Katarzyna Warnke od dziecka kształtowała w sobie poczucie indywidualności. Pomagali jej w tym rodzice – wierzyli, że decyzja o wyborze ścieżki zawodowej jest słuszna i warto ją wspierać. Lubi stawiać na swoim, ale też umie słuchać innych. Zanim zdobyła popularność dzięki rolom w filmach w reżyserii Patryka Vegi, przez 15 lat była związana m.in. z teatrami w Krakowie, Warszawie i Wrocławiu. Grała w spektaklach Krystiana Lupy, Michała Borczucha, Jana Klaty czy Grzegorza Jarzyny. Ma łatwość dopasowywania się do nowych ról. Mówi, że aktorstwo, jakie chce uprawiać, polega na przemianie, dla której punktem wyjścia jest emocjonalność. Wierzy, że każdy nosi w sobie zalążki wielu osobowości. Dlatego potrafi być uwodzicielska, bardzo kobieca („Ach śpij kochanie”), słodka i przerysowana („Kobiety mafii”), a także tajemnicza jak Andżelika, postać, w którą wciela się w nowym serialu TVN „Chyłka” na podstawie prozy Remigiusza Mroza. Warnke gra w nim przyjaciółkę tytułowej bohaterki Joanny Chyłki, prawniczki, do której zwraca się o pomoc, gdy zostaje podejrzana o uprowadzenie własnego dziecka.

Świadomie wykorzystuje swoją urodę. Chcę być seksowna, ale nie wulgarna. Nie maluję się mocno, bo wydaje mi się, że kobieta jest interesująca, gdy pozostaje bliżej natury, mówi. Lubi czuć się atrakcyjna (dużo ćwiczy, ostatnio MMA, zdrowo się odżywia), ale chce się też wyrażać poprzez osobowość i intelekt. Stereotypy na tym polu są bardzo silne: albo jesteś seksowna, albo mądra. Połączenie urody i intelektu wydaje się groźne, dodaje. Może dlatego w środowisku dziennikarzy krążą o niej legendy – najczęściej przewijającymi się określeniami są: niedostępna, tajemnicza, dziwna. Przeglądam jej Instagram – zabawne wpisy, filmiki, na których się uśmiecha, wchodzi w interakcję ze swoimi obserwatorami. W odważnych sesjach chętnie pozuje ze swoim mężem Piotrem Stramowskim, również aktorem, którego poznała trzy lat temu na planie filmu „W spirali”, i od tego momentu uchodzą za jedną z najciekawszych par polskiego show-biznesu.

Nie daję wiary plotkom, które powtarzają koledzy i koleżanki. Dzwonię. Odmawia. Zwodzi przez kilka tygodni. Czyli jednak mieli rację? Nie. Potem, gdy już się spotykamy, tłumaczy, że to nie jej kaprysy czy zła wola. Po prostu do każdej rozmowy podchodzi profesjonalnie, stara się być uważna i maksymalnie skupiona na tym, co mówi. Bo słowo – i mówione, i pisane – jest dla niej bardzo ważne.

Klasyczny wywiad? Proszę, nie! Ułóżmy alfabet, zagrajmy w skojarzenia, to będzie ciekawsze - przekonuje. I się nie myli.

Alfabet Katarzyny Warnke

A jak artystka

Długo miałam w sobie dużo nieśmiałości w stosunku do tego słowa, ale dziś to określenie jest mi bliskie. Czuję się artystką, bo jestem aktorką, zajmowałam się też reżyserią, pisaniem tekstów piosenek, muzyką, scenografią. Interesują mnie różne media i przestrzenie
twórczości, które umożliwiają wyrażenie siebie, opowiadanie własnym językiem o świecie. A to dla mnie bardzo ważne.

B jak brawura

Lubię czuć, że żyję, i podejmować trudne wyzwania. Lubię też poznawać nowe miejsca, ludzi. Lubię iść w nieznane, przepłynąć jezioro samotnie, zjechać na nartach najtrudniejszym szlakiem, zaskakiwać samą siebie. Nie znoszę stagnacji.

C jak "Casanova"

Film Felliniego z Donaldem Sutherlandem w roli tytułowej – to chyba najdziwniejszy casting świata! Otworzył dla mnie zupełnie nową perspektywę patrzenia na zjawisko, jakim jest casanova. Sutherland nie był ani piękny, ani przystojny, ani niepokojący. Był zbyt
wysoki, miał wielki nos, naiwne błękitne oczy i... był uzależniony od swoich perwersji, które prowadziły go przez
radosne przygody aż do melancholii oraz znużenia. To bardzo mądre spojrzenie. I jednocześnie wdzięczna, urocza historia, w przeciwieństwie do poruszającego „Wstydu” z niesamowitą rolą Michaela Fassbendera – tak różne filmy na właściwie ten sam temat...

