GALA: O co chodzi, to gra pozorów? Czytam: „Nie ma propozycji dla Cichopek”, a umówić się z Tobą to było wyzwanie. I słyszę, że przybiegłaś prosto z planu, zaraz masz nagranie.

KATARZYNA CICHOPEK: Kręcimy drugą serię „Sexy Mamy”. Na pracę narzekać nie mogę. Może nie zawsze są to rzeczy tak bardzo medialne, jak do tej pory, ale to nadal praca. Muszę powiedzieć, że dobrze mi ona robi…

GALA: …taki kroczek do tyłu…

KATARZYNA CICHOPEK: …to nie jest krok w tył. Przeciwnie, dla mnie ogromny krok naprzód. Chociażby premiera w teatrze. Ale zgoda, mniej osób o tym wie, mniej gazet pisze.

GALA: Szczerze, było całkiem głośno, kiedy Jan Nowicki burzył się publicznie na Twoje występy.

KATARZYNA CICHOPEK: Bardzo serdecznie razem z dyrektorem Teatru Kamienica Emilianem Kamińskim pana Jana pozdrawiamy i zapraszamy na spektakl, bo go nie widział. A potem niech ocenia. Żebyś wiedziała, jakie pan Emilian teraz dostaje baty za to, że mnie zatrudnił. Karolina Korwin-Piotrowska powiedziała, że przez to straciła do niego szacunek. Acha, sztuki nie widziała. Na „Testament cnotliwego rozpustnika” przychodzą czasem z ciekawości znajomi pana Emiliana, aktorzy z krwi i kości. Od nich słyszę: „Kasia, zagrałaś zawodowo”.

GALA: A jak przyjął Cię zespół?

KATARZYNA CICHOPEK: Z całym zespołem spotkałam się dopiero w sobotę w przeddzień premiery, wtedy zrobiliśmy próbę. Przyniosłam ciasto i się przywitałam. Byłam pełna obaw, jak zareagują. Niepotrzebnie. Po spektaklu dostałam od nich bukiet kwiatów z liścikiem: „ Witamy w rodzinie Rozpustników” (śmiech).

GALA: Wzięliście ich z zaskoczenia, niezły fortel.

KATARZYNA CICHOPEK: Genialny zabieg, pan Emilian to zawodowiec, ale też dobry psycholog. Spotykaliśmy się najpierw we dwoje i pracowaliśmy nad tekstem. „Dopóki nie ogarniesz tej postaci, na scenę cię nie wpuszczę, bo się pogubisz” – powiedział. Zdecydował się na cztery dni przed premierą.

GALA: Miałaś taką chwilę, kiedy pomyślałaś: „Nie wejdę na tę scenę”?

KATARZYNA CICHOPEK: Nie bałam się tego. Chciałam spełnić swoje wielkie marzenie. To był mój debiut w profesjonalnym teatrze, ale przecież mam spore doświadczenie. Występowałam na deskach Teatru Ochoty, grając w Ognisku Teatralnym państwa Machulskich. Widownia jest widownią. To nic, że byli nią nasi bliscy, a nie publiczność, która kupuje bilety. Scena była profesjonalna.

GALA: Widzę różnicę. Ta, która kupuje bilety, może być trochę bardziej wymagająca.

KATARZYNA CICHOPEK: Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana. Poza tym Pan Emilian był dla mnie jak bufor. Czułam, że nawet, jeśli będę upadać, nie rozbiję sobie głowy. Otworzył mnie, mówił: „Kaśka, ja nie chcę tu Kingi Zduńskiej, chcę mieć drapieżnego kota, graj mocniej”.

GALA: Potrafisz być drapieżna?

KATARZYNA CICHOPEK: Oj, zdziwiłabyś się, przychodząc na spektakl. Na scenie nie ma Kasi Cichopek, jest młoda, butna Hiszpanka Anna, która idzie zabić Don Juana, bo ten uwiódł i porzucił jej matkę.

GALA: Pazur, to jest to, czego potrzebujesz też w życiu. Mniej uśmiechu, różu, naiwności wobec ludzi.

KATARZYNA CICHOPEK: Naiwność jest dla mnie pochodną dobroci. Oceniam ludzi przez swój pryzmat. Nie zakładam na dzień dobry, że ktoś chce mnie oszukać. O jakże często się mylę. Na szczęście jest Marcin, stoi za mną murem, czuwa, chroni. Jest moją opoką. I nawet jeśli czasami mnie brak pazura, on go ma.

GALA: Przyznałaś mi się kiedyś, że masz miękkie serce, ale twarde plecy.

