„Od dłuższego czasu świata było za dużo. Za dużo, za szybko, za głośno”, napisała tuż po wprowadzeniu kwarantanny noblistka Olga Tokarczuk. Zamknięci w domach na początku poczuliśmy ulgę, potem pojawiły się lęk i pytania, co dalej. To był czas próby
i przewartościowania wszystkiego. Tym, co pozwoliło wytrwać, była nadzieja, że kiedyś to wszystko minie i że wyjdziemy z pandemii silniejsi, mądrzejsi, lepsi. Czy rzeczywiście tak jest? kim jesteśmy teraz?

Mądrzejszy, lepszy świat - Gabriela Muskała

Przeczytałam niedawno takie zdanie: „Romantyzowanie kwarantanny to przywilej nielicznych”. To smutna prawda, zwłaszcza w artystycznym środowisku. Ludzie myślą, że aktorów w Polsce jest tylu, ile znanych im twarzy z ekranu. Nie, te twarze to tylko niewielki procent. Większość artystów albo gra tylko w teatrach, albo nie posiadając stałego zatrudnienia, pracuje na umowy zlecenie. Dla nich pandemia to dramat. Dlatego jako tej „uprzywilejowanej” tak trudno było mi cieszyć się z darowanego czasu i z tego, że zabezpieczona etatem oraz tantiemami z filmów mogłam spokojnie zasiąść do nowego scenariusza, nadrobić lektury, filmy i robić to, co większość z nas. Ale tym bardziej, i właśnie dlatego, starałam się tego czasu nie zmarnować. Dziwne to doświadczenie, kiedy pracuje się nad scenariuszem po sześć godzin dziennie, wiedząc, że ze względu na ekonomiczne konsekwencje COVID-19 może nie zostać zrealizowany. To wymaga mobilizacji, a także bezwzględnej wiary w projekt i to, że zakończenie będzie pozytywne. Na początku pandemii, pierwszego dnia wiosny, napisałam: „Teraz możemy być jak dzieci lub seniorzy”. Patrząc na listki i pączki, z zachwytem odkrywcy albo mądrością tych, którzy u kresu życia wiedzą już, co w nim najważniejsze, zastanawiałam się, w którą stronę i z czym ruszy- my, kiedy już będzie można biec. Teraz, kiedy pandemia się kończy, wstajemy z kanap i ruszamy... ostatnio dużo mówi się o wolności, ale by uczciwie walczyć o tę dla wszystkich, dobrze samemu być wewnętrznie wolnym. inaczej wszystko, co zrobimy, zawsze podświadomie zdeterminują nasze niespełnienia, frustracje i gniew. A to zabu- rza obiektywizm. Mam nadzieję, że czas kwarantanny dał ludziom możliwość spojrzenia w siebie, pracy nad sobą i polubienia siebie. i jeśli szukać pozytywnej strony, jest to właśnie ta – niemożliwa wcześniej w naszym świecie pędzącym na oślep – możliwość zatrzymania się i zastanowienia: kim jesteśmy i czego tak naprawdę chcemy od własnego życia i świata, w którym przy- szło nam żyć. Podczas pandemii słyszałam, jak ludzie życzyli sobie, „żeby było jak dawniej” lub „żeby wróciła normalność”. Ja nie życzę tego nikomu, bo nasz świat sprzed pandemii wcale nie był normalny.

