GALA: Twoja książka zaczyna się nietypowo – od opisu pękających w kroku spodni. Potem są zdjęcia Twojego nagiego torsu i jak stoisz w wodzie w slipkach. Jesteś bezwstydny?

KRZYSZTOF IBISZ: Zastanawiałem się, czy to nie jest ryzykowne zaczynać od tego książkę, ale uznałem, że to śmieszne. Bo one nie trzasnęły dlatego, że byłem za gruby, tylko dlatego, że miałem mięśnie. Porównałem ten dźwięk do wystrzału z pistoletu z tłumikiem. Czułem się jak James Bond, tyle że jemu spodnie nie pękają w akcji. A mnie tak. Zażartowałem z siebie samego.

GALA: Ta książka jest żartem?

KRZYSZTOF IBISZ: Tu nie chodzi o traktowanie z przymrużeniem oka książki i rad w niej zawartych, tylko mojej osoby. Chyba nie sądzisz, że jestem nadętym kolesiem, który tylko pyszni się swoimi muskułami. To ma być żartobliwa, lekka zachęta do zmiany stylu życia.

GALA: To jest książka o Tobie czy o Twoim indeksie glikemicznym?

KRZYSZTOF IBISZ: Ta książka spina wiedzę z kilku dziedzin: dieta, ćwiczenia i styl życia. Plus zabawne opowieści o świecie show-biznesu. Ta książka to opis mojej zmiany. Nie ma już rozleniwionego, otłuszczonego Krzyśka. Jest wysportowany, muskularny, pełen pasji życia czterdziestokilkulatek.

GALA: Sprzedasz mi patent, jak definitywnie rozprawić się z tkanką tłuszczową?

KRZYSZTOF IBISZ:  Najgorsze są bezsensowne zrywy. Nic nie jesz, katujesz się przez miesiąc-dwa, a potem odpuszczasz. I organizm wariuje. Zaczyna gromadzić tłuszcz na zapas, bo wie, że będziesz go głodzić. To horror. Prawda jest przewrotna. Chudniesz, gdy jesz. Często, ale racjonalnie. Plus sport. Oto cała zagadka.

GALA: Takie to proste, ale schudnięcie zajęło Ci dobre trzy lata.

KRZYSZTOF IBISZ: I musiałem mieć trenera. Bo tak naprawdę trzeba zmienić cały styl życia. Trudno zrobić to samemu. Ja potrzebowałem pomocy. Rewolucji nie robi się w pojedynkę.

GALA: Kto przewodził tej Twojej rewolucji?

KRZYSZTOF IBISZ: Darek Brzeziński. Jestem perfekcjonistą, więc sobie tę rewolucję starannie zaplanowałem. Zacząłem od znalezienia trenera.

GALA: Wybrałeś tego, który miał najładniejszą sylwetkę?

KRZYSZTOF IBISZ: Zdecydowały opinie ludzi, których trenował, i jego wyniki sportowe. Ja po prostu wyszukałem sobie mistrza w dziedzinie, o której miałem blade pojęcie. Dziś to usługa jak inne, a ludzie zrozumieli, że im się to opłaca.

GALA: Na pewno opłaca się to tym, którzy rozkręcają modę na zdrowe życie. A jakie ja mam mieć korzyści? Przecież to drenaż portfela.

KRZYSZTOF IBISZ: Podejrzewam, że więcej wydajesz na niezdrowe produkty, niż kosztowałby cię karnet na siłownię. Dobry wygląd to dobre samopoczucie. Nie powiesz mi, że bardziej ci się podoba twój mąż z brzuchem niż bez!

GALA: No właśnie, mój mąż ma brzuszek. Ale jakoś nie wyobrażam go sobie czytającego tę książkę do poduszki.

KRZYSZTOF IBISZ: Mąż powinien tę książkę przeczytać, ale chyłkiem. Polecam taki niecny plan. Panie kupują książkę i przez przypadek zostawiają gdzieś w łazience albo w garażu. Tyle mogą zrobić. Reszta należy już do panów. Ja wiem, że mężczyźni nie lubią się zmieniać, a szczególnie gdy kobiety każą im to robić... Przepraszam, przerwijmy rozmowę, bo muszę napić się wody... Woda to podstawa przy zdrowej diecie. Ja noszę ze sobą zawsze 1,5-litrową butelkę. W obydwu kulisach w Teatrze Kamienica, w którym rozmawiamy, przy scenie stoją moje butelki z wodą.