KATARZYNA CICHOPEK: Tak, mam. I łatwo się nie poddam. Przeżyłam falę krytyki po wydaniu książki „Sexy Mama”. Słuchałam, że jest przesłodzona. Uwielbiam kolor różowy, nie uważam, żeby był infantylny. A książka? Jest pełna rad ekspertów. Jak ta, według mnie fantastyczna: „Kiedy masz gorszy dzień, sięgnij po swój dzienniczek małych sukcesów. Zapisuj w nim, że wreszcie dokończysz list do przyjaciółki. Znajdziesz kwadrans tylko dla siebie i zrobisz sobie peeling. To drobiazgi, ale jeśli udaje się je zrealizować i na koniec tygodnia spojrzysz się na taką listę, poczujesz się dumna”. Sama nie piszę o wychowywaniu dzieci, bo wciąż czuję się w tej dziedzinie zielona. I wciąż odkrywam Amerykę. Często dzwonię po pomoc do mamy. Ale mogę radzić dziewczynom, jak wrócić do formy po ciąży, tej fizycznej i psychicznej. Pokazuję im moją własną ścieżkę. Oczywiście, ile kobiet, tyle dróg. Ale może z dziesięciu propozycji wybiorą jedną? A nawet, jeśli tylko jedna powie: „Acha, to jej też było źle?! Jakoś samej od razu mi lepiej”, wystarczy.

GALA: Potrafisz odciąć się od tego, co niezasłużenie Cię rani?

 

KATARZYNA CICHOPEK: Przyzwyczaiłam się już do tego, że ciągle słyszę zarzuty. Najczęściej: „Gwiazdorzy i nie ma wykształcenia, brak jej warsztatu”. Nie mówię, że jestem alfą i omegą, ale już nie dam sobie wmówić, że nic nie umiem. Ale mam odgórny, wydany przez moją rodzinę zakaz korzystania z internetu (śmiech). Właśnie po to, żeby się chronić. Jestem odporna, ale są granice. Gra staje się coraz ostrzejsza, bardziej wulgarna. Dawniej było mi przykro, teraz wiem, że muszę się skupić na ważniejszych rzeczach. Trzeba iść dalej. Ale czasem korci, żeby przeczytać wpisy na forach.

GALA: Zastanawiasz się czasem nad jakąś radykalną zmianą? Małgorzata Kożuchowska odeszła po latach z serialu. Sama grasz w „M jak Miłość” w głównym wątku. Nie dadzą Ci innych głównych ról. Czy to nie wiąże Ci rąk?

KATARZYNA CICHOPEK: Trochę, ale mam dziecko. Dalej realizuję swoje pasje, ale przestałam patrzeć egoistycznie tylko na to, czego sama chcę. Część produkcji kręcona jest poza Warszawą, a ja mam małego synka. Czasem praca jest tak intensywnie zaplanowana, że zwyczajnie bym go nie widziała. A to dla mnie bardzo ważne. W „M jak Miłość” wciąż gra sztab najlepszych aktorów w Polsce. To serial na poziomie. Inne formaty pojawiają się i znikają, ten trwa.

GALA: A jeśli na planie wieje nudą? Bywa tak?

KATARZYNA CICHOPEK: Umiem patrzeć na rolę z dystansem, wiem, że nie jestem jedyną, która występuje w „M jak Miłość”. Serial toczy się falą, raz jeden wątek jest istotny, za chwilę schodzi na dalszy plan. Zdarzają się momenty zawieszenia, ale wiem o tym, że za chwilę to mój wątek będzie na fali. Niedawno przeżywałam przed kamerą chorobę ojca. Kindze nie układa się z mężem i chyba szykuje się jakiś grubszy kłopot. Moja bohaterka straciła pracę, musiała sobie z tym poradzić. Czy to mało? Mam nad czym pracować. Ale też bawić się sztuką.

GALA: Co nazywasz zabawą sztuką?

KATARZYNA CICHOPEK: Ostatnio zagrałam w fabule jednego z reżyserów „M jak Miłość” Rolanda Rowińskiego „Dancing 4 you in Warsaw”. To offowy projekt, wszyscy aktorzy wystąpili non profit. Tak samo było ze „SkarLans” Pawła Bilskiego. Gram tam Dziunię, żonę gangstera.

GALA: Nie wierzę…

KATARZYNA CICHOPEK: Uwierz, ma białe kozaczki i tipsy. Kiedy jej chłopak bankrutuje, rzuca go i wiąże się z tym, który ma pieniądze. Jako Dziunia przeklinam na potęgę. Aż mi samej czerwieniły się uszy. Boję się, co będzie po montażu (śmiech). Praca przy obu projektach była niezwykłą frajdą, nowym doświadczeniem, nauką. Prawdziwym katharsis. Mam wrażenie, że pewien etap w moim życiu się skończył, potrzebuję jakiegoś nowego źródła inspiracji.

