GALA: Niedługo po raz drugi zostanie Pan dziadkiem – tym razem postarał się o to Pana młodszy syn Piotr, któremu urodzi się syn. Jak się Pan z tym czuje? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Gdy dwa lata temu pojawiła się na świecie moja pierwsza wnuczka Weronika, córka Wojtka, pomyślałem sobie: „No to już nie ma dyskusji. Dziadek to dziadek”. Wraz z jej urodzinami zorientowałem się, że to definitywny koniec młodości. Wcześniej utrzymywałem się w błogim stanie świadomości, że jeszcze jestem młody, bo mój najmłodszy syn ma dopiero 12 lat. To mnie jednak odmładzało. Między moją wnuczką a synem Krzysztofem jest tylko 10 lat różnicy.

GALA: Ale chyba nie metryka się liczy, tylko samopoczucie? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Bardzo się staram czuć młody duchem, ale coraz gorzej mi to wychodzi... Na przykład cierpliwość straciłem dawno temu.

GALA: O, to nie może być Pan dobrym dziadkiem! 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Nie będę owijał w bawełnę – nie mam podejścia do dzieci i chyba nie jestem superdziadkiem. Mówi się, że przy wnukach nadrabia się to, czego nie dało się dzieciom. Mnie się to nie udaje.

GALA: I na spacer z wózeczkiem Pan nie wychodzi? Nie pilnuje Pan wnuczki wieczorami, gdy syn z żoną chce pójść do kina?

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Nie zaryzykowali jeszcze.

GALA: Pewnie boją się, że zaśnie Pan z pilotem, a dziecko do północy będzie wpatrywać się w ekran... 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Wiele lat temu moja żona zostawiła mnie ze swoją czteroletnią córką Julką i jej siostrą cioteczną – lat dwa. Zachowałem się wtedy, myślę, zawodowo, bo wypożyczyłem świetny film „Twierdza” z Seanem Connerym. Julka do dziś pamięta ten wieczór. „Nawet nie masz pojęcia Krzysiek, jak myśmy się bały!” – wspomina po latach. Ale wtedy przez dwie godziny żadna nawet nie miałknęła.

GALA: Co dziadek powinien wiedzieć? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Nie mam zielonego pojęcia! Nie mam doświadczenia z tak małymi kobietami! Z nieco starszymi wiedziałbym, jak postępować...

GALA: Doradzę Panu. Zasada jest ta sama – trzeba rozpieszczać. 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Więc rozpieszczam: kupuję zabawki.

GALA: Widzę, że czuje się Pan bardzo niepewnie w tej roli. 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Proszę sobie wyobrazić, że to jest w naszej rodzinie od trzech pokoleń pierwsza urodzona kobieta!

GALA: Ja jednak Panu nie odpuszczę – musi Pan powiedzieć, jakim powinien być dziadkiem. 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Praktycznym.

GALA: Czyli za kilkanaście lat będzie Pan skutecznie odstraszał konkurentów? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Eee tam, wtedy to ja będę w takim wieku, że to oni mnie pogonią! Powiem pani tak: czekam przyczajony na rozwój wypadków. Zobaczymy, co życie przyniesie w tej kwestii. Nie byłem modelowym ojcem i nie będę modelowym dziadkiem.

GALA: Nie wyrobił się Pan jako ojciec? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Byłem w stosunku do swoich starszych synów niekonsekwentny. Najpierw mnie nie było, bo wyjeżdżałem w długie trasy, więc po powrocie ich rozpieszczałem. Potem nagle stawałem się ostry, dokręcałem śrubę w szkole. Ta niekonsekwencja była dla nich niezrozumiała. Przecież trasy koncertowe to było siedem–osiem miesięcy! W Stanach byłem 1,5 roku. W domu w zasadzie byłem gościem. Więc jak się zjawiałem, chciałem nadrobić zaległości. Ten brak konsekwencji spowodował zgrzyty, które do dziś pokutują. Piotr chyba do tej pory mi tego nie darował.

GALA: Może Pan coś z tym zrobić?

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Teraz ruch jest po jego stronie. Ja już chyba nic nie mogę.

GALA: A jakim jest Pan teściem? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Mam nadzieję, że dobrym.

GALA: Myśli Pan o sobie – jestem starzejącym się rockandrollowcem? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Etykietę „rockandrollowiec” straciłem już dawno.

