Każdy z nich miał swoją de finicję dobrej zabawy. Warren Beatty na przykład uwielbiał flirty. Podrywanie wpatrzonych w niego kobiet traktował jak dyscyplinę sportową. Znajomi aktora zdradzali, że nie miał przygotowanej specjalnej strategii. „Po prostu wchodził do baru, wybierał najpiękniejszą dziewczynę i przypuszczał spontaniczny atak. Zagadywał, próbował rozśmieszać... I zazwyczaj to wystarczało” – wspominali. Żadna nie mogła mu się oprzeć. Skandal obyczajowy wybuchł dopiero wtedy, gdy światło dzienne ujrzała nieautoryzowana biogra fia gwiazdora, napisana przez dziennikarza Petera Biskinda. Według niego Warren Beatty miał kontakty seksualne z ponad 12 700 kobietami! Biskind porównał go do drapieżnika polującego na hollywoodzkiej sawannie. Zresztą sam Beatty nie ukrywał swojej słabości do przedstawicielek płci pięknej. „Kobiety są jak słoik z oliwkami. Można zjeść jedną i go zamknąć albo delektować się wszystkimi”. I rzeczywiście miał duży apetyt. Joan Collins, jedna z kochanek aktora, przyznała, że seks pięć, sześć razy dziennie był normą. „Czułam się jak ostryga w maszynie do otwierania muszli” – mówiła.

Na kłopoty z potencją nie narzeka też Charlie Sheen. O najlepiej zarabiającym aktorze telewizyjnym zrobiło się głośno, gdy do mediów tra fiły szczegóły imprez, które odbywały się w jego domu. Gwiazdy filmów porno i luksusowe prostytutki opowiadały, że „na stołach usypane były góry z kokainy, a w całym domu unosił się zapach marihuany”. Gdy do tego obrazu doda się stosy butelek po szkockiej, zalegające w kątach rezydencji, można już pokusić się o pierwszą diagnozę. „Seks dla Charliego jest potwierdzeniem męskości, na której punkcie ma duże kompleksy. Depresję z tego powodu próbuje wyleczyć narkotykowym hajem” – tak opisywali ten przypadek terapeuci w artykule dla „In Touch”. A co na to sam Charlie? Skandalista podkreśla na każdym kroku, jak bardzo podoba mu się takie życie. „Patrzcie! Są ze mną najpiękniejsze i najbardziej wyuzdane kobiety na tej planecie. Każdy facet mi zazdrości! – przechwalał się.

Historia króla rock and rolla różni się od poprzednich przypadków. Wielu biografów chciało określić Elvisa Presleya mianem playboya. Jednak gdy zaczynali szperać w jego przeszłości, pojawiały się pewne komplikacje. Wiele kobiet, z którymi był łączony, zaprzeczały, że doszło do intymnych zbliżeń. „Zjedliśmy kolację i poszliśmy do jego pokoju hotelowego. Elvis przez dwie godziny grał mi na gitarze, a później odwiózł do domu” – wspominała June Wilkinson. June Juanico miała inną przygodę. „Kiedy poznałam Elvisa, był z członkami swojego zespołu. Próbował flirtować i – żeby nie narazić się na ich żarty – porwał mnie do toalety. Zamknął za nami drzwi i... przeprosił. Wyszliśmy po pięciu minutach, a on zachowywał się, jakbyśmy uprawiali seks. Kumple byli zachwyceni” – mówiła. Ponoć Elvis tak bardzo bał się chorób przenoszonych drogą płciową, że za wszelką cenę unikał zbliżeń. Wstydził się też nagości.

Problemów z rozbieraniem się, nie tylko na ekranie, nie mieli natomiast Roger Moore i Colin Farrell. Pierwszy po roli Jamesa Bonda przejął styl życia słynnego agenta. Każdą wolną chwilę spędzał, paradując z gołym torsem po najsłynniejszych plażach świata. Wieczorami brylował na bankietach dla śmietanki towarzyskiej. Drugi poszedł jeszcze dalej: w 2006 roku do internetu trafiła sekstaśma, którą aktor nagrał trzy lata wcześniej z ówczesną kochanką Nicole Narain. Na słabej jakości filmie fani mogli podejrzeć ich łóżkowe igraszki. Burzę w mediach wywołały także rewelacje 70-letniej wtedy (2005 rok) Eileen Atkins. Aktorka przyznała, że pewien bardzo znany i przystojny aktor przez trzy godziny namawiał ją na seks. Później wyszło na jaw, że adoratorem był właśnie Colin Farrell, z którym grała w filmie „Pytając o miłość”. „Była to bardzo kusząca propozycja, ale odmówiłam. Ten pan jest ode mnie młodszy o 42 lata” – tłumaczyła.

