Dla Kasi Sokołowskiej proces tworzenia od zawsze był pociągający. Zanim poznaliśmy ją jako charyzmatyczną reżyserkę pokazów mody i gwiazdę telewizji, Kasia zajmowała się m.in. muzyką. Dziś poznajemy jej kolejne oblicze.

Kasia Sokołowska o modzie, trendach i ponadczasowości

Sandra Hajduk: Kasiu, dlaczego zdecydowałaś się na fuzję swojej marki z marką KAZAR?

Kasia Sokołowska:Odpowiedź jest dość prosta. Nie jestem projektantem, jestem reżyserem pokazów mody. Stworzyłam produkt odpowiadający potrzebom kobiet. Od dawna mówiłam o tym, że kobieta jest wielowymiarowa. Kreowanie wokół tego pewnego świata bardzo mnie inspirowało. Z dużym entuzjazmem podeszłam do tej fuzji, która była szansą dla tak młodej marki jak moja - Emeralds and Crocodiles. Ta fuzja pozwoliła mi myśleć szerzej o produkcie: współpracuję z zespołem projektowym, mam wsparcie dużej marki. To wspaniałe, gdy można skupić się na kreacji i samym procesie tworzenia.

A skąd pomysł u Ciebie na to, by modą zająć się od drugiej strony? Znamy Cię jako kreatorkę pokazów mody, nie zaś projektantkę.

Faktycznie, zrobiłam to z miłości do butów [śmiech]. To był zawsze bardzo ważny element mojej garderoby. Jestem pewna, że na rynku jest  miejsce i przestrzeń na taki koncept, a mnie zależy na pokazaniu wielowymiarowości kobiety, która jest „bardzo mną” - kobiety pracującej, nie tylko na obcasach. Lubię tworzyć historie - tak samo, jak tworzę je pracując przy pokazach mody. W moim życiu jest tak, że zawsze coś wynika z czegoś. To, czym się zajęłam w przeszłości, skutkuje tym, co robię dzisiaj. Z życia scenicznego przeszłam do reżyserii mody, która kręci mnie jako zjawisko. Stamtąd weszłam w media. Ten proces trwa i sama się zastanawiam, dokąd mnie zaprowadzi.

Chciałabym zapytać o motyw przewodni tej kolekcji, coś, co ją wyróżnia na bogatym rynku akcesoriów?

Hasło "buty takie jak ja" to myśl, która towarzyszyła mi od początku mojej obecności na tym rynku. Ta kolekcja kapsułowa Kazar x Kasia również wynika z tej potrzeby. To ukłon w stronę klasyki, niekoniecznie podążanie za trendami. To moja autorska opowieść. Dlatego też  do współpracy zaprosiłam znakomitą ilustratorkę Asię Pietrzyk, która bardzo wrażliwie i symbolicznie ją zilustrowała. Ta linia jest pewną historią, a nie zbiorem przypadkowych elementów. Bardzo istotna jest dla mnie na przykład torba typu shopper - nie wyobrażam sobie jej nie mieć. Oprócz szminki, notesu muszę zmieścić w niej laptopa i tysiąc innych potrzebnych drobiazgów. Z drugiej strony na pracy życie się nie kończy. Potrzebujemy torebki na wyjście. Mój pouch to odpowiedź na trendy ale z drugiej strony moja interpretacja bardzo klasycznego wzoru. W kolekcji ważne są detale. Pojawia się mój ulubiony szmaragd, pięknie i miękkie skóry oraz wyrafinowane kolory.

A co dla Ciebie oznacza tzw. dobry gust? Czy Polki mają dobry gust?

Dobrym gustem jest akceptacja i otwartość. Krytyka czy porównywanie nie są w dobrym guście. Moda jest sztuką, a w modzie jest miejsce na wiele. Ja jestem  fanką świadomego eklektyzmu. Otwartości i swobody. Myślę, że bawię się modą - wyjmuję interesujące mnie rzeczy z aktualnych trendów i miksuję je z klasyką, podobnie jak łączę ubrania różnych projektantów i marek. Moda nabiera znaczenia, kiedy zaczyna żyć w pewnym zestawieniu. Z Tobą, z innymi elementami. Tak naprawdę można być bardzo stylowym w t-shircie i jeansach, można też nie czuć mody będąc ubranym w ciuchy od najlepszych projektantów.

Rozumiem, że jest szansa na to, by spotkać Cię w miejscu typu vintage store?

Oczywiście, mam w swojej szafie rzeczy, które z takich miejsc pochodzą. Umieszczam też swoje rzeczy w tego typu sklepach. Ubrania nie są dla mnie jednorazowe, dzięki Bogu skończyły się te czasy porównywania kto i ile razy był w jakiejś sukience. Drugi obieg ubrań to absolutna konieczność.

Jakie klasyki znajdziemy w Twojej szafie?

Dobry t-shirt to podstawa, oversize'owa marynarka i płaszcz. Zawsze też dobrze skrojony garnitur to dobrze skrojony garnitur. Akcesoria są również tym elementem, który bardzo dużo zmienia. Ja często akcent stawiam na jakiś dodatek np. buty, torbę albo biżuterię…  niekoniecznie na samo ubranie. Oczywiście mam takie klasyki jak sukienka Yves Saint Laurent z lat 90-tych, która przyleciała do mnie z Paryża. To ponadczasowy unikat, w którym wielokrotnie bywałam i bywać będę.