GALA: Właśnie widzę – taki stateczny rockandrollowiec z Pana. 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: No chyba tak, skoro skończyłem 60 lat! Mam prawo być stateczny! Inaczej wydawałbym się śmieszny.

GALA: Przejmuje się Pan tym, co mówią inni? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Po prostu raczej nie chciałbym być śmieszny.

GALA: Łapie się Pan na tym, że metryka mówi jedno, a Pana samopoczucie coś innego? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Coraz częściej zaczynam rozumieć Fausta.

GALA: I jak on chce Pan krzyknąć: „Trwaj chwilo, jesteś piękna”? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Tak. Coraz częściej myślę o tym, że życie tak szybko minęło. „Faust” Goethego jest kompletnie niezrozumiały dla młodego człowieka. O co chodzi z tą piękną chwilą?! Przecież w życiu są same piękne chwile! Z wiekiem okazuje się, że owszem, są i mijają bezpowrotnie. Teraz tak bardzo go rozumiem.

GALA: I sprzedałby Pan duszę diabłu, żeby odzyskać młodość? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Jasne! Byłbym wdzięczny nawet za jeden rok!

GALA: Który rok? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Powtórzyłbym, identycznie, bez zmian moment, kiedy poznałem swoją drugą żonę. Wszystko, co się wtedy odbyło, powtórzyłbym jeszcze raz! Choć nie było to proste i przeszliśmy wtedy przez nie lada trudności. Ja miałem dwóch nastoletnich synów, Joasia – córkę z pierwszego małżeństwa, która miała trzy lata. To wszystko nie było takie wesołe i proste, a jednak wracam do tego okresu, jak do najszczęśliwszych chwil życia.

GALA: To była miłość od pierwszego wejrzenia?

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Tak, ale też było to ogromne ryzyko. Okazuje się, że jeśli człowiekowi na czymś bardzo zależy, to nie ma takiej rzeczy, której by nie zrobił.

 

GALA: Co Pana żona miała takiego, że zdecydowaliście się wywrócić wasz świat do góry nogami?

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Miała mniej więcej to samo co każda kobieta (śmiech). Plus to „coś”.

GALA: Co to jest to „coś”? Jest tolerancyjna i wyrozumiała?

KRZYSZTOF CUGOWSKI: O nie, nie jest taka znowu tolerancyjna. To bardzo zasadnicza kobieta. I chyba dlatego zdecydowaliśmy się na tak zasadnicze rozwiązania. Nie chcieliśmy być ze sobą na zasadzie dopadania przez ocean. A wielu nam doradzało: „Po co zaraz się rozwodzić? Można przecież mieć po cichu kochankę w Ameryce, a tu swoje życie”. Kiedy słuchałem tego, uświadomiłem sobie, że ja tak nie chcę żyć.

GALA: Namawiano Pana na życie w kłamstwie. 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Moja pierwsza żona też powiedziała, że ona chce tę sprawę rozwiązać radykalnie. Nie chciała takiego życia, choć wiem, że wiele kobiet godzi się na podobne układy. Więc skoczyliśmy z Joasią na głęboką wodę.

GALA: Uczciwe.

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Myślę, że tak. Jak na tego typu akcję, odbyło się to przyzwoicie.

GALA: Ile upłynęło od poznania do rozwodu?

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Półtora roku.

GALA: Oj, to prawie się nie znaliście. Ryzykował Pan. 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Zależało mi bardzo na tym związku. Postanowiłem zrobić wszystko, żebyśmy Joasia i ja byli małżeństwem.

GALA: A może pociągało Pana właśnie to, że to było trudne? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Wolelibyśmy, żeby to było łatwiejsze... Prawdę mówiąc, to Joasia była ryzykantką. Bo zostawiła wszystko w Stanach: męża, karierę i przyjechała z dzieckiem do człowieka, którego przecież właściwie nie znała. Bo nasza znajmomość była oparta głównie na telefonach między Ameryką a Polską.

GALA: Odważna kobieta. 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Udało się nam. Trudne było wszystko. Znaleźliśmy się w zwariowanej sytuacji. Zaczynaliśmy tu od zera. Mieszkanie na kredyt, rozkręcanie wszystkiego od początku. Pamiętam, że nasza pierwsza zastawa to były kolorowe papierowe talerzyki, które Joasia przywiozła ze Stanów. Wmawialiśmy wszystkim, że teraz taka moda.

