GALA: Dziewczyny, co do siebie nawzajem czujecie?

KAYAH: Ja Monikę podziwiam!

MONIKA OLEJNIK: A ja Kayah uwielbiam!

KAYAH: W Monice niesamowite jest to, że umie połączyć bycie atrakcyjną kobietą z wiedzą i charyzmą. No i ma świetny gust.

MONIKA OLEJNIK: A mnie bardzo podoba się to, że Kayah nie dość, że sama jest fantastyczną piosenkarką, autorką tekstów, bardzo kreatywną artystką, to jeszcze ma czas i serce, żeby kreować nowych twórców. Imponuje mi tym, że nie zazdrości nikomu talentu. To niesamowite, że ma jeszcze siłę zabiegać o karierę innych. W dzisiejszych czasach to jest bardzo rzadkie.

GALA: Pamiętacie Wasze pierwsze spotkanie?

KAYAH: Ja Moniki trochę się bałam. Myślałam, że jest surową babką.

MONIKA OLEJNIK: Kayah, nie bójmy się tego określenia! Myślałaś, że jestem jędzą! Spotkałyśmy się przez mojego narzeczonego Tomka. Wystąpiłaś w jego programie.

KAYAH: Właściwie do dziś Tomek jest takim łącznikiem między nami. Potrafi umówić nas na śniadanie o 8 rano.

MONIKA OLEJNIK: Pod warunkiem, że to jest ten dzień, w którym nie mam programu porannego. Pamiętam też, jak na początku naszej przyjaźni wysłałaś do mnie SMS-a, że zbierasz grupę dziewczyn na wspólny wyjazd wakacyjny.

KAYAH: To były dawne czasy! Jak ja bym chciała, żeby wróciły! Zrobiłam się obrzydliwie stateczna.

GALA: Dałyście sobie coś ważnego emocjonalnie?

KAYAH: Z kumplostwa niekoniecznie trzeba mieć korzyści. Ale przebywając z kimś tak niesamowitym jak Monika, można się dobrze poczuć. Jestem dumna z jej bezkompromisowości, wyznacza mi bowiem ścieżkę, jaką chadza odwaga. Jestem dumna, że Monika darzy mnie sympatią. Przecież wcale nie jest łatwo o twoją sympatię, prawda? Wiedzą o tym co poniektórzy!

MONIKA OLEJNIK: Kayah dużo mi dała poprzez swoją muzykę i świetne teksty. Jest prawdziwą artystką.

GALA: A co lubicie razem robić?

KAYAH i MONIKA (razem): Jak to co? Zakupy!!!

MONIKA OLEJNIK: Oczywiście spotykamy się w księgarni… A wiesz, że zamknęli nasz ulubiony butik w Paryżu?

KAYAH: Monika ostatnio zadzwoniła do mnie i mówi: „Kupiłaś moją sukienkę!”. Upatrzyła ją sobie w Paryżu, ale ja byłam pierwsza. Ale mogę ci pożyczyć spódnicę od Gaultiera. Chcesz?

MONIKA OLEJNIK: A ja ci pożyczę tę szeroką od Miu Miu.

KAYAH: Cudownie byłoby sobie tak rzeczy pożyczać, tym bardziej że w naszym wykonaniu często żyją tylko raz. Już media się o to starają (śmiech). Pamiętasz, jak na Balu Dziennikarzy wystąpiłyśmy w identycznych sukienkach? Okazało się, że kupujemy w tych samych butikach, nawet jeśli one są w innych częściach świata. Ale jeśli mam poważnie powiedzieć, co chciałabym robić razem z Moniką, to zwiedzić Włochy. Ona jest znawczynią Italii. Być z tobą w Toskanii to moje marzenie.

MONIKA OLEJNIK: A ja bym chciała z tobą odwiedzić Nowy Jork.

KAYAH: Tylko? (śmiech). No to jedźmy!

GALA: Arystoteles twierdził, że przyjaźń to taka cnota, która służy i przyjemności, i użyteczności.

MONIKA OLEJNIK: Rzeczywiście w przyjaźni użyteczność miesza się z przyjemnością. Bo to, że można się komuś wyżalić, wyspowiadać, poradzić, jest zarówno przyjemne, jak i cenne w każdej sytuacji.

