GALA: Poprosi mnie Pani do tańca?Uprzedzam, nie potrafię prowadzić.

KATARZYNA GROCHOLA: (cisza)... Taniec. Żydzi mówią, że chwali się Boga śpiewem i tańcem. Teraz ich rozumiem, a śpiewać też nie potrafię.

GALA: To tańczymy? Poprowadzi Pani?

KATARZYNA GROCHOLA: Przestałam umieć to robić. Już nie prowadzę.

GALA: Do tej pory było inaczej.

KATARZYNA GROCHOLA: Całe życie prowadziłam. I co się zapisałam na kurs tańca z jakimś mężczyzną, to ten mnie od razu rzucał.

GALA: Może tańce były za wolne albo muzyka za cicha?

KATARZYNA GROCHOLA: Dwie lekcje i koniec związku.

GALA: Prowadziła Pani tylko mężczyzn?

KATARZYNA GROCHOLA: Wszystkich! Kogo się dało. Zwierzęta, ludzi, kobiety.

GALA: Dlaczego?

KATARZYNA GROCHOLA: Uważałam, że jeśli czegoś sama nie dopilnuję, to się samo nie dopilnuje. Tymczasem świat sobie znakomicie radzi beze mnie. Nareszcie mogę się poddać, bo teraz ktoś mnie prowadzi. Janek Kliment, mój nauczyciel tańca.

GALA: Trudno się poddać, kiedy całe życie wiodło się prym.

KATARZYNA GROCHOLA: Przez dwa tygodnie prób Janek bez ustanku krzyczał i powtarzał: ,,Katka, ja prowadu, Katka, ja prowadu!”. Zrozumiałam, że żartów nie ma.

GALA: Skapitulowała Pani. I jak jest?

KATARZYNA GROCHOLA: Absolutnie rewelacyjnie. Gdybym wiedziała o tym wcześniej, to brałabym udział w każdej edycji ,,Tańca z gwiazdami”.

GALA: Dlaczego znalazła się Pani w tym programie?

KATARZYNA GROCHOLA: Bo teraz jest czas na moje przyjemności.

GALA: ,,I potańczę sobie” – powiedziała Pani.

KATARZYNA GROCHOLA: Tak to ja mówiłam przez 16 lat. Buchnęłam śmiechem, kiedy do mnie zadzwonili z TVN. Przekonana, że są z programu ,,Mamy cię”, śmiałam się przez trzy kolejne dni. Obdzwaniałam wszystkie moje przyjaciółki, które kiedy usłyszały, że miałabym... itd., również wybuchały śmiechem. Nikt nie był poważny.

GALA: Ja również. Ciekawe, dlaczego wszyscy tak bardzo się śmiali?

KATARZYNA GROCHOLA: Myśli pan, że wyśmiewali się ze mnie, a nie śmiali ze mną? W naszym kraju tańczyć, śpiewać, cieszyć się, uprawiać seks, kochać i robić to, co się chce, mogą osoby do 28. roku życia. Szczupłe, młode, wesołe.

GALA: To nie jest kraj dla starych ludzi.

KATARZYNA GROCHOLA: Nasz kraj jest krajem dla ludzi młodych, ślicznych, szczupłych. W każdym razie media taki świat kreują. Śmierć również nie istnieje. To sprzeczne z moją filozofią od zawsze… Niech to będzie kraj dla wszystkich, dla...

GALA: Dojrzewających i dojrzałych.

KATARZYNA GROCHOLA: Każdy czas jest dla nas. Niezależnie od wieku.

GALA: ,,Proszę pana: 50 lat, 70 kg wagi, a na parkiecie siedzę, a nie tańczę” – to z naszej rozmowy telefonicznej.

KATARZYNA GROCHOLA: Dzisiaj, po kilku treningach, jest 68 kg i 46 (cisza), a może nawet 36 lat.

