Tuż po finale piątej edycji show TVNMasterChefudało nam się porozmawiać z jego zwyciężczynią, Magdaleną Nowaczewską. Jak wspomina udział w programie? Kogo z jurorów bała się najbardziej? Jak reagowała, oglądając samą siebie w telewizji? Oraz co znajdziemy w jej pierwszej książce kucharskiej - Z miłości do gotowania? Przekonacie się o tym wszystkim, czytając nasz wywiad z Magdaleną Nowaczewską!

- Wygrana w MasterChefie to totalne zaskoczenie, czy gdzieś tam w środku się jej spodziewałaś?

Od początku mojej przygody w programie dawałam z siebie wszystko, traktowałam bardzo poważnie każdą konkurencję, aby nauczyć się jak najwięcej. Nie brałam pod uwagę wygranej, skupiałam się na tym, aby nie zawieść siebie, współzawodników i jurorów. Czerpałam radość z gotowania oraz możliwości rozwoju, jakie dawał program. Dopiero w konkurencji finałowej zdałam sobie sprawę, że zostało nas już tak mało… Ale mimo tego faktu, była to wizja nieosiągalna. Myślę, że kilka minut przed ogłoszeniem werdyktu, poczułam ogromny stres nie wynikający z oceny dania, ale właśnie z faktu, że mam szansę zostać piątym MasteChefem…

- Co poczułaś w momencie usłyszenia werdyktu?

Straciłam kontakt z otoczeniem… Poczułam, jakby przede mną wyrósł mur, przez który nie docierały do mnie żadne emocje, płacz, uśmiechy… Niesamowite uczucie, którego doświadczyłam pierwszy raz w życiu. Dopiero po czasie, jak trochę ochłonęłam i dostałam statuetkę do ręki, zdałam sobie sprawę z tego, co się wydarzyło.

- Co było dla Ciebie najtrudniejszym zadaniem w programie?

Może ciężko w to uwierzyć, ale najtrudniejsza wcale nie była jakaś określona konkurencja. Oczywiście, były one o zróżnicowanym poziomie trudności, z niektórymi produktami spotkałam się pierwszy raz w życiu, co dodatkowo nie ułatwiało zadania. Myślę, że najtrudniejsze było złapanie takiej pewności siebie. Na początku nawet jak czułam, że zrobiłam coś dobrze, to nie do końca byłam tego pewna. Tej pewności, szczególnie przy takim Jury, musiałam się nauczyć i to było najtrudniejsze zadanie. W późniejszej fazie wiedziałam już doskonale, że niosę dobre danie i byłam tego pewna, to z pewnością cenna lekcja.

- Czy miałaś moment zwątpienia, gdy chciałaś „oddać fartucha”…?

Momenty zwątpienia - nie ma ich chyba tylko ten, który nic nie robi. W każdej konkurencji walczyłam z całych sił, zapominając o rywalizacji, starając oddać ,,całą siebie” na talerzu. Ja tam byłam spełniać marzenia. Gotowałam tak, aby czerpać z tego radość, więc ani przez chwilę nie pomyślałam o rezygnacji. Jedynym momentem , w którym pomyślałam o powrocie do domu, była Kolumbia. Dokładnie po pierwszej konkurencji na Karaibach. Miałam poparzone ręce i twarz, wyglądało to naprawdę źle, a zdrowie jest dla mnie bardzo ważne. Powiedziałam sobie wtedy: Magda, jesteś tak daleko, zaciśnij zęby i walcz… Wiedziałam, że to nie wróci, a chciałam mieć przeświadczenie, że zrobiłam naprawdę wszystko, co było w mojej mocy.

- Który z jurorów był najżyczliwszy, na kogo mogłaś zawsze liczyć?

Ciężko jednoznacznie wskazać na kogo, bo każdy z jurorów służył pomocą, wskazówkami, doświadczeniem na swój sposób. Były to bez wątpienia cenne lekcje, podczas każdej konkurencji. Motywowały do działania, część z nich zapamiętam do końca życia.