KAYAH: Nie traktuję Moniki użytkowo. Nie napadam jej. Raczej szukam przyjemności w kontakcie z nią.

GALA: Psychologowie twierdzą, że potrzebujemy przyjaciół, bo oni podnoszą naszą samoocenę. Łudzimy się bowiem, że są to ludzie, którzy nas dobrze znają.

MONIKA OLEJNIK: Nikt siebie dobrze nie zna. Ale rzeczywiście jest taki typ przyjaciółek, które przez kontakt z nami poprawiają sobie samoocenę. Np. opowiadają tylko o sobie. I nie zadadzą sobie trudu, żeby spytać, co u mnie. Miałam taką przyjaciółkę. Byłam dla niej tylko lustrem. Zakończyłam tę przyjaźń.

KAYAH: Najgorsze jest to, że kiedy mówimy o powodach naszej miłości czy przyjaźni, często zaznaczamy – kocham tę osobę, bo sprawia, że czuję się tak i tak, a nie dla niej samej. To przecież ego.

GALA: Pamiętacie swoje przyjaciółki z dzieciństwa?

MONIKA OLEJNIK: Oczywiście! Z Basią i Manią wystawałyśmy w budce telefonicznej na Saskiej Kępie i wydzwaniałyśmy do chłopaków. Nic tak nie łączy. Do Mani wpadałam przed lekcajami i pożyczałam szpanerską kurtkę wranglerowską jej brata.

KAYAH: Ja miałam w Białymstoku trzy przyjaciółki. Dwie z nich były Cygankami. Trzecia to Justyna. Ale najważniejsza była warszawska i szkolna – Ika. Kochałam ją tak zaborczą miłością, że potrafiłam leżeć u niej na wycieraczce i pukać do jej drzwi, nie wierząc, że jej nie ma, tylko węsząc zdradę. Straszne. Myślę, że przyjaźń ze mną musiała być trudna. Z czasem oduczyłam się takiej zaborczości.

GALA: I już nie przeżywacie zazdrości o przyjaciółki?

MONIKA OLEJNIK: Z tego się na szczęście wyrasta.

GALA: A można przyjaźnić się z byłymi partnerami?

MONIKA OLEJNIK: À propos „byłych”. Wiesz, że ostatnio bawiłam się z twoim byłym mężem?

KAYAH: Mówił mi. I jak było?

MONIKA OLEJNIK: Świetnie.

KAYAH: Monika, ja cię zabiję! Plotkowaliście na mój temat?

MONIKA OLEJNIK: Nie! Mówiłam jedynie, jak bardzo cię podziwiam...

KAYAH: ...ale Rinke najwidoczniej lubi blondynki.

MONIKA OLEJNIK: Moim zdaniem on cię kocha.

 

KAYAH: Są związki emocjonalne, które są nierozerwalne. Szczególnie, gdy dwoje ludzi łączy dziecko. Między nami zawsze będzie niewidoczna nić. Mimo pewnego żalu lub niespełnienia jest więź.

GALA: Niesamowite, bo Rinke mówi to samo: że zawsze będziesz najważniejszą kobietą jego życia.

KAYAH: Wiem, że zawsze będę się czuła odpowiedzialna za Rinkego. Wiem, że Roch go bardzo kocha. I mimo różnych moich zawiedzionych nadziei nie mogę zapomnieć, że Rinke jest genialnym ojcem i przez pierwszy rok bardzo mi pomagał. Bez jego pomocy jako matka nie dałabym sobie rady.

MONIKA OLEJNIK: Ja też uważam, że należy się przyjaźnić z byłymi partnerami. A szczególnie, gdy są dzieci. Bo wtedy po prostu łatwiej przeżyć rozstanie. Pozostając w relacji przyjaźni, zapewnia się dziecku poczucie bezpieczeństwa. Ja przyjaźnię się z ojcem mojego dziecka, Grzegorzem Wasowskim. To jest uroczy facet i bardzo dowcipny.

KAYAH: Mamy tak dobre relacje z naszymi byłymi, że aż współczuję ich nowym żonom...

GALA: Jak się w Waszym życiu dzieje coś złego, to dzwonicie do przyjaciółki czy do partnera?