GALA: Pani lubi Katarzynę Grocholę?

KATARZYNA GROCHOLA: Ostatnio za nią przepadam. Zaczynam ją wspierać we wszystkich jej działaniach. Mam do niej stosunek ambiwalentny.

GALA: Za co ją Pani podziwia?

KATARZYNA GROCHOLA: Że wstaje rano i robi coś, do czego nie przywykła. Jest na określoną godzinę gdzieś, codziennie. Nie ma jej w domu dziewięć godzin, a pies i kot nie mogą się nadziwić, co robi ich pani. I za odwagę.

GALA: Koty Potem i Przytul myślą pewnie, że ich właścicielka zwariowała.

KATARZYNA GROCHOLA: Potema już nie ma z nami. A Przytul uważa, że jego właścicielem jest pies Ałgan, którego z kolei wychował kot Zaraz, a nie ja. Ten cholerny Przytul myśli, że to Ałgan o niego dba, kupuje mu jedzenie. Przytul jest kotem psa.

GALA: Ciężkie jest teraz życie z Panią.

KATARZYNA GROCHOLA: Zwierzęta są w szoku, bo robię rzeczy, których do tej pory nie zaznały. Zachowywałam się przyzwoicie. Wstawałam, siadałam w fotelu, zapalałam papierosa i myślałam, jak zacząć ten piękny dzień. To się zmieniło. Teraz biegam po schodach z góry na dół, biegam – podkreślam! Później wsiadam na rowerek i jadę w miejscu z prędkością 21 kilometrów na godzinę przez 15 minut. Pies szczeka, a kot drapie mnie po łydkach.

GALA: O czym Pani myśli, kiedy pedałuje?

KATARZYNA GROCHOLA: Ja nie myślę, tylko trzymam ramę do walca. Mam rozłożone ręce, opuszczone barki. Nogi kołują, a na górze rama. I tylko patrzę, czy wytrzymuję z ramą jedną minutę i dwadzieścia sekund.

GALA: Janek chwali?

KATARZYNA GROCHOLA: On jest najbardziej wspierającym człowiekiem, jakiego w życiu spotkałam.

GALA: Mogłaby się Pani w nim zakochać?

KATARZYNA GROCHOLA: Ja już jestem zakochana.

GALA: Kliment jest zajęty.

KATARZYNA GROCHOLA: Oczywiście, że jest. Jego narzeczona jest o tyle młodsza od niego, ile ja od Janka starsza. Kliment jest zachwycający, bo potrafi być stanowczy i przy tym niezwykle miły, wspierający... Zrobiłam przy nim największe postępy. 250 procent wzrosło moje podnoszenie nogi. Niesamowity progres, od zera do bohatera. Janek powiedział mi, że marzy, aby pokazać światu, że on umie uczyć. Bardzo chcę mu w tym pomóc, ale szanse są niewielkie, bo on wybrał sobie najtrudniejszego ucznia, podczas kiedy ja wybrałam najlepszego nauczyciela.

GALA: Córka zachwycona?

KATARZYNA GROCHOLA: ,,O Jezu, o Jezu... Przepraszam, ale przestaję oglądać telewizję” – rzekła, kiedy jej oznajmiłam, że będę w ,,Tańcu z gwiazdami”.

GALA: Kochana córeczka.

 

KATARZYNA GROCHOLA: Owszem, kochana. Ja ją rozumiem. Również bym się denerwowała, gdyby to ona tańczyła. Choć jest piękna, młoda i zgrabna. I wiedziałabym, że Dorota za wszelką cenę nie chce wygrać. Moja córka wie, że ja nie robię tego dla samochodu.

GALA: Wtrąca się Pani dalej do jej życia?

