KORA JACKOWSKA: Pali pani?

GALA: Papierosy?

KORA JACKOWSKA: Tak.

GALA: Palę. Tylko papierosy. A Pani?

KORA JACKOWSKA: Papierosy?... Tak. Tylko papierosy. Ale wciąż rzucam. Nie jestem więc typem palacza, który nigdy w życiu nie rzucił nałogu i nie wie, co to znaczy.

GALA: Pani dużo już o sobie wie?

KORA JACKOWSKA: Nie wiem. Wydawałoby się, że wiem, a z drugiej strony mam refleksję, że człowiek w ogóle siebie nie zna, że jest dla samego siebie obcy... Ta obcość we mnie jest ogromna... Myślę, że borykanie się z nią to problem człowieka w ogóle. My, ludzie, jesteśmy dla siebie nieprawdopodobną tajemnicą, gdzieś tam zupełnie obcą osobą. Czyli jak dalece obcy jest obcy, jeśli człowiek dla samego siebie jest tak potwornie obcy?

GALA: Aż ciarki przechodzą.

KORA JACKOWSKA: Człowiek musi się pogodzić z tym, że jest taki, a nie inny. Czasem obcy sam dla siebie. To ta tajemnica, którą trzeba umieć jakoś znieść, próbując sobie pomóc. Stąd właśnie biorą się praktyki medytacyjne, relaksacja, joga, ruch, higiena. To wszystko pomaga temu biednemu człowiekowi dźwigać jego egzystencjalny ciężar, tę obcość, ten sekret, z którym idzie przez życie. Życie, które się zaczyna i wreszcie kończy.

GALA: Świadomość śmierci jest więc nadzieją na ulgę?

KORA JACKOWSKA: To przede wszystkim duże obciążenie dla człowieka, który nie wiadomo, kim tak naprawdę jest. Tak się zatrzymał. Pomiędzy. Ani Bogiem nie jest, ani zwierzęciem. Jest takim czyśćcowym bytem, niosącym worek grzechów na plecach, wiecznie udręczonym stworzeniem w całej tej kosmogonii. Myślę, że jeśli człowiek jest na sobie za bardzo skoncentrowany, smutnieje. Dlatego tak ważne jest poznawanie tego, co jest na zewnątrz nas. Zastanowienie się, czym jest drzewo, żaba, kot. To niesie śmiech, radość, wesołość.

GALA: Weseli wiedzą więcej?

KORA JACKOWSKA: Radość to rodzaj higieny, który sprawia, że egzystencjalna boleść staje się doskonale ukryta. Być może weseli są mądrzejsi? Może mają ten rodzaj nieumyślnej radości, której nam, mnie i pani, trochę brakuje? Ale ta radość to tylko jeden z wielu kolorów mądrości. Jest ich dużo więcej. Są też ludzie, których ja nazywam oświeconymi. Przychodzą już tacy na świat, wyposażeni w naturalną rozpoznawalność świata i siebie w tym świecie. Jak babcia mojego masażysty, którą znam z jego opowieści. Mieszkająca na Śląsku pani z wielkimi piersiami, która co rano wychodziła nago w mgły. Aż do śmierci spacerowała tak nad łąkami. Zaprzyjaźniona ze światem zwierząt i roślin. Ona wiedziała, co robi księżyc, a czym zajmuje się słońce. Cudowna czarownica.

GALA: Pani także wstaje bardzo wcześnie.

KORA JACKOWSKA: Tak. Wszystko jedno, czy jestem tu, na Bielanach, czy w naszym domku nad jeziorem. Gdy ktoś mnie pyta: „Po co pani tak wcześnie wstaje?”, mówię, że gdy budzę się o piątej, jest cisza, nie ma ludzi, bo już nawet jedna osoba zaburza to cudowne ukojenie, które dała mi noc. O świcie jest tylko świat i ja. To stan, który lubię tak dalece, że mój wewnętrzny budzik mocno na niego reaguje. Budzę się więc razem ze światem.

GALA: Powiedziała Pani jednak kiedyś, że samotność jest chorobą.

KORA JACKOWSKA: Umiejętność bycia sam na sam z sobą jest czymś wspaniałym. Ale samotność wymuszona przez życie prowadzi do wariacji, fiksacji, nieszczęścia wielkiego. Ja teraz mam taką konstatację już bardzo sprawdzoną przez czas, czyli dzieci, rodzinę, tę drugą osobę, którą się kocha i z którą się jest. Otula nas miłość, rodzina, czyli to najważniejsze. Tak się szczęśliwie złożyło, że nie tylko kocham swoich synów, ale też ich lubię. Mają te cechy, które najbardziej cenię: otwarte umysły, poczucie humoru, zdolność do fascynowania się tym, co dla nich pasjonujące. Jak to się stało? Gdy patrzę wstecz i analizuję, jaką byłam matką, to się sobie nie podobam. Często byłam tak zmęczona, że aż zła na cały świat. Wiem jednak, że paradoksalnie przez to łączy nas teraz specyficzny rodzaj więzi, silnej więzi. Wiemy, że mamy autonomiczne natury i nie wchodzimy sobie w związku z tym na głowę. To ważne.

GALA: „Im ludzie starsi, tym mniej elastyczni” – to Pani słowa. A jednak nie tak dawno skoczyła Pani na bungee. Obudziło się wewnętrzne dziecko?

KORA JACKOWSKA: Chyba tak. To dziecko objawia się w tym, że coś jeszcze potrafi nas w nas zaskoczyć. Oczarować. Ująć. Pociągnąć za sobą. Skoczyliśmy oboje z Kamilem. I była to dla mnie w jednej chwili ogromna adrenalina i wielka chęć. Walka, bo ja mam lęk wysokości. Ten jednorazowy skok go, niestety, nie pokonał, ale... skoczyłam!

GALA: A co Panią w Pani najbardziej w życiu zaskoczyło?