KAYAH: Raczej do przyjaciółki. Uważam, że między kobietami jest specjalna relacja...

MONIKA OLEJNIK: ...nazwałabym ją siostrzaną. Czasami wzdychamy z koleżankami, że fajnie byłoby wspólnie zamieszkać.

KAYAH: Tak! Założyć taką „babską komunę” i wspólnie wychowywać dzieci! To superpomysł! Utopia?

MONIKA OLEJNIK: Miałam nawet niedawno próbkę takiej „komuny”, kiedy byliśmy z przyjaciółmi na Kazimierzu w Krakowie na Festiwalu Kultury Żydowskiej. Obok, w pokoju hotelowym mieszkały moje dwie przyjaciółki. Bez przerwy podawałyśmy sobie różne rzeczy przez sąsiadujące ze sobą tarasy. Fajnie było rozmawiać z muzyką w tle. Tomek dostawał szału, gdy mieliśmy gdzieś wyjść we czwórkę, a każda dama schodziła z pokoju o innej porze. Nawet najukochańszy mężczyzna może stracić cierpliwość.

GALA: Macie do wyboru spotkać się z przyjaciółką albo z facetem. Co wybieracie?

MONIKA OLEJNIK: Jeśli przyjaciółka ma trudny moment i prosi mnie o spotkanie, to oczywiście spotykam się z przyjaciółką. Ale jeżeli tylko ma kaprys i chce pójść na zakupy, to wolę poczytać.

KAYAH: Oj, Monika, chyba dałaś zły przykład. Wiadomo, że poszłabyś z przyjaciółką na zakupy!

MONIKA OLEJNIK: Naprawdę uważasz, że gdybym miała do wyboru kupić buty albo spotkać się z facetem, to jednak wybrałabym buty!?

KAYAH: Ja jestem na takim etapie, że wolę buty. A najlepiej buty z facetem.

MONIKA OLEJNIK: Tego się nie da pogodzić! Chyba że na wakacjach.

KAYAH: Da się. Tomik, mój wieloletni przyjaciel, menedżer i szef Kayaxu, jest estetą i z nim można chodzić na zakupy. Nawet jego żona twierdzi, że jak na faceta to nieźle zachowuje się w sklepie, bo nie przynudza. I doradzi.

GALA: Wam, znanym osobom, trudniej jest się z kimś zaprzyjaźnić?

KAYAH: Przyjaźń z nami nie jest prosta. Bo jesteśmy nieufne. A to dlatego, że jest wiele osób, które chcą się grzać w naszym cieple. Poza tym część ludzi może mieć poczucie, że przy nas są w cieniu. Ludzie często w naszym towarzystwie się blokują. A nie powinni. Bo przecież jesteśmy takie same jak oni. Wizerunek medialny często nie ma nic wspólnego z prawdą.

GALA: Czy sława zabrała Wam ważne przyjaźnie?

KAYAH: Mnie tak. Ja szłam dalej, a niektórzy przyjaciele stali w miejscu. Przestawali rozumieć moje problemy. Zaczynaliśmy tracić kontakt. Po prostu nie mieliśmy wspólnego języka.

MONIKA OLEJNIK: Ja też miałam takie sytuacje. Pracowałam dużo i nagle się okazywało się, że stawałam się znaną osobą, a inne moje przyjaciółki nie. Nasze drogi się rozchodziły. Kiedyś usłyszałam, że zajmuję „całą przestrzeń w Trójce” i nikt nie może się przeze mnie wybić. I odeszłam z Trójki, zrobiłam przestrzeń innym... I co? Często moja praca odbywała się kosztem domu, dziecka. Dziś mogę powiedzieć, że chyba zawaliłam karierę tenisową mojego syna Jerzego. Zamiast go wozić po turniejach, zajmowałam się pracą zawodową. Może wyrósłby z niego niezły tenisista?

GALA: A może nie da się mieć prawdziwych przyjaźni w pracy? Bo zawsze istnieje element rywalizacji.

MONIKA OLEJNIK: Mam świetnych przyjaciół w różnych mediach. Kiedyś Tomek Lis, zapowiadając moje programy, nieco się krzywił, a Kamil Durczok zawsze się uśmiecha. Nawet jak go ugościłam najgorszym spaghetti świata. Pierwszy raz mi nie wyszło... Na szczęście rywalizacja nie musi zabijać przyjaźni nawet między nami dziennikarkami.

