Nie boi się mocnych słów. Opisuje nimi naszą rzeczywistość, która - choć daleka od tej z jego książek - coraz bardziej przesycona jest elementami rodem z sci-fi. O swoim nowym projekcie zawodowym, a także kilku innych ważnych sprawach z Łukaszem Orbitowskim rozmawiała Sandra Hajduk.

Łukasz Orbitowski o "Antologii polskiego cyberpunka"

Sandra Hajduk: Łukaszu, do naszego spotkania zainspirował mnie temat słuchowiska „Antologia polskiego cyberpunka”, bo zdaje się, że wizja zagubionego w nowym świecie społeczeństwa nie jest już science fiction?

Łukasz Orbitowski: Namęczyłem się, żeby napisać tekst cyberpunkowy, który jednocześnie osadza się w klimatach, w których na co dzień się poruszam [śmiech]. A tak serio, z radością obserwuję, że coś tak niebywale archaicznego jak słuchowisko, zyskuje swoje drugie życie. Ludzie ku temu ciążą, a ja mam przyjemność coś takiego pisać. To jest naprawdę fajne. 

Co do społeczeństwa… być może ono było zawsze zagubione. Ja jestem człowiekiem, który się gubi we współczesnym cyberpunku. Nasza rzeczywistość jest przecież rzeczywistością rozszerzoną, która w dużej mierze funkcjonuje w sieci. Ja jako facet ponad 40-letni pewnych rzeczy zwyczajnie nie kumam. Nie kumam szału na jutjuberów, nie rozumiem popularności Tik Toka. W świecie współczesnego Internetu jednak różne inne zjawiska, nie znane mi nawet z nazwy. Współczesność jest tajemnicza. 

Masz poczucie, że technologia zaczyna być względem nas nadrzędna?

Technologia współrządzi moim życiem, to wynika chociażby z korzystania z mediów społecznościowych i budowania siebie tam. Przecież część mnie jako osoby publicznej, a w dużej mierze również prywatnej, funkcjonuje w świecie mediów społecznościowych, w związku z tym myślę o tym, jaki ja tam jestem. A od tego myślenia łatwo przejść do rozważania tego, jaki powinienem być. A tuz kolei mówimy już o przypodobywaniu się. 

Jesteś synem artysty, sam studiowałeś filozofię. Czy w dzisiejszym świecie jest jeszcze miejsce dla humanistów? Kto dziś czyta felietony, szuka merytoryki?

Pochodną dominacji Internetu jest tzw. świat baniek. Posługujemy się tym terminem na co dzień. Owe bańki niestety bardzo często się nie przenikają, co najwyżej stykają ze sobą. Niestety funkcjonujemy już w osobnych światach, gdzie spotykamy sobie podobnych ludzi. Tak nas nawet parują rzeczone media społecznościowe. W związku z czym ja na przykład przebywam w świecie, w którym czyta się książki, ale to jest, umówmy się, jakaś enklawa, jak sądzę, niewiele znacząca dziś rzeczywistość. Książki niestety nie odgrywają takiej roli jak 100, ba, jak 20 lat temu. Pytałaś o merytoryczną informację. Dziś wchodziłem na różnego rodzaju wiodące portale i wniosek mam taki: media nie oferują nam dziś wiedzy, a emocje. Są nakierowane nie na to, bym poszerzył wiedzę o świecie, ale bym się poczuł w określony sposób: podekscytowany, zaniepokojony, zasmucony. To ma ożywić mój świat uczuć. Innymi słowy mówiąc: media przemawiają bardziej do serca niż do głowy, jednak w złym sensie. 

Łukasz Orbitowski: "Małpka" jest niestety w Polsce symbolicznym narzędziem relaksu

 

Wspominałeś kiedyś, że "korzystanie z życia" jest rozumiane we współczesnym świecie czasem dość hedonistyczne: jako wciąganie koksu i chadzanie po knajpach. Czy my jeszcze w ogóle potrafimy cieszyć się życiem w tym bardziej epikurejskim wymiarze?

Głównie małe rzeczy nam teraz zostały. Osoba, która cieszy się życiem ładując koks do nocha to, umówmy się, margines w skali społeczeństwa. To promil chociażby dlatego, że narkotyki są drogie i nielegalne. Życie dionizyjskie, w którym pojawiają się modne lokale i kosztowne używki jest udziałem bardzo nielicznych. Chyba nawet ludzi, którzy cieszą się życiem w epikurejski sposób, jest nie tak wielu jak byśmy chcieli nie dlatego, że nie przyszłoby im to do głowy, ale dlatego, że staliśmy się społeczeństwem, które koncentruje się na przeżyciu, a nie na tym, żeby wypić kieliszek wina i pogadać o Sokratesie. Niestety w Polsce symbolicznym narzędziem relaksu jest wciąż "małpka" kupiona po pracy, żeby się odstresować. Nie jestem socjologiem i nie chciałbym wyjść na mądralińskiego, ale uważam, że jesteśmy społeczeństwem, które nie ma w sobie tego epikurejskiego ducha. Jesteśmy wiecznie zmęczeni, zastraszeni, skłóceni, przejęci i zaniepokojeni przyszłością. W związku z tym epikurejskie smakowanie życia jest poza nami. 

