Jeszcze kilka lat temu o Kim Petras mówiło się w mediach na całym świecie jako o "najmłodszej transseksualnej osobie na świecie" (nie było to zresztą do końca prawdziwe określenie). Na początku drugiej dekady XXI wieku wymienia się ją już jednym tchem obok takich gwiazd jak Charli XCX i Troye Sivan jako jedną z największych nadziei muzyki pop. 27-letnia dziś wokalistka, autorka piosenek, okazjonalnie modelka, stoi u progu wielkiej sławy i wszystko wskazuje na to, że 2020 to w końcu będzie jej rok. Właśnie zakończyła kolejną trasę po Europie, do której wróci już pod koniec maja - tym razem jako support Camilii Cabello. Wcześniej czeka ją jednak występ, który może się okazać milowym krokiem w jej karierze - koncert na słynnym festiwalu Coachella w kalifornijskim Indio.

Z Kim udało mi się z nią porozmawiać przed jej koncertem w Berlinie, który był częścią Clarity Tour. Polscy fani wciąż czekają na jej pierwszy występ w naszym kraju. Na razie nie ma go w planach, ale artystka zapewniła mnie, że w końcu będzie musiało do tego dojść. Zwłaszcza, że ma polskie korzenie ze strony ojca!

W wywiadzie dla serwisu Gala.pl opowiedziała m.in., co czuła wychodząc do pikietujących przed jej koncertem członków fundamentalistycznej organizacji chrześcijańskiej, co wzruszyło ją w transpłciowym coming oucie youtuberki NikkieTutorials oraz jakie wnioski wyciągnęła po fali krytyki, jaka spłynęła na nią za współpracę z producentem Dr Luke'iem, który wygrał batalię sądową z Keshą.

Robert Choiński: Masz ponad 2,5 miliona słuchaczy miesięcznie na Spotify. Zaśpiewałaś na żywo w programie "Good Morning America". Wystąpisz na Coachelli. Mimo to, wielu twoich fani nadal uważa, że nie zdobyłaś jeszcze uznania, na jakie zasługujesz. A czy ty sama uważasz, że osiągnęłaś sukces?

Kim Petras: Tak. Zaczynałam od zera. Na początku występowałam ze swoimi znajomymi w każdym najmniejszym klubie przed publicznością liczącą pięć osób. Z każdym kolejnym występem pojawiało się jednak coraz więcej ludzi. Myślę, że zbudowałam już sobie całkiem pokaźną bazę fanów. Odbywam trasy koncertowe. Dopiero się rozkręcam, więc oczywiście cały czas mam apetyt na więcej. Cieszę się jednak już z tego, co mam. Sam fakt, że mogę śpiewać piosenki, które sama napisałam, sprawia, że jestem szczęśliwa.

Co uznajesz za najważniejszy punkt w swojej dotychczasowej karierze?

O mój Boże. Ciężko powiedzieć. Jest sporo takich momentów.

A gdybyś miała wybrać jeden?

Myślę, że byłby to mój ostatni koncert w Nowym Jorku, który był naprawdę duży i wyprzedał się do ostatniego miejsca. Za każdym razem, gdy wracam do Nowego Jorku, czuję się niesamowicie. Tam przecież wszystko się dla mnie zaczęło. Jeszcze niedawno występowałam w małych gejowskich klubach na Brooklynie, a już pod koniec ubiegłego roku wyprzedałam tam koncert w obiekcie na kilka tysięcy osób. To było naprawdę niewiarygodne.

Wychowałaś się w Niemczech, ale aktualnie żyjesz i pracujesz w Los Angeles. Jak to wpływa na twoją muzykę?

Bardzo mocno. Poznałam tam dużo nowych brzmień. Gdy po raz pierwszy przyleciałam do Los Angeles, to od razu zauważyłam, że leci tam muzyka, której nie ma w Niemczech. Uwielbiam brzmienia z Zachodniego Wybrzeża. Poniekąd w zasadzie muszę tam być, bo właśnie tam koncentruje się cały amerykański przemysł muzyczny. Niekoniecznie kocham L.A. Kocham ludzi, którzy tam są. To miasto wciąż wydaje mi się dość dziwne. Jeśli jednak masz swoją paczkę znajomych, to jest wspaniale.