Więcej szczęścia w relacjach damsko-męskich miał młody Clark Gable. Jeszcze zanim stał się sławny, był związany z kilkoma starszymi kobietami, które zapewniały mu godziwe życie. Płaciły jego rachunki, dbały o garderobę, a kiedy młodzieniec zaczął przebąkiwać o karierze aktorskiej, jedna z nich zabrała go do Hollywood i ułatwiła start w branży. Oczywiście najpierw musiała go trochę do tego przygotować. Zafundowała Gable’owi wizytę u dentysty, logopedy, przekonała go także do nowej fryzury i manikiuru. Opłaciło się. Już po kilku miesiącach od przeprowadzki czarujący Clark miał podpisany kontrakt z wytwórnią MGM. I wtedy zaczęły się problemy.

Gable szybko dał się poznać jako niepoprawny uwodziciel. Wdawał się w romanse z partnerkami z planu swoich filmów. Na szczęście mógł liczyć na specjalną „opiekę” MGM, której PR-owcy dbali, żeby kolejne skandale nie ujrzały światła dziennego. Zwłaszcza że idol Amerykanek był żonaty – w sumie aż pięć razy. Ze skoków w bok najdłużej trwała jego fascynacja Joan Crawford. Ich burzliwy związek ciągnął się 20 lat. Zakochanym nie przeszkadzały nawet groźby zerwania kontraktu przez MGM (wiedzieli, że to blef, wytwórnia nie zwolniłaby przecież swoich największych gwiazd) ani gniew kolejnych żon aktora.

 

Na szczęście współczesne wcielenie gwiazdora „Przeminęło z wiatrem”, Leonardo DiCaprio, nie popełnia jego błędów. Ulubieniec kobiet na całym świecie ma jedną podstawową zasadę – nie romansuje w pracy! Wręcz przeciwnie. Kumpluje się ze swoimi partnerkami z planu. Do tej pory jest najbliższym przyjacielem Kate Winslet, którą poznał w trakcie zdjęć do „Titanica” w 1996 roku. Nie znaczy to jednak, że boski Leo nie umie docenić kobiecego piękna. Przez prawie pięć lat był związany z jedną z supermodelek Gisele Bündchen. Ich związek rozpadł się, bo gwiazdor bał się poważniejszych zobowiązań. Takie same zastrzeżenia miała do niego kolejna seksbomba, z którą się spotykał, Izraelka Bar Refaeli. W międzyczasie przez jego sypialnię przewinęły się setki kobiet. Z tych bardziej znanych trzeba wymienić m.in. Naomi Campbell, Kate Moss, Evę Herzigovą i Carmen Electrę. „Leo przypomina największych amantów w historii kina. Pociąga dobrymi manierami i romantyczną naturą. Gdyby nie parę wad, byłby facetem idealnym” – zdradzała jedna z jego byłych kochanek.

O Jacku Nicholsonie kobiety raczej tak nie mówiły. Aktor nie przypomina amanta. Nie jest też grzeczny i szarmancki. Ale jeżeli chodzi o „skuteczność” w zdobywaniu kobiet, Leonardo nie dorasta mu nawet do pięt. Jaki jest jego sekret? Poza diaboliczną urodą – bezczelność. „Wystarczy, że pogłaszczę kobietę po plecach, spojrzę głęboko w oczy, zapytam, jak się czuje, i jest już moja. Nawet teraz” – zdradzał dziarski 74-latek. W latach 60. i 70. był jedną z najbarwniejszych postaci aktorskiej bohemy w Los Angeles, ale zamiłowanie do szalonych imprez zostało mu do dzisiaj. Podobne hobby ma jego młodszy kolega z branży – Jamie Foxx. To według magazynu „GQ” największy obecnie playboy Hollywood. Aktor, podglądany przez reporterkę magazynu, udowodnił, że zasługuje na ten tytuł. Bez dwóch zdań. „Szalona impreza z czterema blondynkami w hotelowym pokoju to dla niego rzecz tak powszednia, że trzeba mu o niej przypominać” – pisała dziennikarka Lisa DePaulo. Kiedy Jamie wchodzi do klubu, wszyscy już wiedzą, że szampan będzie lał się strumieniami. Bez mrugnięcia okiem podpisuje rachunki na kilkanaście tysięcy dolarów za alkohol stawiany kompletnie obcym osobom. Zaczepiany przez fanów na ulicy często zaprasza ich na obiady. „Ma olbrzymią łatwość w nawiązywaniu kontaktów. Szczególnie z kobietami” – relacjonowała dalej DePaulo. Jamie nie wierzy już jednak, że spotka miłość swojego życia. „Jestem już na to za stary” – tłumaczy,jak rasowy playboy.

WARREN BEATTY - Plotka głosi, że hit Carly Simon „You're so Vain” („Jesteś taki próżny”) opowiada właśnie o nim. Playboy miał krótki romans z piosenkarką na początku lat 70. Z tamtego okresu pochodzą także najbardziej błyskotliwe wypowiedzi aktora, takie jak: „Każdy facet, który ma 40-letnią żonę, powinien ją rozmienić jak w banku – na dwie 20” albo „Dla mnie działalność charytatywna to zaproszenie brzydkiej dziewczyny na lunch”. Jednak do historii przejdzie z innego powodu. Według autora jego biografii, Petera Biskinda, Warren Miał kontakty seksualne z prawie  13 tysiącami kobiet!