KATARZYNA GROCHOLA: Już nie. Dzisiaj jest dorosłym człowiekiem z własnym życiem, dzieckiem, ukochanym i kredytem. Ośmielam się czasami powiedzieć: ,,Gdybyś mnie pytała o radę, to chętnie ci jej udzielę”. Kiedyś wtrącałam się ciągle. Byłam niespokojną matką. Im bardziej ingerowałam, tym bardziej ona robiła, co chciała. A ja szalałam. W drugiej klasie szkoły średniej Dorota przestała chodzić do szkoły. Wpadłam wtedy w czarną dziurę, koniec świata. Aż pewien mądry mężczyzna powiedział mi: ,,Daj jej spokój. Niech nie chodzi do tej szkoły. Co się dzieje? Czy świat się zawala, bierze heroinę? Ktoś choruje?”. To wszystko ,,dałam” Judycie w ,,Nigdy w życiu”. Historia mojej córki na szczęście lepiej się skończyła. Dorota wróciła do szkoły. Kiedy jej nauczycielka przyszła do naszego domu porozmawiać, to zaczęła od tego, że jej córka również nie chodziła do szkoły. A dyrektor szkoły Doroty, który po jej nieobecności wprowadzał Dorotę do jej klasy, powiedział ,,Powitajcie nową uczennicę”. Niedawno zauważyłam, że moja córka jest dorosłą osobą, która również potrafi się mną zaopiekować. Potrafi dać mi wsparcie. I słuchamy siebie nawzajem. Nawet jeśli potem każda robi po swojemu.

GALA: Ona jest taka, jak Pani była w jej wieku?

KATARZYNA GROCHOLA: Nie. Jest mądrzejsza i odważniejsza. Ma rodzinę, partnera. ,,Kochany tatusiu, życzę ci wszystkiego najlepszego. Twój ukochany syn” – pisze mój wnuk. Ja byłam samotną, przestraszoną matką, która nie ogarniała tego, co działo się wokół.

GALA: ,,Powiedział mi jeden mądry mężczyna” – mówi Pani. Bywają mądrzy mężczyźni?

KATARZYNA GROCHOLA: Są mądrzy, ale zauważyłam, że są i bardzo słabi. Mają skulone poczucie własnej wartości. Kobiecie trudno jest żyć z takim facetem.

GALA: Dlaczego uczy się Pani grać na pianine?

KATARZYNA GROCHOLA: Żeby zagrać.

GALA: Co?

KATARZYNA GROCHOLA: Najpierw chciałam sonatę „Księżycową” Beethovena, później ,,Adagio” Albinoniego. Gram fatalnie, ponieważ nie nauczyłam się liczyć. W nauce gry na pianinie podstawy są takie: ,,raz i, dwa i, trzy i, cztery i...”. Dopiero po roku to pojęłam. Teraz uczę się liczyć w tańcu. A wie pan, co jest fascynujące?

GALA: Nie wiem.

KATARZYNA GROCHOLA: Że dostałam tak cudownego tancerza. I silnego. Kiedy powiedział trzy razy: ,,Możesz się na mnie oprzeć, nie upuszczę cię, nie bój się!”, ja wreszcie mu zaufałam. A mnie nie jest łatwo utrzymać. Wcześniej mężczyźni mówili mi to samo. Tylko że mnie nie trzymali.

GALA: I bęc.

KATARZYNA GROCHOLA: I bęc.

GALA: Pani tańczy, żeby zagrać swoim ,,byłym” na nosie?

KATARZYNA GROCHOLA: O nie! Byłemu facetowi nie można już niczego pokazać.

GALA:  Dlaczego?

GALA: Tym, co odeszli, jest obojętne, czy dostanę Oscara, zostanę prezydentem, czy w końcu zatańczę. Była kobieta nic już dla nich nie znaczy, nie łudźmy się. Każda, która myśli inaczej, jest w błędzie.

GALA: A sobie coś Pani pokazuje, udowadnia?

KATARZYNA GROCHOLA: Już parę razy to zrobiłam i nie przyniosło spodziewanych rezultatów. Chcę się tylko cieszyć.