Nie chcemy tego, co było - Daria Ładocha

Nigdy wcześniej w moim słowniku nie występowało słowo „pandemia”. i chyba powinnam się z tego cieszyć. Gdy koronawirus pojawił się na świecie, wraz z nim przyszła również panika. Kwarantanna, lęk, utrata pracy, wolności, kryzys... Ale jak mówi moja młodsza córka, każda sytuacja ma swoje plusy i minusy. Dla każdego z nas pojawił się czas na życiową refleksję. Przestaliśmy biec, zwolniliśmy i zaczęliśmy się nawzajem dostrzegać. Niektórzy uśmiechnęli się pod nosem – inni dostrzegli pustkę. Zastanawialiśmy się, kiedy tak zagubiliśmy się w tym pędzie życia. Kto nas w to popchnął i czemu tak łatwo się temu poddaliśmy? Niektórzy doszli do swojej prawdy, że kroczą drogą wytyczoną przez system. A kto ustalił jego reguły? W obliczu tragedii zobaczyliśmy, że świat toczył się w imię zasady „mieć, a nie być”! W tym trudnym czasie usiedliśmy na kanapie, wyszliśmy na spacer w masce niczym w burce i dostrzegliśmy za dnia słońce za chmurami, a nocą księżyc. Nawet seriale przestały nas kręcić. innego znaczenia nabrało słowo „nadzieja”. Na przetrwanie, przeżycie, utrzymanie posady. Nadzieja, żeby wszystko wróciło do nor- my, choć każdy wie, że to niemożliwe. Nadzieja, by wrócić. Ale do czego? czy chcemy tego, co było? Zatłoczonego metra, niemiłej pani w urzędzie i korków wokół Rotundy w Warszawie? Pojawiły się zabawne memy w internecie – nagle Polacy zaczęli mieć poczucie humoru i dystans do siebie. Szczególnie jedno pytanie utkwiło mi w pamięci: „czy po kwarantannie przytyjesz 10 kilo, rozwiedziesz się, będziesz alkoholikiem, zajdziesz w ciążę, czy wszystko naraz?”. Ludzie przesyłali go sobie, w kółko żartując po cichu, ale tu również nowego znaczenia nabrało słowo „nadzieja”. „Mam nadzieję, że mnie to nie dotyczy”. czyżby? Ja mam nadzieję, że każdy po cichutku zrobił sobie rachunek sumienia i chwilkę pomyślał o tym, co było, i o tym, jak może być w przyszłości. To nadzieja na lepszy świat. Bo kilka minut u każdego człowie- ka na refleksję to kilka miliardów godzin przemyśleń dla ludzkości. To czas na to, by świat stworzył się na nowo.

Cisza, ptaki, słońce - Katarzyna Żak

Pandemia zastała mnie w biegu. Pakowałam się na koncert „Miłosna osiecka”, kiedy zadzwonił telefon: „Dzisiejszy koncert jest odwołany z powodu zagrożenia zarażenia koronawirusem. Do odwołania...”. Rozpakowałam kostiumy, szpilki i... zabrałam się za sprzątanie. Taka zastępcza czynność, która ma przynieść spokój i przywrócić wiarę, że życie się nie skończyło. Dzień po dniu zwalniałam i mimowolnie zmieniałam swoje dotychczasowe przyzwyczajenia. Mój napięty kalendarz wypełniał się pustymi dniami. Bez spektakli, koncertów, planu serialu, spotkań z przyjaciółmi. Bezszelestnie środek ciężkości przesuwał się w kierunku ciszy i otaczającego nas świata. Poczułam nagle potrzebę, by być bliżej natury, żyć w zgodzie z jej rytmem. codziennie rano spoglądałam przez okno i podziwiałam budzącą się do życia przyrodę. Rodziła się w wielkim bólu, przebijała się przez chłód nocy – pąki nie chciały rozkwitnąć, ptaki niespiesznie budowały swoje gniazda, czekając na słońce. Patrzyłam na kłębiące się chmury i dawno niewidziane zachody słońca... i pomyślałam, ile mnie w pędzie, w jakim trwałam, omijało pięknych wrażeń. człowiek chyba musi się czasem zatrzymać, by spojrzeć na nowo na swoje życie. Kiedy wszyscy mówili: „Żeby znowu było jak dawniej”, myślałam: „Ale czy na pewno?”. Dawne życie: po- spieszne, konsumpcyjne, nieuważne na drugiego człowieka i przyrodę, było nieustannym pędem możliwości i mierzeniem sił. chyba przerosła nas wiara w naszą sprawczą moc. Jeden mały wirus pokazał, jak jesteśmy słabi, jak niewiele od nas zależy. Może warto z większą pokorą przyjmować to, co daje nam los? Albo co odbiera? Nieważne okazały się przedmioty. Myślę, że ta refleksja o życiu w nadmiarze dopadła nas wszystkich. Ten czas pokazał, jak niewiele tak naprawdę potrzeba do życia. Parę książek, płyt... Bez czego nie mogłabym się obejść? Bez rodziny. Okazała się jak zwykle najważniejsza. I to jest chyba jedyne, na szczęście, co się nie zmieniło. Jeszcze bardziej poczułam siłę słowa „dom” jako bezpiecznego schronienia, które budowałam przez lata. Poza tym moje patrzenie na świat musiało siłą rzeczy i refleksji ulec przewartościowaniu... Najtrudniejsza okazała się tęsknota za drugim człowiekiem. Pozytywnie zdany egzamin z przyjaźni jest bezcenną nauką wyniesioną z pandemii. Robiąc domowe porządki, wróciłam nie tylko do starych zdjęć, ale i do młodzieńczych pasji. Zawsze kochałam czytać poezję miłosną, teraz przez miesiąc każdego wieczora czytałam online najpiękniejsze moim zdaniem wiersze o miłości. Okazało się, że wiele osób zatrzymało się na chwilę, przypominając sobie uroki i wzruszenia związane ze stanem zakochania... Wróciła więc w nas głęboka skrywana wrażliwość... Wróciła też waga ciszy. i to mnie cieszy. Bo tylko w ciszy możemy wsłuchać się w potrzeby swojego organizmu. Wróciła myśl, że życie jest niepowtarzalnie piękne, ale przez to kruche i cholernie krótkie. Warto przeżyć je jak najpiękniej i najmądrzej. Tylko to możemy pozostawić po sobie następnym pokoleniom – nadzieję, że jeszcze będzie przepięknie.

