Kariera Kevina Spaceya zakończyła się z dnia na dzień, kiedy aktor Anthony Rapp zarzucił gwiazdorowi, że był przez niego molestowany jeszcze w latach 80-tych. Jak by tego było mało, zaraz po tych oskarżeniach w mediach zaczęły pojawiać się wyznana kolejnych ofiary gwiazdora. Aktora o molestowanie w sumie oskarżyło kilkunastu mężczyzn. Od tego czasu Spacey zniknął z życia publicznego i zawodowo: nie tylko nie zagrał żadnej roli filmowej, ale też został odsunięty od serialu „House of Cards”, który w ostatnich latach rozsławił go na cały świat. Dziś okazuje się jednak, że Kevin Spacey nie odpowie przed sądem za wszystkie z zarzucanych mu przestępstw. Prokurator stanu Kalifornia poinformował bowiem właśnie, że w sprawie napaści seksualnej z 1992 roku nie będzie prowadzone dochodzenie. Wszystko z racji na to, że w prawie kalifornijskim przestępstwa przedawniają się po 25 latach. A więc to przedawniło się w roku 2017. Czy to znaczy, że Spacey może się czuć całkowicie bezkarny?

Kevin Spacey nie zostanie skazany za molestowanie? 

Niekoniecznie. Prokurator stanu Kalifornia potwierdził bowiem, że przeciwko aktorowi cały czas trwa dochodzenie w sprawie napaści, której miał się dopuścić w październiku 2016 roku w Malibu. Aktor został wzięty pod lupę także przez brytyjskie organy ścigania. W Wielkiej Brytanii przeciwko Kevinowi Spacey'owi toczy się obecnie sześć postępowań karnych w sprawie przestępstw, których miał się dopuścić przez ostatnie 22 lata. 

Kevin Spacey - co dalej z karierą?

Czy to oznacza, że aktor na dobre rozstaje się z przemysłem filmowym? Po oskarżeniach wspominanego Anthony’ego Rappa Spaceya stracił wszystkie angaże, w tym również rolę hitowym serialu w "House of Cards" (w szóstej, ostatniej serii jego bohater, Frank Underwood, został uśmiercony). Aktorowi nie pomogły oficjalna oświadczenia, przeprosiny ofiar i deklaracje o podjęciu leczenia. Producenci przestali go angażować do nowych projektów, a ostatni film, w którym zagrał aktor, okazał się dużym niewypałem. Szanse na powrót Kevina Spacey'a do branży filmowej są zatem nikłe... Żałujecie?