GALA: Kobiety będą się w Pani przeglądać jak w lustrze i mówić: ,,Ma 50 lat, a jeszcze fika”.

KATARZYNA GROCHOLA: Mogłoby tak być, ale nie jest to moim celem. Nie mam żadnej misji do spełnienia. Pierwszy raz w życiu. Ale jeśli któraś też będzie tańczyć, bo ja tańczę, to cudownie!

GALA: Lepiej się pisze książki, kiedy noga o 250 procent wyżej unosi się do góry?

KATARZYNA GROCHOLA: Wracam po dziewięciu godzinach do domu i jeszcze siadam do komputera. Mój trener od kręgosłupa i chorych kolan poradził mi, żebym pisała na piłce. Biorę więc tacę, na której stoi laptop, i siadam na wielkiej, kolorowej piłce.

GALA: Dlaczego Pani pisze?

KATARZYNA GROCHOLA: Ku pokrzepieniu serc i siebie. Bo kocham pisać.

GALA: Autobiografię? ...

KATARZYNA GROCHOLA: Nie jestem przecież Tomaszem Mannem. Prawda?

GALA: Przecież Pani sama jest nieustającą autobiografią.

KATARZYNA GROCHOLA: Jak zdradzę teraz, po co piszę, to nikt jej nie przeczyta.

GALA: Bedzie w niej wszystko o Pani?

KATARZYNA GROCHOLA: Czy ja mówiłam, że wszystko napiszę? To jest jedna książka! Żeby było wszystko, to musiałabym stworzyć 24 tomy. Byłabym ,,dłuższa” niż ,,Dzieła zebrane” Lenina.

GALA: Kiedy budzi się Pani rano, to o czym myśli?

KATARZYNA GROCHOLA: Od razu się cieszę.

GALA: A kiedyś?

KATARZYNA GROCHOLA: Byłam w dużo gorszym stanie niż teraz.

GALA: Z jakiego powodu?

KATARZYNA GROCHOLA: W mojej rodzinie działy się smutne rzeczy. Kilka pogrzebów, itd. Nie wiedziałam, czy wolno mi się cieszyć. Dzisiaj już wiem, że wolno.

GALA: Mieszka Pani sama w szesciu pokojach. Pusty, głuchy, cichy dom samotnej pisarki?

KATARZYNA GROCHOLA: Mój dom żyje, jest pełen muzyki i wyłączonego telewizora. Wpadają do mnie sąsiedzi. Przypomniałam sobie, że świetnie gotuję i znajduję czas na to, żeby się spotykać z przyjaciółmi. Świat mi sprzyja.

GALA: Mógłby zamieszkac z Pania Janek Kliment? Przeciez go Pani kocha.

KATARZYNA GROCHOLA: Mężczyzna nie jest rzeczą, którą można sobie zaordynować. Ale ponieważ pyta pan żartem, więc odpowiem, że jego ukochana Lenka oblałaby mnie wtedy kwasem solnym.

GALA: No to inny mezczyzna niech sie do Pani wprowadzi.

 

KATARZYNA GROCHOLA: Nie chodzi o to, żeby u mnie zamieszkał mężczyzna. On ma ze mną mieszkać. Nieważne, czy w kawalerce, w pałacu, czy na barce. Do wspólnego życia bardziej potrzebna jest miłość niż miejsce.

GALA: Co sie wokół zmienia, kiedy nie jest Pani sama?

KATARZYNA GROCHOLA: Świat jest taki sam. Bywałam bardziej sama w związku, niż jestem teraz, jako osoba samotna. Świat jest naprawdę taki, jakim go chcemy widzieć. Dla mnie znowu jest miejscem przyjaznym, dobrym, stałym. Bywa, że jeszcze jeżdżę meblami po domu. Ostatnio kredensem, który waży 300 kilogramów. Wciąż siebie szukam. Bez przerwy. Mieszkanie żyje, jak jest przestawiane. A mężczyźni nie lubią zmian, wolą być zakotwiczeni: stolik po lewej, fotel po prawej.