D jak David Bowie

Dla mnie najważniejsza ikona popkultury, w pewnym sensie dzieło sztuki. Uwielbiam jego głos, styl, poczucie humoru. Postać Bowiego mówi światu: „To ja jestem panem kreacji, jestem twórcą i tworzywem i nie dam się zamknąć w żadnej z szufladek”. Uwielbiam jego migotliwą genderowość i surrealizm osobowości.

E jak ekran

I sale kinowe. Te stare i te nowe. W ekranie jest coś magicznego, jakby był przejściem do innego świata. Wydaje mi się, że w pewnym sensie film wyświetla nam się w głowie przez całe życie, zarówno na jawie, jak i we śnie. Ale tylko w kinie odbywa się to w tak przyjemnej, bezpiecznej atmosferze. Utożsamiamy się z bohaterami, przeżywamy silne emocje, a jednocześnie siedzimy w cieple, w ciemnej sali, anonimowi. Kiedy zapala się światło, można powiedzieć: „To był tylko film...”.

F jak „Ferdynand Wspaniały”

Książka dla dzieci autorstwa L.J. Kerna i film animowany na dobranoc, jedna z moich ulubionych bajek. Melancholijne usposobienie psa w meloniku i elegancka kreska, którą go rysowano, były dla mnie fascynujące. Ferdynand chciał zostać człowiekiem i śnił o tym. Może dlatego stał mi się bliski? Dzieci też próbują „zostać człowiekiem”, chociaż zupełnie niepotrzebnie, bo już są ludźmi w pełnym wymiarze, o czym
świat niestety często zapomina.

G jak gracja

Albo inaczej wdzięk, czyli tajemnica kobiecości, przynajmniej w moim poczuciu. Lubię obserwować kobiety, które go posiadają. Myślę, że to stanowi w gruncie rzeczy o tym, czy nazwiemy kobietę piękną. To coś lekkiego w ruchu, gestach, emanacja, która sprawia, że zwracamy uwagę na czyjąś urodę.

H jak holender

Przekleństwo, które właściwie nim już nie jest i można sobie zawsze i wszędzie na nie pozwolić. Wychodzi z użycia, choć było popularne, kiedy byłam mała. Pochodzi od Latającego Holendra, czyli legendarnego statku widmo, który przynosi nieszczęście.

I jak inwestycja

Co prawda nie znam się na funduszach, lokowaniu kapitału, a już najmniej na oszczędzaniu, jednak bardzo
lubię to słowo. Szczególnie jeśli użyjemy go w kontekście zdrowia, przyszłości, relacji czy rozwoju osobistego. Kiedy się w te sprawy inwestuje, czas jest naszym sprzymierzeńcem.

J jak Jagger

Mick Jagger – rock and roll w formie, która najbardziej mi odpowiada, bo Mick mimo ściśle rockowego stylu życia nadal żyje i ma się świetnie. Dla mnie szczególnie wartościowe są stare dokumenty o Rolling Stonesach i wywiady z nimi. Nie poddają się kategoryzacji i nie pozbawiają się niezależności i wolnej ekspresji. Z ust Jaggera nigdy nie znika szelmowski, bezczelny uśmiech. I jak on to robi?

K jak Katarzyna

Imię, które wybrała mi mama, żebym była silna. Pochodzi od greckiego „katharós”, co oznacza czysta, dziewicza, bez skazy, ale też „kátharsis”, czyli uwolnienie od cierpienia, stłumionych emocji przez wstrząs doznawany przez aktorów i widzów, następujący po zakończeniu przedstawienia w antycznym teatrze greckim. Bardzo lubię to imię, ma piękne zdrobnienia. Dzięki, mamo!

L jak „Love”

Album The Beatles wydany w 2006 roku. Nie zawiera premierowego materiału, ale miksy George’a i Gilesa Martinów. Płyta, która jest podróżą w inny stan świadomości. Ma nowoczesne brzmienie i wszystkie dźwięki, za które kochamy Beatlesów. Pełna pozytywnej
energii, na co zresztą tytuł wskazuje.

Ł jak ładnie

Nie znoszę tego słowa. Wyparło „piękno”, które jest trudniejsze i mieści w sobie nieoczywistości, a nawet i brzydotę. Do kontemplacji piękna potrzeba atencji i skupienia, czasu, wrażliwości, natomiast „ładnie” jest niewymagające. „Ładnie” to dla mnie znaczy przeciętnie
i nijako. W związku z tym, że jest łatwe w odbiorze, stępia naszą wrażliwość. Nie potrzebuję go.

M jak mama

Najważniejsza, ta która daje życie. Ta, za którą wciąż tęsknimy, i ta, z którą wciąż się kłócimy. Ta, która wie o nas wszystko, choć wcale wszystkiego jej nie chcemy mówić. Ta, której pochwała znaczy najwięcej, a dezaprobata załamuje. Ta, która słucha i czeka. Kochana.

