Kinga Rusin jest silną kobietą i tak też wychowuje swoje dwie córki. Mimo to potrafi się przyznać do słabości. Kiedy zrozumiała, że w życiu może liczyć tylko na siebie, spełniła większość swoich marzeń.

Uważasz siebie za silna kobietę?

Zależy którego dnia. ( śmiech) Są chwile i dni, kiedy czuje się słaba.

A kiedy czujesz się słaba?

Kiedy mi się w życiu coś nie układa, kiedy martwię się o dzieci, o mamę. To mnie pozbawia poczucia bezpieczeństwa.

A mnie się wydaje, ze mimo iż w Twoim życiu było wiele sytuacji, które miały prawo Cię załamać, to jednak zachowywałaś się jak silna kobieta.

Nauczyłam się mobilizować. Ale też – może głupio to zabrzmi – mam swoje lata i wypracowałam różne mechanizmy, które pozwalają mi znajdować w sobie siłę.

Co Ci daje siłę?

Dokładnie to samo pytanie zadałam dzisiaj rano Susan Wójcicki, szefowej YouTube’a – „Skąd, do diabła, bierzesz siłę, żeby rewolucjonizować cały świat?”. Moje rewolucje są miniaturowe w porównaniu z tym, jakich dokonują inne kobiety. Zobacz, jakich rewolucji dokonała Maria Skłodowska-Curie. To, co ja robię, to rewolucyjki, mikroczyny.

Skłodowska-Curie była przede wszystkim wybitnym naukowcem.

Ale tez bardzo silna kobieta. Jej życie było na tyle kontrowersyjne, ze w czasach, w których żyła, musiała wykazać się niezwykłą odpornością, którą ja nie zawsze mam. Ale wiesz, jeżeli widzę sens w tym, co robię, potrafię walczyć do upadłego. Moi najbliżsi mówią, że trochę zwariowałam, ale jestem np. zafiksowana na tematy związane z ochrona środowiska. A właściwie z brakiem tej ochrony, z totalną ignorancją i dewastacją. Mnie to tak dobija, Aniu, że zaczynam się zastanawiać, czy nie przypłacę tego własnym zdrowiem – fizycznie odczuwam ból, patrząc na to, co się dzieje. Na placyku niedaleko mojego domu, miedzy godzina szósta a jedenasta rano wycięto niedawno cały park! Innego dnia dokładnie sprzed mojego domu zniknęły dwa srebrzyste klony pamiętające jeszcze czasy powstania warszawskiego. Mnie takie rzeczy potwornie dotykają. Nie mogę się pogodzić z głupota w służbie mamony albo Bóg wie czego. W kraju, w którym nie ma już czym oddychać, wycinamy drzewa i dewastujemy środowisko naturalne! To chore! Wiem, ze czasami moja postawa może być mecząca dla bliskich, ponieważ nie potrafię się od tego tematu odciąć. Nie zachowuje równowagi typu „Do godziny 19 walczę i cierpię, a od 19 oglądam film w telewizji”.

Nie postępujesz wiec tak, jak doradzał ksiądz Kaczkowski, by martwic się godzinę dziennie, a potem już tylko cieszyć życiem.

Nie potrafię. Uważam, że osoby publiczne, a przede wszystkim takie, które maja bardzo dużo fanów w mediach społecznościowych, powinny włączać się w akcje społeczne. Niektórzy nie robią tego, bo boja się antagonizować  ludzi, którzy ich obserwują i dzięki którym zarabiają. Poza tym społeczeństwo generalnie ma dosyć problemów. Mam wrażenie, że wielu mówi: „A dajcie Wy mi święty spokój! Przestańcie gadać o tych drzewach, co mnie to obchodzi? Mam tyle innych spraw na głowie!”. Ja staram się zachować inną postawę.

Myślisz, ze to kwestia wychowania? Mama wychowywała Cię sama. Jest silna kobieta?

Moja mama nie jest silna, dominującą osobowością. Nie jest kobietą walczącą, aczkolwiek uważam, że pewnym heroizmem się wykazała, bo wychowywała mnie, nie mogąc liczyć na żadną pomoc. Nie przelewało nam się, a ona ostatni grosz przeznaczała na przykład na moja naukę angielskiego. To wymagało poświecenia. Jednak na co dzień mama wykazywała się daleko idącą ostrożnością, bała się ryzykownych decyzji. Wolała mieć mniej, ale pewne, niż więcej – niepewne.