GALA: Więc płacisz duże pieniądze swojemu osobistemu trenerowi za to, by pilnował, żebyś pił wodę?! To absurd!

KRZYSZTOF IBISZ: Można to tak złośliwie ująć, ale wolę zapłacić trenerowi niż lekarzowi. I powiem ci więcej – bardzo mi się to opłaca! Bo koszt włożony w trenera, w dietę przekłada się wprost na dobre samopoczucie. A ono jest kluczem do szczęścia. Zadowolony z siebie człowiek jest lepszym pracownikiem, mężem, ojcem. Jest po prostu szczęśliwym człowiekiem.

GALA: Stymulujesz się, bo chcesz być lepszym pracownikiem. Chcesz być atrakcyjniejszy, bo tego wymaga od ciebie show-biznes. Bierzesz udział w wyścigu szczurów, ale po co dorabiasz do tego ideologię?!

KRZYSZTOF IBISZ: Tu nie ma ideologii! Chodzi o to, żeby mieć moc i energię do życia! Każdy, kto choć raz uprawiał jakieś sporty, wie, jakie to przyjemne. Wydzielają się endorfiny, czyli hormon szczęścia. Jest taki moment w trakcie treningu, że wszystko wydaje się nieistotne. Patrzy się na życie nie jak na naszpikowany problemami tor przeszkód, tylko jak na sprawy do załatwienia.

GALA: Podobno wydajesz z siebie dziwne odgłosy na siłowni. Czy to jest krzyk rozkoszy?

KRZYSZTOF IBISZ: Ty, jak dźwigasz ciężkie siatki z zakupami, też dyszysz. Poza tym krzyk wyzwala energię. Jak w karate. Na siłowni wszyscy krzyczą. Widać, że nie ćwiczysz, skoro się temu dziwisz.

GALA: Wolę jogę. Tam jest spokojniej.

KRZYSZTOF IBISZ: Ćwiczyłem jogę, lubiłem ją i uważam, że jest fantastyczna. Ale ja potrzebuję tego całego żelastwa z siłowni. Po prostu kocham żelazo. Uwielbiam się zmęczyć. Musi być pot.

GALA: Patrzę na Twoje zdjęcia: wyglądasz na nich jak amerykański model z lat 70. Albo jak Rambo. Nie wydaje Ci się, że kulturystyka jest passé? Że to było dobre 30 lat temu?

KRZYSZTOF IBISZ: Nie uważam, że to jest passé. To jest przyszłość.

 

GALA: I jak się czujesz wśród tych wszystkich „mięśniaków” na „siłce”?

KRZYSZTOF IBISZ: Masz przeterminowane wiadomości. Dziś już niewielu facetów w siłowniach tak wygląda. Dziś w siłowniach spotykają się dyrektorzy banków, aktorzy, sportowcy i biznesmeni, a także normalni studenci czy gospodynie domowe. To nie są czasy byczych karków w złotych łańcuchach, tylko pozytywnie zmotywowanych ludzi.

GALA: Niektórzy zarzucają Ci, że nie umiesz się godnie zestarzeć. Chcesz być 50-latkiem o wyglądzie 20-latka?

KRZYSZTOF IBISZ: A co to znaczy „godnie się starzeć”? Mam się teraz położyć przed telewizorem z paczką chipsów i wtedy wszyscy powiedzą, że się godnie starzeję?! Mam gnuśnieć, krzyczeć na żonę i złorzeczyć podłemu światu, co właśnie uprawia większość mężczyzn w pewnym wieku?! O nie! Tego nie chcę!

GALA: Ale Ty przekroczyłeś pewną granicę. Wszyscy podejrzewają Cię o operacje plastyczne.

KRZYSZTOF IBISZ: Co pewien czas przetacza się fala plotek na ten temat. Ale proszę, przyjrzyj mi się uważnie: mam zmarszczki, siwe włosy. Zajrzyj mi za ucho. I co? Jestem ponaciągany? Nie? No właśnie. Nie wierz plotkom. Cały mój młody wygląd zawdzięczam diecie i regularnemu treningowi. To siłownia sprawiła, że wyglądam 10 lat młodziej. To głupota, że wciąż się muszę tłumaczyć z tych rzekomych operacji.

