Powadzisz program „Geneza grzechu” na kanale ID. Jest tam dużo zbrodni, seksu, przemocy.

Tak. To program o grzechu.

Nie bałeś się tego projektu?

Nie, dlaczego miałbym się bać? Grzech jest ludzką sprawą. Ten program to analiza ludzkich namiętności.

Będziesz dotykał rzeczy związanych z żądzami, instynktami.

Tak, ale one są bliskie każdemu z nas. Tyle że my opowiadamy o przypadkach skrajnych, patologicznych.

Jaka jest geneza grzechu?

Egoizm.

Będziesz w tym programie demoniczny?

Nie, zupełnie nie. Jak każdy prowadzący jestem rzeczowy i powściągliwy.(śmiech)

A żeby wejść w ten program, musiałeś odkryć w sobie demoniczne strony?

Nie, to po prostu kolejne zadanie aktorskie i bardzo ciekawe ćwiczenie warsztatowe, bo trzeba patrzeć wprost do kamery i mówić, wyobrażając sobie widza, czyli zupełnie inaczej niż w kinie.

A nie jest to uruchamianie w ludziach niezdrowej fascynacji grozą, czymś ciemnym?

Mam nadzieję, że nie, że taki program służy czemuś innemu. Rozwijaniu świadomości. Mam głębokie przekonanie, że to program edukacyjny, a nie sensacyjny. Prawdziwą szkodę robi popkultura, banalizując zło, postaciom niebezpiecznym nadając cechy sympatycznych kumpli czy pociągających drani. Nie wiem, czy normalna kobieta chciałaby się „w realu” umówić z psychopatą czy mordercą.

Nie przerażają Cię te historie?

Oczywiście, że przerażają. To program o mechanizmach zła i chciałbym, żeby widzowie tak to odbierali. Dlatego mówię o roli edukacyjnej, a nie szukaniu sensacji.

A czy w Tobie drzemie jakiś demon? Te zimne oczy...

Ulegasz stereotypowi. (śmiech) A ja jestem ciepłym i pogodnym człowiekiem.

Czym najbardziej grzeszysz? Namawiam Cię na spowiedź...

Czy ulegam słabościom? Oczywiście, że tak, bo nie jestem robotem. Bywam egoistą, choć już zdecydowanie rzadziej niż kiedyś.

Nie zepsuło Cię to permanentne robienie z Ciebie najseksowniejszego polskiego aktora? Zacząłeś grzeszyć pychą?

Nie wiem, czy grzeszę pychą. To raczej narcyzm. (śmiech) Narcyzm karmi się takimi tytułami, ale to zainteresowanie spadło na mnie w momencie, gdy już przestałem mieć ambicje, żeby zostać „misterem universum”.

Czy to nie pycha pchnęła Cię z małego miasteczka do szkoły teatralnej?

Nie pycha, tylko marzenia, przygoda, potrzeba zmiany, ciekawość... same pozytywy.

A grzech, jakim jest gniew, jest Ci znany?

Cóż... Znany. Gdy podchodzisz do skały i ją głaszczesz, a ona ciągle jest twarda, to w końcu musisz użyć młotka. Idealnie jest trudne sytuacje rozwiązywać inteligencją, ale emocje czasami wygrywają i może być niebezpiecznie... Ostatnio byłem w kinie i grupa ludzi strasznie hałasowała. Zaryzykowałem i wydarłem się na gościa w taki sposób, że nie miał wątpliwości, że nie żartuję. Oczywiście to było zupełnie bez sensu, bo powinienem zgłosić problem obsłudze kina. W pracy natomiast staram się jednak negocjować, szukać dialogu. Bo tam jesteśmy na dobre i na złe, nawet jeśli się pokłócimy, to nadal będziemy ze sobą pracować.

A grzech zazdrości? Czego zazdrościłeś, jak byłeś dzieckiem?

Zazdrościłem wszystkiego! Mam 38 lat i jestem dzieckiem głębokiego PRL-u, i do tego z prowincji. Więc zazdrościłem dżinsów, pieniędzy. Dobra materialne wtedy nie były zagrożeniem – to była raczej ziemia obiecana. Zazdrościłem coca-coli i  wszystkiego innego, czego moje pokolenie zazdrościło dzieciakom z zagranicy czy tym bogatszym z okolicy. Zazdrościłem wszystkiego, co było kolorowe.

A teraz nie łapiesz się na tym, że zazdrościsz ról, lepszych kontraktów?

Nie. Bardziej zazdroszczę takich rzeczy, jak edukacja, na którą kiedyś nie miałem zupełnie ochoty. Ale na nadrobienie tego nigdy nie jest za późno.

Czy sława nie przeszkadza Ci w ustabilizowaniu się, w znalezieniu osoby, która pokocha Ciebie, a nie Twój wizerunek?

Popularność tworzy dystans, ale nie jest to bariera nie do przekroczenia, bo jestem z natury otwarty. Często też spotykam osoby, które w ogóle nie wiedzą, kim jestem. Na szczęście nie na każdym robi wrażenie to, że rozmawia z jakimś tam aktorem. (śmiech)

Grzech nieczystości? Jest Ci znany?