Czyli mama nie była osoba, która zainspirowała Cię, by iść przez życie jak burza?

Mama często powtarza, że charakter zdecydowanie odziedziczyłam po tacie. Mam w sobie jego spontaniczność – on zawsze kierował się intuicją, nigdy rozsądkiem. Raz tracił, raz zyskiwał – podejmował ryzykowne decyzje biznesowe. Z dnia na dzień postanowił na przykład zlikwidować swoje warszawskie życie i przenieść się do Ełku, kiedy utworzono tam wolna strefę ekonomiczną. Miał w głowie wielkie gospodarcze plany, z których jednak niewiele wyszło. Mimo to nigdy nie usłyszałam od niego, ze popełnił błąd. On w swoim pojęciu nigdy nie popełniał błędów.

Nawet wtedy, gdy nie podpisał umowy ze wspólnikami, z którymi miał produkować mrożoną pizzę?

Tak, nawet wtedy! To był chyba 1989 rok. Mój ojciec założył jedna z pierwszych w Polsce spółek polonijnych. Miała produkować mrożoną pizzę – w czasach, kiedy w ogóle samo słowo „pizza” nie bardzo było znane. Dzięki mojemu ojcu do postawionej pod Warszawa fabryki sprowadzono linie produkcyjne z Kanady. Szybko okazało się, ze to niezwykle przyszłościowe przedsięwzięcie, które może przynieść duże korzyści finansowe. Kiedy jednak skończył się etap inwestycyjny, a zaczął się etap zarabiania, okazało się, ze mój tata nie podpisał ze wspólnikami umowy w prawidłowy sposób i został wyrugowany z firmy, która sam wymyślił. I nawet wtedy, choć przez wiele lat się z nimi procesował, nie przyznał, ze popełnił błąd.

A Ty? Przyznajesz się do popełnionych błędów?

Oj, nie lubię tego, ale parę razy się zdarzyło…

Porażki Cię załamują czy mobilizują?

Mobilizują.

Myślisz, że rozstanie z mężem i to, że zawiodła Cię przyjaciółka, paradoksalnie jeszcze bardziej Cię umocniło?

Aniu, ostatnio powiedziałam sobie, ze jeżeli jeszcze raz usłyszę pytanie o mój rozwód, to popełnię seppuku! (śmiech) To było 11 lat temu! Kiedy odmawiam odpowiedzi na takie pytania, dziennikarze mówią, że jestem niesympatyczna. Kiedy staram się dyskretnie wybrnąć, mówią, że cały czas tkwię w przeszłości i rozdrapuje rany. To co ja mam robić? Ja już dawno ten rozdział zamknęłam i gdyby nie media, miałabym naprawdę szansę o nim zapomnieć… Wiec korzystając z okazji, apeluje: przejdźmy do następnego rozdziału. (śmiech)

Niech następnym rozdziałem będą dzieci. Jak wychowujesz swoje córki?

Ty i ja często rozmawiamy o naszych dzieciach, ze żyją w zupełnie innej rzeczywistości niż my, że wszystko im zapewniamy. Że nie maja się o co bić, bo spełniamy ich marzenia, zanim one w ogóle o nich pomyślą. To nie jest dobre, bo trzeba mieć marzenia i ambicje.

Rozmawiałam ostatnio z Iga i nie wydaje mi się, żeby nie miała marzeń ani konkretnych planów na przyszłość...

Czasami zastanawiam się, czy marzenia naszych dzieci nie są przypadkiem marzeniami rodziców. Czy my tak naprawdę tych naszych dzieci słuchamy? Jakbyśmy się zachowali, gdyby dzieci powiedziały nam, że chcą żyć wbrew naszej wizji, że satysfakcjonuje je na przykład zamiatanie ulic. Czy nie uważalibyśmy, ze to nam uwłacza? Tak naprawdę, czy my dajemy wolny wybór naszym dzieciom? Ja na przykład miałam totalnie wolny wybór, ale miałam ambicje. No i pytanie: jak motywować dzieci, jak sprawić, żeby chciało im się zdobywać szczyty?

No właśnie – jak?

Tęgie głowy się nad tym zastanawiają. Biorąc pod uwagę naukowe teorie, można by wyciągnąć wniosek, że wystarczy dać dziecku dobry przykład, bo tak jak ludzie, którzy ponieśli klęskę, przekazują jej syndrom następnemu pokoleniu, tak ludzie sukcesu wychowują ambitne dzieci. Sama nie wiem… Ambicje rodziców mogą też być przytłaczające, nie mówiąc o ich sukcesach. Dziecko, które musi rywalizować z rodzicem albo jest z nim porównywane, może ponieść klęskę na starcie. Skutek może być wręcz odwrotny, bo dzieci lubią się buntować i robić rodzicom na przekór. Nie wiem, czy jest jedna metoda, która można aplikować bez korekty do wielu przypadków. Chyba nie.

