Elżbieta II jest najstarszą panującą królową na świecie, a na brytyjskim tronie zasiada już o kilka miesięcy dłużej niż dotychczasowa rekordzistka - królowa Wiktoria. Dziś Elżbieta II kończy 90 lat.

Przez ostatnie 64 lata stała u steru Wielkiej Brytanii. Widziała powojenną odbudowę kraju, ostateczny koniec brytyjskiego imperium, zimną wojnę, lata prosperity, kryzysów i zbrojnych interwencji w różnych krajach świata. Za jej panowania ponad 20 byłych brytyjskich kolonii odzyskało niepodległość i powstała Wspólnota Narodów. Królowa współpracowała z dwunastoma premierami – od Winstona Churchilla, przez Margaret  Thatcher, po dzisiejszego szefa rządu Davida Camerona. Gościła u siebie lub odwiedzała największych światowych przywódców. Pamięta sześciu panujących za jej życia papieży. Objechała niemal cały świat, odwiedziła 116 krajów (od Wysp Kokosowych, na których mieszka 596 osób, po Chiny). W tym takie, po których w wyniku politycznych i wojennych zawieruch nie ma już dziś śladu na mapach. 

Większość ludzi, którym dane jest dożyć w zdrowiu do dziewięćdziesiątki, cieszy się w tym wieku zasłużoną emeryturą i odpoczynkiem. Brytyjska królowa sprawia wrażenie, jakby nie znała żadnego z tych pojęć. Każdy dzień zaczyna od przeglądu prasy i korespondencji. Dziennie do jej biura przychodzi około  300 listów, z których wybiera kilkanaście. Resztę czytają jej sekretarze i pilnują, aby odpowiedzieć  na każdy. Następne w kolejce są oficjalne dokumenty, które każdego dnia przysyłane są do niej  w „czerwonych skrzynkach”  od ministrów, brytyjskich ambasadorów i głów państw Wspólnoty Narodów. Po nich pora na osobiste audiencje z ambasadorami innych państw, dowódcami sił zbrojnych, sędziami czy biskupami Kościoła Anglii, którego królowa jest tytularną przywódczynią. Kilka razy w miesiącu spotyka się w pałacu Buckingham z blisko stoma osobami, którym wręcza nagrody i ordery za szczególne zasługi. Lunch to moment wytchnienia, chyba że Elżbieta – sama lub z mężem księciem Filipem – jest akurat z wizytą poza pałacem. Wtedy dołączają zaproszeni oficjele i godne uznania osobistości z odwiedzanych regionów.

Na wyjazdach królowa nie marnuje ani chwili – do południa stawia się średnio w trzech wybranych miejscach: szkołach, szpitalach, muzeach, fabrykach, na otwarciach nowych linii kolejowych, odsłonięciach tablic pamiątkowych i innych lokalnych uroczystościach. Popołudnie to zawsze czas na spotkania z poddanymi. Zaplanowane na wiele miesięcy naprzód wymagają przygotowania – władczyni musi dokładnie wiedzieć, dokąd jedzie, dlaczego, z kim się spotka i co ją czeka na miejscu. Jeśli wizyta wymaga wyjazdu z Londynu, Elżbieta nie marnuje czasu w korkach, tylko leci helikopterem albo samolotem RAF. W przypadku, gdy program jest tak napięty, że wymagałby od niej przenocowania w hotelu, wybiera podróż swoim pociągiem, w którym może się wygodnie wyspać. Wie, że następnego dnia czekają na nią kolejne obowiązki i setki ludzi.

Odwołanie zobowiązań lub spóźnienie nie wchodzi w grę. Późne popołudnie to zresztą czas spotkania z ministrami, sędziami i członkami Izby Lordów, którzy wchodzą  w skład Tajnej Rady – ciała doradczego monarchy. Raz w tygodniu, wczesnym wieczorem, Elżbieta spotyka się też z premierem. Jeżeli na wieczór nie ma zaplanowanej gali charytatywnej jednej z kilkudziesięciu organizacji, których ona lub jej mąż są patronami, sala bankietowa pałacu Buckingham regularnie zapełnia się gośćmi, którzy składają władczyni oficjalne wizyty. Po uroczystej kolacji zostaje jeszcze chwila, aby przejrzeć do niesienia z jej prywatnych posiadłości – w których ponad sto zatrudnionych osób pracuje na ich utrzymanie – listy i e-maile od hodowców jej koni wyścigowych oraz wiadomości od rodziny. Światło w jej  gabinecie jest na ogół ostatnim, które gaśnie w pałacowym skrzydle.