GALA: Przesuwa Pani kredensy. A góry przenosi?

KATARZYNA GROCHOLA: Oczywiście! I kamienie. Wszystkie, które przez lata zbierałam i rozstawiałam po całym domu – jakieś 800 kilogramów – wywiozłam do ogrodu.

GALA: Mężczyźni się Pani boja?

KATARZYNA GROCHOLA: Trzeba by ich o to zapytać. Ci, którzy mnie kochają, nie boją się, a inni, którym się tylko wydaje, że kochają, mogą się bać.

GALA: Po sukcesie książki ,,Nigdy w zyciu” stała się Pani zamożna. Pieniądze Panią zmieniły?

KATARZYNA GROCHOLA: Marzyłam zawsze o dobrym, wielofunkcyjnym odkurzaczu i samochodzie terenowym. ,,Boże, jakie to proste” – powiedziałam, kiedy je kupiłam.

GALA: A z takim odkurzaczem można tańczyć.

KATARZYNA GROCHOLA: Idealnym partnerem do tańca nie jest odkurzacz, ale mężczyzna, który umie i lubi tańczyć. I poprowadzi kobietę. Natomiast terenowym autem da się zjechać z trasy, wjechać na krawężnik, przeciąć rów i popruć w pola.

GALA: Na manowce. Często Pani tam wjeżdża?

KATARZYNA GROCHOLA: Kiedy zgubię drogę.

GALA: O czym Pani nigdy nie napisze?

KATARZYNA GROCHOLA:  Nie mogę panu powiedzieć tego, czego nie chcę napisać. Ale są takie rzeczy.

GALA: Kiedy Pani ostatnio płakała?

KATARZYNA GROCHOLA: W listopadzie, jeśli dobrze pamiętam. Budziłam się w nocy, a łzy same płynęły mi z oczu. Ale przed tym bardzo długo nie uroniłam kropelki. Nazbierało mi się.

GALA: Chciała Pani kiedyś popełnić samobójstwo?

KATARZYNA GROCHOLA: Chciałam nie żyć. Wstyd mi o tym mówić, bo przeszłam ciężką chorobę nowotworową i miałam nie żyć. A żyję. O tym piszę w „Zielonych drzwiach”.

GALA: Jakie było pierwsze zdanie, które Pani napisała?

KATARZYNA GROCHOLA: Znalazłam list do mamy. Wstrząsający. Jeden fragment panu przytoczę: ,,Byliśmy na dożynkach, było bardzo fajnie, choć jeden pan oblał się benzyną i się podpalił”. Miałam dziewięć lat.

GALA: Czyta Pani innych?

KATARZYNA GROCHOLA: Jak piszę, to nie mogę, bo wchodzą mi do głowy zdania z innych książek. Ze szkodą dla mnie. Nie dlatego, że jestem genialna. Przestaję być Grocholą.

GALA: Gdzie się Pani czuje najmocniej i najpewniej?

KATARZYNA GROCHOLA: Od jakiegoś czasu tam, gdzie jestem. I nie ma jutra.

GALA: Jak to?

KATARZYNA GROCHOLA: Nie ma jutra. Nie czekam. Żyję dzisiaj. Nie tracę ze sobą czasu. Zawsze jestem w swoim towarzystwie. Owszem, czasami i dla mnie jest ono nie do wytrzymania, ale nigdy się nie nudzę.

GALA: A dokąd idziemy po śmierci?

KATARZYNA GROCHOLA: Donikąd. My jesteśmy cały czas. Dusza jest nieśmiertelna.

GALA: Nie pójdzie Pani do diabła?

KATARZYNA GROCHOLA: Niech pan sobie wyobrazi, że nie. Ja będę.