GALA: Warto katować się tak dla tej gładkiej buzi?

KRZYSZTOF IBISZ: Niektórzy znajomi pytają:„ Krzysiek, po co ci to? Jesteś prezenterem, a nie sportowcem, nie musisz się aż tak katować”. Ale każda z tych osób po jakimś czasie dzwoni do mnie i mówi: „Stary, ja już nie mogę na siebie patrzeć. Daj mi numer do twojego trenera”. Każdy prędzej czy później się ocknie. To, co ja proponuję teraz, za kilka lat będzie w Polsce standardem.

GALA: Ludzie nabijają się z tego, jak wyglądasz. Wojewódzki, Majewski robią sobie żarty na temat Twojego wyglądu.

KRZYSZTOF IBISZ: To wolny kraj i ja się o głupie żarty nie obrażam. A chłopaki i tak prędzej czy później wylądują u jakiegoś osobistego trenera.

GALA: Jesteś straszliwie zapracowanym człowiekiem. Czy w tej siłowni ćwiczysz w nocy?

KRZYSZTOF IBISZ: Jak człowiek chce, to może. Ustawiłem sobie tak plan dnia i tygodnia, że znajduję czas na wszystko – i na rodziców, i na moich synów, i na siłownię. Tu nic nie jest kosztem czegoś.

GALA: W dzieciństwie musiałeś mieć kompleksy. Wyglądałeś raczej jak patyczak.

KRZYSZTOF IBISZ: Byłem chudy i słaby i dlatego przegrywałem w bójkach na podwórku. Ale już wtedy, po obejrzeniu Bruce'a Lee, nadrobiłem pewne braki. Długo ćwiczyłem wschodnie sztuki walki. Więc tych kompleksów w sumie nie miałem. Każda praca przynosi efekty. Nawet Łomnicki, geniusz aktorski, mówił: „Jeśli rola nie była próbowana b[[ razy, to nie będzie dobra”. W książce dużo o tym piszę. O roli treningu, który jest ważny w każdej dziedzinie, nie tylko w sporcie.

GALA: Zastosowałeś zasadę: Panuję nad swoim ciałem, więc panuję nad swoim życiem?

KRZYSZTOF IBISZ: Dokładnie tak.

GALA: Ale Ty nie do końca zapanowałeś nad swoim życiem. Jesteś po dwóch rozwodach...

KRZYSZTOF IBISZ: A może to właśnie jest dowód na to, że panowałem nad swoim życiem?

GALA: Rozpada Ci się małżeństwo, a Ty idziesz na siłownię?

KRZYSZTOF IBISZ: Są etapy w moim życiu. Miałem kilka związków. I były decyzje do podjęcia w tej sprawie. I ja je podjąłem. Nie chcę o tym mówić, bo nie myślę o przeszłości i nie trzymam się jej kurczowo. Trudne sprawy rozwiązałem najlepiej, jak potrafiłem.

GALA: Przeszedłeś rozwody. Stres towarzyszący temu musiał być ogromny.

KRZYSZTOF IBISZ: Stresem też da się zarządzać. Są szkolenia na ten temat.

GALA: Kiedy nie lubiłeś swego ciała?

KRZYSZTOF IBISZ: W Polsce mężczyźni mają moment kryzysowy tuż przed czterdziestką. I ja też tak miałem. To jest moment zapuszczenia się. Przychodzi mała stabilizacja, rozleniwienie. I to jest moment przełomowy. Albo ktoś wtedy mówi – zrobię z tym coś, nie dam się. Albo jest równia pochyła...

GALA: Twierdzisz, że to, jak wyglądamy, przekłada się na pracę? Gruby dyrektor to zły dyrektor?

KRZYSZTOF IBISZ: Pamiętam, że jeden z moich szefów w poprzedniej pracy zwolnił dobrego pracownika, bo był wiecznie smutny i zaniedbany. To był dla mnie szok! Jak to?! Wylecieć za to z pracy? A on powiedział: „Ktoś kto tak wygląda, nie może dobrze pracować”. Potem się zastanowiłem. Rzeczywiście, ciągle był ledwo żywy, sapał i przysypiał na zebraniach. Ja też prowadzę firmę i chcę, żeby w moich pracownikach była fajna, pozytywna energia.

GALA: To przerażające. W Twoim świecie nie ma już miejsca na słabości?

