Proszę o ciszę, kamera... Akcja!” – słychać na planie w hali zdjęciowej warszawskiej wytwórni filmowej przy ulicy Chełmskiej. Rozpoczęło się ujęcie. Krystyna Janda i Jerzy Radziwiłowicz siedzą w salonie, w mieszkaniu serialowej Barbary Lewickej, lekarza psychiatry (Janda): ona ubrana w szlafrok, skupiona, w charakterystycznych okularach z ciemną oprawką. Andrzej (Radziwiłowicz), psychoterapeuta, w szarym garniturze, z twarzą, na której wypisany jest wielki życiowy problem. Zaczyna mówić, a tym samym rozpoczyna terapię...

35 lat wcześniej, również w Warszawie, ale m.in. w gmachu telewizji przy ulicy Woronicza, kręcono zdjęcia do jednego z najgłośniejszych polskich filmów – „Człowieka z marmuru”. Agnieszka (Janda), dyplomantka szkoły filmowej, przekonuje „ważnego redaktora” o potrzebie powstania filmu, którego bohaterem będzie Mateusz Birkut (Radziwiłowicz), przed laty przodownik pracy, którego błyskotliwa kariera skończyła się nagle i niespodziewanie gdzieś około roku 1952. Kiedy powstawał film Wajdy, Janda i Radziwiłowicz rozpoczynali karierę. Nie mogli wymarzyć sobie nic lepszego na starcie. Dla młodziutkiej absolwentki szkoły teatralnej to był debiut u najlepszego już wtedy polskiego reżysera, w filmie, który wywrócił do góry nogami historię naszego kina, wywołał furię w komitecie centralnym. Dla Radziwiłowicza „Człowiek z marmuru” był wprawdzie już trzecią produkcją, ale pierwszą z tak ważną – z wielu powodów – rolą. Żeby w 1977 roku –– kiedy miał premierę – obejrzeć „Człowieka z marmuru”, trzeba było zapisywać się na listy biletowe. Niemal każdy chciał zobaczyć obraz wymierzony w socjalistyczne władze. „Najpierw, przez kilka dni daremnie usiłowałem się dostać na któryś z seansów w kinie Wars. W piątek wieczór ktoś zatelefonował podniecony, że podobno od jutra film wchodzi na ekrany jeszcze w trzech salach. O świcie dzwonek do drzwi, to sąsiadka, która mówi, że przed kasą Wisły jacyś mili młodzieńcy zapisują na listę; byłem więc sześćdziesiąty – pisał wtedy podniecony warszawski recenzent Wiktor Woroszylski.

Kilka tygodni temu Krystyna Janda i Radziwiłowicz zakończyli wspólne zdjęcia do serialu „Bez tajemnic”. Jego scenariusz oparty jest na izraelskim „Be’Tipul”. Główną postacią tej opowieści, którą przed nami zrealizowali już amerykanie, jest psychoterapueta, który regularnie odbywa spotkania z pięciorgiem swoich pacjentów. Uznany specjalista, ojciec rodziny, sam zmaga się z problemami, szuka pomocy u granej przez Krystynę Jandę Barbary. „Marmurowi” aktorzy, dzisiaj w czołówce, z wielkim dorobkiem i pozycją, znowu spotkali się na planie, jak kiedyś w rolach Agnieszki i Mateusza w filmie Wajdy.

Absolutna pamięć widza

„Oczywiście, wspominamy... Ale myślę, że nasze spotkanie w serialu z tamtymi wspomnieniami ma niewiele wspólnego” – mówi „Gali” Krystyna Janda, zapytana, czym dla niej jest film Wajdy, który powstał 35 lat temu. Z nią i Jerzym Radziwiłowiczem rozmawiamy w przerwie zdjęć do „Bez tajemnic”. Siedzimy w małym pokoju, sąsiadującym z halą filmową: aktorzy na kozetce, ja w fotelu. Mam wrażenie, że atmosfera i terapeutyczna aura „Bez tajemnic” również i mnie się udzieliła. „To nie jest tak, że my za każdym razem wspominamy z Krystyną »Człowieka z marmuru«... Niech nas ręka pańska broni” – dodaje roześmiany Radziwiłowicz.

Rola Jandy i Radziwiłowicza przywoływana była przy wielu okazjach. Sam Andrzej Wajda, w 2005 roku, nakręcił suplement do filmu z 1976 roku. Powstał „Człowiek z nadziei”, który razem z pozostałymi 12 etiudami wszedł do cyklu „Solidarność”, wymyślonego przez reżysera z okazji jubileuszu 25-lecia związku zawodowego „Solidarność”. Aktorzy po raz kolejny przyjęli zaproszenie swojego mistrza, a na planie spotkali się z Lechem Wałęsą, z którym już grali w „Człowieku z żelaza” – kontynuacji historii Mateusza Birkuta i reżyserki Agnieszki. Krystyna Janda: „Ludzie, widzowie, ciągle nam przypominają, uświadamiają, że ja i Jerzy to dla nich dalej para aktorów z tamtego filmu. Wciąż reagują na nasz duet w tamtym, ważnym dla nich kontekście” – mówi „... A my... Jak pan wspomniał, to się zdarzyło 35 lat temu. Bardzo dawno temu... i do dziś ma znaczenie, ale żyjemy dalej i pracujemy dalej...”.