À propos ambicji, niedawno powiedziałaś mi, że żadna z Twoich najbliższych koleżanek nie jest na utrzymaniu męża. To przypadek? Czy właśnie takimi kobietami chcesz się otaczać?

Lubię kobiety niezależne, takie są moje przyjaciółki. Powiem więcej: część tych, które są w stałych związkach nawet od dłuższego czasu, podzieliły majątek, same zarządzają swoja częścią i w końcu czują się z tym dobrze. Taka decyzja wymaga odwagi. Bardzo łatwo jest manipulować kobietami, które nie maja swoich pieniędzy i cały czas musza się o wszystko prosić.

Ty zawsze miałaś swoje pieniądze?

Tak. W domu się nie przelewało i każdy grosz był ważny, udzielałam wiec korepetycji. Bardzo szybko zaczęłam też pracować za „dorosłe” pieniądze. Miałam 22 lata, gdy zostałam zatrudniona w telewizji, na początku jako tłumaczka. Kiedy zaczęłam pracować na wizji, dostawałam już regularną pensję. Później absolutnie byłam zwolenniczka tego, żeby w małżeństwie była wspólna kasa, i dokładałam się do domowego budżetu. Od 1994 roku miałam własna firmę producencka, wiec to był bardzo poważny wkład. Byłam za tym, żeby wszystko było wspólne, ale dziś nie jestem pewna, czy to dobre podejście.

Dlaczego?

Mając osobne konta, można uniknąć wielu konfliktów, dokładać się do domowego budżetu proporcjonalnie do swoich zarobków i zachować niezależność. W przypadku kobiet ważne jest tez uznanie przez partnera za prace prowadzenia domu i wychowywania dzieci, jeżeli kobieta decyduje się robić to w pełnym wymiarze. To bardzo odpowiedzialne zadanie, za które kobiety nie są wynagradzane. Mamy cały czas wiele na tym polu do zrobienia. I jeżeli coś powtarzam codziennie moim córkom, to: „Pamiętajcie, bądźcie zawsze niezależne finansowo”. Żeby tylko którejś z Was nie przyszło do głowy inne rozwiązanie.

Czyli szukanie bogatego męża?

Na przykład. Bo to jest po prostu nie fair, a poza tym prowadzi do nieszczęść i rozczarowań. Lepiej żyć skromniej, niż mieć Bóg wie jakie oczekiwania w stosunku do nie swoich pieniędzy.

Cały czas podkreślasz, że nie jesteś silna, ale jednak życie pokazuje, że sobie świetnie radzisz.

Na pewnym etapie wzięłam życie w swoje ręce i zaczęłam nim zarządzać. To mi wyszło na dobre. Musiałam zrobić plan działania, spisać moje mocne i słabe strony, zmobilizować się, wszystko poukładać.  Szłam małymi krokami we właściwym, jak myślę, kierunku, nie stawiałam sobie nieosiągalnych celów. Ale miałam wielkie marzenia! Jednym z nich były własne kosmetyki w stu procentach naturalne. Pracowałam nad tym projektem organicznie, od pomysłu, poprzez zdobywanie wiedzy i kontaktów, aż po materializacje. Kiedy patrzę dziś na Pat&Rub, które zajmują cała półkę w Sephorze, i czytam w moim sklepie internetowym korespondencje z klientami, dostaje codziennie wiatru w żagle. Udało mi się zrobić coś od zera i to dokładnie tak, jak chciałam. To jest absolutnie niesamowite!

A przecież kobiety pracują nie gorzej niż mężczyźni.

Susan Wójcicki, szefowa YouTube’a, powiedziała mi ciekawą rzecz: mężczyznom, którzy są prezesami dużych spółek, nie zadaje się pytania, jak oni to robią, że jednocześnie są prezesami i maja dzieci. W przypadku kobiet jest to pytanie numer jeden. Susan za każdy razem, kiedy je słyszy, szczególnie z ust mężczyzny, to widzi drugie dno – a kto teraz wykonuje Twoja prace w domu? Kto gotuje, pierze i sprząta? Kto opiekuje się Twoimi dziećmi? Siła kobiet jest bardzo nie na rękę mężczyznom. Bardzo łatwo jest tez ośmieszać kobieca argumentacje. Mężczyźni uwielbiają opowiadać, jak kobiety nie są wobec siebie solidarne. Ja uważam, że w swojej masie, w przypadku problemów dużej wagi, kobiety jednoczą się na całym świecie i wzajemnie wspierają.