KRZYSZTOF IBISZ: Nie. Czy wiesz, że ja nie mam gorszych dni? Dla mnie, czy świeci słońce, czy pada deszcz, jest fantastycznie.

GALA: Chyba rozmawiam z cyborgiem!

KRZYSZTOF IBISZ: Ja tak mam. Częściowo wyniosłem to z domu. Moi rodzice zawsze byli tacy pozytywni i uśmiechnięci. Jestem genetycznie ustawiony na plus.

GALA: To okropne, nie dajesz sobie prawa do słabości...

KRZYSZTOF IBISZ: Są momenty trudniejsze, są problemy do rozwiązania, ale patrzę na to z dystansem. Show-biznes i praca zawodowa to jest gra. Kłopot zawodowy nigdy mnie nie przygnębia. Bo życie jest gdzie indziej. Nic nie potrafi mnie znokautować.

 

GALA: Chyba też zacznę nosić ze sobą jedzenie w kuferku i zapiszę się na siłownię, skoro od tego znikają wszyskie troski.

KRZYSZTOF IBISZ: Popieram!

GALA: Myślisz, że kobiety lubią taką muskulaturę?

KRZYSZTOF IBISZ: Ja podobam się Pauli. Chodzimy na spacery, jeździmy na rowerze. Ona mnie wspiera. Sama dba o linię. Razem ćwiczymy. Wtedy więcej czasu spędzamy razem. Myślę, że moja kobieta lubi moje ciało. Ona też bardzo mi się podoba. Dbamy o nasz związek. To ona zmusiła mnie w czasie największego natłoku zajęć – kiedy szykowaliśmy premierę w Teatrze Kamienica i pracowaliśmy po 14 godzin na dobę, gdy była promocja książki i programy na żywo – żebym wyłączał komórkę po 20. Świat się nie zawalił, a my mieliśmy czas dla siebie.

GALA: Synowie trenują?

KRZYSZTOF IBISZ: Tak. I uważam też na to, co jedzą. Gdy są u mnie, ja im gotuję. Dziś na przykład upiekłem w nocy schab. Czy ty wiesz, co dzieci mają w sklepikach szkolnych?! To jest zgroza! Niedługo jako społeczeństwo zapłacimy za to ogromny rachunek.

GALA: Jesteś chorobliwym optymistą?

KRZYSZTOF IBISZ: Czy to źle? Unikam ludzi ze złą energią, którzy mówią: „To jest fatalne, nie warto tego robić, nie dam rady”. Ja nie chcę tego słuchać. Dlatego nie czytam opinii na swój temat w internecie. Chronię siebie. Dlaczego mam zaśmiecać sobie mózg złą energią?

GALA: A jednak musisz się liczyć z falą plotek na temat Twojego ciała.

KRZYSZTOF IBISZ: W Polsce źle traktujemy ciało, wstydzimy się go. Taka jest tradycja. To niemęskie, że facet się modnie strzyże albo ładnie pachnie. Ciało jest grzeszne. A przecież ciało to my.

GALA: Widzę, że bardzo lubisz swoje ciało.

KRZYSZTOF IBISZ: Tu nie chodzi o lubienie. Tu chodzi o dobre samopoczucie. Próbujesz ze mnie zrobić narcyza. Nie kręcą mnie kosmetyki. Wolę iść na trening. Ciuchów też nie kupuję. Traktuję moje ciało normalnie. Z szacunkiem.

GALA: Chcesz zatrzymać młodość?

KRZYSZTOF IBISZ: E tam... Raczej czekam na siwe włosy. Nie rób ze mnie szaleńca, który wierzy w wieczną młodość! Lubię siebie jako 45-latka. Nawet wolę siebie teraz, niż gdy miałem 20 lat i popełniałem mnóstwo błędów.

GALA: A może dopadł Cię po prostu kryzys wieku średniego?

KRZYSZTOF IBISZ: Nie ma czegoś takiego jak kryzys wieku średniego.

GALA: Życie zaczyna się po czterdziestce?

KRZYSZTOF IBISZ: Jasne! I w każdym innym momencie, gdy jesteśmy gotowi na zmiany! Dla mnie życie zaczęło się trzy lata temu. I powiem coś, co wielu oburzy, bo to takie niepolskie. Ale powiem to głośno – lubię siebie. Lubię swoje życie!