Jakie aspekty życia w L.A. nie do końca tobie pasują?

Myślę, że jest tam dużo ludzi, którzy marzą o sławie. Nie za bardzo podoba mi się ta mentalność, nie do końca ją rozumiem. Ja po prostu chcę tworzyć muzykę. Wydaje mi się, że nie ma tam zbyt wielu osób, które zwyczajnie chcą z tobą porozmawiać, jeśli nie mają do ciebie jakiegoś interesu. Wszystko zdaje się być tam rozmową biznesową. Gdy jestem na imprezie, nie lubię gdy ktoś zaczyna omawiać ze mną tematy zawodowe. Tam wszyscy bez przerwy nawiązują nowe relacje i pracują, a ja za tym nie przepadam. Na szczęście mam tam swoich przyjaciół, z którymi mogę zwyczajnie spędzić czas, pooglądać razem w domu filmy. W zasadzie nie wychodzę zbyt często na miasto.

Pozostańmy przy temacie balansu między tym, co pozytywne i tym, co negatywne. Już na początku kariery musiałaś zmierzyć się z falą ostrej krytyki za współpracę z Dr Luke’iem. Jaką wyciągnęłaś z tego lekcję?

Po prostu nauczyłam się nie angażować w cudze spory. To największa lekcja, jaką otrzymałam. Nie mam przecież tak naprawdę nic wspólnego ze sprawami pomiędzy dwojgiem innych osób.

Dwa lata temu w jednym z wywiadów powiedziałaś, że piszesz piosenki o "chłopcach, złamanym sercu, seksie, dobrej zabawie i o rzeczach, przez które przeszłaś". Częściej tworzysz je na podstawie swoich osobistych doświadczeń czy wyobraźni?

Powiedziałabym, że jest pół na pół. Lubię nadawać wydarzeniom bardziej dramatyczny wydźwięk. Czasami wydaje mi się, że sama jestem dość dramatyczna i zawsze tak też opisywałam rzeczywistość w swoich piosenkach. Z drugiej strony uważam, że nasza wyobraźnia też nas poniekąd definiuje, w końcu to wypływa z nas samych. Weźmy "I Don’t Want It At All" – moje życie tak naprawdę wcale nie wyglądało wtedy tak, jak w tej piosence.

Spałaś wtedy na materacu w mieszkaniu, które dzieliłaś z czterema innymi osobami.

Dokładnie. Wtedy chodziło o fantazję, na punkcie której mam czasami niezłą obsesję.

Skoro już zostało to powiedziane - twój najnowszy hit "Icy" jest oparty na prawdziwej historii?

Tak, całkowicie. Tak samo jak zresztą cały mój album "Clarity". To prawdziwa ja. Chciałam, żeby osoby, które słuchają tego albumu czuły, że spędzają ze mną czas: wychodzimy razem na imprezę, a potem wracamy razem do domu, pijemy wino i płaczemy przez chłopców. Taki był zamysł "Clarity". Przeszłam bardzo bolesne rozstanie i w zasadzie tuż po nim napisałam niemal wszystkie piosenki na tę płytę.

Nie za bardzo dzielisz się w mediach społecznościowych szczegółami ze swojego życia prywatnego. Rolę twojego pamiętnika pełni muzyka?

Oczywiście. To tam najbardziej dzielę się ze światem swoimi sprawami. Myślę, że moi fani wiedzą przez co przechodzę i rozumieją mnie, dzięki temu, że po prostu słuchają moich piosenek i czytają moje teksty. To jest super.

Jesteś chyba najbardziej zakręconą na punkcie Halloween gwiazdą pop, jaką znam. Skąd się to u ciebie wzięło?

