Zmieniłaś nazwisko?

KASIA WARNKE: Nie.

PIOTR STRAMOWSKI: Ja też nie zmieniłem.

KASIA: No właśnie, śmialiśmy się, że może Piotrek powinien zmienić na Warnke…

PIOTR: ...bo łatwiej się wymawia…

KASIA: …za granicą, na przykład (śmiech). Myślę, że kiedy przez lata pracuję na swoje nazwisko jako aktorka, to naturalne, że się z nim identyfikuję. W ogóle nie wiem, z jakiego powodu miałabym
zmieniać swoje nazwisko – tylko dlatego, że jestem kobietą? Wydaje mi się to odebraniem czegoś, pozbawieniem tożsamości, wejściem w jakąś rolę.

A nie weszłaś w inną rolę, biorąc ślub?

KASIA: Nie widzę tego w ten sposób. Owszem, czuję zmianę, bo ta obietnica, którą złożyłam, bardzo się dla mnie liczy. Obiecałam, że będę wierna, że będę oddana, że będę kochała. Obiecałam to w obecności ludzi, którzy są dla mnie ważni.

Co czuliście, wypowiadając słowa małżeńskiej przysięgi?
KASIA: Na początku ta sytuacja mnie rozśmieszyła, bo poczułam się, jakbym uczestniczyła w spektaklu. Zazwyczaj tak wygląda praca aktora: staje na scenie w kostiumie, razem z innymi aktorami, wypowiada obce słowa, przeżywa wzruszenia, jest przy tym obecna widownia.
Próbowałam nawet nawiązać kontakt z moją ślubną „widownią”, puścić oko, ale było to niemożliwe – chyba zbyt absurdalne w tym momencie. Potem spojrzałam w oczy Piotrka i nagle mi przeszło. Znalazłam się w innej rzeczywistości. Poczułam, że to, co istotne, odbywa się tylko między nami.

PIOTR: Było 40 osób, zaprosiliśmy tylko tych, którzy są nam bliscy tu i teraz: przyjaciół, bliską rodzinę. I to się sprawdziło. Życzliwość ludzi, którzy byli z nami tego dnia, była bardzo wspierająca. W moim
przypadku to było bardzo osobiste i nawet nie chcę mówić, co przeżywałem.Zresztą jest pytanie, po co nam… 

KASIA: No właśnie, Piotrek, po co nam ten ślub (śmiech)?

PIOTR: Myślę, że dziś ludzie boją się podejmować takie decyzje. Jesteśmy zachłanni, zbyt szybko się wiążemy, potem równie szybko rozstajemy i to stało się normą. A dla mnie to jest niepokojące. W tym
wszystkim czegoś brakuje. Dlatego zdecydowałem się na to „ustatkowanie”. W pewnym momencie się zatrzymałem, popatrzyłem wokół… Często budujemy małe szczęścia, które do niczego nie prowadzą.
A fajnie mieć jedno, ale istotne. I temu zaufać, i temu się poświęcić. 

I ta deklaracja miłości w obecności innych była Wam do tego potrzebna?

PIOTR: Tak myślę. Ta przysięga wobec ludzi jest znacząca. Zdecydowałem się i czuję, że to dla mnie dobre. Cieszę się, że mam przy sobie kogoś, z kim chcę spędzić resztę swojego życia. To mnie uspokaja. I może to dziwne, co powiem, ale dopiero teraz czuję, że naprawdę żyję, że nie ulegam iluzjom. Ta decyzja, bardzo odpowiedzialna, sprowadza mnie na ziemię i zbliża do jakiejś prawdy.

Dzisiaj ludzie raczej odkładają moment ślubu. Wy postanowiliście wziąć go po dwóch latach bycia razem.