CHARLIE SHEEN - Uwielbia pikantne zabawy w łóżku. Jedną z takich fantazji jest seks z cheerleaderką, dlatego każda z jego kochanek musi posiadać uniform pomponiary w garderobie. Ma też bardziej przyziemne hobby – łowienie ryb na pełnym morzu oraz kolekcjonowanie kart z bejsbolistami i broni palnej. W latach 90. przez przypadek postrzelił w ramię swoją ówczesną partnerkę Kelly Preston.

ELVIS PRESLEY - Po goleniu zawsze używał wody Brut. To był jego ulubiony zapach. W czasie służby wojskowej zaczął trenować karate, zdobył nawet czarny pas, czyli najwyższy stopień wtajemniczenia. Regularnie też grywał w futbol. W rezydencji miał trzy telewizory, tylko po to, żeby na bieżąco śledzić rozgrywki. Kiedy był już sławny, napisał list do prezydenta Nixona, aby ten mianował go tajnym agentem wydziału antynarkotykowego. Nic z tego nie wyszło. Na otarcie łez rząd przesłał gwiazdorowi specjalną odznakę FBI.

COLIN FARRELL - Producenci filmu „Aleksander” wycięli scenę, w której aktor pokazał się nago „en face”. Pokaźnych rozmiarów przyrodzenie Colina mogło odciągnąć uwagę widzów od filmu. Jako rodowity Irlandczyk ma bardzo mocną głowę. W 2005 roku, po 12-godzinnej zakrapianej imprezie z Colinem, jego przyjaciel Jamie Foxx obiecał, że już nigdy nie tknie alkoholu. Na jednym z palców lewej ręki Colin ma wytatuowany napis „Carpe diem” – chwytaj dzień. Wielokrotnie podkreślał, że żyje według tej zasady.

ROGER MOORE - Martini wstrząśnięte, nie mieszane zamawiał tylko jako James Bond. Prywatnie wybierał słabsze alkohole. Z roli superagenta zrezygnował w chwili, gdy zrozumiał, że filmowe kochanki mogłyby być jego córkami. Na planie miał też mały sekret. Wszystkie „biegające” sceny były nagrywane przez dublerów. Moore twierdził, że w ruchu wygląda idiotycznie. Nie tolerował także żartów ze swoich przerzedzających się włosów. Był czterokrotnie żonaty, w 2002 roku poślubił Christinę „Kiki” Tholstrup. Cierpi na hoplofobię – panicznie boi się broni palnej. Może dlatego większość wrogów „007” załatwiał gołymi rękami.

CLARK GABLE - Miał dwa oblicza. Jedno wykreowane przez specjalistów od PR-u, którzy przedstawiali go jako typowego rodzinnego faceta spędzającego czas na łowieniu ryb i polowaniach. Drugą twarz, tę prawdziwą, poznali już tylko nieliczni. Gable był nadużywającym alkoholu gburem, który nie szanował kobiet. Ale miał też w sobie to coś, co przyciągało je do niego jak magnes. Skandalami obyczajowymi, w które był zamieszany, mógłby obdzielić kilku innych „niegrzecznych” gwiazdorów naszych czasów.

LEONARDO DICAPRIO- Na każdym kroku stara się chronić prywatność. Nic to jednak nie daje, ponieważ tabloidy regularnie donoszą o kolejnych romansach aktora. W Hollywood ma opinię playboya, który działa w białych rękawiczkach. Nie był nigdy zamieszany w żaden skandal. Żadna z jego licznych kochanek nie oczerniła go też publicznie. Dobre notowania Leo podnoszą działalność charytatywna oraz troska o ochronę środowiska naturalnego. Wady? Tylko jedna: paniczny lęk przed zobowiązaniami w związku.

 

JACK NICHOLSON - Kilka lat temu został uznany za najseksowniejszego starszego pana na świecie. I ponoć bardzo ucieszył się z tego wyróżnienia. Przyjaciele aktora twierdzą, że jedną z jego najlepszych cech jest olbrzymi dystans do siebie i poczucie humoru. Życiowe motto aktora brzmi: „Jeszcze więcej dobrych chwil”. Podczas wizyty na Kubie poznał Fidela Castro i był nim zachwycony. „To geniusz” – powtarzał po powrocie do Stanów. Jest też zagorzałym fanem Lakersów. Karnet na mecze koszykarzy ma od 1970 roku.

JAMIE FOXX - Rozśmieszał wszystkich. Nauczyciele pozwalali mu opowiadać kawały za dobre zachowanie całej klasy. Do dziś sypie nimi jak z rękawa. Znany jest też z tego, że na imprezy w jego domu może przyjść każdy. Jest tylko jeden warunek – trzeba mieć dobry nastrój. A ponoć warto. Szczęściarze, którzy się na nich znaleźli, wspominali później, że przypominają bankiety „Playboya” w rezydencji Hugh Hefnera. Piękne kobiety, najlepsze trunki i gospodarz Jamie witający gości w atłasowym szlafroku. To musi być niezapomniany widok...