Kornelia Głaszcz wystąpiła w trzecim sezonie cieszącego się dużą oglądalnością programu "Hotel Paradise". Udział w randkowym show telewizyjnej Siódemki sprawił, że 24-latka z Warszawy niemal z dnia na dzień stała się wschodzącą gwiazdą mediów społecznościowych. Oficjalny profil Kornelii na Instagramie obserwują na ten moment już grubo ponad 133 tysiące użytkowników serwisu. Ambitna makijażystka chętnie chwali się tam efektami swojej pracy - jej klientami są bowiem w dużej mierze osoby znane z pierwszych stron gazet. Świeżo upieczona influencerka postanowiła ostatnio wykorzystać swoje duże zasięgi w sieci, aby poruszyć poważny i zarazem szczególnie jej bliski temat.

Kornelia Głaszcz choruje na stwardnienie rozsiane

Okazało się, że życie uśmiechniętej uczestniczka randkowego reality show wcale nie jest takie beztroskie, jak mogłoby się wydawać. W opublikowanym w piątek na YouTube nagraniu Kornelia ujawniła, że zmaga się ze stwardnieniem rozsianym, czyli przewlekłą chorobą ośrodkowego układu nerwowego, polegająca na nieprawidłowym przekazywaniu impulsów nerwowych. Jej pierwszymi objawami najczęściej są niedowład kończyn, zaburzenia widzenia i czucia, a także zaburzenia równowagi i koordynacji.

W swoim filmiku Głaszcz po raz pierwszy opowiedziała publicznie m.in. o tym, jak dowiedziała się, że jest chora i jak ta nieuleczalna choroba aktualnie wpływa na jej codzienne życie.

Zdecydowałam się nagrać dla was ten film, ponieważ uważam, że będzie nie tylko formą mojego pamiętnika, ale może poniekąd pomóc niektórym osobom [...] Będzie dotyczył mojej choroby, zdiagnozowanej rok temu - jest to stwardnienie rozsiane. Nie jest to łatwa choroba - zaczęła Kornelia. 

Ponad rok temu miałam problem z lewą ręką. Była ociężała, lekko zdrętwiała. Byłam przekonana, że jest to skutek dużej ilości pracy [...] Okazało się jednak, że jest to powiązane z chorobą. Byłam u neurologa. Zostałam skierowana na tomografię komputerową, która niczego nie wykazała. Później na rezonans magnetyczny. Byłam przekonana, że jest tylko formalnością [...] Tak jednak nie było. Okazało się, że nie jestem całkiem zdrowa, że choruję na stwardnienie rozsiane [...] Trafiłam do szpitala, w którym leżałam ponad tydzień. Miałam robione różnego rodzaju badania i stwardnienie zostało potwierdzone. Na szczęście, trafiłam na wspaniałego neurologa, który się mną zaopiekował - wspomina w filmie wizażystka.

Kornelia Głaszcz opowiedziała także o uczuciach, które wówczas jej towarzyszyły. Podkreśliła, że początkowo nie potrafiła poradzić sobie ze świadomością, że jest nieuleczalnie chora.

Nie było łatwo. Pierwsze dni były dla mnie tragiczne. Wchodziłam wręcz w depresję. Płakałam. Nie potrafiłam się uspokoić. Byłam przekonana, że stwardnienie rozsiane to wyrok śmierci, byłam przekonana, że już nie będę mogła pracować, malować, cieszyć się życiem. Okazało się, że jest inaczej i to dlatego nagrywam ten film [...] Chcę wam pokazać, jaką po tych wszystkich przejściach mam siłę. Chciałabym się nią z wami podzielić. - podkreśliła.

Choroba jest i będzie, ale wiele czynników działa na moją korzyść [...] Po wszystkich badaniach okazało się, że mogę z tym normalnie żyć i funkcjonować [...] Cały czas biorę tabletki, bo SM to choroba nieuleczalna, ale można ją zahamować i spowalniać, a ja jestem idealnym przykładem, że można robić wszystko, a ograniczenia siedzą w głowie. Przeszłam chwile załamania, ale teraz jestem silniejszą osobą niż wtedy, kiedy byłam zdrowa. Choroba mnie ukształtowała, nabrałam szacunku do zdrowia - wyznała.

Chcę wam dać siłę, dotrzeć do osób, które zmagają się z tą chorobą, bo nie każdy sobie z nią radzi. Trzeba sobie dawać wsparcie. Mnie wspiera rodzina, przyjaciele, moja rodzinka Paradaise'owa [...] Mimo tego, że jestem chora, nie poddaje się. Dalej działam, dalej spełniam swoje marzenia. Życzę każdemu takiej postawy [...] Ta choroba nie jest wyrokiem, trzeba czerpać z życia - powiedziała.

ZOBACZ TAKŻE: Paulina Smaszcz modliła się, aby dożyć 18-tki młodszego syna: "Boże, daj mi jeszcze te trzy lata"