GALA: I niczego Pan nie żałuje? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: To było 18 lat temu.To dobry okres, żeby ocenić, czy nie popełniło się błędu. Niczego nie żałuję.

GALA: A co to za pomysł, żeby nazwać syna swoim imieniem? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: To był pomysł żony.

GALA: Kiedy zawoła: „Krzysztof!”, to razem przybiegacie? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Nie, bo w domu używamy innych pieszczotliwych określeń.

GALA: Inne zdarzenie, które chciałby Pan jeszcze raz przeżyć? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: 1974 rok. Wtedy w Rozgłośni Harcerskiej był puszczany „Sen o dolinie”. Ta piosenka nigdy nie pojawiła w I Programie PR, a jednak zyskała ogromne powodzenie. Młodzież ją gdzieś wywąchała, chociaż była nadawana tylko w tej małej rozgłośni.

GALA: W 1969 roku założył Pan Budkę Suflera. Czy Pan skończył szkołę muzyczną? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Tak, ale szczerze mówiąc, po tej szkole miałem uraz do muzyki. Muzyka nie była dla mnie przyjemnością, bo rodzice bardzo mnie zmuszali do ćwiczeń. System kształcenia był okropny. Wszyscy rywalizowali ze sobą. Ale wróciłem do tego, bo na studiach miałem kolegów, którzy grali na gitarach, ale nie mieli gdzie robić prób. Więc ich zaprosiłem do siebie, bo byłem jedynakiem, a rodziców często nie było w domu. I jak oni tak przychodzili i narzekali, że nie mają wokalisty, to im czasem podśpiewywałem. Ale wokalistą w żadnym razie nie chciałem zostać!

GALA: Pana mama nie poznała się na Pana talencie? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Nie mogła mi darować, że nie uprawiam jakiegoś porządnego zawodu. Nawet kiedy jako starsza pani była na moim koncercie w Kongresowej, dziwiła się, że przyszły tłumy. „Nie przypuszczałam, że aż tylu ludziom dla ciebie będzie się chciało tu przyjść” – powiedziała.

GALA: Zamknę okno, bo Pana zawieje. 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Nie trzeba.

GALA: Musi Pan dbać o głos. 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Dla swoje go głosu zrobiłem jedną dobrą rzecz – 25 lat temu rzuciłem palenie. To jedyna rzecz, którą zawdzięczam PRL-owi. Paliłem tzw. marki wykwintne, czyli Marlboro i Carmeny, których nie było na rynku. Kiedy mieszkałem w hotelu w Krakowie, recepcjonistka przyniosła mi dwie paczki, które jej mąż wyniósł nielegalnie z fabryki. Rzucał je przez płot, potem szmuglował dalej. Pomyślałem sobie, że naraża się na takie upokorzenia tylko dlatego, że ja chcę się sztachnąć. I rzuciłem.

GALA: A inne „świństwa” dobrze robią na gardło? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Pewnie. Pogłębiają jego brzmienie... Są niedościgli zawodowcy, jak np. Tom Waits, jeśli chodzi o picie wódki! Chciałbym im dorównać, ale zdrowie nie pozwala.

GALA: Niech Pan nie narzeka na ten PRL. Wtedy Wam się dobrze powodziło. Byliście kochani. 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Eee tam, harowaliśmy jak woły. Nikt nic nam za darmo nie dał. Kiedyś zagraliśmy ciurkiem 90 koncertów. Trzy koncerty dziennie. To było szaleństwo.

GALA: Ile musiał Pan zarobić! 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Niech pani nie żartuje! Stawki były ustalane przez ministerstwo. A ponieważ my byliśmy z tzw. prowincji, nie traktowało się nas dobrze. Pamiętam dokładnie ten czas – zaczęliśmy w listopadzie, a skończyliśmy w przeddzień Wigilii. Ostatni koncert był w Brzesku pod Krakowem. Chciałem wrócić do domu na kolację wigilijną, a ponieważ nie było miejsc w pociągu, wracałem... wagonem towarowym, na workach z listami.

GALA: Ma Pan poczucie, że jeszcze się rozwija? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Wydaje mi się, że właśnie teraz mam najlepsze możliwości wokalne.