Wsparłeś Strajk Kobiet, ale sam przyznałeś, że ruchy tego typu zazwyczaj miewają kiepskich liderów.. Co dalej? Gdzie, Twoim zdaniem, będzie Polska za 10 lat?

Istnieje niebezpieczeństwo, że osoby, które przewodzą Strajkowi Kobiet, nie zdołają przekuć tego ruchu na coś więcej. Jest obawa, że zostanie to rozmienione na drobne. Jestem tu niestety pesymistą z dwóch powodów. Po pierwsze wszyscy teraz krzyczą "je*ać PiS" i "wypie*dalać" i jest to słuszny postulat. Tylko co będzie, jak już ten "wyje*any" PiS sobie "wypierdoli"? Co wtedy? Nie słyszałem żadnego pomysłu na to, co ma być potem i być może nawet Strajk Kobiet nie jest od tego. To ruch kontestujący władzę, ale powstał wskutek jednego wyroku. Jest jednak druga sprawa. Idą ciężkie czasy, przede wszystkim ekonomicznie. Ciężkie czasy radykalizują ludzi. W konsekwencji czego można obawiać się zradykalizowania sceny politycznej i moim zdaniem nic dobrego się z tym nie wiąże choć chciałbym się mylić. 

Czy boli Cię, jak rządzący traktują kulturę?

Chciałbym, żeby władza do kultury odnosiła się w inny sposób, żeby rozumiała ją jako zjawisko wielowymiarowe. W tej chwili mamy wyraźny podział między kulturą oficjalną, symbolizowaną - czy chcemy czy nie - przez Zenka Martyniuka i kulturę kontestującą, czyli sprzeciwiającą się władzy. Wydaje mi się, że rządy PiS-u co najwyżej uwypukliły coś, co działo się wcześniej, czyli pogardliwy stosunek do kultury, który był obecny także w przypadku wcześniejszych ekip, mam tu na myśli przede wszystkim kwestie finansowe.

Ty jako osoba pracująca słowem - masz w sobie lęk wobec przyszłości, również tej ekonomicznej?

Myślę, że dam sobie radę, bo nie mam wątpliwości, że ludzie nadal będą czytać książki. Książka utraciła swoją rolę wiodącego symbolu kultury chociażby na rzecz serialu, ale ludzie nadal  czytają. I myślę, że dalej będą to robić. Zostałem pisarzem, by opowiadać historie, najwyżej będę to robił w inny sposób. Może dadzą mi do napisania serial - jeden już powstaje. Mogę snuć opowieści na YouTube albo pisać słuchowiska. Ja jestem opowiadaczem. Może będą mnie kiedyś pokazywali w muzeum, że był kiedyś ktoś, kto pisał rzeczy drukowane nie wiadomo po co [śmiech].

A propos rzeczywistości - siedzimy dziś na zoomach, callach, czy my już świadomie pozbywamy się swojego człowieczeństwa?

Nie umiem Ci odpowiedzieć na to pytanie. Dokładnie tę samą wątpliwość wyraził w swoim eseju Jan Jakub Rousseau, który na pytanie, czy postęp cywilizacyjny uczynił człowieka lepszym, udzielił odpowiedzi przeczącej. Odpowiedź na to pytanie dla mnie krąży wokół pojęcia empatii. Żyjemy w czasach, które zmieniają się wyjątkowo szybko. Gdy patrzę na pokolenie moich rodziców, mam poczucie, że oni i ja mieliśmy podobną rzeczywistość, tak zwaną normalność. Potem pojawił się Internet, a ostatnio przyspieszone zmiany technologiczne spowodowane pandemią. Widzisz, moje „nie wiem” wynika z tego ważnego rozróżnienia iż to, co jest inne, nie do końca musi być złe. Kiedy myślę o spotkaniu na Zoomie, to tęsknie za spotkaniem w rzeczywistości, Kiedy widzę dzieciaki siedzące w necie to śni mi się, by wygonić je na podwórko. Ale ja nie wiem, czy te dzieci nie zbudują lepszego społeczeństwa. Nie mogę tego wiedzieć.

Widzę przemijanie świata, w którym sam spędziłem dzieciństwo. Widzę, że idzie inny, zbudowany przez technologię człowiek, który potrzebuje nieustannego bodźcowania. We mnie to budzi niepokój, ale to po prostu lęk przed nieznanym. A może to, czego nie znam, okaże się lepsze dla ludzi, którzy przyjdą po mnie? Tego nie wiem.

 Co jest wartością, którą zabrałbyś z tego starego świata do nowego?

Jest to miłość oparta na bliskości. We wszystkich jej przejawach. Rozumiem to bardzo szeroko. Jest miłość do dzieci, do partnera, miłość przyjacielska, tu mówimy już o budowaniu małej społeczności, o tworzeniu domu, z którego na świat wychodzą jakieś nitki, które tworzą coś więcej. Jeżeli coś bym zabrał, to właśnie te żywe, prawdziwe i bliskie relacje.