KASIA: Zachłanność na życie, o której mówił Piotrek, jest dojmująca. Sama zdecydowanie wolę jakość od ilości. Potrafię długo czekać na tę jedną jedyną wartościową rzecz. Tak samo jest ze związkami. Za każdym razem liczyłam, że związek, który buduję, będzie trwały, nie zależało mi na nowościach. Nie twierdzę, że jedna relacja przez całe życie to najlepszy układ, bo warto przeżyć kilka związków, żeby mieć porównanie, poznać samego siebie, dojrzeć. Jednak bardzo się już nudziłam, czekając na Piotrka. Miałam dość pierwszych randek, pierwszych wyjść do kina, pierwszych kolacji, tak zwanych motyli w brzuchu. Jestem ciekawa, co jest dalej. Czekam na bardziej wyrafinowane rzeczy. 

I liczysz, że teraz ich doświadczysz.

KASIA: Tak. Zdecydowałam się na małżeństwo z Piotrem, bo żadne z nas nie chce żyć powierzchownie. Czuję, że tylko w długim związku jesteśmy w stanie przeżywać pewne
rzeczy i pewne emocje. Mam przekonanie, że my docieramy do sedna między sobą. 

Piotrze, wymień największą zaletę i wadę Kasi.

PIOTR: Może zacznę od wady (śmiech). Kasia jest bardzo niecierpliwa. Chce wszystko od razu, tu i teraz. A zaleta? To, że zachowała w sobie prawdziwe dziecko. Jest wyczulona na każdy fałsz i zło, kieruje się sercem. Jest nonkonformistką. W przeciwieństwie do mnie.

KASIA: Ty nie jesteś konformistą, tylko często idziesz na kompromis, a to coś zupełnie innego.
Kasiu, a Ty teraz wymień zaletę i wadę Piotra.

KASIA: Zaleta: Piotr kocha ludzi, sprawia, że dobrze się czują w jego towarzystwie, otwiera ich i pociąga za sobą. A wada: bywa leniwy.

Pamiętacie ten moment, kiedy poczuliście, że chcecie wziąć ślub?

KASIA: To było chyba wtedy, kiedy Piotr mi się oświadczył. 

PIOTR: Zaręczyny były romantycznym impulsem. Totalny spontan.

KASIA: Trochę się wtedy asekurowałam, powiedziałam: „Super, że się zaręczyliśmy, ale nie bierzmy tego tak strasznie serio, nie myślmy na razie o ślubie”. 

I co dalej?

KASIA: I minął rok. Piotrek oświadczał mi się jeszcze kilka razy (śmiech), aż w końcu zgodziłam się na ślub.

PIOTR: Zaskoczyła mnie ilość emocji, jaka wiąże się z tym wydarzeniem. Największą kłótnię w naszym życiu zaliczyliśmy tydzień przed ślubem.

KASIA: Dzień przed też się pokłóciliśmy…

PIOTR: Nie byliśmy w stanie zidentyfikować swoich emocji. W końcu stwierdziłem, że to nerwy. Kaśka chyba też tak do tego podeszła. I mimo że wrzeszczeliśmy na siebie jak głupi, oboje wiedzieliśmy,
że to nic nie znaczy. Te kłótnie uświadomiły mi, jak ważnym wydarzeniem w naszym życiu był ślub.

KASIA: Zresztą powiedzieliśmy sobie jasno, że to nie jest nieodwołalne. Takie podejście zmusza, żeby dbać o związek i wciąż się starać. 

No właśnie. Co dla Was znaczy idealne małżeństwo?

PIOTR: Idealne małżeństwo jest dla mnie w tej chwili. Jestem szczęśliwy. Pragnąłem bezwzględnie czegoś nieuchwytnego. Wiesz, co to jest umami? Japończycy mówią na to „piąty smak”. To tworzy doskonałość potrawy. Tego smaku szukałem w miłości i znalazłem.