Suma szczęścia i smutku - Andrzej Grabowski

Świat zwolnił, uspokoił się. Ja, który nie potrafiłem żyć bez pracy, od ponad dwóch miesięcy nie robię nic oprócz tego, że piszę, czytam, nadrabiam zaległe filmy. Albo oglądam te, w których sam występowałem, chociaż nie znoszę tego robić. Powtarzane w telewizji odcinki „Świata według Kiepskich” dają mi nadzieję, że są ludzie, którzy sami siebie mogą zobaczyć w tym serialu i może dzięki temu staną się lepsi. Pandemia uświadomiła wielu osobom, że mogą przestać na chwilę myśleć o wojnach, walce o wpływy, skoro jest w powietrzu coś, co próbuje nas zabić, i nie umiemy sobie z tym poradzić. Śledzę komunikaty dotyczące jakości powietrza – i nad Krakowem czy Podhalem, które na mapach smogowych zawsze były czarnymi punktami, teraz pojawia się kolor zielony. Słyszę, że zmniejsza się dziura ozonowa nad Antarktydą. To mnie cieszy, ale i smuci. Musiało się wydarzyć coś takiego, byśmy uważniej patrzyli na świat, środowisko, innych ludzi? czy wyrzucając kolejną plastikową butelkę, zastanowimy się nad konsekwencjami tego? O tym, że na Pacyfiku zajmują one większą powierzchnię niż Polska? Sam zacząłem inaczej myśleć o przedmiotach – po co mi tyle par butów, koszul, garniturów, skoro chodzę w kilku? Ludzkość szybko przyzwyczaja się do dobrego. Zastanawia mnie nadprodukcja żywności, gdy na świecie tylu ludzi głoduje, albo nadmiar ubrań w sklepach, które wyjdą z mody i zostaną zutylizowane, co źle wpłynie na środowisko. Gdy otwierano restauracje, byłem w Krakowie. Myślałem, że wypełnią je tłumy, tymczasem świeciły pustkami. Być może wróci to do normy, ale ludzie przekonali się do gotowania w domu. Do przyszłości mam stosunek ambiwalentny. W ciągu jednego dnia można być kilka razy szczęśliwym i smutnym. chciałbym wrócić do pracy
w zawodzie. Całkiem nieźle gotuję i być może są restauracje, które serwowałyby żurek à la Ferdek Kiepski, ale to aktorstwo jest sensem mojego zawodowego życia. Moja praca opiera się na kontakcie z ludźmi, czego zostałem brutalnie pozbawiony. Wierzę, że uda mi się do tego wrócić i nadrobić wszystkie zaległości.