Małżeństwo Elżbiety II z księciem Filipem trwa już 69 lat. Starszy od niej o cztery lata diuk Edynburga jest jej dalekim kuzynem, miłością jej życia, a dziś najstarszym  w historii członkiem rodziny królewskiej. Byli pracownicy dworu wielokrotnie wspominali o tym, że królewska para rozumie się bez słów, wspiera przy każdej okazji i śmieje się z tych samych dowcipów. Filip słynie  z niewyparzonego języka i skłonności do gaf, a Elżbieta ma – za zamkniętymi drzwiami – nieprawdopodobne poczucie humoru. Są rodzicami czworga dzieci, mają ośmioro wnucząt i czworo prawnucząt. Królowa przeżyła swoją młodszą siostrę księżnę Małgorzatę, bezsilnie patrzyła na rozwody dwóch synów i związane  z nimi skandale, a po śmierci księżnej Diany otoczyła specjalną opieką wnuków: Williama i Harry’ego. Z Williamem i jego rodziną widuje się najczęściej i nie traci żadnej okazji, aby przekazać przyszłemu następcy tronu jak najwięcej zgromadzonej przez dekady panowania wiedzy. „Jestem jednym z niewielu ludzi na świecie, który ma numer komórki królowej”, żartował w jednym z wywiadów diuk Cambridge. Z babcią rozmawia niemal codziennie, a ona odbiera telefon od niego bez względu na to, jak jest zajęta. „Czasem dostaję SMS, że nie może akurat rozmawiać. Ale zawsze oddzwania”. Jej najstarszy syn, następca tronu książę Karol ma już 70 lat. Po latach napiętych stosunków z matką, oboje doszli wreszcie do porozumienia.

Dla brytyjskiej królowej jej obowiązki to forma służby krajowi i – jako przywódczyni Kościoła – wierze. Odstąpienie od nich równa się utracie honoru. „22226 dni nudy i tradycji” – podsumował jej panowanie francuski tygodnik „Libération”, gdy we wrześniu zeszłego roku panowanie Elżbiety II przekroczyło rekordową granicę wyznaczoną do tej pory przez królową Wiktorię. Francuzi od dawna uważają, że brytyjska rodzina królewska istnieje po to, żeby mogli się z niej śmiać. Ale za kanałem La Manche monarchini od dekad cieszy się wciąż rosnącą popularnością wśród poddanych. Nawet najbardziej zatwardziali republikanie i demokraci przyznają, że królowa budzi ich szacunek swoją pracowitością, oddaniem  i umiejętnością jednoczenia różnych frakcji i pokoleń pod parasolem tradycji.  

Okrągłe urodziny królowej to w tym roku główne wydarzenie dworskiego kalendarza. Choć Elżbieta urodziła się 21 kwietnia, tego dnia świętować będą tylko jej najbliżsi. Stacja ITV przygotowała z tej okazji specjalny program, w którym o jubilatce wypowiadają się jej dzieci i wnuki. Pierwszą część oficjalnych obchodów zaplanowano na połowę maja – podczas czterodniowej fety w Windsorze odbędą się specjalny pokaz koni, koncerty i występy znanych artystów. Miesiąc później, 11 czerwca, cała rodzina królewska z monarchinią  na czele zaszczyci tradycyjną paradę wojskową przed pałacem Buckingham. Dzień później aleja The Mall  w Londynie zapełni się rozbawionym tłumem, który obchodzić będzie urodziny królowej na ulicznej imprezie. Bilety na nią kosztowały aż 150 funtów, ale wszystkie, czyli dziewięć tysięcy, rozeszły się w ciągu jednego dnia. Kto nie zdążył wysupłać takiej kwoty, miał też szansę na udział w loterii darmowych wejściówek. W cenie było miejsce przy jednym z setek stołów, koszyk jedzenia i występy zaproszonych artystów. Cały dochód przeznaczony jest na cele dobroczynne. W wielu miastach, miasteczkach i wsiach Wielkiej Brytanii mieszkańcy urządzą swoje uliczne podwieczorki. A jeśli ktoś chciałby wypić tego dnia herbatę na cześć jubilatki, może to zrobić, korzystając z wyprodukowanego z tej okazji przez Royal Collection Trust porcelanowego serwisu. Najtańszy kubeczek kosztuje 25 funtów.

Czy wiekowa monarchini ma zamiar przynajmniej zwolnić tempo? Stali korespondenci z dworu królewskiego twierdzą, że tak. Elżbieta odbywa już nie 430 oficjalne wizyty rocznie, tylko 300. Resztę przekazała książętom Karolowi, Williamowi i Harry’emu, który przejął też kilkanaście patronatów  od dziadka księcia Filipa. Dzięki temu rocznie królowa ściska o kilka tysięcy dłoni mniej, stoi o setki godzin krócej i maszeruje mniej kilometrów. Rzadziej jeździ też konno, choć kiedy kilka lat temu szef jej stajni w Sandrigham zwrócił uwagę, że naraża się na niebezpieczeństwo, przestała się do niego odzywać na kilka miesięcy. O zupełnej rezygnacji z przejażdżek w siodle nie ma mowy. Wciąż jeździ też samochodem, bo nie musi się martwić o odnawianie prawa jazdy, którego nie ma. Najbardziej wymownym znakiem tego, że Elżbieta realistycznie myśli o przyszłości, jest zapowiedź, że nie ma zamiaru przyjmować nowych psów. Przez całe życie hodowała walijskie corgi i ich krzyżówki z jamnikami – dorgi. Dziś jej ukochana sfora to tylko trzy pieski, niezmiennie traktowane z honorami i karmione ze srebrnych  i porcelanowych talerzy. Władczyni przygotowuje grunt dla nowych pokoleń rodziny królewskiej, ale nie ma zamiaru obarczać ich opieką nad swoimi czworonożnymi ulubieńcami. To po prostu kwestia dobrych manier.