Spotykamy się pół godziny przed sesją zdjęciową dla magazynu „Glamour”. W studiu fotograficznym panuje zamieszanie. Asystenci fotografa ustawiają światła, ktoś przez telefon wykrzykuje na kogoś, kto się spóźnia, w garderobie szeleszczą płachty pergaminu, w które opakowano kreacje z najnowszej kolekcji Chanel i innych paryskich kreatorów. Kasia jest spokojna i skupiona. Patrzy na swoją twarz w lustrze, kiedy fryzjer zaczyna ją czesać. Ma na sobie dżinsy, biały T-shirt i trampki. Nie przypomina słynnej modelki, którą kojarzę z pokazów mody największych kreatorów. Dopiero gdy się uśmiecha, widzę, jaka jest wyjątkowa. W jednej chwili staje się piękną kobietą. Aż trudno w to uwierzyć. Siadam tuż obok Kasi. Rozmawiam, patrząc na odbicie jej twarzy w lustrze, bo tak nam wygodniej. Takiego „lustrzanego” wywiadu jeszcze nie robiłem.

GALA: Całe to zamieszanie wokół Ciebie… czy nie jest to spełnienie dziecięcych marzeń o byciu księżniczką? Ktoś Cię czesze, ktoś maluje, a jeszcze ktoś inny przynosi najpiękniejsze ubrania.

KASIA STRUSS: Nigdy nie marzyłam, żeby być księżniczką ani modelką, bo miałam zupełnie inne pomysły. Nie ukrywam, że dzięki temu, że jestem modelką, mogę spełniać swoje marzenia. Kłamałabym, gdybym powiedziała, że nie sprawia mi to przyjemności, bo chyba każda dziewczyna marzy o tym, żeby ktoś codziennie ją czesał i robił piękny makijaż.

GALA: O czym marzyłaś, gdy byłaś dziewczynką?

KASIA STRUSS: Codziennie chciałam być kimś innym. Miałam tysiące pomysłów na życie – chciałam być łyżwiarką figurową, ekspedientką, lekarką.

GALA: A gdybyś teraz miała szansę stać się kimś innym?

KASIA STRUSS: Po skończeniu liceum miałam ambitne plany, żeby dostać się na dziennikarstwo albo jakiś kierunek związany z mediami.

GALA: Nic straconego, studia możesz zacząć w każdej chwili.

KASIA STRUSS: Oczywiście. Mogę zacząć studia nawet teraz, albo gdy trochę zwolnię tempo i przestanę tak intensywnie pracować. Dla dziennikarstwa modowego to chyba nawet lepiej, bo w tej chwili obserwuję ten świat i naprawdę wiele się uczę. Każdy dzień dostarcza mi nowych doświadczeń. Właściwie mogłabym potraktować to, co teraz robię, jako niezły początek pracy dziennikarki.

GALA: A jak stałaś się modelką?

KASIA STRUSS: Prawdopodobnie tak jak w większości przypadków. Razem z koleżanką wysłałyśmy nasze zdjęcia do jakiegoś młodzieżowego czasopisma, w którym ogłoszono konkurs na modelkę. I bardzo szybko znalazła się agencja, która chciała podpisać ze mną kontrakt. Niewiele wtedy pracowałam, ale tak naprawdę przełomowym momentem było spotkanie z Gosią Leitner – moją obecną agentką. Nagle wszystko zaczęło dziać się błyskawicznie – posypały się kontrakty z Nowego Jorku i inne bardzo ciekawe propozycje. Miałam 17 lat i postanowiłam najpierw zdać maturę, a później zająć się pracą.

GALA: To był Twój świadomy wybór? Czasem dziewczyny rzucają wszystko i w wieku 16 lat zaczynają karierę.

KASIA STRUSS: I po tej karierze zostają z niczym. Nie mają skończonej szkoły, matury, a jedynym ich kapitałem jest to, że znają jakiś obcy język – choć też nie zawsze. Ja bardzo świadomie i dojrzale podeszłam do sprawy. Wolałam mieć coś, co pozwoliłoby mi w każdej chwili wrócić do „normalnego” życia i np. zacząć studia. Jestem może staroświecka, ale uważam, że matura to minimum.

GALA: Nie przeraża Cię, że zawód modelki trwa tylko chwilę?

KASIA STRUSS: Ale to nieprawda! Modelką można być przez całe życie. Popatrz na Lauren Hutton, Twiggi, Lindę Evangelistę czy Cindy Crawford – one wciąż coś robią i świetnie wyglądają. Rygorystyczne granice, jakie kiedyś ktoś wyznaczył, zaczynają się rozchodzić. Dziewczyny pracują coraz dłużej i okazuje się, że jest spore zapotrzebowanie na modelki o dojrzałej urodzie. Poza tym mam dużo pomysłów na to, co mogę robić.

GALA: A co to za pomysły?

KASIA STRUSS: Jednym z nich jest dziennikarstwo, ale myślę też o jakimś własnym biznesie. Chciałabym otworzyć restaurację albo kawiarnię i stworzyć ich całą sieć w różnych miejscach na świecie. Jest mnóstwo zajęć, w których mogłabym się realizować i które sprawiałyby mi ogromną przyjemność.