KAYAH: Ja mam przyjaźnie zawodowe, które stały się osobistymi.

GALA: Och, bo wy, muzycy, macie łatwiej. Jedziecie razem w trasę, razem mieszkacie, balangujecie...

MONIKA OLEJNIK: Mój zawód też jest zespołowy! W radiu i w TV też stanowimy grupę. A zawiść, rywalizacja? Istnieje wśród dziennikarzy, tak samo jak wśród lekarzy, muzyków czy prawników, że nie wspomnę o bankierach.

GALA: Kobiety albo ze sobą konkurują, albo są sobie naprawdę bliskie.

 

KAYAH : Czasem czuć niechęć od kogoś z samej – brzydko mówiąc – suczej tendencji, eliminacji konkurentki. Ale polega to raczej na jej dyskomforcie. Choć i nam się on udziela. Człowiek, kiedy nie czuje się komfortowo i bezpiecznie na jakiejś swojej płaszczyźnie lub po prostu jest niespełniony i niepewny własnej wartości, potrafi być wrogi. Dotyczy to szczególnie kobiet. Mężczyźni mają przecież swoją słynną męską solidarność. Kobiety zbyt często rywalizują między sobą, zamiast się wspierać. Ktoś spełniony jest ciekawy innych ludzi. Nie mówiąc o tym, że ludzie się nie dzielą na mężczyzn i kobiety, jeśli chodzi o sympatię czy swoistą chemię, ale na mądrych i głupich, fajnych i nie.

GALA: Macie wielu przyjaciół mężczyzn?

KAYAH: Moim przyjacielem jest Tomik Grewiński. Znamy się i długo, i dobrze. A nawet pracujemy ze sobą. Na dobre i na złe. Ale taki przyjaciel jak on to rzadkość.

MONIKA OLEJNIK: Ja mam przyjaciół mężczyzn, również tych, z którymi kiedyś coś mnie łączyło. I ręczę, że może się to przerodzić w przyjaźń bez podtekstów…

KAYAH: Po prostu chemia wygasa i zostaje coś dużo wartościowszego.

GALA: A macie przyjaciół homoseksualistów? Podobno nikt tak nie zrozumie kobiety jak homoseksualista.

KAYAH: Tak, to prawda. Tylko niektórzy mają trochę za długie jęzory (śmiech).

MONIKA OLEJNIK: Troszkę za bardzo plotkują, ale są bardzo dobrymi kumplami.

GALA: Co kobieta daje kobiecie w przyjaźni?

KAYAH: Zrozumienie. Pamiętam, że kiedy urodziłam Rocha, czułam się osamotniona i bardzo potrzebowałam zrozumienia. Tak się złożyło, że nikt z mego otoczenia nie miał dzieci. Stałam się towarzysko mało atrakcyjna. Byłam typową młodą matką, która wciąż opowiada o chorobach dziecka. Dlatego teraz staram się być wsparciem dla dziewczyn, które zostają mamami. Wiem, jak to jest. Nawet jeśli facet zna się na zupkach i pieluszkach, nie wie, co to nawał pokarmu czy buzujące hormony obniżające nastrój i poczucie własnej wartości.

MONIKA OLEJNIK: Z kobietami lepiej się rozmawia o życiu. Mężczyźni albo oceniają, albo od razu chcą działać. A z kobietą można sobie tak po ludzku pogadać. O sprawach ważnych i mało istotnych.

KAYAH: A nie sądzisz, że z wiekiem kobieta staje się lepszą przyjaciółką? Ja z czasem dojrzałam do głębszych przyjaźni. Staję się wyrozumiała, cierpliwa. Już z taką łatwością jak kiedyś nie oceniam ludzi.

MONIKA OLEJNIK: Rzeczywiście ja też mam mniej niezdrowych emocji i powierzchownych, niepotrzebnych sądów. Ale też nie jest tak, że przyjaciółek się nie krytykuje.

KAYAH: Oj, tak. Czasami takie głupoty robią, że aż szkoda gadać...