KASIA: Piotrek jest bardzo romantyczny. To ja będę bardziej praktyczna. Myślę, że dobre małżeństwo polega na tym, że rola, jaką w nim pełnimy, nie jest narzucona z góry, tylko jest naszym wyborem. Jeśli
wchodzimy w jakąś rolę, to tylko dlatego, że tego chcemy. Tak jak na naszym zdjęciu na okładce, które trochę jest żartem z tych tradycyjnych klisz: rozanielona, łagodna kobieta, skulona i wspierająca się na ramieniu mężczyzny patrzącego groźnie, spod byka, rozpartego swobodnie na krześle… (śmiech). Dla nas to zdjęcie jest trochę z przymrużeniem oka, jest pewną konwencją. Ale nie chcemy, żeby nasze
małżeństwo było realizacją konwencji. Wiąże się to z wyemancypowaniem, z uświadomieniem sobie, że związek tworzą dwie różne i równe sobie osobowości. A na to, kim będziemy dla siebie, po prostu
się umawiamy. I jeśli gotuję, to tylko dlatego, że tego chcę i lubię, a nie, że tak wypada czy że powinnam. Po prostu tak układamy sobie nasze życie, żeby było przyjemne, żeby każde z nas mogło się swobodnie rozwijać. Nasze partnerstwo polega na tym, że się uzupełniamy.

W jaki więc sposób uzupełniacie się w małżeństwie?

KASIA: Piotrek się szybko wzrusza. Jest bardziej komunikatywny, cieplejszy w relacjach z ludźmi. Cierpliwy. Za to ja jestem porywcza, mam bardziej analityczny umysł. I jestem bardzo waleczna. Jako kobieta byłam i jestem zmuszona walczyć o swoją niezależność, równe traktowanie, szacunek. Piotrek pokazuje mi, że czasami wystarczy zająć właściwą pozycję, po prostu sięgnąć po to, co mi się należy, po to, czego pragnę, bez konieczności walki. Że spokój daje prawdziwą siłę. Nauczyłam się też dzięki niemu prosić o pomoc, szukać wsparcia.

PIOTR: Kasia imponuje mi bardzo swoją wiedzą. Dzięki niej dotknąłem sfer, które były dla mnie wcześniej niedostępne. W szkole nie byłem prymusem, nie lubiłem się uczyć. Nie pasowałem do systemu, przez co pewnie wiele rzeczy mi umknęło. Dzięki Kasi odkrywam nowe przestrzenie
sztuki, literatury – inspirują mnie jej wybory. Zakochaliście się w sobie na planie filmu „W spirali”, w którym zagraliście parę. Wiecie już, że aktorom trudniej utrzymać związek. Macie to przegadane? 

PIOTR: Tak, zawód aktora jest trudny pod tym względem. Łatwo puścić emocje i czekać, aż coś się wydarzy. Nasze uczucie urodziło się na planie. Od razu jak tylko skończyliśmy zdjęcia, zadałem sobie pytanie: a dlaczego nie może się to nam zdarzyć znowu z kimś innym? Ta myśl mnie przerażała.
Dużo nad tym myślałem, czuję, że przerobiłem temat, i już się nie boję. 

KASIA: Myślę, że trzeba się trochę bać. Możesz spotkać na planie naprawdę fascynujących ludzi.

PIOTR: Jak w życiu.

KASIA: Ale w życiu nie całujesz się z innymi partnerami, w dodatku mając na to publiczne przyzwolenie.

To Ty, Kasiu, powiedziałaś, że grając zakochaną kobietę, naprawdę musisz się trochę zakochać.

KASIA: Tak, to prawda. Ale trzeba się zakochać tylko na czas, kiedy pracuje kamera. A potem się odkochać (śmiech). To trudne, ale wykonalne.

PIOTR: W aktorach jest pokusa, żeby przedłużać ten moment. Często to obserwuję. Bo ten czas niewinnego, ale przede wszystkim legalnego, usprawiedliwionego romansu jest bardzo przyjemny. Dlatego cieszę się, że mamy to przepracowane. Zazdrość też macie przepracowaną?

KASIA: Niezupełnie…

PIOTR: Myślę, że do końca nie da się jej przepracować.

KASIA: Dobra, oboje jesteśmy o siebie zazdrośni.

PIOTR: Ale najważniejsze, że możemy o tym pogadać. Jak o wszystkim zresztą (śmiech). 

Za chwilę znów zagracie razem w serialu „Na noże”…

PIOTR: Tak, gramy w jednym serialu, ale nie spotykamy się na planie. 

KASIA: Gram gwiazdę. Piosenkarkę, która wszystkich uwodzi, taki ma styl. Sama jestem ciekawa, jak to się rozwinie.