A są tacy, którzy oceniając kobiety, maja odwagę twierdzić, ze są one głupsze od mężczyzn...

Nawet trudno mi się do tego odnieść. Pozostawię to bez komentarza.

Jakie kobiety podziwiasz?

Współczuje tym, które dają sobą manipulować. Takich przykładów jest niestety mnóstwo, również w życiu publicznym. Mnie inspirują kobiety, które radzą sobie w zdominowanym przez mężczyzn świecie biznesu czy polityki, ale nie tracą nic ze swojej kobiecości. Jest kilka takich przykładów. Mimo ze zaledwie 9 proc. kobiet zajmuje wysokie menadżerskie stanowiska w Dolinie Krzemowej, to one właśnie wyznaczają drogę innym kobietom. Sheryl Sandberg, prezeska Facebooka, Susan Wójcicki, prezeska YouTube’a, Meg Whitman, prezeska Hewlett-Packard, czy Virginia Rometty, prezeska IBM– im udało się połączyć wielki sukces zawodowy w światowym wymiarze z udanym życiem rodzinnym. Nie bez zasługi partnerów, których nie ograniczają staroświeckie konwenanse – dzielą się oni opieka nad dziećmi i obowiązkami domowymi. W Polsce spadł właśnie odsetek kobiet w życiu politycznym, zarówno na szczeblu ogólnokrajowym, jak i samorządowym, i nie zmienia tego fakt, ze niektóre z nich pełnia eksponowane funkcje. Chociaż sama funkcja to za mało. Żeby zasłużyć na uznanie i walczyć ze stereotypami, trzeba być samodzielnym i skutecznym.

Uważam że kobiety maja ogromna siłę. Niektórym brakuje jedynie odwagi.

Dziewczynek, niestety, nie uczy się, żeby były odważne. Dziewczynka ma być delikatna, a chłopiec odważny. Ostatnio w restauracji byłam świadkiem takiej sceny: siedząca z rodzicami przy stoliku obok dziewczynka zaczęła płakać. A jej mama na to: „Dlaczego płaczesz? Dziewczynki nie płaczą, dziewczynki musza sobie z tym poradzić”. I to mi się spodobało, to jest właśnie zmiana pokoleniowa. Mnie się wydaje, że my naprawdę możemy dziecko „zaprogramować”. Jeśli od urodzenia będziemy mu mówić, że jest do czegoś predestynowane, to tak się stanie. Rodzice nie powinni skupiać się na tym, żeby podawać dzieciom wszystko na tacy, ale motywować, motywować i jeszcze raz motywować. To trudne. Dużo łatwiej jest kupić telefon komórkowy albo apkę z gra. Ja nie wiem, czy sama dobrze wykonałam to zadanie. Mam nadzieje, ze tak.

A jaka jesteś kobieta w relacji ze swoim partnerem Markiem? Delikatna czy silna?

Jestem sobą. Mam to szczęście, że nie muszę grać ani udawać. Jak każdy człowiek miewam słabsze momenty, ale nie mam problemu z okazywaniem słabości. Kiedy kobieta ma partnera pewnego swoich wartości, może też śmiało pokazywać swoja siłę. Mądry partner to doceni, a jedynie słaby będzie próbował dezawuować. My potrafi my się tez nawzajem z siebie śmiać. Nie wyśmiewać, bo to niedopuszczalne, ale żartować ze swoich cech charakteru. Nic tak jak śmiech nie rozładowuje napiec i nie obniża poziomu stresu. Poczucie humoru jest nie do przecenienia.

Potrafisz śmiać się z siebie?

Dzięki Markowi tak. Nigdy wcześniej się z siebie tak nie śmiałam jak przy nim. W tak zabawny sposób przedstawia moje różne zachowania, które wcześniej wydawały mi się racjonalne i mądre, ze boki zrywam.

Najważniejszy w życiu jest właściwy dystans do wszystkiego?

Tak. Brzmi banalnie, ale to podstawa każdej filozofii. Naprawdę, im jestem starsza, tym bardziej do takiego wniosku dochodzę.