆ WIESZAKIEM
Cztery lata w zawodzie modelki nauczyły ją, że dziewczyny na wybiegu są tylko manekinami. Skarżyła się, że nikogo nie interesowało, jak się czują, czy jest im wygodnie w butach, które miały nosić na wybiegu. „Po prostu kazali nam wykonywać mechanicznie naszą pracę”. Zupełnie przez przypadek dostała angaż do włoskiej komedii „We właściwym momencie” i złapała aktorskiego bakcyla. Kasia długo nie mogła się przyzwyczaić do zmian w traktowaniu jej pracy. Na planie zawsze mogła liczyć na pomoc, a po pierwszym ujęciu filmu reżyser gromkimi brawami uczcił jej debiut. Otworzył nawet szampana. Niestety, mimo że zagrała główną rolę (na castingu starała się tylko o epizod jako modelka), kolejne propozycje nie nadchodziły. Wtedy postanowiła, że sama weźmie sprawy w swoje ręce. Pierwsza agencja aktorska, do której trafiła w Rzymie, zaproponowała jej tylko... pokazywanie się na bankietach. Ponoć miało to sprawić, że zainteresują się nią producenci filmowi. Polka nie chciała jednak tak zdobywać kolejnych ról. Jej znajomi twierdzili, że rozważała nawet zmianę planów. I znowu przypadek sprawił, że dostała kolejną szansę. Po kilku miesiącach zadzwonił do niej Giorgio Panariello, reżyser „We właściwym momencie”. Był ciekawy, dlaczego Kasia zniknęła ze środowiska. „Opowiedziałam mu historię o nieprofesjonalnych agentach. Od razu dał mi namiary na agencję z prawdziwego zdarzenia” – opowiadała.

MIŁOSNE PERTURBACJE
W 2003 roku podpisała kontrakt z włoską siecią komórkową TIM. Reklamy telewizyjne i billboardy sprawiły, że ceniący sobie kobiece piękno Włosi wręcz oszaleli na punkcie Polki. „Gdziekolwiek się pojawiłam, od razu krzyczeli »bella« i proponowali randki” – wspominała. „Czasami było to naprawdę męczące”. Aż do momentu, w którym na planie filmu „Radio West” poznała Pietra Taricone. Już rok później na świat przyszła ich córka Sophie, a zakochani zamieszkali na kilkuhektarowym ranczu pod Rzymem. Sielanka trwała cztery lata, do 2008 roku. Właśnie wtedy na planie filmu „Barbarossa” Kasia nawiązała romans z izraelskim aktorem i modelem Razem Deganem. Tabloidy oszalały na ich punkcie. Regularnie publikowały zdjęcia zakochanych, szczególnie że oboje mieli stałych partnerów (Raz przez sześć lat był związany z aktorką Paolą Barale). W internecie pod kolejnymi fotografiami pary pojawiało się mnóstwo nieprzychylnych komentarzy. Do czasu. Nie wiadomo, co dokładnie się stało, ale już w 2009 roku włoskie media donosiły, że Kasia wróciła do Pietra. „Uprzedzam cię. Jeżeli jeszcze kiedyś zbliżysz się do mojej ukochanej, spuszczę ci łomot” – tak Taricone ostrzegał konkurenta na łamach prasy. Dziś 31-letnia aktorka podkreśla, że cały zawodowy grafik układa pod rodzinę. „Uwielbiam spędzać czas z bliskimi. Zawsze kilka miesięcy w roku mam wolne i poświęcam się tylko im” – opowiadała. Teraz jednak, kiedy jej nazwisko pojawiło się w notesach hollywoodzkich producentów, może mieć problem z wolnym czasem. Eksperci wróżą Polce wielką karierę w show-biznesie.