 

GALA: Synowie przynoszą Panu jakieś nowe, ciekawe kawałki? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Raczej nie, bo oni lubią hard rocka, a ja słucham raczej soulu i bluesa. Lady Gaga mnie nie kręci. Ale wiem też, że każda dekada ma swoich bogów. Kiedy zaczynałem, to to, co śpiewałem, było dla moich rodziców niewyobrażalnie ohydne. A teraz ja uchodzę za dinozaura.

GALA: A muzyka synów jest dla Pana wyzwaniem? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Nie. Ostrzegam ich tylko przed rafami. Oni naprawdę grają prawdziwego rocka. Ja namawiam ich, żeby byli bardziej komercyjni. Łatwiej by im się wtedy żyło. Na szczęście oni mnie nie słuchają.

GALA: Czym Panu imponują synowie? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Tym, że są konsekwentni w tym, co robią, trzymają się ortodoksyjnego rocka. Nawet za cenę tego, że nie zbijają kokosów.

GALA: Pomaga im Pan finansowo? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Tak, jeśli się zwrócą o pomoc. Od tego przecież jest rodzina. Ale rzadko się to zdarza. Oni są bardzo ambitni.

GALA: Był Pan senatorem z ramienia PiS. Po co Panu była ta polityka? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Wierzyłem w PO–PiS. Było paru naiwniaków, między innymi ja, którzy w to wierzyli.

GALA: Jest Pan naiwniakiem? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Wygląda na to, że tak!

GALA: Kiedy jeszcze okazywało się, że jest Pan naiwny?

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Wielokrotnie dawałem się nabierać znacznie boleśniej niż w sprawach politycznych. Tak było we wszelkiego rodzaju damsko- męskich relacjach (śmiech).

GALA: Kobiety to oszustki są, co? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: W miarę sobie z tym radziłem, jednak parę razy dostałem w kość (śmiech). Ale uważam, że naiwność jest zdrowa. Szczególnie gdy dotyczy uczuć.

GALA: Może Pan myli naiwność z niewinnością? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Trzeba mieć także odrobinę niewinności w uczuciach. I naiwności też. Taka postawa wzbudza śmiech. A ja nie uważam, żeby naiwność była czymś haniebnym. Haniebne jest to, że ludzie oszukują, ściemniają i wykorzystują naiwność innych.

GALA: Jakoś sobie jednak Pana nie wyobrażam pokrzywdzonego przez kobiety. Raczej mogło by być odwrotnie... 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Och, bo wie pani, dużo się zmieniło od czasów licealnych, a o tym mówiłem. Generalnie, jak wiadomo za naiwność się płaci, ale dobrze jest sobie na nią pozwolić od czasu do czasu.

GALA: A oszustwa finansowe? Oszukano Pana kiedyś? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Oczywiście. Każdy muzyk przez to przeszedł. Na szczęście nie na jakieś wielkie kwoty.

GALA: Jak wygląda niebo muzyka? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Pewnie pani myśli, że hurysy i tym podobne sprawy. Ale my jesteśmy jak na „zespół młodzieżowy” – jak to się kiedyś mówiło – bardzo spokojni.

GALA: Może to źle? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Też tak myślę. Ale nie słyszała pani, żebyśmy klęli na koncercie czy się obnażali, wąchali kokainę albo demolowali hotele, prawda?

GALA: Nigdy nie zrobił Pan demolki w hotelu? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Raz w Rosji wyrzuciliśmy cały sprzęt przez okno w trakcie trasy. Pijaliśmy wódkę, ale narkotyki nas ominęły. Dopóki paliłem papierosy, to też od czasu do czasu paliłem trawę. Gdy skończyłem z papierosami, skończyłem też z trawą. Teraz, gdybym się „sztachnął jointem”, tobym chyba umarł.

GALA: W czasach, gdy byliście zespołem młodzieżowym, na Zachodzie wśród muzyków królowała heroina. 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: To były czasy, gdy było kilka lekarstw, które dawały podobny odlot. Trzeba było mieć znajomego lekarza, który wypisywał na to recepty, i muszę pani powiedzieć, że to jest jeszcze nieopisane, ale młodzi ludzie nagminnie to łykali. A na prowincji królował klej. Butapren. Odurzano się nim. Mnie poza trawą narkotyki nie interesowały. Generalnie jestem absolutnym zwolennikiem tzw. skandynawskiego białego wina.

GALA: Co jest piekłem muzyka? 

KRZYSZTOF CUGOWSKI: Własne ego. Duma. Egoizm. A jednocześnie to jest przecież napęd w twórczości.