Taki tytuł przyznał im niedawno amerykański tygodnik „Time”. Kanye West został liderem w kategorii: Tytani. Pokonał 17 nominowanych, m.in. dyrektora generalnego Apple’a, panią prezes YouTube oraz… własną żonę. To jej zawdzięcza medialną oprawę sukcesów. Nie ma dnia, żeby nie pojawił się news o Kim Kardashian. Na początku marca ekscytowano się, że przefarbowała włosy na blond, dwa tygodnie później odnotowano, że znowu jest brunetką. Celebrytka wyjaśniła, że jasne włosy w jej przypadku wymagają zbyt wielu zabiegów. A ona nie ma czasu. Musi zajmować się instagramem i twitterem, na każdym z tych kont ma 30 milionów fanów. I jeszcze występuje w telewizyjnym reality show
„Z kamerą u Kardashianów”– kontrakt na następne cztery lata opiewa na 100 milionów dolarów. Cokolwiek robi, zostaje sfotografowana. Gdziekolwiek się pojawi, budzi sensację.

 

Tak było niedawno w Armenii. Kim ma ormiańskie korzenie, w kraju przodków przyjęto ją, jej męża i siostrę z honorami należnymi rodzinie królewskiej. Spotkali się z premierem, a ich bezpieczeństwa pilnowały kordony policji. Następnie małżonkowie udali się do Jerozolimy, gdzie w ormiańskiej katedrze ochrzcili swoją niespełna dwuletnią córkę North. Pod koniec maja chcieli świętować w Paryżu pierwszą rocznicę ślubu. Ale chyba do tego nie dojdzie, bo władze miasta odrzuciły ich prośbę. Kim i Kanye zaproponowali, by tego dnia iluminacja na wieży Eiffla ułożyła się w ich imiona. Na pewno coś wymyślą, przecież takie obchody to wspaniała uczta medialna. W klanie Kardashianów wszystko jest na sprzedaż. Również mała North, która wciąż nie może się przyzwyczaić do tłumu paparazzich i na wielu zdjęciach wygląda, jakby miała się rozpłakać. Niedawno jednak sfotografowano ją radosną, kiedy szła z mamą na lekcję baletu. Jej uśmiechy to jedyne, co jeszcze w tej rodzinie nie zostało wyreżyserowane.