MONIKA OLEJNIK: Kiedyś z najlepszą przyjaciółką nie odzywałyśmy się do siebie prawie miesiąc. Cierpiałyśmy, ale milczałyśmy. Sytuacja była patowa. Miałyśmy inne poglądy na sprawy zawodowe. Było mi z tym ciężko. Jej milczenie bardzo mnie bolało.

KAYAH: I kto zrobił pierwszy krok?

MONIKA OLEJNIK: Zrobiłyśmy to na „trzy, cztery”.

GALA: Czego nigdy nie wybaczy się przyjaciółce?

MONIKA OLEJNIK: Gdybym się dowiedziała, że jest nielojalna i niedyskretna, że przekazuje sprawy, o których jej mówię, gdzieś dalej, tworząc nieprawdziwe informacje.

KAYAH: A ja nie wybaczyłabym, gdybym poczuła, że moje klęski ją cieszą.

GALA: Przeżyłyście kiedyś wielką fascynację drugą kobietą?

MONIKA OLEJNIK: Uwielbiam piękne kobiety! Oglądam się za nimi na ulicy.

KAYAH: Spójrzcie wokół. Jest mnóstwo cudownych kobiet! Ja przeżyłam fascynację Edytą Bartosiewicz. Dzwoniłyśmy do siebie codziennie. Dzieliłyśmy się ze sobą wszystkim. Ja wtedy byłam nikim, ona była wielką gwiazdą. Przeżywałam jej nadzieje, jej rozczarowania, jej klęski i wzloty. Na jej przykładzie uczyłam się odporności na to wszystko, co niesie show- biznes, co miało mnie później spotkać. Edyta imponowała mi swoim zdecydowaniem. Myślę, że w tym związku ona mnie zdominowała. To wielka, nietuzinkowa postać.

MONIKA OLEJNIK: Ja się przyjaźnię z Agnieszką Kublik. Razem robimy wywiady do „Gazety Wyborczej”. Czasami kłócimy się o sprawy polityczne, bo polityka to nasza namiętność. Agnieszka niezwykle mi imponuje. Oprócz tego, że jest świetną dziennikarką, to jeszcze umie genialnie gotować. Ogarnia rzeczywistość, w przeciwieństwie do mnie. Ja momentami robię zbyt wiele rzeczy jednocześnie i pewnie dlatego ciągle się uczę gotować.

KAYAH: Naprawdę bywasz roztrzepana?

MONIKA OLEJNIK: Normalnie jestem „dystraktem”. Skoro rozmawiamy o kobietach, które nas fascynują, to muszę wymienić tu Krystynę Jandę, która bez płaczliwych wywiadów stworzyła świetny teatr Polonia. Bardzo doceniam Mártę Mészáros, która jako pierwsza kobieta otrzymywała najważniejsze europejskie nagrody filmowe. Imponuje mi Jadwiga Staniszkis, która nie jest co prawda moją przyjaciółką, ale wzbudza szacunek połączony z fascynacją. Jest pierwszą damą polityki. Zawsze autentyczna w swojej kobiecości!

KAYAH: I na dodatek jest taka piękna!

MONIKA OLEJNIK: Mam nadzieję, że kiedyś polscy twórcy oddadzą hołd Irenie Sendlerowej. Była niezwykłą osobą.

GALA: Uważacie, że można się przyjaźnić z kimś z kompletnie innego świata? Mogłabyś, Moniko, mieć za przyjaciela sympatyka LPR?

MONIKA OLEJNIK: Gdyby to był fajny LPR-owiec, to dlaczego nie? Wówczas szybko by się wypisał z LPR-u… Ale pewnych rzeczy nie mogę tolerować.

KAYAH: Ja nigdy nie zaprzyjaźniłabym się z antysemitą albo z homofobem. Monika: Zgadzam się z tobą.

GALA: A przyjaźń z własnymi rodzicami? Istnieje?

KAYAH: To ponoć najtrudniejsza relacja: córka – matka.

MONIKA OLEJNIK: To trudna przyjaźń, ale przyjaźń. Kayah: Moja mama jest moją przyjaciółką, ale nie taką, której mogę wszystko powiedzieć. W tym wieku odsuwamy rodziców od pewnych spraw, bo nie chcemy ich niepokoić.

MONIKA OLEJNIK: Rodziców trzeba chronić.