Prawdziwa siła jest w nas - Paweł Deląg

Poczucie bezpieczeństwa człowieka aktor opiera się dziś na wierze w przyszłość. Wierze, że jutro przyniesie lepszy los. Podejmuję pewne działania, bo jestem przekonany, że przyszłość będzie dla mnie lepsza. Możemy powiedzieć – wiara w lepsze jutro jest naszym bogiem. A tu bach! Pandemia. i boga nie ma. Jest za to izolacja, która do góry nogami przewróciła nasze ży-cie. W kilka tygodni zburzyła poczucie bezpieczeństwa. Niczego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Nie możemy zaprojektować swoich działań, nie zakładając, że wszystko może się zmienić. Ale wciąż musimy mieć cel. Jasno określony. Tylko jak go osiągnąć? Spojrzeć w głąb siebie i uwierzyć, że praw-dziwa siła i wartość są w nas? czy to, kim jesteśmy, stanowi prawdziwy kapitał? Odpowiedź nasuwa się sama. Myślę, że świat podzieli się teraz na tych, którzy wykorzystają tę lekcję do dalszego rozwoju, i tych, którzy nie wyciągną wniosków. Na tych, którzy energetycznie wejdą na wyższy po-ziom i nie będą bać się zmian, i na tych, którzy postanowią, że sytuacja ich przerosła. Ci, którzy będą bardziej elastyczni, osiągną sukces. Ale musimy się zmienić, nie tylko indywidualnie, lecz także jako ludzkość. Wierzę, że to, co złe i słabe, przepadnie. Być może czeka nas w tym roku fala rozwodów, może dojdzie do zmiany politycznej, może zmienią się liderzy polityczni... Bo pojawiły się nowe potrzeby, a pragnienia ludzi potrafią przebudować rzeczywistość. Sądzę, że wielu nas jest gotowych na „nowe”. Byłem odważny w życiu. często ryzykowałem. często przegrywałem. Ale mam poczucie, że nie zmarnowałem czasu. Ten, który został mi dany, chcę wykorzystać najlepiej, jak umiem. Nie opuszcza mnie przekonanie, że warto nieść ogień i przenieść go na drugą stronę gór. Tak, chcę coś dołożyć od siebie, wnieść coś wartościowego dla tego, co nazywa się wspólnotą. co jest dobrem nas wszystkich. Górnolotne? Pewnie tak. i pewnie górą, skałą do pokonania, takim K2, jest teraz dla nas COVID-19. Plany zdjęciowe stoją, teatry zamknięte, kina pute. Widoki na przyszłość ? Hm... słabe, prawda? Ale można pisać, rozwijać projekty filmowe, uczyć się języka i gry na fortepianie. Umyć naczynia, nauczyć się sprzątać w domu i częściej dzwonić do mamy, troszczyć się o swoich bliskich. To bardzo dużo!

Trzeba myśleć o słabszych - Sylwia Chutnik

Pisarki i pisarze starają się na bieżą- co, niemal na gorąco, opisać tutaj i teraz. Tekst olgi Tokarczuk dotyczący tego, co było przed pandemią, jest mi bliski. Ja również miałam poczucie, niczym chomik w kołowrotku, że zaraz to wszystko po prostu się wykolei. Rozpędzony świat, przebodźcowany informacjami, rzeczami do zrobienia i kupienia, wybuchnie, a my spadniemy w przepaść. A wtedy było nam jeszcze dobrze – czynne sklepy, kina, teatry. Mogliśmy spacerować po mieście, korzystać z konsumpcyjnych przywilejów życia. Nie myśleliśmy wtedy tak intensywnie o kryzysie klimatycznym, chorobach psychicznych, co przecież nie jest niczym nowym. Początek roku to pożary lasów w Australii, susza, która dotknęła również nasz kraj i choćby Biebrzański Park Narodowy. To wszystko pokazywało, że kryzys jest bliżej, niż nam się wydaje. Aż wreszcie pandemia i ta wielka niewia- doma, co się stanie. co mamy robić? Jak to – mamy zamknąć wszystko, nie iść do pracy, nie posłać dzieci do przedszkoli i szkół, nie kupować rzeczy w sklepie? Czy nam czegoś nie zabraknie? Wielkie kolejki, masowe wykupo- wania. Pokolenia osób, które wyrastały w czasie wojny lub dużo o niej słyszały, od razu rzuciły się z koszykami do sklepów, przecież trzeba robić zapasy. Wydaje mi się, że ta konsumpcja miała nas w jakiś sposób uratować i dać nam złudne poczucie bezpieczeństwa. A potem zaczęło się odwoływanie wszyst- kiego, do czego się przyzwyczailiśmy: koncertów, wakacji, wyjazdów, a do tego spotkań towarzyskich, rodzinnych. Przyszły wreszcie święta, które dla wielu osób okazały się trudne, bo nie można było spotkać się z najbliższymi. To wszystko sprawia, że to tytułowe „okno”, o którym pisze Tokarczuk, staje się właściwie dla większości jedyną rozrywką. Obserwujemy też to, w jaki sposób możemy pomóc. Szczególnie tym, którzy tej pomocy potrzebują, czyli osobom starszym, ubogim. A także tym, którzy pomagają chorym, czyli służbie zdrowia. Zamknięcie i kryzys pokazały również, że chociaż od wielu lat mówi się o prawach pracowniczych, niewiele się w tej kwestii robi. To wszystko niczym tsunami zalało nas od pierwszych dni pandemii. Dość dobrze sobie z tym poradziliśmy – z nadzieją myśleliśmy o świecie bez maseczek, kiedy znów będzie można spotkać się z przyjaciółmi czy wyjść do restauracji. I to się udało. A piękne gesty solidarności, które obserwowaliśmy, powinny zostać nie tylko w pamięci, lecz także wejść na stałe w krew.