Zawsze miałam obsesję na punkcie horrorów, a w szczególności ich soundtracków. Kiedyś słuchałam ich na co dzień. Myślę, że są piękne. Halloween nie jest w Niemczech ważnym zwyczajem, ale moją mamę, a w zasadzie cała moją rodzinę, zawsze kręciły mroczne klimaty. Razem z moimi znajomymi zaczęliśmy się kiedyś zastanawiać, dlaczego co roku nie wydaje się muzyki na Halloween, tak jak wydaje się piosenki na Boże Narodzenie. Postanowiliśmy więc sami to zrobić. Proszono mnie wiele razy o nagranie świątecznych piosenek. Jest ich jednak tak wiele. Wolałam nagrać halloweenowe utwory. I zrobiliśmy to. Myślałam, że nikt nie będzie chciał tego słuchać, a okazało się, że te kawałki zyskały rzeszę wiernych zwolenników, co jest naprawdę fajne.

Mogę cię zapytać o twoje ulubione halloweenowe filmy?

"Egzorcysta" jest najlepszy, oglądam go co roku. Oglądam też "Miasteczko Halloween", które jest w sumie trochę filmem na Boże Narodzenie, trochę na Halloween. Bardzo lubię też nowy film "Dziedzictwo. Hereditary". Ścieżka dźwiękowa do niego jest szałowa. "Coś za mną chodzi" jest również świetny.

Widzisz siebie w roli aktorki? Chciałabyś zagrać w horrorze?

Bardzo chciałabym to zrobić. Musiałby to być jednak projekt, z którym się utożsamiam, który byłby przedłużeniem mojej osobowości. Nigdy nie grałam, więc nie mam pojęcia, czy od razu byłabym w tym dobra. Na pewno chciałabym spróbować. Być może po czasie zrezygnowałabym, pozostając przy samej muzyce. Gdyby tak miało być, to też nie miałabym nic przeciwko. Kocham tworzyć muzykę [śmiech].

Wokaliści mają poniekąd z tym styczność, występując w teledyskach.

To jest niesamowite, gdy ludzie potrafią to robić. Ja nadal jestem spięta podczas kręcenia wideoklipów. Dopiero niedawno po raz pierwszy poczułam się komfortowo przed kamerą i już tak bardzo się nie denerwowałam. Zobaczymy więc jak to będzie.

Byłaś jedną z artystek, które publicznie wyraziły radość i dumę z powodu coming outu NikkieTutorials. Co wywołało w tobie największe emocje?

To smutne, że tak długo musiała to ukrywać. Ucieszyło mnie jednak bardzo, że sama odważyła się opowiedzieć o tej części siebie. Zawsze inspirują mnie historie innych transpłciowych osób i to, jak decydują się na coming out na własnych warunkach. Co do Nikkie, to jestem jej fanką, oglądam jej filmiki i subskrybuję jej kanał na YouTube od lat. Cieszyłam się, że w końcu mogła podzielić się tym ze światem.

Interesujesz się modą. Obecnie coraz więcej marek stawia na inkluzywność, czy to względem społeczności LGBT+, czy też ciałopozytywności. Dostrzegasz zmiany także w podejściu ludzi do tych tematów w Niemczech i USA?

Tak, to jest niezaprzeczalne. W trakcie Pride Month nawet banki są tęczowe. To staje się częścią głównego nurtu, czymś, co staje się dla ludzi zupełnie normalne. To jest niesamowite. Dzieje się to nieuchronnie, wszyscy musimy stać się wolni od uprzedzeń, albo do widzenia. Fajnie, że czasy się zmieniają. Gdy ja dorastałam, nie było tak dobrze. Cieszę się, że jest coraz lepiej. Osoby homoseksualne i transpłciowe stają się coraz bardziej widoczne i każdy musi jakoś z tym żyć.

Dużo podróżujesz. Mieszkałaś zarówno w Niemczech, jak i w Stanach. Gdzie jest twoim zdaniem lepiej pod tym względem?

