Magdalena Środa towarzyszyła swojej wieloletniej przyjaciółce Korze do samego końca jej życia. Pani profesor była obecna w jej domu na Roztoczu, w którym odeszła Kora. Środa wybrała się tam na tydzień przed jej śmiercią. Już wtedy najbliżsi Kory wiedzieli, że artystka jest w stanie agonalnym. Na dzień przed śmiercią Kora i jej najbliżsi obserwowali zaćmienie księżyca. Mimo że z Korą nie było już kontaktu, Magdalena Środa jest jednak przekonana, że mimo to zdawała sobie sprawę, co się wokół niej działo:

Magdalena Środa: jak odchodziła Kora?

Gdy tydzień przed jej śmiercią wybierałam się na Roztocze i powiedziałam Krzysztofowi, mojemu mężowi, który dobrze znał Korę: "Jadę do niej, ona umiera", odpowiedział: "To niemożliwe. Boginie nie umierają". Odchodziła w noc, w którą wszyscy na świecie gapili się w niebo, na księżyc. Symbol kobiecych mocy. Rozpaliliśmy "szamańskie" ognisko, postawiliśmy na łące lunetę. Opowiadaliśmy jej o niej, trzymając za ręce, głaszcząc, szepcząc. Nie było już kontaktu, ale musiała nas słyszeć… - powiedziała Magdalena Środa w "Newsweeku".

Magdalena Środa i Kora - historia przyjaźni

Przy okazji tego wywiadu Magdalena Środa zdradziła, jak przed wieloma laty zaczęła się ich przyjaźń:

Poznałyśmy się w klubie 22. (...) Pokochałyśmy się z Korą od razu. Była feministką; prawa kobiet, prawa do autonomii, do decydowania o własnym ciele, macierzyństwie, losie były dla niej tak oczywiste i tak naturalne, że nie potrzebowała tego deklarować.

Magdalena Środa przypomniała też, że Kora do końca swoich dni była antyklerykalna i nie znosiła religijnej obyczajowości. Wszystko przez pobyt w sierocińcu, który prowadziły zakonnice. To doświadczenie wywarło piętno na całym jej życiu:

Nienawidziła kleru, religijnej obyczajowości, hipokryzji, kościelnej hierarchii, obłudy, pychy. I żadne warunki, nawet jej umieranie, nie zmieniły tego negatywnego nastawienia. - napisała Środa.

Widzieliście, że Magdalena Środa i Kora się przyjaźniły?