Kayah dopiero teraz, po wielu latach opowiedziała o swojej walce z bardzo dziwną i trudną do zakwalifikowania chorobą. Piosenkarka w jednym z ostatnich wywiadów przyznała, że kilkanaście lat temu lekarze podejrzewali u niej białaczkę. Specjaliści, z którymi się spotykała, mówili jej wprost, że choroba, z którą się mierzy, może być nawet śmiertelna. Wydarzenia te miały miejsce dokładnie 13 lat temu. Artystka zdecydowała się jednak opowiedzieć o nich dopiero teraz, co uczyniła na łamach miesięcznika "Uroda życia". Co dokładnie powiedziała o jej dziwnej przypadłości? Jak się bowiem z czasem okazało, mimo wstępnej diagnozy, w dalszym toku badań lekarze nie potrafili do końca określić, co jej tan na prawdę dolegało....

Kayah o swojej tajemniczej chorobie

Podejrzewano u mnie ten typ choroby, który nie kwalifikuje się do przeszczepu. To było 13 lat temu, Roch już chodził do szkoły. Tak bardzo cierpiałam, że nie mogłam patrzeć na kwiaty w doniczkach, bo myślałam: „dlaczego one rosną, rozkwitają, a  ja mam umrzeć?” Zrobiono mi specjalistyczne badania. Wczesne wyniki nie dawały nadziei…

Jak się okazuje, Kayah przestała wówczas wierzyć w medycynę konwencjonalną i postanowiła udać się po pomoc do szamana, który – mimo jej zaskoczenia – w magiczny sposób pomógł jej uporać się z chorobą:

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała metod niekonwencjonalnych. Ktoś namówił mnie na kontakt z szeptuchą, ktoś inny zawiózł do Senegalu, do szamana… Nie umiem powiedzieć, co się stało. W każdym razie nie umarłam. Po kilku miesiącach wyniki krwi się poprawiły  – podsumowała Kayah.

Myślicie, że gwieździe faktycznie pomogła wizyta u szamana? A może rezultat przynosiły wówczas zwolnienie tempa, skupienie się na sobie i rodzinie, zdrowa dieta oraz odsunięcie się od stresów codzienności?