Nie jestem chyba w stanie do końca odpowiedzieć na to pytanie, bo mam wrażenie, że Los Angeles i Nowy Jork nie są odzwierciedleniem sytuacji w całych Stanach. Panuje tam wręcz niepisana zasada, że nie powinno się być nienawistnym, celebruje się tam wszystkie kultury. Oba te miasta są wręcz takimi centrami dla ludzi ze wszystkich środowisk. Z kolei gdy pojedziesz do Teksasu, sprawa wygląda już zupełnie inaczej. W Europie jest tak samo. Dorastałam w małej miejscowości, gdzie pasły się krowy, dwie godziny drogi od Kolonii. Tam nie jest zbyt inkluzywnie. Za to w Berlinie jest bardzo. W dużych miastach jest tak postępowo, że czasami prawie zapominamy, że jest jeszcze reszta kraju, gdzie wcale tak nie jest. Powiedziałabym więc, że jeśli chodzi o miasta, to zarówno w Stanach, jak i w Niemczech jest tak samo dobrze, ale poza nimi potrafi być też tak samo przerażająco.

Wciąż mamy o co walczyć. O czym myślałaś, gdy robiłaś sobie to genialne zdjęcie na tle członków Kościoła Baptystycznego Westboro, protestujących przeciwko twojemu koncertowi w Kansas City?

[śmiech] Dziękuję. Wszyscy się trochę denerwowaliśmy. Mój makijażysta jest gejem, tak samo mój fryzjer. Nigdy wcześniej jednak nie byliśmy w takiej sytuacji. Początkowo po prostu siedzieliśmy na backstage’u. Oni rzucali jakieś pełne nienawiści hasła do moich fanów, darli się na nich, gdy przechodzili. Stwierdziliśmy, że nie możemy tak po prostu tam siedzieć i godzić się na to. Doszliśmy do wniosku, że przebierzemy się w jakieś fajne ciuchy i pójdziemy do nich. Trochę się wszyscy baliśmy, ale zrobiliśmy to i poczuliśmy się świetnie. Wydawało mi się, że tak po prostu trzeba z nimi postąpić. Wiesz, pokazać im tyłek i sprawić, że muszą sobie z tym jakoś poradzić [śmiech]. Chciałabym, żeby moi fani właśnie tak radzili sobie w takich sytuacjach. Wolałabym, żeby się z tego śmiali i byli silni, zamiast bezczynnie siedzieć i przejmować się tym. Tak, byłam z siebie dumna, po tym jak to zrobiłam i nadal jestem. Takie podejście w ogóle popieram.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez KIM PETRAS (@kimpetras) Gru 1, 2019 o 5:33 PST

Poniekąd odpowiedziałaś na moje ostatnie pytanie. Chciałem się ciebie zapytać o radę dla młodych ludzi, którzy zmagają się ze swoją tożsamością lub jej odbiorem przez innych.

Myślę, że dorastanie jest ciężkie, dla każdego bez wyjątku. Wiele osób, które są formalnie rzecz biorąc normalne, po prostu nie przyznaje się do tego, że ma takie same problemy. Każdy z nas na pewnym etapie swojego życia zmaga się z tym, kim jest i zastanawia się, o co w tym wszystkim chodzi. Takie jest życie. Każdy się z czymś boryka. Ważne, żeby o tym pamiętać, zwłaszcza będąc w szkole. Ludzie, którzy się nad tobą znęcają prawdopodobnie nienawidzą samych siebie. Ale ty tego nie wiesz i myślisz, że ludzie po prostu są dla ciebie niemili, bez żadnego powodu. Po prostu wiedz, że każdy toczy swoją walkę. Ciężko jest dorastać, będąc innym. Osobom ze społeczności LGBT+ jest szczególnie trudno. Wiedz jednak o tym, że gdzieś tam są ludzie, którzy będą cię wspierać i kochać takiego, jakim jesteś. Nawet jeśli jesteś z małego miasta, gdzie ludzie mają zamknięte umysły, to pamiętaj, że to kiedyś się skończy. Jest świat, który cię akceptuje, możesz tam pójść i odnaleźć tych ludzi. Zawsze wiedziałam, że życie zacznie się po ukończeniu szkoły i tak właśnie się stało w moim przypadku.

ZOBACZ TEŻ: Melanie Martinez o narkotykach, Donaldzie Trumpie i kosmitach [WYWIAD]