- A w takim razie czyjej oceny obawiałaś się najbardziej?

To bardzo trudne pytanie. Negatywne opinie całej trójki Jurorów były niezwykle cenne, często niełatwe do przełknięcia. Podejście ze swoją potrawą do pani Magdy, Ani czy pana Michela za każdym razem wzbudzało szereg emocji. Negatywna ocena dawała uczucie, z którym nie chciałam mieć już nigdy nic wspólnego, że zawiodłam jurorów i samą siebie. Był w tym jednak plus, to dawało przysłowiowego ,,kopa’’ do jeszcze większej determinacji i pracy. Jestem osobą, którą szczera opinia, niekoniecznie pozytywna, jeszcze bardzie motywuje do działania. Wracając jednak do meritum pytania, proszę Państwa o przypomnienie sobie sytuacji, mam nadzieję że nie tylko ja tak miałam (śmiech). Mogę to porównać ze starszym kuzynostwem, do każdego z nich masz szacunek, każdy cię czegoś uczy. Patrzysz na nich z podziwem, ale zawsze jest taka jedna osoba, która jak powie stanowcze ,,nie’’, to wiesz że żarty się skończyły i nie ma co zaczynać dyskusji. Taka właśnie była ocena pani Magdy - przeszywała. Mówimy rzecz jasna o ocenie, bo Magda Gessler sama w sobie jest ciepła osobą, która daje dużo cennych wskazówek.

- Jaka panowała atmosfera między uczestnikami? Była zacięta rywalizacja, czy raczej zabawa?

Z natury jestem osobą otwartą, ceniącą szczerość, więc darzyłam sympatią każdego z uczestników. Jednych poznałam lepiej, innych mniej, kilka osób było mi naprawdę bliskich i nasza znajomość z pewnością nie skończy się po programie, co nie zmienia faktu, że cała ekipa tworzyła naprawdę zgrany zespół! Skłamałabym mówiąc, że nie było rywalizacji, która jest nieodłączną częścią programu.  Mimo wszystko uważam, że była to „zdrowa” rywalizacja, która sprawiała, że konkurencje nabierały tempa i charakteru… A chyba o to chodziło.

- Jak się czułaś, oglądając odcinki MasterChef w telewizji?

Miałam mieszane uczucia… Nie ukrywam, że nie lubię oglądać siebie w telewizji… Przez cały czas trwania programu nie oswoiłam się z wizerunkiem swojej osoby na ekranie telewizora.

- W jakim rodzaju kuchni czujesz się dzisiaj najlepiej/najswobodniej?

Gotowaniu poświęcam każdą wolną chwilę od kilku lat. Dlatego lubię, kiedy w kuchni dużo się dzieje, gdy jest kreatywna, gdzie nieustannie unosi się zapach jedzenia, gdy kuchnia jest zastawiona garnkami po same brzegi. Najlepiej czuję się w kuchni inspirowanej uczuciami do bliskich osób, doprawionej świeżymi ziołami i w niebanalnych zestawieniach smakowych. Jestem zakochana w kuchni Polskiej, którą „zaraziła” mnie mama, ale smaki kuchni z całego świata inspirują i zwiększają kreatywność, więc chcę przez całe życie być otwarta i smakować każdy zakątek świata!

- Co znajdziemy w Twojej pierwszej książce, Z miłości do gotowania, wydanej przez Burda Książki?

W książce znajdziecie mały kawałek mnie samej, przepisy dla kulinarnych tradycjonalistów, jak również miłośników nowych doświadczeń smakowych. Najważniejsze dla mnie jest to, aby moja książka Z miłości do gotowania was zainspirowała i obudziła chęć gotowania, kuchennych eksperymentów. Kocham produkty polskie, zdrowe, od lokalnych dostawców .Starałam się , aby przepisy były proste w swoim przekazie, z którymi spotkaliście się już do tej pory, ale które pozwolą Wam odkryć nowe horyzonty.

Książkę Magdaleny Nowaczewskiej Z miłości do gotowania kupicie już w sieci EMPiK>>