Liyo, widziałam Cię wczoraj wieczorem na przyjęciu z innymi ambasadorkami L’Oréal Paris. Wyglądałyście na bardzo zaprzyjaźnione.

Ten festiwal to bardzo miła i jedyna okazja, kiedy możesz spotkać tyle innych ambasadorek L’Oréal Paris. To zawsze jest niezwykłe doświadczenie, bo wszystkie są wyjątkowymi kobietami. Wspólnie spędzamy tu sporo czasu, dużo rozmawiamy, zwierzamy się sobie, dzielimy doświadczeniami. Chodzimy razem na lunche. Na ten wywiad szłam razem z Aimee Mullins. Ona jest niesamowita. Ta jej siła, to, jak żyje, jakie ma przekonania. I wiesz, to jest chyba największa wartość festiwalu, że możemy tu się spotkać i spędzać wspólnie czas.

Ty nie tylko jesteś aktorką, modelką i projektantką, ale prowadzisz też własną fundację.

Tak, zajmuję się kobietami w ciąży. Sama jestem mamą, mam dwoje dzieci. Pochodzę z Etiopii, ale od wielu lat mieszkam w Nowym Jorku i w tym mieście urodziłam dzieci. Wiem, jak wielka jest różnica między Etiopią a Stanami. Jak inaczej wyglądałaby moja ciąża i poród, gdybym musiała rodzić w moim rodzinnym kraju. Tam warunki są bardzo trudne: nie ma szpitali, kobiety są pozbawione dostępu do opieki zdrowotnej, nie chodzą więc do lekarza. W konsekwencji wiele z nich umiera przy porodzie. I tam, kiedy jesteś w ciąży, zamiast cieszyć się tym cudownym stanem, głównie zastanawiasz się, czy przeżyjesz poród. Czy nie osierocisz swoich dzieci. W związku z tym moja fundacja wspiera budowę centrów medycznych dla kobiet w ciąży, wspiera rozwój dostępu do opieki lekarskiej, żeby mogły bezpiecznie urodzić dzieci. I móc cieszyć się macierzyństwem tak jak my.

Ty masz dwoje dzieci. Czy uczysz je empatii, przekonujesz, że trzeba pomagać innym: biedniejszym, słabszym?

Tak, staram się to robić, jednocześnie nie zamęczając ich opowiadaniami z cyklu: „A ja w twoim wieku nie miałam tak dobrze”. Bo zawsze jest ryzyko, że powiedzą: „Mamo, nie truj mi już!”. I będą patrzeć na mnie i męża z taką miną, jakby chciały powiedzieć: „Dajcie już spokój!”. Więc takie działanie na siłę nie ma sensu. Staramy się razem z ich ojcem, który też działa charytatywnie, świadczyć własnym przykładem. Żeby widziały, że wypada pomagać tym mniej uprzywilejowanym, że to element dobrego wychowania.

Oprócz tego, że jesteś doskonałą ambasadorką swojego rodzinnego kraju, jesteś też ambasadorką L’Oréal Paris. Porozmawiajmy więc trochę o kosmetykach. Masz dostęp do wszystkich. Które są najlepsze?

Pierwszy kontakt z kosmetykami L’Oréal Paris miałam jako modelka za kulisami pokazów mody. Tam, odkąd pamiętam, króluje lakier do włosów Elnett. Naprawdę w świecie mody wszyscy go używają. A już jako ambasadorka marki odkryłam wiele nowych produktów. Jeśli chodzi o makijaż, skupiam się na oczach, więc używam tuszu do rzęs i linera. Moja ulubiona mascara to Faux Cils Papillon (w Polsce pod nazwą False Lash Wings – dop. red.). Szczoteczka ma specy ficzny kształt, dlatego tusz superłatwo się nakłada.

Aktorka, ambasadorka... Ale przede wszystkim jesteś top modelką. Dlatego muszę Cię zapytać: czy znasz jakieś polskie top modelki?

Tak, Małgosię Belę. Ale aż do dziś nie miałam pojęcia, że jest Polką! Przyjaźnię  się też z Anją Rubik. To kolejna naprawdę niezwykła kobieta.

Tak jak Ty mieszka w Nowym Jorku.

Tak. Czasem udaje nam się tam nawet spotkać. (śmiech) Lubię ją – jest piękna, utalentowana. Wydaje własny magazyn o modzie „25 Magazine”. Miałam nawet sesję do pierwszego numeru. Podziwiam Anję, że sprostała takiemu wyzwaniu i świetnie sobie radzi, bo to duża odpowiedzialność prowadzić taki magazyn. Widziałam drugi numer – doskonały! Rozmawiamy też o tym, by zrobić coś wspólnie do trzeciego numeru, ale na razie jestem strasznie zajęta.

A ile czasu zajmuje Ci przygotowanie się do wyjścia na czerwony dywan tu, w Cannes.

Caaaałe popołudnie! Chociaż mam do pomocy najlepszych fachowców na świecie, ekspertów L’Oréal Paris od makijażu i włosów.

Wybrałaś już sukienkę na wieczór?

Tak, oczywiście mam już suknię, teraz trzeba jednak pomyśleć o makijażu i fryzurze. Sprawdzić, co będzie najlepiej pasowało do kreacji.

No to chyba pójdzie już szybko?

No nie wiem... Coś mi się zdaje, że to jednak zajmie mi całe popołudnie. (śmiech)