GALA: Jaki etap się skończył?

KATARZYNA CICHOPEK: Dużo z siebie dałam. Prowadziłam „Jak oni śpiewają”, wygrałam „Taniec z gwiazdami”, wymyśliłam projekt „Sexy mama”… Przez pięć lat byłam nieustannie w gazetach, telewizji. Występowałam w zaawansowanej ciąży, wróciłam, kiedy Adaś miał dwa miesiące. Rozmawiałyśmy o teatrze, najbardziej obciążające były nie przygotowania do premiery, ale do starcia: ja kontra krytyka. To wszystko sporo mnie kosztowało. To, że nie ma mnie aż tak dużo w mediach, jest bardzo relaksujące. Nie tylko dla mnie, również dla moich odbiorców.

GALA: Można poczuć się zmęczonym. Od lat odpierasz ataki na siebie.

KATARZYNA CICHOPEK: Właśnie przestaję, uśmiecham się i idę dalej. Przecież nie zamknę się w domu i nie będę płakać.

GALA: Tak kiedyś było?

KATARZYNA CICHOPEK: Bywało. Po urodzeniu dziecka bałam się wyjść na dwór. Mąż szybko ewakuował mnie z Warszawy (śmiech). Kiedy kobieta rodzi dziecko, zmienia się psychicznie, ale też bywa, że fizycznie cierpi. Miałam cesarskie cięcie, ból towarzyszył mi permanentnie przez całe trzy tygodnie. Czułam się bezbronna.

GALA: Rzeczywiście miałaś się czego obawiać?

KATARZYNA CICHOPEK: Nie, to moja wyobraźnia zaczęła pracować w złym kierunku. Pod szpitalem było wielu paparazzi, przestraszyłam się. Te emocje minęły, ale wciąż bardzo chcę chronić swoje dziecko. Ludzie wylewają na mnie żółć, czytam: „Ale ma grube nogi. Gruby tyłek. Pyza”. A jeśli napiszą coś złego o maluchu, któremu ktoś to powtórzy? Niektórych ludzi złe słowo może zamknąć na całe życie, szczególnie dzieci. To mój największy sukces, że pomimo natłoku pracy, jaki miałam, i obciążenia psychicznego, potrafiłam zbudować szczęśliwy dom. To moje zwycięstwo, ostoja. Dziś, kiedy mam mniej pracy, nie wracam do pustego domu i nie załamuję się. Mam poczucie bezpieczeństwa, męża, który mnie wspiera, dziecko witające wielkim uśmiechem. To ważniejsze niż cokolwiek innego. Właśnie wróciliśmy z wakacji na Teneryfie. Uwielbiamy te chwile, wtedy odpoczywamy, rozkoszujemy się sobą.

GALA: W czasach kryzysu związku Ty mówisz: najważniejsza jest rodzina.

 

KATARZYNA CICHOPEK: Widzę wokół, jak często ludzie zatracają się w pracy. Pochłania nas materializm. Tym bardziej wiem, że trzeba inwestować w siebie nawzajem i w dziecko. Im więcej damy mu dziś miłości, czułości, uwagi, tym więcej będziemy mogli otrzymać w przyszłości. Nie wymyśliłam sobie tego, wyniosłam z domu. Rodzice poświęcili się mnie i bratu. Dostaliśmy mnóstwo uczucia. Nie mieliśmy wcale wymyślnych zabawek. Na wakacjach graliśmy w kapsle, strugaliśmy łódki z kory i puszczaliśmy je na morze. Dziś „topię się” w zabawkach Adasia, a on i tak najchętniej bawi się garnkami (śmiech). Przelewa wodę z jednego pojemniczka do drugiego albo łapie krople lecące z kranu.

GALA: Patrzysz na niego i jesteś szczęśliwa. Mówisz: nowy etap, czas przerwy. Myślisz, że łatwo znów znajdziesz próg, z którego mocno się wybijesz?

KATARZYNA CICHOPEK: Spokojnie idąc przed siebie, na pewno na niego nastąpię. Czuję, że coś się zmienia, ludzie mają dość złych wiadomości, wiele gazet zaczyna pisać, że ktoś ładnie wyglądał, coś się komuś udało. Oboje z Krzyśkiem Ibiszem byliśmy krytykowani za to, że dbamy o swoje ciała. A teraz, co drugie zdjęcie, to gwiazda złapana na joggingu, na siłowni, basenie. Może jestem tą osobą, która przeciera szlaki?