Jak śpiewał Kuba Sienkiewicz: „Wszędzie dookoła czyha pokusa goła”. Ale już dajmy spokój, bo za chwilę wstąpię do zakonu z poczucia winy. (śmiech)

Jesteś przykładem osoby, która długo czekała na sukces. Do szkoły teatralnej dostałeś się za trzecim razem. Potem długo nie miałeś spektakularnych sukcesów. A teraz jesteś rozchwytywany. Czujesz się spełniony?

Sukcesy były, tyle że mniej medialne, bo teatralne. Z tego etapu mojej drogi aktorskiej jestem niezwykle dumny, ponieważ wiem, że nie byłoby mnie tu, gdzie teraz jestem, bez doświadczeń teatralnych. Miarą sukcesu dla mnie na pewno nie jest popularność. A jeśli spełnienie traktować jako dotarcie do celu, to ja zdecydowanie tego celu nie osiągnąłem, bo nie mam zielonego pojęcia, czym on jest. Myślę nawet, że ważniejszy niż cel jest sam proces docierania do niego, więc staram się skupić na radości grania i bycia z ludźmi. Mam też duże wątpliwości, czy aktorstwo może przynieść spełnienie.

To czemu zostałeś aktorem?

 

Na pewnym etapie aktorstwo spełnia wiele potrzeb, większość osób zdających do szkół teatralnych czuje się inna, wyjątkowa. Szkoła staje się taką wyspą ludzi nadwrażliwych, bycie wśród swoich daje poczucie akceptacji, przynosi ulgę. Tylko że od poczucia wyjątkowości jest już bardzo blisko do narcyzmu, egoizmu. A to powoduje, że wszystko, co nie zgadza się z naszymi wyobrażeniami, zaczyna nas drażnić. Aktorstwo, oczywiście w sprzyjających okolicznościach, może rozwijać piękne cechy, tyle że niestety większość energii idzie na walkę z egocentryzmem, a to, jak się trochę dojrzeje i zmądrzeje, strasznie przeszkadza.

Widzę, że masz kryzys związany z aktorstwem?

Nie!

A może to kryzys czterdziestolatka?

Daj mi, Panie Boże, więcej takich kryzysów! Dystans do siebie i do aktorstwa jest zbawienny, więc to nie kryzys, tylko większa świadomość i większa przyjemność z bycia aktorem. Bez tego całego szarpania i prucia flaków.

Co takiego się stało, że zacząłeś inaczej myśleć o swoim zawodzie?

To raczej suma zbieranych doświadczeń, ważnych i ważniejszych. Trudno więc to nazywać przełomem, bo wcześniej też to wszystko niby wiedziałem, tylko z realizacją miałem kłopot. W moim przypadku hierarchię ważności ustaliła śmierć bliskiej osoby. Musiałem zacząć nazywać to, co czuję, i to, czego chcę. Taka szczerość wobec siebie jest cholernie trudna.

Odkąd jesteś bogaty, otaczasz się fajnymi przedmiotami, żyjesz milej i przyjemniej?

Bogaty? Bez przesady. W moim przypadku fajny przedmiot to książka, a przyjemność to czas, żeby ją przeczytać. Nie mam wielkich potrzeb konsumpcyjnych, choć kiedyś coś tam sobie rekompensowałem kupowaniem. Moje pokolenie zachłysnęło się zachodnim modelem, dorastanie w czarno-białej rzeczywistości jakby pozbawiło nas refleksji. Ale coraz większa moda na minimalizm czy slow life pokazuje, że nie jest z nami tak źle.

Co jest dla Ciebie ważne?

Dzielenie się uczuciami, doświadczeniem, pasją. Bycie uważnym na innych. Bezinteresowność...

Media wykreowały Twój wizerunek „ciacha”. Nie sądziłam, że „ciacho” tak poważnie podchodzi do życia.

Nie wyciągałbym z tej rozmowy aż tak daleko idących wniosków. (śmiech) Ale media to część popkultury, która musi sprowadzić człowieka do jednego zdania czy epitetu, do skandalu, historyjki. Upraszcza, żeby było łatwiej.

Ale Ty też jesteś częścią popkultury. Grasz w serialach, w teatrze już nie występujesz...

Czy chcesz powiedzieć, że w teatrze są wartości, a w serialu ich nie ma? To kolejny krzywdzący stereotyp. Jeśli serial jest dobrze napisany i psychologicznie wiarygodny, to pozwala zrozumieć pewne mechanizmy czy zachowania. Czasami ma to więcej głębi, czasami mniej, ale przestrzegałbym przed uogólnianiem, że wszystko, co ma dużo odcinków, jest bez sensu.

A Ty odkryłeś coś dla siebie w serialach?

Oglądając je, ciągle coś odkrywam, a praca na planie nauczyła mnie współpracować z ludźmi. To na pewno sztuka stwarzać wokół siebie miłą atmosferę, dać się lubić, ale też być wyrozumiałym. Mam też większy szacunek dla pracy wszystkich ludzi na planie. Praca w zespole jest ogromnie cenna. Ja, aktor, nie jestem wcale nikim lepszym od kogoś, kto nosi kable, jestem tak samo częścią zespołu. To duża lekcja.