GALA: Mieszkasz i pracujesz w Nowym Jorku. Bywasz w Polsce?

KASIA STRUSS: Staram się, ale tak naprawdę przyjeżdżam tu dwa razy w roku: na Boże Narodzenie i na wakacje. Rzadko pracuję w Polsce, ale takie wizyty też się zdarzają. Właśnie teraz jestem trochę służbowo, bo przyjechałam do Warszawy z powodu konkursu dla młodych projektantów, w którym jestem jurorką.

GALA: Co to za konkurs?

KASIA STRUSS: Lexus Fashion Awards. Konkurs, który ma na celu wyłowienie młodych talentów – projektantów, którzy są nieznani, a robią fantastyczne rzeczy i mogliby zaistnieć na rynku mody. W tym tygodniu odbył się pierwszy etap konkursu i miałam okazję przyjrzeć się pracom naprawdę bardzo zdolnych ludzi. Jestem miło zaskoczona, bo widzę, że jest mnóstwo utalentowanych artystów, którym wróżę międzynarodową karierę. Naprawdę trudno było wyłonić finałową dziesiątkę, bo każdy jest wyjątkowy.

GALA: Znasz polskich projektantów i polską modę?

 

KASIA STRUSS: Do tej pory pracowałam tylko z Maciejem Zieniem i bardzo cenię to, co robi. Brałam udział w jego pokazie i miło wspominam naszą współpracę. Wszystko było przygotowane profesjonalnie i zapięte na ostatni guzik. Szczerze mówiąc, dopiero teraz zaczęłam bardziej śledzić to, co dzieje się na polskim rynku modowym i poznawać polskich projektantów.

GALA: A dzisiejsza sesja dla magazynu „Glamour”?

KASIA STRUSS: Zgodziłam się na nią, choć jest dosyć ryzykownym przedsięwzięciem. Do zdjęć zostali zaproszeni nieznani, ale utalentowani polscy fotografowie. Uwielbiam taką pracę, nowe pomysły, świeżą krew. Właściwie mogłam poprosić o najlepszych fotografów, którzy są gwarancją tego, że sesja zdjęciowa będzie sukcesem, ale wolę odkrywać młodych, bo praca z nimi jest ekscytująca.

GALA: Jesteś w czołówce najsłynniejszych modelek i pracowałaś dla wszystkich projektantów. Czy Twój zawód pomógł ci w życiu?

KASIA STRUSS: Bardzo. Przede wszystkim bardzo mnie ośmielił, bo byłam kiedyś naprawdę nieśmiała (śmiech), i nauczył samodzielności. Dzięki temu, że jestem modelką, podróżuję po całym świecie, poznaję wyjątkowych ludzi, bardzo dobrze nauczyłam się angielskiego. Otworzyłam się na świat. Czuję się dowartościowana, bo wiem, że to, co robię, robię dobrze. Mój pierwszy zagraniczny wyjazd dodał mi pewności siebie. Nie znałam jeszcze wtedy tak dobrze języka, ale jakoś sobie radziłam. Poznałam nawet mojego chłopaka, choć było nam trudno się dogadać. Dziś już nie mamy takich problemów.

GALA: Twój chłopak też był kiedyś modelem?

KASIA STRUSS: Tak, ale teraz zajmuje się czymś innym. To, że jesteśmy z tej samej branży, pomagało mi na początku, bo on rozumiał moje problemy i akceptował sposób, w jaki żyję – ciągłe wyjazdy, praca do późna, spotkania. Teraz nie rozmawiamy o tym tak często. Czasem w domu plotkujemy o wspólnych znajomych, ale na ogół mamy bardziej interesujące tematy do rozmów.

GALA: A jak wygląda Twój dzień?

KASIA STRUSS: Jeśli w Nowym Jorku, Paryżu i Mediolanie zaczynają się pokazy Fashion Week, wtedy żyję w ciągłym biegu. Od rana do wieczora pracuję, zmieniam fryzury i makijaże, wskakuję w nowe ciuchy i wychodzę na wybieg. Czasem trudno mi się połapać, na czyim jestem pokazie. Ale taki „młyn” trwa tylko trzy, cztery tygodnie i odbywa się dwa razy do roku. Mój dzień zaczyna się od 9.00. Budzę się szybkim prysznicem, zjadam coś w biegu (ostatnio prawie codziennie jajecznicę) i wychodzę do pracy. Jeśli pracuję przy sesjach dla pism modowych, to na ogół cały dzień spędzam na zdjęciach. Często biegam na castingi i spotkania.

GALA: Masz czas dla siebie?

KASIA STRUSS: Oczywiście. Staram się nie zapominać o przyjaciołach. Często się spotykamy, chodzimy do kina, na koncerty, na imprezy. Wiesz, mieszkam w Nowym Jorku, a w tym mieście nie ma czasu na nudę. Uwielbiam Nowy Jork i dobrze się tam czuję, choć nie wiem, czy chciałabym spędzić resztę życia na Manhattanie. To miasto dobre dla młodych ludzi, szybkie, dynamiczne, wesołe, ale czuję, że za jakiś czas wrócę do Europy. Marzy mi się domek w górach i konie.