GALA: A przyjaźnicie się z własnymi dziećmi?

KAYAH: Z pewnością to przyjaźń, ale nie wyklucza ona pewnych zasad, oczekiwań i metod wychowawczych. To bardzo szczególne partnerstwo, jeśli w ogóle partnerstwo… Ale uwielbiam wspólne spędzanie czasu, żarty, oglądanie filmów, psocenie i nawet, choć to już kawał chłopa, wspólne tulenie podczas snu. Bardzo chciałabym, żeby mój syn zwierzał mi się, jakie ma sympatie.

 

MONIKA OLEJNIK: Kayah, to zupełnie niemożliwe! Mamy synów. Oni zawsze będą milczeć o pewnych sprawach. Ja uważam, że żeby zasłużyć na przyjaźń dziecka, trzeba być szczerym. Ale też trzeba mieć autorytet. Nie wszystko jest dozwolone. Nie wiem, czy dowodem przyjaźni mojego syna są komentarze, gdy się ładnie ubiorę: „O Boże, wyglądasz jak Makowa Panienka”? Albo: „W czym ty pierzesz te bluzki, że tak ci się kurczą?”.

GALA: Zaskakujące przyjaźnie?

MONIKA OLEJNIK: Ja na przykład przyjaźnię się z moją byłą teściową. Bardzo się lubimy, jest to bliska mi osoba.

KAYAH: Bo jak mówi stare żydowskie przysłowie: „W każdej synowej jest coś z teściowej”.

GALA: Zawiodłyście kogoś w przyjaźni?

MONIKA OLEJNIK: Zdarzają mi się ciche dni i tygodnie. Ale nie mam w sobie zawziętości i pieniactwa.

KAYAH: Miałam wieloletniego przyjaciela. Dziwne będzie to, co powiem, ale nie wiem, czy to choroba, czy inny powód popchnął go do takiego czynu... okradł mnie dwa razy. Miał i inne grzechy, które pewnego dnia wybuchły jak niewypał. Ale mieliśmy też mnóstwo wspaniałych wspólnych wspomnień i przygód, i rodzaj bliskości, jaki nigdy mi się wcześniej ani później z nikim nie zdarzył. Był gejem, rozumował po części jak najlepsza kumpela, ale i kumpel. To czyniło naszą znajomość tak wyjątkową. A jednak poczułam się – jak łatwo zgadnąć – zdradzona i boleśnie zraniona. I kiedy śmiertelnie zachorował, a ta wiadomość dotarła wreszcie i do mnie, nie zachowałam się jak człowiek. Nie mogę sobie tego wybaczyć do dziś.

GALA: Podsumujmy. Na czym według Was opiera się przyjaźń?

MONIKA OLEJNIK: Na zaufaniu, na lojalności. Na tym, że potrzebujemy siebie bez względu na czas i miejsce, w którym jesteśmy.

KAYAH: Musi być chemia i to „coś”, co powoduje, że mamy poczucie jakiejś przynależności do stada. Znajdujemy podobieństwa między sobą, a różnice są tylko fascynujące.

MONIKA OLEJNIK: Czasami są fajne osoby, a między nimi „nie styka”. Między mną a Kayah od razu była chemia. Kayah dla mnie jest osobą, z którą chętnie szczerze rozmawiam…

KAYAH: Nie odbierz tego źle, ale mi to zaczyna ciążyć. Pani w kasie w hipermarkecie, zanim wydrukuje rachunek, zdąży opowiedzieć mi najintymniejsze historie ze swego życia. Ludzie się przede mną otwierają. Dlatego niosę tyle smutnych historii.

GALA: To widać w Twojej twórczości. Kobiety bardzo osobiście traktują Twoje płyty.

KAYAH: Wyrażam ich ból, lęk, samotność. Bo sama to przeżywam. Jestem przecież jedną z nich. Nie śpiewam w oderwaniu od siebie. Moja najnowsza płyta „Skała” też taka jest. Mam nadzieję, że moja twórczość jest dialogiem z kobietami. MONIKA: To ja jestem inna. Mam większy dystans. Mam trudności ze zwierzaniem się, z bliskością.

KAYAH: Zawsze tak miałaś?

MONIKA OLEJNIK: Zawsze. Nie jestem łatwa w relacjach...