Jerzy Radziwiłowicz podobnie do aktorki chce pamiętać ten ważny film i swoją w nim rolę, ale nie rozpamiętywać tego, co wtedy zrobił. „Dzięki graniu Birkuta udało mi się wziąć udział w czymś ważnym, zrobić coś, co zostaje w pamięci widzów na wiele lat. (...) Ale to nie był kres i szczyt moich możliwości. Gdyby coś takiego nastąpiło, byłbym załamany. Na szczęście grałem dalej” – powiedział w „Dużym Formacie”.

Proszę mi o tym opowiedzieć

 

Serialu, na planie którego znowu spotkali się Janda i Radziwiłowicz, nie da się porównać do innych, jakie mogliśmy i możemy oglądać w telewizji. Również do naszego filmu dotarła moda na umieszczanie w scenariuszach wątków psychoterapii czy scen rozgrywających się w gabinecie psychiatrów, gdzie towarzyszymy bohaterowi leżącemu na kozetce w obecności słuchającego go specjalisty. Choćby najnowsza komedia, „Och Karol 2”, z Piotrem Adamczykiem w roli głównej, która zaczyna się w gabinecie terapeutycznym. Karol opowiada o swoich sercowych rozterkach analitykowi granemu przez Jana Frycza. W serialu „Bez tajemnic” problem psychoterapii potraktowany został jednak poważnie. A tak opowiedziany, ze świetną obsadą, ma spore szanse na sukces.

Amerykański odpowiednik polskiego „Bez tajemnic” z Gabrielem Byrne’em w roli głównej otrzymał liczne nominacje oraz nagrody, w tym Złote Globy i prestiżowe Emmy. „Pomysł na ten serial jest bardzo prosty i bardzo zręczny. Zresztą to między innymi stanowi o jego powodzeniu na świecie. Fakt, że jesteśmy w nim terapeutami, pomaga opowiedzieć w bardzo specjalny i intymny sposób o problemach, sytuacjach życiowych i dylematach, które dotyczą dużej części widowni i są jakby „wieczne”, ale opowiedzieć w sposób specjalny” – mówi Krystyna Janda. „Pomysł z terapeutami jest pretekstem, żeby mówić o nich w niekonwencjonalny sposób i jakby osobno do każdego oglądającego. Pewnie wśród widzów będzie można znaleźć wielu dotkniętych w podobny sposób. W scenariuszu choćby jedną z bohaterek jest dziewczyna, która ma problem z miłością do ojca i odejściem ojca od matki...” – dodaje.

Aktorka przyznaje, że sama, prywatnie, odwiedzała gabinet terapeutyczny. „Przez rok chodziłam do psychoterapeuty, ale nie była to chyba klasyczna terapia. Nie wiem, czy mi pomogła, czy ja sama sobie pomogłam... Ale przyniosła ulgę” – opowiada. Krystyna Janda przypomina sobie zabawną przygodę, której doświadczyła w drodze na plan. „Pewnego dnia, jadąc tutaj, słuchałam audiobooka „Układu” Eli Kazana, którego bohaterowie, chodzą do terapeuty. Matka w odpowiedzi na pytania córki, mówi tam niezmiennie: ,,Radzę ci iść do terapeuty, on ci wszystko wytłumaczy”. Śmiałam się, bo jednocześnie myślałam o tym, co mamy tego dnia nakręcić, zagrać jako terapeuci. Ja Jurkowi rzeczywiście miałam wytłumaczyć „wszystko” – kwituje.

„Grać pacjenta z problemami jest pewnie bardzo przyjemnie. Bo jest tam co grać” – żartuje Jerzy Radziwiłowicz i przytacza mistrza ,,terapeutycznego” gatunku, Woody'ego Allena. „W jego filmach panuje taka dzika moda na to, że wszyscy chodzą do terapeuty – bez przerwy, trzy razy dziennie. On pokazuje to w sposób komiczny”. „Allen napisał nawet takie opowiadanie o tym, że siedzi w parku na ławce, a jego pies w gabinecie na terapii. On czeka, aż pies ją skończy i dywaguje, czy terapia psu pomoże” – dodaje aktorka. Niektórzy artyści twierdzą, że dziedzina sztuki, którą się zajmują, jest dla nich rodzajem terapii. Czy tak jest również z aktorstwem? „Znałam takich, dla których było. Ale dla nas nie jest” – odpowiada Krystyna Janda. „Absolutnie się z tym zgadzam” – dodaje jej serialowy partner. W przeciwieństwie do widzów, dla których kino może być czymś więcej niż tylko historią opowiedzianą za pomocą ruchomych obrazów. Tak było m.in. właśnie z „Człowiekiem z marmuru”. Dawał nadzieję, zadawał odważne pytania, a wszedł do kin na trzy lata przed 1980 rokiem, w którym zaczęły się strajki na Wybrzeżu.

Czy powstanie kolejny człowiek?

Kilka lat temu Jerzy Radziwiłowicz, wracając samochodem do domu, wjechał na nowo otwartą stację benzynową. Kiedy zatankował paliwo i wszedł do środka, żeby zapłacić, natychmiast rozpoznano go. Na stacji nie było wielu kupujących. Personel stacji pomyślał: „Taki klient na „dzień dobry”. Trzeba zadbać, żeby do nas wrócił”. Oprócz paragonu wręczono aktorowi kubek z gorącą kawą i DVD z filmem (gratisowo). Tym filmem był „Człowiek z marmuru”. Aktor opowiedział o tym Andrzejowi Wajdzie i Krystynie Jandzie. Życie upomniało się o kolejną, współczesną historię ludzi z marmuru.