N jak Nowy Jork

Miasto, do którego wciąż chce mi się wracać po inspirację i łyk powietrza o dzikim zapachu. Pępek świata, wszystko, co intensywne, do niego dąży i w nim się miesza. W Nowym Jorku jestem wolna, bo czuję przestrzeń i ogromne możliwości. Sam jego pęd jest wyzwaniem.

O jak obsada

Każda rola to dla mnie budowanie odrębnego świata. Teraz żyję w pewnej schizofrenii, bo równolegle rozpoczęłam
dwa plany: „Kobiety mafii 2” Vegi i serial TVN „Chyłka” w reżyserii Łukasza Palkowskiego. Te postaci są tak różne jak ogień i woda. Anka – ekstrawertyczna, infantylna, zabawna, ekscentryczna, a Andżelika – tajemnicza, introwertyczna, inteligentna, głęboka i ponura. To niezłe wyzwanie!

P jak przyroda

Kocham naturę i czuję z nią ścisły związek. Najlepiej odpoczywam na samotnych spacerach po lesie albo nad brzegiem morza. Przyroda nigdy mnie nie przytłacza, a zawsze odżywia, jest moim natchnieniem.

R jak relacje

Lubię wiedzieć, na czym stoję w relacjach z ludźmi, dlatego staram się je porządkować i o nie dbać. Mam wąskie grono przyjaciół, z którymi uwielbiam się bawić i na których mogę polegać. I to dzięki nim moje życie ma sens.


S jak Stary Teatr w Krakowie

Byłam jego aktorką przez pięć lat, zaraz po szkole teatralnej. Można powiedzieć, że nauczyłam się tam wszystkiego, co istotne w moim zawodzie: szacunku do sceny, tekstu, odpowiedzialności, wyobraźni i techniki aktorskiej. Od wspaniałych aktorów, jak Krzysztof Globisz, Jerzy Trela, Jan Peszek, i reżyserów – Krystiana Lupy, Mikołaja Grabowskiego, Michała Borczucha. Miejsce, do którego czuję niezwykły sentyment.

T jak teatr

Przez długo czas w moim życiu liczył się tylko On. Najpierw Stary Teatr, potem TR Warszawa – razem jakieś 15 lat, bo zaczęłam grać na deskach teatralnych już na drugim roku PWST w Krakowie. Mogę powiedzieć, że jestem spełniona teatralnie: pracowałam z najlepszymi twórcami, jeździłam z przedstawieniami po całym świecie, odwiedzając najważniejsze festiwale międzynarodowe. Tera zjego miejsce zajęło kino.

U jak uleganie emocjom

To naturalna sprawa. Jednocześnie zarządzanie tym kapitałem – najtrudniejsza i najważniejsza praca w życiu. I nigdy się nie kończy. Jesteśmy ograniczeni w odbieraniu świata. Nie ma jednej prawdy, jest ich wiele, tak wiele jak osobistych perspektyw ludzi. Trudno się w tym połapać, a najtrudniej usłyszeć w tym chaosie siebie.

Dlatego cenię ciszę, wyłączony telefon i chwile sam na sam. Żeby potem znowu z radością wracać do świata i się nim zachwycać.

V jak Vega

Lubię Patryka Vegę i lubię z nim pracować. Dla niego jednocześnie liczą się tempo i jakość. Vega dociera do szerokiej widowni, dzięki niemu stałam się popularna i właśnie dlatego staram się uprawiać w jego filmach aktorstwo na najwyższym możliwym dla mnie poziomie.
Dostaję różne zadania, od wybitnie dramatycznych, jak w „Botoksie”, po komiczne, jak w „Kobietach mafii”. Wszystkie są dla mnie dużym wyzwaniem.

W jak wartości

Wyniosłam je z domu, dar od rodziców. To dla mnie oparcie, taka życiowa busola. Pozwalają mi być niezależną od tymczasowych zjawisk, złudnych wrażeń i ludzi, którym nie warto ufać. Wartości chronią moją wrażliwość, sprawiają, że poruszam się w życiu w konkretnym kierunku, pozostając sobą.

Y jak yeti

Czyli obce stworzenie, dziwne i samotnicze.

Od zawsze czułam się „inna”, nie umiałam albo nie chciałam dostosować się do grupy, do większości, byłam zawsze samodzielna, chodziłam własnymi ścieżkami. Próbowano mi nieraz wmówić, że to wada i że muszę z tym coś zrobić. Na szczęście nie dałam się przekonać.

Z jak złość

Dopiero niedawno ją doceniłam. To ważny sygnał i już go nie ignoruję. Co z tym zrobię, to inna rzecz. Nie zawsze wypada kopnąć albo nakrzyczeć. Albo po prostu nie warto. Ale warto pójść na trening MMA i tam pokopać. Sport to zdrowie.