PIOTR: Ja gram szefa kuchni. A bohaterka Kasi chodzi do konkurencyjnej restauracji, co mnie bardzo wkurza (śmiech).

Czy po ślubie myślicie o sobie bardziej jak o małżeństwie czy jak o rodzinie?

PIOTR: Ja zawsze działam intuicyjnie – podskórnie czuję, że tak, że właśnie powstała rodzina.

KASIA: Więzy krwi to coś niepodważalnego. Lubię moją rodzinę, tworzą ją bardzo oddani i radośni ludzie. Umiemy miło razem spędzić czas, a kiedy coś się dzieje trudnego, mamy w sobie oparcie.
Ale nie jestem zbyt rodzinna w tradycyjnym znaczeniu. Może dlatego, że wyjechałam z Grudziądza, mając 19 lat. Nieczęsto tam wracam, bo ciężko mi wyrywać się z intensywnego życia w Warszawie.
Dlatego w pewnym sensie rodzinę tworzymy z naszymi przyjaciółmi. Wiem, że z Piotrkiem budujemy wspólnie coś nowego.

Czy to, że Kasia jest o dziesięć lat starsza, było kiedykolwiek tematem…

KASIA I PIOTR: Było.

PIOTR: Nie spodziewaliśmy się tego zupełnie, bo sami nigdy nie postrzegaliśmy tego jako problemu czy nawet tematu do dyskusji. Bardziej otoczenie nas do tego zmusiło…

KASIA: Zaczęły się komentarze, pytania. I siłą rzeczy sami zaczęliśmy się zastanawiać, że może to jednak jest jakiś problem… Przychodziły mi takie myśli do głowy: „No nie, to jest jednak dziesięć
lat. Co ja sobie wyobrażałam?”.

I?

KASIA: I znów jak zwykle zaczęliśmy otwarcie o tym rozmawiać.

PIOTR: Nie lubimy zamiatać pod dywan.

KASIA: Zastanawialiśmy się nad ewentualnymi problemami. Oczywistym jest biologia
– jeśli chcemy mieć dzieci, musimy się zdecydować w najbliższym czasie. Dużo rozmawialiśmy. I muszę przyznać, że to były jedne z naszych najciekawszych rozmów. Piotrek jednak długo nie mógł
zrozumieć, dlaczego sprawa wieku tak bardzo mnie dotyka.

A dlaczego tak Cię dotykała?

KASIA: Bo poczułam się naznaczona, wręcz stygmatyzowana. Gdyby to Piotrek był starszy, oczywiście nie byłoby tematu, a nawet byłoby to pożądane. Dlatego spróbowałam odwrócić sytuację. Powiedziałam Piotrkowi, żeby wyobraził sobie, że ktoś mówi do mnie: „Z kim ty się wiążesz? Przecież ten facet jest przed trzydziestką, nie jest stabilny, jeszcze niczego nie osiągnął. To nie jest dobra inwestycja”. Mocne!

KASIA: Tak, Piotrek zrozumiał wtedy okrucieństwo takich komentarzy. Praktyczne rozpatrywanie powodów do związania się z drugim człowiekiem, szczególnie przez osoby trzecie, wydaje mi się
niestosowne.

PIOTR: Na szczęście mamy ten problem za sobą. Mam wrażenie, że tworzymy z Kasią nowy rodzaj związku. Jakość naszej relacji buduje przede wszystkim to, że jestem feministą. Mówię serio.
KASIA: Sami tworzymy zasady naszego małżeństwa. Wydaje mi się, że podstawowe jest zadawanie pytania, co jest tej drugiej stronie potrzebne do szczęścia i czy możemy coś w tej sprawie zrobić. Istotna jest chyba wzajemność, bo każdy rodzaj nierówności powoduje cierpienie. 

Czego – oprócz miłości – życzyć Wam na nowej drodze?

PIOTR: Powodzenia na planach filmowych! Tym razem pracujemy osobno. Jesień będzie dla nas intensywna.

KASIA: Zdrowia i ciekawego życia!